Czy Kościół katolicki w Polsce zdolny jest do dialogu i współdziałania z demokratycznym państwem czy jedynie do jego kontestacji i mnożenia roszczeń?
 
Profesor Jan Hartman
 
 
Na wstępie chciałbym podziękować za zaproszenie. Czuję się zaszczycony mogąc przemawiać w tym gronie.
 
Zacznę od anegdoty. Otóż miałem kiedyś przyjemność spotykać się z ks. Tischnerem. Pewnego razu, gdy przyszedł do nas na kolację, podjęliśmy temat stosunków państwo ? Kościół w czasach PRL-u. Ks. Tischner, wypiwszy pół butelki wina, powiedział do mnie tak: ?Wiesz, Jasiu, nie było tak źle. Jakoś dało się dogadać. W końcu jedni i drudzy lubili wypić.?
 
Myślę, że jest w tym jakieś ziarnko prawdy i że jest to poniekąd optymistyczne spojrzenie na sprawę. Co to właściwie znaczy? Znaczy to, że kiedy trzeba dojść do jakiegoś konsensusu, to Kościół potrafi porozumieć się z każdym rządem. Kiedy Kościół katolicki instaluje się w danym kraju, starając się upodmiotowić wewnętrznie jako instytucja quasi-krajowa, dąży on do umocnienia swojej pozycji właśnie poprzez umiejętność porozumienia się z istniejącym w danym kraju rządem. To może być rząd autorytarny, może być pół-autorytarny, może być nawet demokratyczny ? Kościół stara się jakoś z takim rządem dogadać. Dlatego właśnie Kościół trwa. A z drugiej strony władza liczy się z Kościołem. I nie ma chyba takiego kraju zamieszkałego przez wielu katolików, gdzie to by nie zadziałało.
 
Pytanie o dialog jest trochę przewrotne, bo przez dialog rozumie się rozmowy polityczne i negocjowanie interesów. Taki dialog zawsze się toczy i zawsze się udaje. Każde państwo potrafi być równym partnerem w tym dialogu. Dyplomacja kwitnie nawet pomiędzy państwami ze sobą zwaśnionymi. A Kościół ma formę państwa właśnie.
 
Czy Kościół umiałby zgodzić się wewnętrznie na model demokracji państwa świeckiego, które zachowywałoby bezstronność w kwestiach światopoglądowych, które pozostawiałoby obywatelom swobodę dokonywania wyborów moralnych, swobodę decydowania, w jaki sposób chcą żyć, jakim światopoglądem chcą się kierować? Nie sądzę. Kościół na liberalną demokrację godzi się z musu, bo taki ustrój napotyka w różnych krajach i do niego musi się przystosować. I robi to. Nie jest to ustrój marzeń dla Kościoła, bo w liberalnej demokracji ludzie mają swobodę dokonywania własnych wyborów i bynajmniej nie wszyscy wybierają Kościół, życie konfesyjne czy nawet intensywne wspieranie materialne Kościoła.
 
Kościół w krajach liberalno-demokratycznych, bez wsparcia instytucjonalnego państwa i na wolnym rynku idei jest tylko jedną z wielu instytucji do wyboru, jest tylko jednym z wielu systemów wierzeń, przekonań do wyboru. Nie jest to dla Kościoła komfortowa sytuacja. W takich krajach bez wątpienia jest uboższy i ma mniejsze wpływy niż w krajach rządzonych autorytarnie bądź pół-autorytarnie, gdzie ma już swoją określoną, ugruntowaną pozycję.
 
Kościół nigdy dobrowolnie liberalnej demokracji się nie podporządkuje. Ale liberalna demokracja też potrafi być silna swoją państwowością, potrafi być w stosunku do Kościoła równym partnerem. A Polska buduje liberalną demokrację.
 
Mimo to, żaden z rządów polskich po 1989 roku równym partnerem nie był. Wszystkie rządy po kolei obawiały się wszelkiego konfliktu z Kościołem, mogącego wyniknąć z nierealizowania roszczeń lub oczekiwań Kościoła w odniesieniu do którejś z trzech ważnych dla niego sfer, czyli materialnego zabezpieczenia Kościoła katolickiego, sfery edukacji i sfery prawa medycznego. Każdy kolejny rząd był dosyć oportunistyczny i uległy w stosunku do Kościoła.
 
Ale to się zmienia. Przyszłość stosunków państwo-Kościół zależeć będzie od dostrzeżenia Kościoła w całej jego strukturze. Otóż Kościół to instytucja międzynarodowa o podmiotowości państwowej, a z punktu widzenia poszczególnych krajów ? instytucja zagraniczna. I dopóki będziemy poddawać się sugestii, że Kościół jest suwerenną instytucją wewnętrzną, dopóty będziemy skazani na jałowy quasi-dialog, którego wynik jest z góry przesądzony.
 
Jeśli państwo nadal będzie wierzyć, że Kościół jest instytucją wewnątrzkrajową, a w dodatku reprezentująca katolicką większość społeczeństwa, w rozmowach z Kościołem pozostanie na przegranej pozycji. Jeżeli zaś przyjmiemy międzynarodowy punkt widzenia, zgodny z realiami, to wtedy Episkopat będzie się jawił jako polityczna, ideologiczna reprezentacja struktury międzynarodowej o charakterze, jednak, obcego państwa. A to oznacza, że negocjacyjna moc państwa polskiego zostanie skierowana nie na poszczególnych biskupów czy Episkopat wewnętrzny, ale tam, gdzie jest źródło mocy Kościoła, czyli na Stolicę Apostolską ? na Watykan. Wtedy szanse na rzetelny dialog będą znacznie większe.
 
Jeżeli zaczęlibyśmy rozmawiać o stosunkach państwo ? Kościół, o normalizacji, o rozdzieleniu Kościoła od państwa, o realizacji porządku konstytucyjnego gwarantującego bezstronność światopoglądową i świeckość państwa polskiego; jeżeli zaczęlibyśmy rozmawiać o tym wszystkim nie z biskupami polskimi, tylko z Watykanem, to mogłoby to przynieść realny skutek. A rozmawiać moglibyśmy używając tych narzędzi, które mamy ? przecież corocznie płacimy co najmniej dwa miliardy złotych na cele kościelne, jest więc z czego odcinać.
 
I to nie jest tak, że Kościół jest zupełnie niezdolny do jakichkolwiek ustępstw. Jest zdolny, tylko trzeba szukać właściwych, rzeczywiście dobrze umocowanych negocjatorów.
 
Gdybym miał coś radzić przykładowemu rządowi, to radziłbym rozmawianie z papieżem, a nie z takim czy innym biskupem w Polsce. Rozmawianie z Watykanem ponad głowami polskich biskupów na pewno doprowadziłoby do lepszych skutków niż nieustanne kłanianie się biskupom i proszenie ich, żeby nie przeszkadzali w budowie wspólnego państwa i poddawaniu w ich władztwo, na przykład, drażliwych kwestii prawa medycznego, kwestii programów szkolnych, aury ideowej panującej w szkołach. Oraz, rzecz jasna, oferowanie im ogromnych kwot i przywilejów natury materialnej.
 
Kościół będzie szanować państwo polskie dopiero wtedy, gdy państwo polskie będzie rozmawiać z Kościołem twardo i na równej stopie, czyli na stopie międzynarodowej. Kościół jest instytucją państwową; jako stolica apostolska posiada podmiotowość i suwerenność państwową; i w ten sposób należy tę sprawę stawiać ? jako sprawę suwerenności, jako sprawę negocjacji międzynarodowych. To jest wybór Kościoła, że ma podmiotowość państwową, ale skoro tak już jest, to należy rozmawiać w tym trybie, który jest prawną konsekwencją ustroju Kościoła jako instytucji nie krajowej, lecz państwowej o charakterze międzynarodowym.
 
Prof. Jan HARTMAN, jest filozofem i bioetykiem, wykłada w Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego; odważny w obronie wartości humanistycznych i świeckich.