O człowieczeństwie (Część druga, końcowa)
 
Autor: Zdzisław Cackowski
 

Człowiek ? dzieła człowieka, które go tworzą
 
Wymienię teraz najważniejsze stany rzeczy, w które uwikłany jest człowiek, uwikłany jako twórca owych stanów rzeczy, ale też jako istota przez nie ? zwrotnie ? tworzona, stwarzana.

Narzędzia są dziełem człowieka, realizacją możliwości, które się pojawiły na skutek pionizacji, wyprostowanej postawy... Czy te możliwości musiały się zrealizować, czy się musiały zrealizować tak właśnie, jak to się stało? Tego nie wiem, choć przypuszczam, że z owych możliwości ani realizacja nie wyrastała jako bezwzględna konieczność ani też jedyna tej realizacji forma.

Natomiast jedno zdaje mi się pewne: w miarę rozbudowywania przez człowieka świata narzędzi jako środków swojego działania bardzo istotnie wzrastał ludzki świat, i związane z nim dobrodziejstwa, ale i (a nawet przede wszystkim) kłopoty. Świat poprzez narzędzia staje się większy i większy, a co najważniejsze ? staje się on coraz bardziej niejednoznaczny. W tym kierunku rozwijający się świat wymaga od swojego mieszkańca coraz bardziej rozbudowanego poczucia ewentualności. Ten termin znalazłem u Roberta Musila w jego powieści Człowiek bez właściwości, gdzie występuje on w takim oto kontekście: człowiekowi nie wystarcza poczucie realności; musi on mieć rozbudowane poczucie ewentualności. Poczucie realności ma i ryba, która chwyta realność czyli robaka, a połyka ewentualność, czyli haczyk.

Krótko: świat ludzki przez to właśnie, że jest to świat działania środkami pozaorganizmalnymi, świat narzędziowy, jest światem dużej niejednoznaczności, niejednoznaczności trafienia na okoliczności korzystne, jak i niekorzystne, taki świat wymaga ? zwrotnie ? owego ewentualnościowego nastawienia. W tym sensie narzędzia ? dzieło człowieka, wymuszają jego rozwój informacyjny, kształtowanie dyspozycji do redukowania niejednoznaczności.

Człowiek ? twórca kultury, ale i kultura ? twórczyni człowieka. Przywołajmy choćby Zygmunta Freuda i jego myśl o kulturze jako twórcy ludzkiego cierpienia.

Ja tę zwrotnie kreatywną wobec człowieka moc kultury wesprę jednym tylko przykładem. Moc twórcza jednostki nie wyznacza samodzielnie jej twórczej efektywności. Gdyby bowiem w latach dwudziestych naszego wieku w którymś z uniwersytetów niemieckich podjęło studia dwóch młodzieńców o porównywalnych sprawnościach umysłowych, ale jeden z nich trafiłby na fizykę jądrową, drugi zaś na anatomię prawidłową, to niewątpliwie ten pierwszy miałby większe szanse spełnienia się twórczego niż ten drugi, bowiem efektywność twórcza jednostki ludzkiej jest funkcją (co najmniej!) iloczynu jednostkowych dyspozycji twórczych i dynamiki dziedziny kultury, w której ta jednostka działa.

Homo animal sociale, formuła od Simonidesa, Arystotelesa, Seneki. Oddaje ona istolną prawdę o człowieku. Ale jaki ma status ta prawda? Czy jest to prawda faktu: człowiek jest istotą społeczną, ponieważ faktycznie żyje z innymi ludźmi? Przecież doktryna z katechizmu chrześcijańskiego wzięta da nam na to pytanie pozytywną odpowiedź, dodając jednocześnie, że stosunki z innymi ludźmi są konieczne tylko dla spełnienia się człowieczeństwa, natomiast źródło kreatywne człowieczeństwa jest poza społecznym kontekstem, w twórczej mocy Boga dającego człowiekowi duszę. W tym sposobie myślenia człowieczeństwo, wbrew Vercorsowi, jest stanem, z którym przychodzimy na świat.

Inny sposób myślenia o społecznej naturze człowieka i człowieczeństwa próbuje sięgnąć głębiej, przyjmując, że stosunki społeczne nic tylko realizują człowieczeństwo, ale je tworzą.

Homo sapiens. Tę formułę rozpatrzę tutaj w jej zubożonej interpretacji: człowiek istota świadoma.

Chyba wszyscy wiedzą, w jaki sposób bogowie realizują swoje złe zamiary wobec kogoś powzięte. Mianowicie, gdy kogoś postanawiają zgubić, to mu rozum odbierają. Rozum ? świadomość, znowu dokonuję tu pewnej interpretacji.

Nie wszyscy chyba jednak wiedzą, w jaki sposób się ludziom rozum/świadomość odbiera. A sposób jest prosty i niezawodny: sukces, powodzenie, niezawodność jakiegoś sposobu działania. Niezawodność sposobów działania dostatecznie długotrwała. Nie ma mocnych, sukcesem usypia się każdą czujność. Bo świadomość jest ogniwem w łańcuchu tworzonym przez: ból, cierpienie, niepewność, lęk, czujność, ŚWIADOMOŚĆ.

Świat ludzki jest światem niepewności (rosnącej niepewności, ewentualności), światem lęku i koniecznej czujności. Obdarzenie zaś człowieka światem całkowitej i długotrwałej pewności niezawodnie prowadzi do wygaszenia świadomości. Bo świadomość ludzka jako rys człowieczeństwa jest nie tylko i nie po prostu faktem. I jest koniecznością ludzkiego, ewentualnościowego, niejednoznacznego świata. Nadajcie ludzkiemu światu całkowitą jednoznaczność, a straci on charakter świata ludzkiego; przestanie on wtedy wymagać ludzkiego świadomego partnerstwa i przestanie świadomość ludzką generować.
 
CREATIO
 
Homo creator. Tutaj szczególnie dramatyczne było, i ciągle jest to napięcie między creatio divina a pełną przedmiotowością ludzką, która niebawem zaczęła aspirować: do twórczości, osiągając w końcu szczyty zuchwalstwa i pretensjonalności. Deus creator ? Homo creator.

Zanim jednak o tym napięciu między creatio divina a creatio humana terrenaque coś powiem, muszę choć kilka zdań powściągu sformułować wobec pewnego złudzenia na temat twórczości ludzkiej, którą się dość powszechnie traktuje jako manifestację wolności, radości i najwyższego dążenia człowieka. Otóż kontruję tę jednostronność twierdzeniem, że postawa twórcza i działalność twórcza człowieka jest wtórnie dopiero jego pozytywnym i świadomym dążeniem, Jego pozytywnym i świadomym wyborom. W swojej warstwie podstawowej twórcze działanie człowieka jest zniewalającym musem.

Ten zniewalający mus tworzenia jest fundamentalnym rysem ludzkiego losu, a wynika z podstawowych właściwości ludzkiego świata. Nie wchodząc w ?szczegóły?, wobec których często byłbym bezradny, streszczam owe podstawowe właściwości ludzkiego świata jednym określeniem ? dynamika, zmienność. Owa dynamika była, jak się zdaje, bardzo powolna we wczesnych epokach ludzkiej historii, później ulegała zwiększeniu, w ostatnich tysiącleciach zwiększała się już bardzo wyraźnie, żeby w ostatnich stuleciach przybierać wartości wręcz oszałamiające. Ale mimo różnicy tempa, zmienność ludzkiego świata wydaje się jego zasadniczym wyróżnikiem wobec światów innych gatunków zwierząt.

Ta właśnie zmienność, ta dynamika świata ludzkiego sprawiała i sprawia, że wszelkie sposoby ludzkiego działania, wszelkie ludzkie kompetencje (w tym umysłowe) prędzej czy później (dawniej później, obecnie coraz wcześniej) się zużywają, a przez to człowiek (osobnik ludzki, wspólnota ludzka, gatunek człowieczy) traci sprawność, którą był zdobył i która dotąd była w jego życiu skuteczna. Stąd wyrasta, ciągle się powtarzając z rosnącą z czasem częstotliwością, konieczność tworzenia nowych sposobów działania, nowej wiedzy, nowych sposobów myślenia. Permanentna konieczność tworzenia.

Główny problem wszystkiego, co żywe nie polega na Hamletowym Być albo nie być? Bo wszystko, co żywe, zawsze (poza stanami patologii) odpowiada na to pytanie jednako: być! Główny problem człowieka streszcza się w pytaniu: Jak być? Bowiem w ludzkim świecie, żeby być, trzeba ciągle być inaczej! Oczywiście, nie jakkolwiek inaczej, ale inaczej w stosowny do nowej sytuacji sposób.

Człowiek, to istota, która nic nie posiada i chyba nie może zdobyć nigdy dyplomu ostatecznej kompetencji życiowej, bo każda kompetencja prędzej czy później się wyczerpuje, co ostatnio przybiera tak zawrotne tempo, że ledwie się jakaś sprawność (czy to intelektualna, czy praktyczna ? technologiczna) zarysuje, a już jej przydatność staje pod znakiem zapytania, bo nowe aspekty rzeczywistości wymagają czegoś innego. Więc mus tworzenia!

Twórczość z musu, z konieczności jest też trudem, ciężarem, od którego chciałby pewnie człowiek uciec, ale uciekać od musu tworzenia, to uciekać od życia. Owszem, dlaczego nie: życie niekiedy jest tak ciężkie, że chciałoby się uciekać. Ale są też i uroki, motywy ciągnące ku życiu. Gdy te ostatnie przeważają nad motywami ucieczki, to się żyje.

Trud życia i twórczości rodzący pokusę ucieczki i pozytywne aspekty życia rodzące radość życia, te dwa sprzężenia z życiem można, jak się okazuje, rozłączyć: trud zwalając na barki jednych, a radość życia oferując innym. Takie rozłączenie trudu i motywu tworzenia jest ich obu zdegenerowaniem, ale ono właśnie, to rozłączenie, ta alienacja była (i ciągle jest) mocą napędową klasowych dziejów ludzkich społeczeństw.

To napięcie między negatywnym motywom tworzenia (związanym z trudem tworzenia) i motywem pozytywnym, z radością tworzenia pokonywano w dziejach ludzkich na dwa różne, ale sprzężone ze sobą, sposoby.

Jeden już wymieniłem: radość i pozytywne owoce tworzenia ? jednym, a nagi ciężar trudu (przez to zwielokrotniony) ? innym. Temu rozwarstwieniu pełnego ludzkiego procesu twórczego towarzyszyło też bardzo specyficzne oddzielenie od siebie tworzenia środkami lekkimi (Słowem, sfera ducha) i tworzenia (któremu miana twórczości odmawiano, upatrując w nim tylko zwierzęcość) w materii ciężkiej.

Słowem tworzyli światy władcy, królowie, sędziowie, bogowie ...

Ich Słowo było słowem mocy, więc musiało się spełniać; prawdziwość tego Słowa polegała właśnie na jego mocy pełnego wcielenia. W tych doktrynach (które miały w różnych wertykalnych strukturach społecznych swoje uzasadnienie; a struktury te wypełniały dzieje ludzkie od najdawniejszych czasów aż po wiek XX) cała moc twórcza lokowana była w świecie ducha i Słowa, a jednak spełnieniu było zawsze potrzebne wcielenie; ta twórcza moc Ducha i Słowa potwierdzała się w rzeczowym spełnieniu, we wcieleniu, w pełnym wcieleniu.

To lokowanie mocy twórczej człowieka w świecie Ducha i Słowa wynikało nic tylko z potrzeb sprawowania władzy w wertykalnych strukturach życia społecznego (zob. VJF oraz DM); ono zyskiwało sobie wsparcie w ludzkich marzeniach o łatwym i lekkim tworzeniu, tworzeniu mocą samego Ducha (chcenia) i mocą Słowa: ?Stoliczku, nakryj się!?, ?Sezamie, otwórz się!?. Ale ? tu dochodzimy do nowego źródła wymuszającego ciągłe tworzenie ? creatio continua.

Żeby cokolwiek dobrze zrobić (dobrze, jako tako dobrze, a nie ostatecznie dobrze) trzeba: mieć z czego; mieć z kim; i ? nade wszystko ? trzeba to robić wielokrotnie. Nikt za jednym razem niczego jeszcze dobrze nie zrobił, i nie mógł. Dlaczego? Dlaczego nie można było 100 lat temu zaplanować (wymyślić) i zbudować Mercedesa model 1999?

Zapewne nie potrafię dać pełnej odpowiedzi na to pytanie. Wymienię tylko jedną rację tej niemożności, którą wszakże uważam za rację podstawową. Rzecz w tym, że żadne przejście od kreacji w obszarze świata lekkiego (w obszarze ducha i Ssłowa) do świata ciężkiego, to znaczy żadne wcielenie nie może mieć charakteru liniowego. Po żadnym ?Niech się stanie!? nie można stwierdzić ?I było dobrze?, bowiem nigdy wcielenie do słownej konstrukcji bez reszty nie przylega. Każde wcielenie zatem zawiera efekty uboczne, deformujące świat myśli i słowa, a zatem każde wcielenie wymaga następnego ?okrążenia?, a to następnego, a to z kolei... Bez końca. Konieczność creationis continuae. A gdyby jednak było ostatecznie dobrze, to co? W procesie tworzenia niemożliwy jest ?Dzień siódmy?. A gdyby jednak? To  byłby koniec ducha, ludzkiego ducha, koniec świadomości i człowieczeństwa, o czym już wcześniej pisałem, analizując bogów metody gubienia ludzi.

Literatura:
Augustyn św. (Aug): Wyznania, tłum. Z. Kubiak, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1992.
Bierdiajew Nikołaj (BN): SOBRANIJE SOCZINIENIJ T. 1: SAMOPOZNANIJE (opyl filosofskoj avtobiografii), Izdanije wtoroje isprawlennoje i dopolnicnnoje. YMCA-PRESS.
Detienne M. (DM): Les Maîtres de vérité dans la Gr?ce arch?que, François Maspero, Paris 1967.
Vernant Jean Pierre (VJP): Źródła myśli greckiej, przekł. Jerzego Szackiego, PWN, Warszawa 1969.
Ingarden Roman (IR): Książeczka o człowieku, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1985.
Le Goff Jacques (GJ): Kultura średniowiecznej Europy, przełożyła Hanna Szumańska-Grossowa, Oficyna Wydawnicza Volumen, Warszawa 1995.
Le Goff Jacques (GJ, red.): Człowiek średniowiecza, tłumaczyła Maria Radożycka-Paoletti, Oficyna Wydawnicza Volumen, Warszawa-Gdańsk 1996.
Meyerson I. (MI): Les Fonctions Psychologiques et les oeuvres, J. Vrin, Paris 1948.
Seneka Lucjusz Anneusz (SLA): Myśli, przełożył Stanisław Stabryła. Wyd. Literackie, Kraków 1989.
 

Res Humana nr 3/2015, s. 7-10
 
link do częsci 1: