Poetka ludzi spolegliwych

Autor: Władysław Loranc
 

Świat, jaki w połowie ubiegłego wieku wyłonił się z wojny, której metody i narzędzia jeszcze dziś wymykają się jednoznacznym ocenom, potrzebował zaledwie siedmiu miesięcy, by 5 marca 1946 r. w Fulton wejść w koleiny, prowadzące ku nowej wojnie, poprzedzonej przymiotnikiem „zimna”. Pisarzy mobilizowano do służby polityce. Wezwano by tworzyli ody i pamflety przygotowujące nową krucjatę. Najwrażliwsi z nich, myślę głównie o poetach, zaskoczyli rezygnacją z pisania peryfraz na temat patosu minionej wojny i czynów jej strategów. Zadali pytanie: Czy po Auschwitz poezja jest jeszcze możliwa?
 
Lawina „zimnej wojny” z bezmyślnością żywiołu łamała wiarę w istnienie wartości. Szczęśliwie nie dosięgła wielu pisarzy. Wracali oni do humanistycznych tradycji. Odnowili zainteresowanie człowiekiem i tymi wymiarami ludzkiej egzystencji, od których zależała szansa ratunku ludzi, ich kultury i cywilizacji. Powoli zmieniał się punkt widzenia na antynomię: wojna czyli piekło, i pokój czyli raj. Pytano o sens istnienia człowieka na ziemi. Twórcy przekonywali, że sens świata tkwi w jego istnieniu, a celem życia może być tylko człowiek. Gdy wiosną 1956 roku w ZSRR odwilż powodziową falą zatopiła stalinizm, a w konflikcie wokół Kanału Sueskiego złamano kręgosłup kolonializmowi, w odpowiedziach na pytanie o szanse sztuki pojawił się optymizm twórców. Uwaga czytelników skierowała się na tych, co potwierdzili zdolność podjęcia wobec człowieka współczesnego roli przewodnika, podobnej do tej, jaką wobec bohatera Boskiej Komedii pełnili Wergiliusz i Beatrycze. Jak we wcześniejszej o stulecia epoce potrzebny był pomost. Tym razem między epokę „zimnej wojny” a światem odprężenia i współpracy, syntetycznie nazwanym demokracją. Literatura polska zareagowała na nowe wezwania z dojrzałością godną pisarzy z jej „złotego wieku”. Potwierdziła to twórczość dwojga laureatów nagrody Nobla: Czesława Miłosza i Wisławy Szymborskiej. To przekonanie umocnił we mnie najnowszy tomik znakomitej poetki zatytułowany „Tutaj”. Dlaczego jego ukazanie ująłem na tle tak rozległym wyjaśni końcowy fragment recenzji.
 
Najnowszy tom wierszy nie jest reakcją poetki na wydarzenia z pierwszych stron gazet. Zajmują ją nadal: świat, człowiek i jego los, czyli wieczne tematy poetów. Podobnie jak w tomikach wcześniejszych dowiodła, że zmienia się jej doświadczenie, zmieniają się przede wszystkim czytelnicy, ale postawa poetki zarówno wobec świata jak i wobec rozumienia swojej roli pozostały niezmienne. Interesuje ją los człowieka. Poetka układa słowa w celowe sąsiedztwo podyktowane wolą stworzenia obrazu lub zamiarem wskazania sensu tego, co wybrała jako temat. Także w najnowszym tomiku nie chce czymkolwiek zaskakiwać lub być „nowatorska”. Powiedziałbym, że się zwierza z wrażliwości na potrzeby człowieka. Chce pomóc by przybywało tych, na których można polegać jak na spolegliwym opiekunie. Autorka nie stroni od wariacji na temat wierszy, które stworzyła wcześniej, ale nigdy nie biegnie w stadzie na krótki lub na długi dystans. Swego czytelnika poetka chce skłonić do refleksji. Wie, że do przeżywania rzeczywistości nie potrzebujemy wciąż nowych przedmiotów. Przeżywanie rzeczywistości wymaga woli, spostrzegawczości i namysłu. Umie nam pomóc w dojrzewaniu do tego aktu i dlatego powtórzę za krytykiem „Gazety Wyborczej”: „Co za ulga czytać Szymborską”!
 
Czytelnicy, co Jej wiersze czytają, zgodnie z rytmem swego życia czyli szybko (niestety nie jest ich mało) mówią o niej: „poetka codzienności”. Nic bardziej mylnego! Noblistkę interesuje świat człowieka we wszystkich jego przejawach, także w tych wysokich. Od innych poetów różni się tym, że nic w tym świecie nie jest banalne, jeśli jest postrzegane z uwagą. Istnienie wartości dowodzi istnienie dzieł stworzonych ręką człowieka, wszystkiego na czym spoczęło nasze wrażliwe oko. Świat przeżywany przez na Świat przeżywany przez autorkę i jej czytelnika to świat, którego demiurgiem był i jest człowiek. Objaśnia go nie opuszczając gruntu rzeczywistości. Nigdy nie splagiatuje samej siebie, bo jej refleksja nad światem zawsze realizuje się w formie dialogu z czytelnikiem, człowiekiem bliskim, traktowanym jak partner. W tym dialogu interesuje ją nie sens życia pojmowany na modę filozofa czy teologa a jego jakość i sposób przeżywania. Świat najbliższy, bo ludzki, można odnaleźć zastanawiając się nie nad abstraktami a nad człowiekiem, zwierzęciem, rośliną, przedmiotem. Jej bohaterem nie jest heros, lecz człowiek zwyczajny: ja, ty, ona, on... każdy. Nie podbija nam bębenka okrzykami typu: „Człowieku gdybyś wiedział, jaka twa potęga” lub romantyczną megalomanią: „Jestem milion, bo za miliony cierpię”. Nie zamyka naszych oczu istnienie zagrożeń ze strony żywiołów lub wojny. O żywiołach pisze tak: „Ale zauważ – żywioły męczą się łatwo (i muszą czasem długo odpoczywać)”. A o katastrofach mówi: „Wojny, wojny, wojny (Jednak miedzy nimi zdarzają się przerw)”. W przerwach buduje się azyl domostwa, w którego ścianach „żadnych przeraźliwych szczelin (którymi by donikąd cię wywiało)”.
 
Trzy wiersze mają w nowym tomie szczególne znaczenie: „W dyliżansie”, „Ella w niebie” oraz „Vermer”. Ten niech będzie puentą wyjaśniającą, dlaczego uważna lektura wierszy poetki jest przygodą intelektualną i moralną, przywracającą człowiekowi wiarę, w istnienie wartości: „Dopóki ta kobieta z Rijksmuseum / w namalowanej ciszy i w skupieniu / mleko z dzbanka do miski / dzień po dniu przelewa / nie zasługuje i Świat / na po dniu przelewa / nie zasługuje i Świat / na koniec świata /”.
 
Sztuka, a w jej obszarze poezja, potwierdza istnienie wartości humanistycznych, także tych najwyższych. Tylko w sztuce nasi przodkowie są naszymi współczesnymi, dzięki czemu poznając ich lepiej rozumiemy siebie. Wzmacniamy wolę i siłę do zmagań o tę szczególną wartość, jaką jest trwanie świata, do którego jesteśmy przywiązani. Jest on wieczny, bo otrzymujemy od niego pomysły na życie. W wierszu „Pomysł” opowiedziała najprościej, a zarazem genialnie, jak powstają pomysły. Ten wiersz lepiej wyjaśnia tajemnicę twórczości niż niejeden rozgadany traktat.
 
Reakcja na pojawienie się tomiku „Tutaj” potwierdza jak wielu czytelników potrzebuje takiego przewodnictwa po zastanym świecie, do którego zdolna jest tylko Wisława Szymborska. Wielu, lecz nie wszyscy! W „Dzienniku”, w części poświeconej kulturze, gdzie mocnymi literami informują, kto jest kierownikiem działu, pani M. Miecznika najpierw przedstawia swój urząd: „Kierownik Literacki Dziennika”, a nie swe myśli. Najnowszą książkę Noblistki opisuje jako „ograne pomysły”. Pisze: „Najnowszy tomik Szymborskiej »Tutaj« jest słaby. Świetna kiedyś poetka dziś powtarza swoje stare koncepcje – tylko jak to z powtórkami bywa gorzej i banalniej”. Bliźniaczo podobnych konkluzji sklonowano w recenzji około czterdzieści. Brak jednak choćby jednej uzasadnionej inaczej niż frazesem: „Wszystko to już było”; „Mamy do czynienia z powtórkami i szablonami”; „Najnowsze wiersze drażnią i nużą”. Lawiny zarzutów nie uzasadniają literackie argumenty lub intelektualne konkluzje. Dowodem, że nie są to opinie gołosłowne jest tylko urzędnicza ranga autorki w strukturze redakcji. Skoro jest kierownikiem literackim to wszystko, co mówi, spełnia wymóg literackiego dowodu. Kapryśna damulka nie rozumie, że miejsce w strukturze biurokratycznej nie wystarcza, by to, co się mówi nabrało znaczenia. Jej zachowanie przypomina mi chwyt pewnego felietonisty, który swoje utworki podpisywał imieniem i nazwiskiem, ale poprzedzał je skrótem godności kościelnej jaką pełnił, a był arcybiskupem. Arcy... to on był. Podobne przekonanie demonstruje pani Miecznicka. Sugeruje, że jest krytykiem skoro jest kierownikiem literackim, ale w tym co napisała dowodów kompetencji po prostu brak.
 
Reagować na takie intelektualne nadużycia jednak trzeba, bo z różnych zmagań jakich jesteśmy świadkami autentycznie groźne są te, co powstają by przerobić społeczeństwo w tłum, a ludzi, w osobników zmuszanych by biec w stadzie: tu i nazad, tu i nazad. Nadzorcom transformacji przerabiającej społeczeństwo w tłum wypada powiedzieć jedno: Nie pogardzajcie tym czego nie rozumiecie! Nawet po dwudziestu latach ta pogarda nie jest dowodem ani odwagi, ani niezależności, nie mówiąc już o rozumie i przyzwoitości. Jest tylko dowodem, że nadzorcy też już nie wiedzą dokąd biegną.

Wisława SZYMBORSKA, Tutaj, Wydawnictwo Znak, Kraków 2009.
 
 
Res Humana nr 2/2009, s. 30-32