O nauczaniu religii i etyki w szkole
 
Profesor Danuta Waniek
 
 
Na temat nauczania religii w szkołach publicznych napisano już bardzo wiele, w tym sporo cennych, krytycznych opracowań naukowych, ujawniających stosunek młodzieży (zwłaszcza ze szkół gimnazjalnych) do katechezy, prowadzonej na terenie szkoły. Jednakże dla praktyki nic z tego nie wynika, nic się nie zmienia, zwłaszcza w myśleniu hierarchii. Władze publiczne z kolei, choć zatrudnianie katechetów sporo państwo kosztuje, w obawie, aby nie były posądzone o to, że inicjują znów ?wojnę z Kościołem?, boją się ruszyć tej kwestii, jak diabeł święconej wody. Nikt natomiast nie bierze pod uwagę poglądów młodzieży, która wtedy ? gdy już może sama podjąć decyzję ? masowo rezygnuje z uczestniczenia w lekcjach religii, zwłaszcza w dużych miastach. Ale i to nie ma wpływu na podjęcie przez hierarchię Kościoła rzymskokatolickiego jakichkolwiek modyfikacji w tej płaszczyźnie.
 
Lekcje religii stanowią w warunkach polskich przykład finansowania przez państwo nauczania jednej wiary. Jak to w praktyce jest definiowane? Aby się więcej na ten temat dowiedzieć, sięgnęłam do opracowania, przygotowanego przez Centrum Edukacji Nauczycieli w Koszalinie (1). Autorka tego opracowania pisze, że nadrzędnym celem katechezy jest ?nie tylko spotkanie z Jezusem, ale zjednoczenie, a nawet głęboka z Nim zażyłość?. Natomiast cele katechezy ? według niej ? powinny być osiągane m.in. przez realizację takich zadań, jak: rozwijanie poznania wiary, wychowanie liturgiczne, formacja moralna, nauczanie modlitwy, wychowanie do życia wspólnotowego i wprowadzanie misji.
 
Mamy rok 2012, należymy do UE, żyjemy w państwie demokratycznym, którego konstytucja zawiera w swoim tekście wszystkie wymyślone przez ludzkość prawa i wolności człowieka i obywatela. Jak na tle konstytucyjnym można potraktować taką metodologię...? To przecież nie jest wychowanie dla wolności i tolerancji! Według mnie jest to metodologia wpajania podziału na ?my ? katolicy, prawdziwi Polacy? i ?oni? ? inni, mniej warci, bo nie należący do naszej wspólnoty. Z takim przesłaniem w żadnym wypadku godzić się nie należy.
 
Najbardziej bulwersujące jest to, że takie ?cele? katechezy kierowane są do współczesnej młodzieży polskiej. Tymczasem na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat młodzież się bardzo zmieniła. Jak wykazały to badania prof. Józefa Baniaka (2), obecne pokolenie gimnazjalistów nie jest ani pokorne, ani oddane Kościołowi tak, jak pokolenie ich rodziców. Jest ono bardziej wyczulone w sprawach wolności religijnej i moralnej, demonstruje coraz intensywniej potrzebę niezależności od Kościoła, od księży i katechetów. Wyniki badań prof. J. Baniaka (ale i księdza prof. J. Mariańskiego(3)) jednoznacznie wskazują, że młodzież katechezę w szkołach traktuje jako wpisanie jej w narzucone pole zmagania się Kościoła z państwem i nie widzą w religii upolitycznionej miejsca dla siebie. Kościół powinien liczyć się z tym, że młodzież z takim doświadczeniem religii w szkołach będzie w przyszłości coraz częściej rezygnować z obecności w praktykach religijnych i w rezultacie dokonywać aktów apostazji. Z drugiej strony sami księża coraz częściej ubolewają nad sposobem traktowania lekcji religii w szkołach przez młodzież, podkreślają kłopoty wychowawcze, pojawiające się w czasie katechezy. Niektórzy z nich otwarcie mówią, że religia powinna powrócić do przykościelnych (parafialnych) sal katechetycznych, gdzie na katechezę przychodzili by tylko ci, którzy tego potrzebują. Ci odważniejsi zmieniają nawet w swych parafiach sposób pobierania nauk religijnych, jednakże należą oni do wyjątków.
 
Nie wydaje się, aby sytuacja ta nie była znana np. Konferencji Episkopatu Polski, jednakże nie sądzę, aby Kościół dobrowolnie zrezygnował ze swego ?stanu posiadania?. Konsekwentnie go broni, a ostatnio zaproponował nawet powierzanie księżom wychowawstwa klas w szkołach publicznych!
 
Skąd bierze się opór wobec wszelkich inicjatyw, sygnalizujących potrzebę zmian? Myślę, że w złej tradycji polskiego Kościoła leży kontrolowanie poczynań państwa w sprawach moralności, ale, niestety, nie tylko. Kościół uważa się za reprezentanta ?narodu? i w związku z tym konsekwentnie kreuje swą nadrzędność wobec państwa. Jakimi metodami...? Kościół w III RP zapisał się jako instytucja agresywna, ?krzycząca?, żądająca, karząca, ekskomunikująca, opornych obrzucająca epitetami. Przez swoją postawę i zachowania nowych elit stał się Kościołem upaństwowionym. O współczesnej symbiozie ?tronu z ołtarzem? napisano już wiele artykułów, więc nie będę powtarzać znanych w tym gronie faktów.
 
Młodzież na to patrzy, myśli i po swojemu ocenia. Wyciąga wnioski niekorzystne dla Kościoła. Czym się to zakończy? ? nie trudno przewidzieć. Wystarczy poczekać. Już w tej chwili każdego roku odchodzi z Kościoła ok. 400 tys. ludzi i ? jak nigdy dotąd ? z Kościoła instytucjonalnego odchodzą kobiety, chroniąc nawet przed kontaktami z księżmi swoje dzieci.
 
Powoli i systematycznie idzie wielka zmiana. Nazywa się ona laicyzacją.
 
Prof. Danuta WANIEK ? historyk i politolog z Akademii im. Frycza-Modrzewskiego w Krakowie.
 
Przypisy:
1?Chodzi o materiał z 12 stycznia 2012 r. p.t. Nauczanie religii w polskiej szkole i wybranych krajach europejskich. Oprac. Przez Alicję Lorenz, doradcę metodycznego religii.www.cen.edu.pl
2?Badania te prowadzone były wśród gimnazjalistów w 2008 r.
3?Por. J. Mariański, Emigracja z Kościoła. Religijność młodzieży polskiej w warunkach zmian społecznych. Lublin 2008, a także tego samego autora Młodzież wobec dogmatów wiary, [w] Młodzież Warszawy ? pokolenie pontyfikatu Jana Pawła II. Red. W. Zdaniewicz, S.H. Zaręba. Warszawa 2005. Z badań tych wynika, że dogmaty wiary aprobowany jest na poziomie 60%, z czego można wywnioskować, że młodzież coraz częściej rozmija się w swoich poglądach z teoretycznymi założeniami katolicyzmu.