Literacki portret Kanta w piśmiennictwie polskim

Autor: Wacław Sadkowski
 

Tezy do odczytu wygłoszonego na Konferencji kantowskiej dn. 26 września 2014

Skromne liczbowo echa myśli Kantowskiej w polskiej literaturze piękne przez (w porównaniu do ech wzbudzonych przez choćby Nietzschego czy Schopenhauera ? tytuł młodzieńczego tomu Leopolda Staffa Sny o potędze), ale znamienny.

Zwłaszcza uderzające desinteressement Kantowską koncepcją pokoju wieczystego (w nieco odmiennym niż kościelne rozumieniu!).

Natomiast nader bogata polska tradycja batalistyczna, od Wojny chocimskiej Wacława Potockiego poczynając; wieszcz modlący się o ?wojnę powszechną ludów?. Niezwykle wątłe akcenty pacyfistyczne (Sól ziemi Józefa Wittlina).

Znaczące tradycje antypruskie (Prusacy w Warszawie Walerego Przyborowskiego, Krzyżacy Henryka Sienkiewicza, Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, orężem stanie hufiec nasz ? niemal hymn narodowy pióra Marii Konopnickiej). W ich podtekście ? zawiedzione nadzieje (tron polski monarsze pruskiemu scedowano w zapisie Konstytucji 3-go maja, a królestwo pruskie stało się jednym z trzech zaborców).

Czytelnicy polscy znegliżowali nie tylko Traktat o wiecznym pokoju, ale także cenne pamiętniki uczniów Kanta, zwłaszcza L. E. von Borowskiego, Darstellung des Lebens und Charakters Immanuel Kants, 1804.

Poezja

Nazwisko Kanta padało w niektórych wierszach w kontekście nic nie mówiącym, użyte jakby ?do rymu?, albo jako liczman słowny, np. ?imperatyw kategoryczny? (w pewnym wierszu autorka, której twórczość przywodziła na myśl wymyśloną przez K. I. Gałczyńskiego Hermenegildę Kociubińską) z ?cudem Jeansona? z zakresu probabilistyki: wiadro wody wlane do rozpalonego pieca hutniczego zamienia się w bryłę lodu ? prawdopodobieństwo to wyraża się wzorem 1 do 10 do czternastej). Albo jako kuplecik kabaretowy (Lechonia?):
 
...minoderyjnym dyskantem
Jął rozwodzić się nad Kantem.
 
Wyjątkiem wiersz Jarosława Iwaszkiewicza, nawiązujący wprost do zdań zamykających Kantowską Krytykę czystego rozumu:

Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie ?
? ...przepełniają umysł wciąż nowym i rosnącym podziwem i strachem. Im częściej i głębiej je rozważamy.

Wiersz ten zaś brzmi:
 
Widzę co nocy bezdeń czarniawą
W górze nad nami
Niebo ogromne z mgławic kurzawą.
Drżące gwiazdami.
Strachem przejmuje dolina wieczna
Czarny jar Boga,
W wichrze tworzenia rozwiana mleczna
Słoneczna droga.
Lecz przerażenie większe porywa
Gdy spojrzę w siebie ?
Bezprawnych orbit spieniona grzywa
Jaźń mą kolebie.
Tam nie wirują mgławice, ziarna
Narodzin wielu,
Noc nieprzejrzana, bez dna i czarna ?
I m ma n u e l u!
 
Wiersz Iwaszkiewicza nawiązuje zresztą także do Laplace?a Exposition du systeme du monde (1796), które to dzieło zafrapowało Kanta.
 
Wiersz Henryka Gały Długonogi biały blues natomiast zdaje się świadczyć, że wyobraźnia artystyczna poety znajdowała inspiracje w koncepcjach filozoficznych Kanta:
 
Puls do pulsu się zbliża
i różowa jaskółka przelatuje
w ciężkim niebie krew.
Jesteśmy ? w sobie ? jedna rzecz dwuludzka
o czym śnił tylko Immanuel z Królewca.
W sobie pod i nad sobą jesteśmy
migocząca chmura powietrznych motyli
ulatuje z rzeki
jesteśmy przed i ponad ? światło to chleb z miodem
wiatr pełen źrebiąt pachnący suchym sianem.
Dookoła jesteśmy
Wszędzie
My...
 
Proza

Żadnych ech kantowskich nie uświadczyć w większości powieści autobiograficznych czy też krypto-autobiograficznych. Jedynym właściwie wyjątkiem ? Bildungsroman Jana Parandowskiego Niebo w płomeniach (1933). Pierwszy impuls prometejski bohater tej powieści zawdzięcza doktorowi Wincentemu Kosowi, który ?

...dwa razy w tygodniu prowadził na Uniwersytecie ćwiczenia z zakresu logiki, a jedną godzinę poświęcał na wykład o Kancie.
 
I tym tropem biegły przemiany rozumienia świata ? i wszechświata ? przez gimnazjalistę Teofila Grodzickiego, w umyśle którego:
 
Jak z kokona wysnuty z pierwotnej mgławicy hipotez Kanta-Laplace?a, układ słoneczny przed miliardami lat rozpoczął swój bieg, wśród którego planety krzepły i ostygały.

Eseistyka

Leszek Kołakowski wiódł w tej dziedzinie prym, ale uprawiał on eseistykę naukową, której powinowactwa z prozą artystyczną ograniczają się do stylistycznego uroku narracji.

Jedynym dokonaniem pisarskim sensu stricto jest esej Bolesława Micińskiego Portret Kanta.

Nader oszczędnie beletryzowany ? ogranicza się do powtórzenia obiegowych ogólników o rygorystycznym rozkładzie zajęć filozofa, jego rutynowych porach i trasach spacerowych oraz do odnotowania żądań, by ścięto topole wyrastające dynamicznie i przesłaniające widok na ruiny zamku, do którego to widoku Kant przywykł jako do konstansu ? stałego elementu sytuującego jego gabinet (monadę?) we wszechświecie (królewieckim ? najdalsze oddalenie, na jakie się chwilowo zdobył, nie przekroczyło stu kilometrów). Samego siebie zaś przestrzegał przed ?złymi snami?. I na chwilę przed zgonem wyrzekł trzy słowa: Es ist gut.

Esej Micińskiego jest apologią koncentracji intelektualnej, najpiękniejszą na jaką zdobyło się piśmiennictwo polskie w toku całego swego rozwoju. W notatniku autora znajduje się jego credo jako eseisty:
 
Esej nie rozwiązuje problemów, ale je stawia [...] i pozostawia swobodę wyciągania wniosków. W ten sposób postawiłem dwa problemy: Kanta i Juliana Apostaty. Są to dwa portrety ? nie można ich zdefiniować [...] esej nie jest czymś z pogranicza filozofii i literatury, formą autonomiczną. Nie można tego nazwać nawet transpozycją pojęć na wyobrażenia. Zaadaniem eseju jest przedstawienie złożonego problemu w taki sposób, aby można go było ująć jednym rzutem, jak obraz.
 
W takim zakresie pisarstwo polskie dopełniło swych powinności wobec królewieckiego filozofa.