O nauczaniu religii i etyki w szkole
 
Profesor Tadeusz Bartoś
 
 
Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. Zły, niejasny, głębiej nieprzemyślany, pospieszny początek pojawienia się katechezy w szkole sprawia, że systematycznie pojawiają się i będą się pojawiać konflikty wokół tej kwestii. Bez szerszej debaty, konstytucjonaliści twierdzą, że także ze złamaniem prawa, bo na mocy rozporządzenia ministerialnego, z dnia na dzień pojawili się w szkole przysłani przez proboszcza, mianowani przez biskupa księża katecheci. W zamyśle miało być tylko użyczenie sal dla lekcji. Księża pracowali za darmo. Szybko jednak otrzymali pensje. Do dziś kwestia wynagrodzenia dla duchownych jest podnoszona jako zarzut.
 
Status katechezy w szkole stał się osobliwy. Księża mianowani są przez swoich przełożonych, dyrektor szkoły nie ma w tej sprawie władzy (poza kwestiami dyscyplinarnymi). Swoista egzempcja dotyczy także programów religii, na które nie mają wpływu władze oświatowe. Powstało swego rodzaju zjawisko państwa w państwie. Z natury konfliktogenna dwuwładza. Pierwszymi ofiarami byli katecheci, którzy będąc w szkole na niejasnych zasadach, nierzadko odbierani byli grono pedagogiczne jako ciało obce: albo o specjalnym statusie ? adorowani, albo za plecami nielubiani. Nie ze względu na walory czy przywary osobiste, ale na uwarunkowania strukturalne. Zetknąłem się z tym zjawiskiem osobiście.
 
Z punktu widzenia zasad, państwo utraciło kontrolę nad programem szkolnym. Nie istnieją logiczne uzasadnienia takiej sytuacji. Także brak wystarczających racji dla istniejącego stanu rzeczy jest konfliktogenny. Spokój społeczny przynosi racjonalna organizacja, permanentną irytację budzi jej brak. Niewiele ma to wspólnego z antyklerykalizmem, choć długotrwałość zjawiska w taki antyklerykalizm może się przeradzać. Antyklerykalizm rozumiany nie jako krytyka duchownych, ale stała wyrażana publicznie, nie uzasadniana szczegółowo, ogólna niechęć, czy wrogość do Kościoła.
 
Od strony reprezentujących Kościół biskupów religia w szkole w założeniach nie miała być jednym z wielu przedmiotów, przewidywano dla niej status szczególny: miała być miejscem ewangelizacji, przekazywania wiary. Nie tylko z punktu widzenia teoretycznego rzecz jest niewłaściwa, także długoletnia już praktyka pokazuje, iż jest to zadanie właściwie niewykonalne. Wystawia za to na szwank opinię duchownego, który w oczach młodzieży zachowuje się dziwnie, gra na gitarze, mówi w specyficzny sposób o miłości Jezusa, itp. Właściwym miejscem takich działań inicjujących w życie religijne jest przestrzeń kościelna, dopiero ona daje minimalne podstawy dla efektywnego oddziaływania. Tak jak dziwnym jest modlitwa na dyskotece w klubie, tak trudne jest do przeprowadzenie nauk religijnych w świeckiej przestrzeni szkoły. Ona jest przede wszystkim miejscem edukacji.
 
Zajęcia religii powinny umiejętnie wpisywać się przestrzeń społeczną szkoły i stać się lekcjami o religii, na których zdobywa się rzetelną wiedzę. Nie istnieje dzisiaj w naszym szkolnictwie przedmiot światopoglądowy. Nie ma filozofii, której częścią jest etyka, nie ma wiedzy o religiach, o rozmaitych sposobach postrzegania świata. To wielki brak. Dla przykładu tolerancji uczy się przez pokazanie jak odmiennie ludzie postrzegają świat, i że każde z takich systemów ma swój własny, odrębny sens. Temu właśnie służy filozofia, wiedza religioznawcza, także historia. Logicznie więc, gdy patrzeć na dobro uczniów, a nie polityczne manewry, byłoby ustanowienie takiego przedmiotu w szkole, który byłby wiedzą o religii (doktryny i rozwój historyczny), z elementami filozofii, które są od systemów religijnych nieodłączne. Prezentowane powinny być także treści o takich systemach światopoglądowych, które religię odrzucają, bo przecież istotną składową wiedzy o religii są motywy jej odrzucania we współczesnym świecie, a więc między innymi problem sekularyzacji. By wiedzieć w jakim świecie się żyje, rozumieć źródła współczesnych wielkich sporów ideowych, taki przedmiot jest niezbędny.
 
Powinien on być wykładany przez wykwalifikowaną kadrę. Powinien być przygotowany przez władze oświatowe, poprzez odpowiedni konkurs, itd. I to władze oświatowe powinny decydować o zasadach doboru nauczycieli tego przedmiotu, filozofów, religioznawców, teologów. W ten sposób udałoby się ocalić autonomię szkoły. W ten sposób także katecheza, znajdując się w miejscu właściwszym, w przestrzeni kościelnej, mogłaby spróbować odzyskać swoją dawną wiarygodność.
 
Takie propozycje niestety nie mają dziś większych szans na zrozumienie. Dominuje bowiem nastawienie konfrontacyjne. ?Chcą nas ? nie chcą nas?, ?usiłują nas wypchnąć? ? takie emocje górują nad analizą racjonalną. Pewien rodzaj pragmatyzmu także skłania biskupów do walki o status quo. Powrót do salek oznacza wysiłek organizacyjny, utratę etatów przez duchowieństwo. Rząd sparaliżowany wynikami sondaży popularności nie podejmuje zmierzyć się racjonalnie z problemem.
 
Stąd konflikt społeczny się zaostrza. Nierozwiązane kwestie nie znikają, raczej z czasem nasilają radykalizm. Przy założeniu, że lewica (ze swoim antyklerykalnym skrzydłem) wcześniej czy później w ciągu pięciu-dziesięciu lat dojdzie do władzy (tego uczy doświadczenie państw demokratycznych) istnieje ryzyko, że nastąpi wtedy coś w rodzaju rewanżu, bezwiednego odreagowania. Wolnego od racjonalnej analizy rugowania Kościoła z przestrzeni publicznej, pozbawienia nabytych przez lata prosperity politycznej słusznych i niesłusznych przywilejów. Poczucie krzywdy i niesprawiedliwości będzie narastać pogłębiając i tak już silne podziały społeczne. Czas więc odwołać się do rozumu. Podjąć się trudu racjonalnego zorganizowania tego wymiaru życia społecznego jakim jest funkcjonowanie nauki religii w szkołach.
 
Prof. Tadeusz BARTOŚ ? filozof, profesor w Akademii Humanistycznej w Pułtusku.