O nauczaniu religii i etyki w szkole
 
Profesor Jerzy J. Wiatr
 
 
Konferencja dzisiejsza ma szczególny, nazwałbym to ekumeniczny, charakter. Spotykamy się w gronie ludzi o różnych światopoglądach. Spotykamy się połączeni troską o to, by nauczanie religii i etyki w szkołach polskich jak najlepiej spełniało funkcje wychowawcze i rozszerzało horyzonty myślowe. Te wartości są, jak jestem przekonany, nam wspólne, co nie wyklucza różnic poglądów co do tego, jak wartości te powinny być realizowane.
 
Ponad dwadzieścia lat temu (w 1990 roku) nauczanie religii powróciło do szkół publicznych. Stało się to w nienajlepszym stylu: w drodze zarządzenia ministra edukacji narodowej, a nie w drodze nowelizacji ustawy o systemie oświaty. Dlatego od początku zmianę tę kwestionowano jako przeprowadzoną w sposób naruszający obowiązujące wówczas prawo. Ubolewam, że w tej sprawie pośpiech stał się złym doradcą rządu. Jest to jednak obecnie sprawa miniona. Nowa ustawa o systemie oświaty (z 1991 roku) a następnie konkordat sprawy te uregulowały w sensie prawnym. Pozostaje ocena tego, jak prawo jest realizowane.
 
Od początku nad realizacją decyzji o wprowadzeniu religii do szkół ciąży brak konsekwencji w kwestii zapewnienia uczniom realnej możliwości dokonania wyboru między lekcjami religii i lekcjami etyki. Te ostatnie realizowane są w znikomej mniejszości szkół. Wprawdzie przedstawiony na użytek naszego spotkania dokument Ministerstwa Edukacji Narodowej odnotowuje pewien wzrost liczby szkół oferujących naukę etyki, ale wciąż pozostają one niewielką mniejszością. Dzieje się tak z różnych powodów. Z pewnością w części jest to spowodowane tym, że lekcje etyki wybiera mniej dzieci (lub ich rodziców) niż lekcje religii, ale nie jest to powód jedyny. W szkołach brakuje wykwalifikowanych nauczycieli etyki i dzieje się tak mimo, że minęło ponad dwadzieścia lat od wprowadzenia tego przedmiotu. Wolno zapytać, co władze oświatowe zrobiły, by wykształcić nauczycieli etyki. Obawiam się, że odpowiedź nie będzie dla władz oświatowych korzystna. Środowiska laickie i filozofowie od dawna postulują podjęcie pracy nad kształceniem nauczycieli etyki. Trzeba się o to zdecydowanie upominać.
 
Warto też zadać sobie pytanie, czy sprawdza się w praktyce ten sposób interpretowania dobrowolności udziału w lekcjach religii lub etyki, który przyjęto. Pozwala on na nieuczestniczenie w lekcjach ani jednego, ani drugiego przedmiotu, co obu stronom ? uczniom i dyrekcjom szkół ? stwarza wygodny pretekst do rezygnacji z organizowania lekcji etyki. Sądzę, że jest to sprzeczne z intencją ustawodawcy i społecznie niekorzystne.
 
Pojawia się często postulat, by nauczanie religii zastąpić nauczaniem neutralnego światopoglądowo religioznawstwa. Jestem zdania, że religioznawstwo jako ważna część wiedzy o kulturze powinno być w szkołach średnich nauczane, przy czym jako otwartą pozostawiłbym sprawę, czy ma to być przedmiot osobny, czy też część szerzej pojętej wiedzy o kulturze. Natomiast nie podzielam zdania, że religioznawstwo może zastąpić nauczanie religii. Nie zgodziłyby się na to Kościoły i nie miałoby to poparcia większości obywateli. Zarazem jednak należy mieć odwagę, by przedmiot ten do szkół wprowadzić ? nawet wbrew oporowi tych środowisk kościelnych, które w religioznawstwie widzą zagrożenie dla wiary.
 
Gdy mowa o stosunku obywateli do tego zagadnienia, możemy odwołać się do badań socjologicznych. Instytut Badań Społecznych i Międzynarodowych Fundacji im. Kazimierza Kelles-Krauza, którym mam zaszczyt kierować, przeprowadził wraz z ośrodkiem badawczym Mareco Polska, ogólnopolskie badania opinii Polaków w tej materii. Badania te przeprowadzono w latach 2007 i 2012 posługując się tymi samymi pytaniami, co pozwala uchwycić ewolucję poglądów. Najważniejsze wyniki tych badań są następujące:
1) Zmniejszył się odsetek badanych przekonanych, że ?nauka religii czyni ludzi lepszymi?. W 2007 roku sądziło tak 49,8% (w tym 14,5% zdecydowanie) a w roku 2012 ? 40,5% (w tym 10,8% zdecydowanie). Przeciwnego zdania było w 2007 roku 31,1%, a w 2012 roku 41,0% badanych. Można więc powiedzieć, że w tej sprawie żadna ze stron nie ma zdecydowanej przewagi. Interesujące natomiast jest to, że ludzie młodsi (15?19 i 20?29 lat) są bardziej w tej sprawie sceptyczni niż ludzie w wieku średnim (30?59 lat) a zwłaszcza starsi (60 i więcej lat).

2) Zapytani o to, czy nauka religii powinna być przedmiotem obowiązkowym w szkołach publicznych, badani odpowiadali zdecydowanie negatywnie (tylko 13,2% w 2007 roku i 8,9% w 2012 roku udzieliło na to pytanie odpowiedzi twierdzącej). Podobnie odrzucony został pogląd, że ?nauczanie religii nie jest w ogóle potrzebne? ? sądziło tak 5,1% w 2007 roku i 8,1% w roku 2012. Natomiast najwięcej zwolenników uzyskały twierdzenia, że religia powinna być nauczana jako przedmiot nieobowiązkowy w szkołach (35,2% w 2007 roku i 38,0% w 2012 roku) lub że powinna być nauczana poza szkołami publicznymi (31,7% w 2007 roku i 37,6% w 2012 roku). Istnieje więc niewielka przewaga zwolenników nauczania religii w szkołach publicznych, ale przewaga ta zmalała w ostatnich pięciu latach. Młodsi badani byli bardziej skłonni opowiadać się za tym, by nauczanie religii odbywało się poza szkołami.
3) Badani zdecydowanie odrzucili pogląd, że ocena z religii powinna być zaliczana do średniej ocen (67,3% w 2007 roku i 78,2% w 2012 roku), jak również pogląd, że ocena z religii powinna być umieszczana na świadectwie szkolnym (57,5% w 2007 roku i 66,3% w 2012 roku) oraz pogląd, że religia powinna być jednym z przedmiotów maturalnych do wyboru (59,6% w 2007 roku i 73,8% w 2012 roku). W tych trzech sprawach stanowisko zdecydowanej większości badanych wyraźnie różni się od stanowiska władz Kościoła katolickiego.
 
Całość omawianych tu badań wskazuje na wyraźną tendencję do wzmacnia oporu przeciw rozszerzaniu roli nauki religii w szkołach publicznych. O ile samo nauczanie religii jest nadal akceptowane przez większość badanych, to już wprowadzanie religii do egzaminów maturalnych, umieszczanie ocen z religii na świadectwach szkolnych czy wliczanie oceny z religii do średniej ocen spotyka się ze sprzeciwem zdecydowanej ? i rosnącej ? większości. Sądzę, że władze oświatowe powinny wziąć to pod uwagę.
 
Nauczanie religii w szkołach spotyka się z krytyką także w kręgach kościelnych, choć są to głosy odosobnione. Przytoczę tu ciekawą wypowiedź księdza Franciszka Kameckiego w wywiadzie dla ?Gazety Wyborczej? (6 czerwca 2012 roku).
 
Na pytanie czy ?Ksiądz jest przeciwnikiem nauczania religii w szkołach? ks. Franciszek Kamecki mówi tak:
?Mam na ten temat odmienne zdanie niż większość hierarchów. Pamiętam, kiedy byłem młodym wikarym w Gniewie, jeździłem na wieś uczyć religii. Nie było tam salki parafialnej. Sekretarz PZPR w pegeerze, który wszystkich przekonywał, że Gomułka jest wierzący i po cichu chodzi do kościoła, użyczał mi za darmo partyjnej świetlicy.
Lekcje religii poza szkołą bardzo spajały wiernych. Przeniesienie religii do szkół zrobiło społeczną wyrwę. Siedzimy teraz w ogromnej plebanii, z którą nie mam co zrobić, bo była budowana pod lekcje religii. Plebanie były centrum życia duchowego, a teraz często są one centrum pustyni. Panuje tam cisza i pustka?.
 
Warto zastanowić się nad sensem tej wypowiedzi katolickiego kapłana, któremu z pewnością leży na sercu religijne wychowanie młodzieży, ale który widzi negatywne skutki obecnych rozwiązań. Ze szkół płyną sygnały mówiące o tym, że znaczna część uczniów lekceważąco odnosi się do nauczania religii. Czy jest to społecznie korzystne? Nie sądzę.
 
Chcę jednak na zakończenie podkreślić szczególną odpowiedzialność ruchu laickiego za właściwe podejście do tego trudnego problemu. Mamy w pamięci czasy, gdy ruch laicki wspierał działania władz państwowych wymierzone przeciw Kościołowi i zmierzające do ateizacji społeczeństwa, co zresztą skończyło się kompletnym fiaskiem. Odrzuciliśmy takie podejście. Traktujemy z powagą postanowienia Konstytucji w sprawie neutralności światopoglądowej państwa i w sprawie wolności sumienia wszystkich jego obywateli. Dlatego jestem przekonany, że w sprawie nauczania religii powinno się dążyć do takich rozwiązań, które nie będą zagrażały niczyjej wolności sumienia, nie będą tworzyły napięć społecznych i antagonizmów, będą zgodne z wolą większości obywateli. Przekonany jestem, że w tych sprawach możliwe i potrzebne jest porozumienie ponad światopoglądowymi podziałami. Dyskusje takie, jak nasza obecna, porozumieniu temu powinny służyć.