Oblicza nietolerancji. Próba diagnozy i sposoby przeciwdziałania
 
Autor: Profesor Jerzy J. Wiatr
 

Zamierzaliśmy w tej dyskusji mówić o wszystkich odmianach ksenofobii, ale nie bez powodu uwaga dyskutantów skupia się na problemie antysemityzmu. To zrozumiale nie tylko dlatego, że spotkaliśmy się w przeddzień siedemdziesiątej rocznicy powstania w getcie warszawskim. Antysemityzm jest szczególnie rozpowszechnioną ? nie tylko w Polsce ? postacią ksenofobii a z uwagi na tragiczne doświadczenie Zagłady jest także postacią szczególnie odrażającą.
 
W tej dyskusji są wątki, które nas łączą i stanowią obszar zgodności poglądów. Należą do nich przekonanie o moralnej i społecznej dezaprobacie dla wszelkiej ksenofobii, a w stopniu szczególnie wielkim dla antysemityzmu, a także uznanie walki z tymi zjawiskami za doniosłe zadanie nie tylko państwa, lecz także ruchów obywatelskich. W tych sprawach możliwe i potrzebne jest budowanie szerokiego frontu ponad politycznymi czy filozoficznymi podziałami.
Są jednak także sprawy dyskusyjne, sporne, na których chciałbym skupić uwagę.
 
Pierwszym takim spornym zagadnieniem jest ocena kierunku i tempa zmian świadomości społeczeństwa polskiego w interesującej nas tu dziedzinie. Nie podzielam poglądu moich przedmówców, iż mamy do czynienia ze wzrostem postaw i zachowań ksenofobicznych, zwłaszcza antysemickich, w dzisiejszej Polsce. Prowadzone od wielu lat badania profesor Aleksandry Jasińskiej-Kani wskazują, że stopniowo ? z pewnością zbyt wolno ? zjawiska te cofają się, a nie rosną. Tego, kto nie byłby skłonny zawierzyć badaniom socjologicznym, powinny przekonać argumenty behawioralne. Obserwujemy w ostatnich latach renesans kultury żydowskiej w Polsce, witany z zainteresowaniem i sympatią przez bardzo znaczną część społeczeństwa polskiego, w tym wielu młodych ludzi. Wystarczy przejść się po krakowskim Kazimierzu, by zauważyć tę nową atmosferę powstającą wokół żydowskiej tradycji i kultury.
 
Jest także bardzo wymowny dowód w postaci notorycznych niepowodzeń polityków i ugrupowań odwołujących się do haseł antysemickich. Z reguły ugrupowania takie nie otrzymują więcej niż 1?2 procent głosów, a często wręcz ułamki jednego procenta. Gdyby antysemityzm rósł w siłę, znaleźliby się politycy wykorzystujący go dla swoich celów politycznych. Jeśli polska prawica (w tym Prawo i Sprawiedliwość, partia skora do posługiwania się moralnie wątpliwymi narzędziami, jak mitologia smoleńska) stroni od haseł antysemickich, to dzieje się tak dlatego, że antysemityzm źle się ?sprzedaje?. Ci, którzy do wyborów szli pod hasłami antysemickimi (Bubel, Tejkowski i im podobni), kończyli karierę polityczną w klimacie powszechnego odrzucenia.
 
Można jako kontrargument przytoczyć krótkotrwałe powodzenie Ligi Polskich Rodzin. Partia ta nigdy nie odcięła się od antysemickiej tradycji Jędrzeja Giertycha i Młodzieży Wszechpolskiej, ale też nie posługiwała się hasłami antysemickimi, operując raczej hasłami ultrakatolickimi i sprzeciwem wobec integracji europejskiej, co dało jej sukces w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2004 roku i w wyborach sejmowych 2005 roku. Dziś LPR praktycznie nie liczy się w polskiej polityce.
 
Jest to znaczące, zwłaszcza gdy porównamy Polskę z innymi państwami. Na Węgrzech jawnie antysemicka partia Jobbik jest trzecią pod względem liczby zdobytych mandatów partią parlamentarną i jest w stanie zmobilizować dziesiątki tysięcy uczestników antysemickich demonstracji. Słowacka Partia Narodowa, nawiązująca wprost do tradycji antysemity i kolaboranta księdza Tiso, była w latach dziewięćdziesiątych częścią rządzącej koalicji. W Rosji hasła antysemickie otarcie głoszone są przez komunistów i przez tak zwanych ?liberałów? Żirinowskiego. Również na Zachodzie bywają państwa, gdzie ksenofobiczne i antysemickie ugrupowania stanowią realne siły polityczne (np. Francja, Holandia).
 
Można jednak powołać się na takie fakty, jak antysemickie treści programów radiowych Radia Maryja, czy antysemickie hasła na stadionach. Należy te zjawiska piętnować, ale nie wynika z nich wniosek o powszechności czy tym bardziej o nasilaniu się postaw antysemickich w Polsce.
 
Dochodzimy tu do innego problemu: co zmieniło się w ostatnich kilkunastu latach? Moim zdaniem zmiany w tym zakresie podlegają znanemu z psychologii mechanizmowi akcji i reakcji. Mówiąc najprościej: demonstrowanie postaw i haseł antysemickich jest odpowiedzią na to, że przestaliśmy milczeć na szczególnie bolesne i trudne problemy. Książki Tomasza Grossa, wspaniały i odważny film ?Pokłosie?, badania nad rolą części Polaków w hitlerowskiej machinie zagłady, pokazywanie antysemickich wyczynów niektórych ?żołnierzy wyklętych? (na przykład odznaczonego wysokim orderem ?Ognia?) to poważne wyzwanie dla takiego obrazu Polaków, jaki został wykreowany w czasie wojny i zaraz po niej. Na tę bolesną prawdę część naszego społeczeństwa reaguje agresywnym antysemityzmem.
 
Czy z tego wynika, że należało milczeć o tych sprawach? Polityka przemilczania spraw bolesnych i ? powiedzmy szczerze ? psujących nasze zbiorowe dobre samopoczucie była nie tylko nieuczciwa, ale także błędna. Prawdy nie da się bez końca ukrywać. Jej ujawnienie wywołuje niechętną, nawet wrogą, reakcję, ale jest potrzebne. Tylko na podstawie prawdy o tamtych czasach można wychowywać nowe pokolenia tak, by historia nigdy nie mogła się powtórzyć. Przekonany jestem, że otwarte mówienie o tym, co tkwi w historii stosunków polsko-żydowskich, jest jedyną drogą prowadzącą do społeczeństwa wolnego od wszelkiej ksenofobii.
 
Drugim dyskusyjnym problemem jest relacja antysemityzm ? prawica. W naszej dyskusji (a zresztą nie tylko w niej) padł argument, że antysemityzm jest częścią wyposażenia ideologicznego skrajnej prawicy. Nie jest to w pełni trafne. Prawdą jest, że wiele partii prawicowych (w Polsce międzywojennej Narodowa Demokracja, a jeszcze bardziej ONR) odwołuje się do antysemityzmu. Nie mają one jednak ? niestety ? monopolu na antysemityzm. Paweł Śpiewak w wydanej niedawno książce (Żydokomuna) pokazał rolę antysemityzmu w polityce Stalina, czy w polityce wpływowej frakcji w PZPR pod koniec lat sześćdziesiątych. Można do tego dodać inne przykłady, jak choćby polemiki Bebla z antysemityzmem w niemieckim ruchu socjalistycznym drugiej połowy XIX wieku.
 
Istnieje więc inna zależność. Antysemityzm, jak wszelka ksenofobia, koreluje się nie tyle z postawami prawicowymi co autorytarnymi. Wykazali to empirycznie Theodor Adorno i jego współpracownicy (The Authoritarian Personality). Ponieważ prawica bardziej niż lewica ulega pokusie autorytaryzmu, antysemityzm częściej występuje w ugrupowaniach prawicowych niż w lewicowych. Te drugie jednak nie są immunizowane na zarazki ksenofobii, w tym antysemityzmu. Dobrze się one czują tam, gdzie do głosu dochodzą postawy i zachowania autorytarne.
 
Polski marzec 1968 roku jest ważnym doświadczeniem także z innego względu. Gomułka nie był antysemitą, co potwierdzają jego biografowie ? nie tylko Andrzej Werblna, ale także lord Nicholas Bethell. Dając sygnał dla kampanii ?antysyjonistycznej? kierował się polityczną kalkulacją. Uważał ? jak się okazało nie bez racji ? że używając lekko tylko zakamuflowanych haseł antyżydowskich skompromituje i izoluje rodzącą się opozycję demokratyczną. Na krótką metę okazało się to kalkulacją trafną, co świadczy o tym, że wtedy ? czterdzieści pięć lat temu ? kartą antysemicką można było grać z jakim taki powodzeniem. Ale już dwanaście lat później antysemickie Stowarzyszenie ?Grunwald? mające być dywersją przeciw ruchowi ?Solidarności? nie zdołało pociągnąć za sobą jakiejś znaczącej części społeczeństwa. To też świadczy o tym, w jakim kierunku zmieniają się nastawienia naszego społeczeństwa.
 
Trzecim problemem do dyskusji wydaje mi się sprawa sposobu, w jaki należy z ksenofobią, z antysemityzmem walczyć. Mamy przepisy prawa, które pozwoliłyby ścigać publiczne demonstrowanie wrogości do mniejszości, a zwłaszcza poniżanie ich i nawoływanie do przemocy. Wstyd przynoszą wymiarowi sprawiedliwości ci prokuratorzy lub sędziowie, którzy uchylają się od stosowania prawa w tych kwestiach. Musimy jednak pamiętać, że nawet konsekwentne stosowanie prawa nie rozwiąże tego problemu. Najbardziej istotne jest tworzenie klimatu społecznego, w którym ludzie głoszący takie poglądy będą źle się czuli.
 
Odwołam się do niedawnego przykładu. W Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk profesor Krzysztof Jasiewicz ?błysnął? takimi poglądami na temat roli Żydów w czasach Holokaustu, jakie można znaleźć na stronicach antysemickich broszur. Czy powinno się go usunąć z tej placówki? Nie poszedłbym tą drogą. Natomiast jest coś takiego, jak środowiskowe potępienie, towarzyski bojkot. Historyk ? antysemita powinien zostać napiętnowany przez własne środowisko. Nie jest to bowiem kwestia dyskusyjnych poglądów naukowych, lecz fundamentalna kwestia moralna.
 
Wreszcie sprawa edukacji. Zdaję sobie sprawę z tego, że naiwnością trąci kiedyś dość popularny pogląd, iż przesądy etniczne i rasowe są po prostu wynikiem niewiedzy, z czego wynikało przekonanie, że szerzenie wiedzy wyleczy ludzi z tych przesądów. Zarazem jednak przekonany jestem, że edukowanie (zwłaszcza, choć nie wyłącznie) młodego pokolenia jest w tej dziedzinie bardzo ważne. Czy polska szkoła podejmuje tę problematykę? Czy czyni to w przekonujący sposób? Z pewnością nie w pełni. Tym ważniejsze jest, by szkole w sukurs przychodziły w tej dziedzinie inicjatywy obywatelskie.