Oblicza nietolerancji. Próba diagnozy i sposoby przeciwdziałania
 
Autor: Wacław Sadkowski
 

Chodzi mi o pewną zmianę, dokonującą się w polszczyźnie ostatnio i nie przez wszystkich jeszcze odnotowaną.
 
Otóż wskutek anglofonizacji (w tym zaś wypadku ?amerykanofonizacji?) naszego języka określenie ?nacjonalistyczny? ? będące pochodną terminu nacjonalizm ? nie ma już w poszerzających się kręgach młodzieżowych tego znaczenia, jakie ma dla nas, uczestników dzisiejszej dyskusji, a w każdym razie nie ma w owych młodzieżowych kręgach konotacji ujemnej. Kręgi te wiążą je z amerykańskim zastosowaniem owego określenia, któremu w naszym języku odpowiadały by określenia takie jak ?krajowy?, ?państwowy?; zbitka ?nationwide? znaczy więc tyle, ile w naszym języku mieszczą w sobie określenia ?ogólnopaństwowy?, ?ogólnokrajowy?. W jakimś sensie uściślenie to jest zresztą zbieżne z polskim wyrazem ?nacjonalizacja?, czyli upaństwowienie.
 
Tylko z pozoru sprawy te wydawać się mogą językoznawczym mantyczeniem. Miałem w ostatnim czasie sposobność rozmawiania o nich z paroma osobami należącymi do środowiska, które kiedyś określano mianem młodej inteligencji. I nie były to bynajmniej osoby niedokształcone, przeciwnie: wykazywały się sporym oczytaniem w zakresie socjologii, teorii zarządzania, antropologii. Przeważnie zresztą moi rozmówcy czytują publikacje z tych dziedzin właśnie po angielsku. Osoby te tłumaczyły mi, że moja dezaprobata dla nacjonalizmu może być odbierana jako nihilizm i cynizm, gdyż w ich środowisku nawet ludzie nie hołdujący nacjonalizmowi w naszym rozumieniu, nie postrzegają terminu ?nacjonalizm? jako określenia pejoratywnego. Utożsamiają je w pewien sposób z patriotyzmem, choć skądinąd unikają używania tego pojęcia zawłaszczonego przez nacjocentrystów i szowinistów.
 
Może więc należało by uwzględniać tę zmianę, zwłaszcza nam, których oratorska czy pisarska skuteczność uzależniona jest do naszej wrażliwości językowej?