O religię zgodną z naturą człowieka: kwestia do dyskusji
 
Autor: Lech Ostasz
 

Odpowiadając na pytanie, jaka religia jest zgodna z naturą człowieka, właściwie odpowiada się też na pytanie, jak religia jest akceptowalna dziś. Szukają odpowiedzi trzeba najpierw dookreślić rozumienie natury człowieka. Można tego dokonać opierając się na antropologii (zarówno antropologii filozoficznej, jak i antropologiach szczegółowych).

Przywołajmy na wstępie klasyczną definicję człowieka według Arystotelesa: zoon logon echon, czyli istota żywa (zwierzę) zdolna do myślenia i używania języka(1). Lepszej definicji nikt nie podał i nie ma potrzeby szukać innej, skoro ta jest trafna (także wtedy, gdy uwzględnia się wiedzę naukową).

W tej definicji natura człowieka jest wyraźnie zaznaczona. ?Zoon? to to, co przyrodnicze w człowieku. Jest to ta część środowiska naturalnego, która została wbudowywana w człowieka od momentu jego poczęcia, a zwłaszcza od momentu narodzin. Człowiek rosnąc, wchłania w siebie elementy środowiska ? wraz z pokarmem, wraz z wodą, którą pije, w której się myje, wraz z docierającymi doń promieniami słonecznymi, odgłosami itd. I jest tak, że człowiek uzyskuje ? poprzez biologicznych rodziców ? materiał genetyczny, który jak gdyby od wnętrza współbuduje jego organizm, psychikę i świadomość. Na tej bazie rozwijają się ? oczywiście od okresu dzieciństwa ? popędy i instynkty. Trzeba je koniecznie wymienić, a każdy może je w sobie i w innych zaobserwować: popęd do poszukiwania i wchłaniania pokarmu, popęd do unikania zagrożeń i trzymania się tego co bezpieczne, następnie popęd do rozglądania się za osobami drugiej płci i łączenia się z nimi intymnie, oraz do posiadania potomstwa, następnie popęd do bycia w grupie, tzw. stadny, następnie popęd do agresywności, w tym najpierw do odrzucania tych, którzy są natrętni, a także popęd do odnajdywania się w środowisku, w którym się jest (i inne pomniejsze). Z tymi popędami i instynktami wiążą się ? wykształcające się po urodzeniu ? potrzeby, emocje, uczucia i podświadomość. Powoli, w toku rozwoju osobniczego i w toku ewolucji, kształtuje się też w człowieku ? jako jednostce i jako gatunku ? umysł i zdolność do używania języka.

W przedstawianiu natury człowieka pomocne jest odróżnienie natury pierwszej i drugiej. Za wchodzące w skład pierwszej natury trzeba uznać to wszystko, co jest przyrodnicze w człowieku. Należy do niej też potencjał, z którym człowiek się rodzi. Część tego potencjału ? dziś łatwo uchwytną ? stanowi genom, a część mniej uchwytną stanowią pozostałe zaczątki, predyspozycje, możności człowieka. Drugą naturę zaś tworzą głównie nawyki; na pewno każdy słyszał powiedzenie ?nawyk jest drugą naturą człowieka?. Nawyki, a także przyzwyczajenia i charakter stanowią rzeczywiście część natury człowieka.

Co więc należy, w najprostszych słowach, zaliczyć do pierwszej i drugiej natury człowieka? ? Jeść, pić, czuć się bezpiecznie, dotykać się, łączyć się płciowo, rodzić i być rodzonym, przynależeć do grupy itd., i w końcu umrzeć; a z tym splatają się: emocje, uczucia, nastroje, poruszenia podświadomości, myśli, wyobrażenia, skojarzenia, akty wiary.

Spośród dwóch części natury człowieka, rozstrzygająca jest pierwsza, czyli przyrodniczość w człowieku i jego potencjał.

Teraz wiemy ogólnie, co jest zgodne z naturą człowieka: to, co nie przeszkadza w odzywaniu się tego co przyrodnicze w człowieku, w realizowaniu potencjału, z którym dany człowiek przyszedł na świat, to, co nie utrudnia mu zaspokajania popędów i odzywania się w nim głównych nawyków. Jest to więc najpierw to, bez czego człowiek nie przetrwałby, następnie to, bez czego jego życie nie miałoby wystarczającej jakości, następnie to, bez czego nie mógłby unikać bólu i cierpienia oraz bez czego nie mógłby mieć przyjemności, i wreszcie to, bez czego nie mógłby szukać sensu, szczęścia lub skromniej: zadowolenia z faktu, że żyje.

Nie musimy w tym miejscu pisać więcej o naturze człowieka. Danych na temat tego, co jest dziedziczne w człowieku, na temat popędu pokarmowego, popędu do bezpieczeństwa i pozostałych popędów dostarcza trzeźwe obserwowanie ludzi i nauki szczegółowe. Nam wystarczy mieć przed oczyma elementarne rozumienie natury człowieka. Wydaje się to proste, a jednak myśli wielu ludzi ? zwłaszcza ludzi tzw. oryginalnych i charyzmatycznych ? często lubią biec ku ekstremom, lubią zajmować się czymś, co zaspokaja ich niezbyt zrównoważony układ potrzeb czy ich naiwne życzenia na temat człowieka, świata i losu. Aby udawało nam się nie zbaczać, trzymajmy się tego prostego nieprostego rozumienia natury człowieka. Trzeba się na niej skoncentrować i respektować ją także wtedy, gdy chce się być aktywnym religijnie; co nie znaczy, że wtedy trzeba zatrzymywać się tylko przy niej.

*

Bycie ?zgodnym z naturą? człowieka nie znaczy bezkrytycznej akceptacji wszystkiego, co się na nią składa. Jednym z zadań religii jest częściowe ukierunkowywanie ekspresji natury człowieka, sugerowanie, jak człowiek powinien z nią się obchodzić. Jednak podejmowanie tego zadania musi opierać się na próbach odczytania jaka jest natura ludzka. Nikt ? twórcy i przedstawiciele religii również ? nie może zawęzić się tylko do zajmowania się tym, jaki człowiek powinien być. Ukierunkowanie nie może być radykalne, lecz umiarkowane, dotyczące pewnej części człowieka, w żadnym wypadku jego całości. Niewątpliwie, religia musi być bardziej ?stanowcza? i ?pewna siebie? niż nauka czy codzienne myślenie, gdyż wymaga tego stabilność podsuwanej przez nią orientacji życiowej i ciągłość sensu życia. Ale religia musi też wycofywać się z zajętego stanowiska, jeśli mija się ono z naturą ludzką znaną ludziom na co dzień.

Natura ludzka powstawała miliony lat w toku ewolucji istot żywych na Ziemi (i o ile pierwociny życia przybyły z kosmosu, w jakimś zakresie także tam, w kosmosie). Taką ją odziedziczyliśmy. Trzeba ją respektować. Można w pewnym zakresie próbować postulować zmienianie tego, co z niej wynika, natomiast to, co na nią się składa można zmieniać tylko trochę; niech będzie, że w kilku procentach, w każdym razie, przyjmijmy, nie więcej niż w dziesięciu. Gdy zachodzi sprzeczność między tym, co głosi religia a danymi nauki na temat tego, jaka JEST natura ludzka, to ustępować musi religia (mówimy: ?sprzeczność? bądź też ?wykluczanie się?, nie mówimy: ?rozbieżność poglądów?, ?różnica interpretacji?). Nie znaczy to jednak, że ktoś religijny ma w takim przypadku pozbywać się większości swoich wierzeń. Nauka nie mówi bezpośrednio, jaka POWINNA być natura ludzka. W aspekcie powinności religia ma swój wkład w kształtowanie postawy człowieka wobec jego natury. Religia zgłasza więc propozycje w aspekcie powinności wobec natury człowieka, nauka zaś dostarcza danych o tym, jaka jest natura, choć dane te nie są i nie będą wystarczające, ani o wszystkim rozstrzygające. Nad aspektem powinności pracują nie sami przedstawiciele religii, pracują nad nim też inni ludzie ze swoim zdrowym rozsądkiem ? lekarze, psychoterapeuci, politycy, filozofowie, artyści i oczywiście, w sposób pośredni, naukowcy. A co jest specyficzne dla religii? Ona pracuje w oparciu o metafizykę, rytuał, mit, magię i dużo większą dozę aktów wiary. (Tym zaś, jaka natura ludzka MOŻE być zajmują się wszyscy wymienieni po trochu.)

*

Do natury człowieka należy oczywiście rozum. Jak patrzeć na niego w relacji do religii? Na to pytanie spróbujemy odpowiedzieć nawiązując do sposobu, w jaki ustanawiano relację rozum ? religia w okresie Oświecenia. W okresie tym dość często pisano ?o religii zgodnej z rozumem?(2). Pisano o tym też nierzadko po okresie Oświecenia, przykładu z XX wieku dostarcza A.N. Whitehead(3). Nasze rozważania docelowe tylko częściowo mieszczą się w tym nurcie, gdyż nas interesuje zgodność z naturą ludzką, a więc z czymś dużo, dużo szerszym niż rozum. Zadania w XVIII wieku były inne niż dziś. Poza tym dostrzegamy rolę, jaką gra podświadomość z jej treściami, rolę rytuału, mitu, magii, a nawet dogmatu. Wtedy w imię wolności osobistej trzeba było ostro krytykować bezwzględnie dominującą na Zachodzie religię, dziś sytuacja jest już nieco inna. Bez krytyków religii i stosowania kryterium rozumu nie mielibyśmy wolności osobistej, tolerancji religijnej i wyboru wyznania w takim zakresie, w jakim mamy dziś. (W XVII i XVIII wieku religia ? mamy ciągle na myśli religię w Europie, a jeszcze dokładniej instytucje tej religii ? była bastionem nietolerancji i duchowego zniewolenia człowieka, zresztą cielesnego też, gdyż działała jeszcze wtedy inkwizycja.) Ale z kolei, gdyby poprzestawać na krytyce religii i na samokrytycyzmie rozumu w stylu Oświecenia, to dla religii nie zachowałoby się miejsca. Tymczasem niemały procent ludzi opowiada się za nią.

Religia jest między innymi po to, by co jakiś czas pozwolić rozumowi wyjechać na wakacje; w tym czasie inne części osobowości mogą bardziej się uaktywnić. Musi to być jednak religia, która tak oddziałuje, że inne części podmiotu ludzkiego ? gdy rozum schodzi na plan dalszy ? nie rozbijają tegoż podmiotu na tyle, że dokonuje on rzeczy kompletnie nieodpowiedzialnych. Musi to być taka religia, by rozum ? po niedługim czasie i chętnie ? wracał na swoje miejsce w podmiocie, gdyż jest on jego istotną częścią. Rozum, jadąc na wakacje, musi mieć duży stopień pewności, że podczas jego oddalenia, w podmiocie i między podmiotami nie będą działy się zbyt duże szaleństwa.

*

Religia kładzie akcent na jedne składniki natury człowieka bardziej niż się to robi w codziennym życiu, na inne ? mniej. I taka jej rola. Na przykład w ramach religii mało zwraca się uwagi lub wcale się jej nie zwraca na atrakcyjność zewnętrzną wyznawcy i w ogóle atrakcyjność zewnętrzną ludzi. (W codziennym życiu atrakcyjność zewnętrzna ma swoje uzasadnione ? ewolucyjnie i społecznie ? znaczenie.) Wynika to ze zwiększonej koncentracji na psycho-duchowej stronie człowieka. Na uboczu dość ostrego konkurowania o osoby atrakcyjne ? obojga płci ? niektórym osobom, postrzeganym przez inne (i zwykle też przez siebie samych) jako bardzo mało atrakcyjne lub nieatrakcyjne, udaje się wzajem ze sobą ułożyć związek; nie jest to jednak częste. Nie pomoże tu polityka, chłodna edukacja czy filozofia ? może i powinna pomóc religia. Dzięki temu, że w religii inne wartości przeważają nad wartością samej atrakcyjności, osoby bardzo mało atrakcyjne lub nieatrakcyjne czują się bardziej pogodzone ze swoim wyglądem. A rytualnie mogą być doceniane, nawet ? rytualnie ? kochane. Bez religii taką akceptację i samoakceptację można było uzyskać w małych liczebnie komunach typu hipisowskiego czy typu Onejda, ale nie na szerszą społeczną skalę.

Człowiek ma ? według antropologii filozoficznej ? stronę cielesną, psychiczną i świadomościowo-duchową (w skrócie: duchową). Religia musi mówić dużo o duchowości, ale przy tym nie może lekceważyć strony cielesnej (jeśli ma być zgodna z naturą człowieka). Nie powinna też zapominać, że ciało jest podstawą życia człowieka, i że psychika i duchowość są nabudowane na ciele, są wtórne wobec niego. Jeśli dla osiągnięcia swojego celu, jakim jest większe dbanie o duchowość, religia mniej mówi o ciele, niż wynika to z wiedzy o jego roli w życiu człowieka, to jest to częściowo akceptowalne. Trzeba jednak umieć w traktowanie cielesności mądrze wplatać metafizykę i misteryjność. Większość religii sobie z tym nie radziła i nie radzi.

Można używać różnych terminów wyrażających, że w człowieku jest coś cielesnego, psychicznego i wychylającego się poza ciało i psychikę. Antropologicznie patrząc, dostrzega się w człowieku: cielesność, cielesno-psychiczność i cielesno-psycho-duchowość. Tak używając terminów nie zapomni się o ciele.

Do ciała należą oczywiście zmysły. Nie można forsować przeżyć religijnych negując zmysły lub zbyt długo je ignorując. Także ekstaza odbywa się przez zmysły; odbywa się przez zmniejszanie lub zwiększanie ich aktywności, przez ich używanie w sposób nieco odbiegający od ich codziennego funkcjonowania. Religijna postawa antyzmysłowa lub długo ignorująca zmysły jest nie do przyjęcia; dokładniej mówiąc jest albo nieprawdziwa (gdyż mimo deklaracji, wyznawcy i tak używają zmysłów), albo szkodliwa w skutkach (ktoś, kto stara się nie używać zmysłów lub długo je ignoruje ulega chorobie lub umiera). Można natomiast, jak nadmieniliśmy, czasowo zmniejszać aktywność niektórych zmysłów lub też uaktywniać ponadprzeciętnie niektóre z nich (gdyż ułatwia to wejście w odmienne stany psychiki i świadomości, szczególnie w stan ekstatyczny i transowy).

Objaśnijmy jeszcze wyłożone wyżej zdanie, że religia musi ustępować nauce wtedy, gdy zachodzi sprzeczność między jej nauczaniem a wynikami badań naukowych i gdy w grę wchodzi wiedza szczegółowa, natomiast nie musi ustępować, gdy idzie o ustalanie sensu, jaki coś ma dla ludzkiego życia. Tej zasady ? że jeśli treści religii wykluczają się z danymi naukowymi, to musi ustępować religia ? nie można dziś nie stosować. Jednak jest punkt osłabiający tę zasadę lub dopuszczający wyjątek. Jeśli mianowicie religia opowiada się za nicnierobieniem, za niemanipulowaniem rzeczywistością, to można jej dać posłuch, także wtedy, gdy naukowcy twierdzą coś innego. Nicnierobienie może mieć taki skutek, że ludzkie życie będzie bardziej zdawać się na procesy i rytmy przyrodniczo-kosmiczne i na to co potencjalne. A takie zdanie się może wyjść człowiekowi w długofalowej perspektywie dużo bardziej na dobre niż manipulowanie częścią rzeczywistości i częścią człowieka za pomocą wiedzy naukowej i techniki (zwykle przy niejasnych lub wprost wątpliwych interesach polityków i biznesmenów). Nie mówimy jednak o przypadku, gdy religia sama chce manipulować po swojemu, inaczej niż nauka, lecz o przypadku, gdy religia namawia, by nikt przy niczym i nikim nie manipulował, by nic nie robić.

Konkluzja: Religia zgodna z naturą człowieka jest bądź bywa potrzebna.
 
Fragment przygotowywanej do druku książki Wyobraźmy sobie religię mądrą, piękną... Budowanie religii zgodnej z naturą człowieka.

Przypisy:
1?Arystoteles, Polityka 1253.
2?Na przykład D. Diderot, O wystarczalności religii naturalnej, w: tegoż, Wybór pism filozoficznych, tł. J. Rogoziński, J. Hartwig, PIW, Warszawa 1953; D. Hume, Dialogi o religii naturalnej. Naturalna historia religii, tł. A. Hochfeldowa, PWN, Warszawa 1962; patrz A. Wiszowaty, O religii zgodnej z rozumem, PWN, Warszawa 1960.
3?Patrz A.N. Whitehead, Religia w tworzeniu (Religion in the Making), tł. A. Szostkiewicz, Znak, Kraków 1997. Whitehead rozpatrywał relację rozum ? religia za bardzo trzymając się schematów podsuwanych przez religię chrześcijańską. Nie zajmuje się on teologią ogólnoreligijną, lecz chrześcijańską bądź bardzo do niej zbliżoną. Chce połączyć rzeczy niemożliwe do połączenia: osobowego, męskiego Boga z procesem twórczym rozumianym na wzór procesów opisywanych przez fizykę (w tym, co opisuje fizyka nie ma przecież miejsca na to, co osobowe). Whitehead pisze o religii z czysto racjonalnego punktu widzenia, jak gdyby nic nie wiedział o tym, że do sedna religii należą ekstaza czy trans.
 
 
Res Humana nr 2/2015, s. 15-18