Człowiek  żywy
Fragmenty wykładu podczas konferencji związanej z 70-leciem śmierci Boya
 
Autor: Włodzimierz Próchnicki
 

Biografia Tadeusza Żeleńskiego jest dobrze znana. W znacznej mierze dzięki jego wspomnieniom, a także felietonom i recenzjom teatralnym, w których często sięgał do wątków autobiograficznych jako materiału anegdotycznego lub eksplikacyjnego. Warto jednak przypomnieć niektóre składniki tego życiorysu. Pozwalają one zrozumieć niezwykłą osobowość kogoś, kto porzucił zawód lekarza, by stać się najbardziej chyba głośnym autorem dwudziestolecia międzywojennego, występującym w rozmaitych rolach, zawsze jednak jako człowiek pióra. A gdyby odwołać się do antynomii kapłana i błazna, to on sam określał się jako ten drugi, choć w ściśle określonym znaczeniu ? mędrca, który z racji swej funkcji nie tyle ma bawić i rozśmieszać, co mówić prawdy niewygodne, przemilczane lub zakrzykiwane. Nieoczekiwanie stał się wówczas następcą szermierzy pozytywizmu i Żeromskiego.
 
Urodził się 21 XII 1874 roku w Warszawie. Data jest ważna, ale nie dlatego, żeby miał się wychowywać w odczuwalnej atmosferze reakcji carskiego zaborcy po przegranym powstaniu, ani nawet, żeby wzrastał wśród idei pozytywizmu warszawskiego. Przeciwnie, w 1881 trafił z rodzicami do Krakowa, gdzie panował zupełnie inny duch. Pisał później o tym, zdumiewając się nad współistnieniem systemu politycznego zaborcy w harmonii z powszechnymi w szkole, publikacjach, teatrze patriotycznym hasłami i kliszami narodowymi. Zatem to nie data urodzenia określa jego dojrzałą postawę ?pozytywistyczną? ? racjonalisty i społecznika. Tym bardziej to osobliwe, że dorastał w klimacie Młodej Polski, między innymi docierającym doń poprzez przyjaźń ze starszym bratem ciotecznym, Kazimierzem Przerwą ? Tetmajerem, a po skończeniu nauki gimnazjalnej w 1892 wśród wczesnych dokonań i dyskusji młodopolszczyzny. Apogeum jego działalności, we wszystkich przejawach, jako tłumacza, felietonisty, recenzenta teatralnego, autora wspomnień (a niektóre z tych funkcji oznaczały również występowanie w roli polemisty) przypadło na okres dwudziestolecia. Wprowadzenie i nietypowy początek tej działalności łączyć należy z epizodem, stosunkowo krótkim, jednak ważnym, twórczości kabaretowej na kilka lat przed pierwszą wojną światową oraz nasileniem pracy translatorskiej w trakcie jej trwania. Zauważmy też, że w typologii gatunków pisarskich uprawianych przez Boya forma felietonowa da się niejednokrotnie zaliczyć do publicystyki społecznej i krytyki literackiej.
 
Tak rysowałyby się pierwsze kreski do portretu pisarza. Gdyby zaś spojrzeć na skryty w takim portrecie kształt jego osobowości i charakteru, należałoby poszukać ich źródeł w formach kultury z jakimi się stykał, a także w najbliższym, rodzinnym otoczeniu. Sporo wiemy o stosunkach domowych Żeleńskich. Ojciec ? Władysław ? był czołowym kompozytorem okresu wypadającego po Moniuszce, twórcą wielu utworów, od pieśni po opery do dziś wykonywane (m. in. ?Goplana?, 1896, ?Janek?, 1900). W domu objawiał temperament cześnika Raptusiewicza, niecierpliwego, nie wykazującego zrozumienia dla braku muzycznych talentów u dzieci, tak go w każdym razie przedstawi syn. Natomiast matka, Wanda z Grabowskich, pochodziła z rodziny mieszczańskiej i, jak się wydaje, miała lepsze niż ojciec relacje z trzema synami. Przyjaźniła się w młodości z Narcyzą Żmichowską, pisarką na przełomie stuleci już zapomnianą i po latach właśnie Boy przypomni jej dzieła, a ją samą uczyni bohaterką felietonów. Te wpływy muzyczne i literackie, kontakty ze środowiskiem inteligenckim i artystycznym, atmosfera obejmująca też przyjaźń z Kazimierzem Tetmajerem są, obok dziecięcych i młodzieńczych lektur i wizyt w teatrze, najwcześniejszymi doznaniami, kształtującymi pisarską osobowość przyszłego lekarza. Nie należy lekceważyć tego, co zapamiętał i przekazał jako człowiek dorosły, wspominając wcześniejszy okres swego życia. W dzieciństwie korepetytor zainteresował go kulturą francuską, tak odmienną od otoczenia warszawskiego i krakowskiego. Lektury dojrzalsze obejmowały ?Don Juana? Byrona, dramaty Szekspira, utwory Heinego, Słowackiego ?Pisma pośmiertne?, ważny element kształtowania światopoglądu w epoce Młodej Polski, dzieła Mickiewicza i komedie Fredry, Wilkońskiego ?Ramoty i ramotki?, Sienkiewicza, należącego wówczas do pisarzy współczesnych, wreszcie typowe dla epoki powieści Dostojewskiego (?Biesy?, ?Idiota?), Baudelaire?a ?Kwiaty zła? (jeden z wierszy przetłumaczył), Verlaine, proza Maupassanta, Bourgeta, France?a, Hauptmanna, Hamsuna, do tego pisma Schopenhauera i Nietzschego... Szkolny i studencki kontakt z teatrami krakowskimi przynosi znajomość sztuk Ibsena, Maeterlincka, Hauptmanna. Zestaw lektur wyjaśniający niejeden z postępków młodych ludzi tamtych czasów, także w środowisku autora ?Mózgu i płci?. Lektury i teatr kształtowały umysłowość, a nieraz charaktery, szczególnie w przypadku osób wrażliwych. Zaprowadzony w okresie szkolnym na przedstawienie ?Snu nocy letniej? mały Żeleński będzie pamiętał, że potem długo w nocy spać nie mógł. Nie ma się co dziwić, że debiut (skazany później przez pisarza na zapomnienie) też był typowy. Była nim seria czterech poprawnie banalnych sonetów, opublikowanych za sprawą Tetmajera w tygodniku ?Świat? (1895). Może objawił się poeta, ale jeszcze nie narodził się Boy.
 
Okres studiów na wydziale medycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego nie był poświęcony wyłącznie nauce. Rozrywki w burszowskim stylu, pijaństwo i hazardowa gra w karty, w połączeniu z zanurzeniem się w Przybyszewszczyznę, nieszczęśliwe miłości i udane miłostki nie zapowiadają przyszłego Boya ? tytana pracy. Ale wszystko to, być może później wyolbrzymione, w jakiś sposób kształtuje osobowość, stanie się także materiałem wykorzystywanym w cyklach wspomnień i wspomnieniowych wątkach felietonów. W biografii Boya tego okresu mieszają się fascynacja osobą Przybyszewskiego, a bardziej jeszcze jego żony Dagny, podziw dla Wyspiańskiego i drwiąca sympatia do Rydla, krótkotrwałe nałogi pijaństwa i gry w karty, nudna konieczność opanowania wiedzy medycznej, a równocześnie fascynacja jej zagadnieniami. Studia lekarskie, rozpoczęte w 1892 roku ukończył Boy w 1900 r., rok potem rozpoczął pracę w klinice pediatrycznej. Praca naukowa, wbrew późniejszym twierdzeniom, chyba go interesowała, skoro jej rezultatem były dobrze przyjęte specjalistyczne publikacje, drukowane w ?Przeglądzie Lekarskim? i ?Medycynie?:
Trzy przypadki tężca leczonego surowicą przeciwtężcową Bujwida, O działaniu płynnego wyciągu kaktusa wielkolistnego (1902), Przyczynek do leczenia tężca surowicą (1903), Przyczynek do etiologii nieżytu pęcherza u dzieci, O aglutynacji paciorkowców i próbach serodiagnostyki w płonicy, O niedokrwistości wieku niemowlęcego z obrzmieniem śledziony, O pojawieniu się ciałek szpiku kostnego (melocytów) we krwi niemowlęcej (1904), O pasteryzacji mleka dla niemowląt, Kilka słów o tak zwanym objawie Kerniga (1905), O znaczeniu klinicznym neutrofilnego obrazu krwi ze szczególnym uwzględnieniem stosunków w wieku niemowlęcym (1).
 
Do tego pięć artykułów związanych z działalnością instytucji opiekującej się matką i niemowlęciem Kropla Mleka, spajających problematykę lekarską z działalnością społeczno ? pedagogiczną. Prace powstały w wyniku kontynuacji studiów krakowskich w dwóch ważnych (a zarazem reprezentujących dwie odmienne szkoły w medycynie europejskiej) ośrodkach ? Paryżu i Wrocławiu. Założona przez doktora Żeleńskiego, oparta na wzorach francuskich Kropla Mleka, choć we wspomnieniach będzie przedstawiana jako przedsięwzięcie powstałe w wyniku humorystycznego przypadku, była instytucją ważną i potrzebną, a jej działalność miała wymierne rezultaty medyczne i społeczne. Do tego dodajmy praktykę lekarską, podobno (według świadectw rodzinnych) niezbyt udaną, a zdaniem Boya nużącą i mało interesującą. Będzie ją wykonywał w ciągu dwudziestu blisko lat (1901-1919), jako pediatra, lekarz kolejowy i zmobilizowany podczas wojny lekarz wojskowy. Był to jednak zawód źle wybrany.
 
Pierwszy pobyt we Francji, na przełomie lat 1900-1901, był trzymiesięcznym stypendium, które (w co trudno uwierzyć) Boy spędzał głównie na wędrówkach po Paryżu i na lekturach. Odkrywa wówczas dwóch pisarzy, Balzaca i Diderota. Pozostanie im odtąd wierny nie tylko jako tłumacz, ale uważny i chłonny odbiorca balzakowskiego realizmu i diderotowskiego racjonalizmu. To już nie są młodzieńcze, choćby i emocjonujące lektury spod znaku symbolizmu, dekadencji, modernizmu. Nadchodzi kolej na budowanie pogłębionej intelektualnej refleksji inteligenta, wyposażonego w przyrodniczo-lekarską wiedzę o człowieku, gdy jego perspektywy poznawcze zostaną poszerzone o dwa kolejne wymiary, tym razem humanistyczne. Wolno chyba przypuścić, że utwory racjonalisty i realisty w połączeniu ze świadomością lekarza tworzą inny efekt poznawczy niż lektury kogoś, kto amatorsko lub zawodowo para się wyłącznie literaturą. Boy wkracza na teren myślenia i działania, którego już nie opuści.
 
Ciekawe, że pierwszy pobyt w Paryżu przynosi trwałą fascynację miastem tak odmiennym od znanych mu miejsc, spowoduje też jego miłość do klasycznej literatury francuskiej. Diderot czy Balzac żadną miarą nie są wówczas synonimami nowoczesności. Reakcję Żeleńskiego wytłumaczyć można w ten sposób: po pierwsze, nie był jeszcze literatem nastawionym na nowości, po drugie ? pobyt związany ze stypendium medycznym był zbyt krótki, by mógł znaleźć się w stosunkowo szczupłych i zamkniętych środowiskach najnowszej literatury czy malarstwa. Pozostawał kontakt przez stoiska bukinistów i wizyty w ?Lapin Agile?, gdzie zapoznał się ze sztuką kabaretową, nie zaznajomiwszy się jednak z artystyczną cyganerią.
 
Paryż z początku dwudziestego wieku był jeszcze miastem cyganerii, autentycznej, ludowej cyganerii Montmartre?u. Boy odkrywa piosenkę francuską (a właściwie paryską), zwłaszcza Paula Delmeta i stąd blisko już do krakowskiego kabaretu. Zanim jednak to nastąpi i związek z Zielonym Balonikiem uczyni zeń gwiazdę pierwszej wielkości na firmamencie nowego zjawiska kulturalnego, Boy, jeszcze jako postać ukryta w cieniu, staje się uczestnikiem, a jak się okaże drugim po Wyspiańskim świadkiem najważniejszego w dziejach polskiej literatury wesela. Bo w jednym miejscu mógł się spotkać z początkiem wieku ?cały? Kraków, mieszczący się w pierścieniu Plant. Tak było w listopadową noc roku 1900. Zaprzyjaźnione rodziny Żeleńskich i Pareńskich, kuzyni Tetmajerowie, redaktor Starzewski, Wyspiański przybywają na wesele Lucjana Rydla. Nas jednak w tym momencie interesuje najbardziej Zosia Pareńska. Boy, który jest tu obecny w towarzystwie starszego brata, wkrótce wyjedzie na stypendium paryskie, by wrócić w tydzień po prapremierze ?Wesela?. Tę właśnie Zosię poślubi w czerwcu 1904 roku doktor Żeleński, asystent profesora Pareńskiego, by w sierpniu wyjechać z nią do Paryża, skąd wrócą w styczniu następnego roku. Na razie jednak jest rok 1900 i czternastoletnia panienka, przekomarzając się, uciera nosa Dziennikarzowi. Tak to pokazał Wyspiański w drugiej scenie pierwszego aktu, na samym początku ?Wesela?. Dziennikarz to Rudolf  Starzewski, będzie przyjacielem (bliskim podobno) Zofii Żeleńskiej i (podobno), wbrew nekrologowi w ?Czasie?, nie umrze śmiercią naturalną. Wyspiański dobrze obserwował weselnych gości, a że znał ich, mógł ? dziś widzimy do jakiego stopnia trafnie ? przedstawić charakterystykę dwóch panienek, Zosi Pareńskiej i o dwa lata starszej Haneczki ? Anny Rydlówny, siostry pana młodego. Ukazał je tak prawdziwie, że rodzina Rydlów przy okazji premiery sztuki zareagowała histerycznie, ale... Sceniczny obrazek, dialog dwu podlotków znajduje potwierdzenie w ich późniejszych losach, miłościach Zosi i staropanieństwie Haneczki (obie przy tym wykażą się w przyszłości wysokimi zaletami moralnymi i pełnić będą, choć odmiennie pojętą, służbę społeczną).
 
Zosia
Chciałabym kochać, ale bardzo,
ale tak bardzo, bardzo mocno.
 
Haneczka
To ta muzyka gra tak skoczno
i pewno serce tobie skacze.
Jeszcze się dosyć, dość napłacze,
nim go kochanie ułagodzi.
Pociesz się serce, pociesz, miła,
jeszcze niejedna łza, mogiła,
od tej miłości ciebie grodzi (2).
 
I dalej mówi Zosia:
Ja, gdybym była losów panią,
na przykład taką, wiesz: Fortuną,
tobym odarła złote runo,
żeby dać wszystkim ludziom tanio;
żeby się tak nie umęczali,
w takim gonieniu ciężkiem, długiem [?] (3).
 
Wystarczy. Może to dialog autentyczny, może wypowiedziany w obecności Wyspiańskiego przy innej okazji, ale wydaje się, że marzenia i myśli panny Pareńskiej poeta dobrze rozpoznał. Tę empatię można odnaleźć w dwóch dziełach malarskich Wyspiańskiego, portrecie i obrazie ?Macierzyństwo? (oba z 1905 roku), na którym widzimy doktorową Żeleńską z trzymiesięcznym synkiem Stasiem.
 
Trzy siostry Pareńskie były, zdaniem współczesnych, niezwykle piękne i potwierdzają to fotografie przedstawiające Zofię. Wyprzedzając zaś późniejsze wydarzenia, nie tylko uroda była jej przypisana. Wiernie towarzyszyła mężowi w jego działalności wydawniczej i walkach na polu społecznym. To już nie jest śliczna i marzycielska dziecko ? dziewczyna na weselu Rydla, zwana później przez męża i bliskich Fusiem. W 1931 r. Zofia Żeleńska należy do grupy założycieli Poradni Świadomego Macierzyństwa pod patronatem Sekcji Regulacji Urodzin Robotniczego Towarzystwa Służby Społecznej, w roku 1933 zostaje współorganizatorką Ligi Reformy Obyczajów, domagającej się zniesienia kary śmierci, walki z prostytucją jako formą wyzysku kobiet, utworzenia sieci poradni ginekologiczno ? położniczych. Jej życie prywatne pobiegnie odrębnym torem, a zapowiadane przez Haneczkę (czy może przez Wyspiańskiego?) cierpienie stanie się jej udziałem. Wśród bliskich, których utraci (poczynając od młodszej siostry Elizy, która w duchu młodopolszczyzny popełni samobójstwo) znajdzie się na początku drugiej wojny Stanisław Ignacy Witkiewicz, a potem dosięgnie ją widomość o śmierci męża i siostry Marii (Maryny z ?Wesela?), zamordowanych przez hitlerowców. Na Gestapo wychodziła w 1942 roku (potwierdzenie śmierci Boya), co wymagało sporo determinacji i odwagi. Za okupacji w jej mieszkaniu mieścić się będzie konspiracyjny punkt kontaktowy, a przez czas jakiś będzie ukrywała przyjaciółkę męża, Irenę Krzywicką. Zofia Żeleńska umrze w roku 1956. Jej losy należy tu przypomnieć nie ze względów anegdotycznych, ale dlatego, że była dla męża odpowiedzialną i wierną (choć nie w tradycyjnie mieszczańskim sensie) towarzyszką. W połowie lat pięćdziesiątych, pozbawiona domowego archiwum, kolekcji malarstwa, rodzinnych pamiątek, które spłonęły w powstaniu warszawskim, weźmie jeszcze udział w przygotowaniu ?Pism? Tadeusza Żeleńskiego Boya.
 
Tymczasem jednak jesteśmy w epoce około 1905 roku. W Kongresówce trwa rewolucja, mimo tragizmu mało dająca się odczuć w zaborze austriackim i prowincjonalnym po trosze Krakowie. Kilkunastu malarzy po studiach w Paryżu, literatów, dziennikarzy, muzyków tworzy coś, czego dotąd Galicja nie znała. Kabaret, zamknięta impreza środowiska artystyczno-inteligenckiego, nie bez wpływu Gabrieli Zapolskiej z doświadczeniami wyniesionymi z Théâtre Libre, Jana Augusta Kisielewskiego (atmosferę tęsknoty za wielkością sztuki, za wyzwoleniem z klaustrofobicznych pęt krakowskiej nudy i mieszczańskiego obyczaju pokaże w dwu dramatach ? ?Karykatury? i ?W sieci?) i przybyłego z Francji kolekcjonera, znawcy sztuki Wschodu Feliksa Jasieńskiego ? Mangghy. Boy znajdzie tu odprężenie po trudach pracy naukowej i męczącej codzienności, jaką niesie ze sobą wykonywanie zawodu lekarskiego. Odkrywa w sobie talent poety, ale szczególnego rodzaju. Pisze utwory satyryczne, wiersze i piosenki, skecze kabaretowe. Porównując je z ówczesną, komercyjną produkcją ?humorystyczną? zobaczymy, że są oryginalne, różnorodne, dowcipne. Ta giętkość w zakresie formy poetyckiej i wynalazczość słowotwórcza stworzy też Boya ? tłumacza poezji i prozy z wszystkich epok literatury francuskiej, kongenialnego twórcę na polu leksykalno-wersyfikacyjnym, stylizatora umiejącego odtworzyć w języku polskim starofrancuską ?Pieśń o Rolandzie?, strofy Villona, prozę Rabelais?go i Brantôme?a, rokokowy wdzięk komedii Marivaux, celną ironię Woltera i Diderota. Poeta Zielonego Balonika i tłumacz to dwie, analogiczne role Boya ? pisarza. Ujawniony wówczas talent i inwencja językowa określi także styl felietonowy i styl polemiczny jego tekstów z okresu dwudziestolecia. Zatem kilka ról, czy raczej kilka kostiumów lekarza, lepiej bodaj władającego piórem niż lancetem.
 
Od 1906 roku Boy staje się współorganizatorem programów Zielonego Balonika. Na słynne ?Słówka?, niegdyś budzące szczere (czy tylko obłudne?) zgorszenie, dziś wydawane w serii Biblioteka Narodowa, z aparaturą wstępów, przypisów i bibliografii, złożyło się osiem, publikowanych sukcesywnie, tomików utworów zielonobalonikowych, do których należy dodać wspomnienia zebrane w tomie ?Znasz-li ten kraj?...? i powracające przy różnych okazjach odwołania do, mimo wszystko szczęśliwej, epoki krakowskiej (4). Trudno jednoznacznie rozstrzygać, czy we wspomnieniach więcej prawdy, czy plotki, solidnego materiału źródłowego opartego na korespondencji i innych dokumentach z epoki, czy mitologii. To, że teksty są do dziś czytelne i czytane dowodzi ich walorów lekturowych, od poznawczych, po rozrywkowe. Humor, żart, dowcip, parodia, absurd, wszystkie te odmiany komizmu niezbyt częste w piśmiennictwie polskim, dzięki twórczości Boya znalazły należne miejsce w historii literatury.
 
Z czasem działalność kabaretowa w Jamie Michalikowej przy ulicy Floriańskiej słabnie, wyczerpują się jej możliwości kreacyjne, ludzie odchodzą i Boy znajduje kolejne ujście dla umysłowej energii, a zapewne ucieczki od codzienności. Przestaje być lekarzem ? badaczem, laboratorium odczynników, mikroskopu, komórek i tkanek przenosi do pracowni słów, zdań, metafor. Pierwsze przekłady przypadają na rok 1909; to ?Fizjologia małżeństwa? Balzaca, potem ?Gargantua i Pantagruel?. U Balzaca tłumacz odnajduje prawdę psychologiczną i socjologiczne studium kobiety i mężczyzny. Rabelais to wybicie okna na świat w murach średniowiecza i karkołomne, uwieńczone zwycięstwem wariacje słowotwórczo-stylistyczne, to wreszcie humor, naturalny, nieskrępowany, niekiedy do granic ludowej skatologii, drwina z oficjalnych wielkości i satyra na bezkrytycznie akceptowane instancje. Lata pierwszej wojny to przekład komedii Moliera, do dziś kanoniczna wersja, obecna w polskim języku i teatrze. Przekład przynosi Boyowi Palmy Akademii Francuskiej, a polskiemu czytelnikowi i widzowi galerię typów ludzkich i głośnych wcieleń aktorskich, a wśród nich ?Świętoszka?, ?Skąpca?, ?Mizantropa?, ?Mieszczanina szlachcicem?. Dla teatru był to powiew świeżości, stare tłumaczenia bowiem, coraz bardziej anachroniczne wobec nowych koncepcji, coraz mniej zgrabne w zmienionej technice gry brzmiały sztucznie i nie pasowały do spektakli inscenizowanych na dwudziestowiecznej scenie. Do tego dochodzi Wolter i Diderot (zostaną wydani po pierwszej wojnie). W zderzeniu z atmosferą Młodej Polski, z naturalizmem i symbolizmem nie zawsze najwyższej próby, z mrocznymi, modernistycznymi kompleksami tym silniej ujawniają celność i klarowność myśli oświeceniowej, lekkość i elegancję dyskursu, podanego w zabawnej, interesującej formie, gdy awanturnicza akcja powiastki filozoficznej biegnie wśród niespodziewanych zwrotów, zaskakujących przeskoków sytuacji, odsłaniających drugie dno w wewnętrznym dialogu bohaterów, a w istocie dialogu z czytelnikiem.
 
Było to czymś całkowicie odmiennym od atmosfery Przybyszewszczyzny, samobójstw, tragedii miłosnych. Było też może ucieczką od śmierci starszego brata na froncie, wcześniejszego samobójstwa młodszego brata, od samobójstwa siostry Zofii Żeleńskiej, Elizy Pareńskiej, uchwyconej przez Wyspiańskiego na słynnym ?podwójnym? portrecie (5). Do tego śmierć Dagny i samobójstwo jej zabójcy... Młodopolski teatr śmierci istniał naprawdę, a ostatnim, spotęgowanym aktem będzie Wielka Wojna, jak wtedy mówiono. Seria samobójstw, wojna widziana przez szpitalne wrota, choroby i śmiertelność wśród dzieci to wydarzenia i stałe składniki rzeczywistości, od której Żeleński pragnął się odizolować. Wiele świadectw ukazuje, może tym właśnie spowodowany, melnacholiczny rys osobowości; wspomina o nim Antoni Słonimski w poemacie ?Popiół i wiatr?. Wtedy też właśnie, wśród pracy przekładowej pomagającej odreagować służbę w szpitalu wojskowym, powstaje pomysł Biblioteki Boya, realizowanej w międzywojniu. Wejdą do niej tłumaczenia przyrastające w niespotykanym tempie. W latach 1914-1918, a więc podczas wojny pisarz zdołał przetłumaczyć utwory dwudziestu trzech autorów, zawarte w przeszło czterdziestu tomach (6). Po Molierze przychodzi kolej na Marivaux, a warto pamiętać, że krytyka nazwie tego autora ?Proustem osiemnastego stulecia?. Można więc powiedzieć, że krakowski lekarz kierował się intuicją umożliwiającą odkrywanie dla polszczyzny dzieł najbardziej interesujących, w tym wypadku z punktu widzenia psychologii ? precyzyjnej i subtelnej analizy uczuć, wyprzedzającej Stendhala, Balzaca, Mériméego. Obok tego, arcydzieło intelektualnej introspekcji i wzór eseju ? ?Próby? Montaigne?a, a stąd niedaleko do ?Wyznań? Rousseau, do ?Listów perskich? i ?O duchu praw? Montesquieu, do Rozprawy o metodzie Kartezjusza, ?Prowincjałek? i ?Myśli? Pascala. Widać, jak poszukiwanie prawdy psychologicznej przesuwa się w stronę poznawania dzieł poświęconych zagadnieniom filozoficznym. A prawdy o człowieku Boy szuka nadal w komediach Beaumarchais, w ?Niebezpiecznych związkach? Choderlosa de Laclos, w ?Komedii ludzkiej? Balzaca (przetłumaczył ponad trzydzieści tomów autora ?Ojca Goriot?), u Stendhala, Gautiera, Musseta. Dostrzega dzieła nowoczesne, jeszcze nie całkiem rozpoznane przez krytykę francuską, nie przyswojone przez publiczność. Są to Jarrego ?Ubu król czyli Polacy?, Gide?a ?Lochy Watykanu?, a przede wszystkim cykl Prousta ?W poszukiwaniu straconego czasu?, którego publikację przerywa wojna, uniemożliwiając wydanie dwóch ostatnich części.
 
Liczbowo na dorobek translatorski Boya składa się 125 utworów autorstwa 42 pisarzy. Ale nie sposób znaczenia tego nurtu działalności pisarza ograniczać wyłącznie do statystyk. Ten ogrom dzieł, od średniowiecza (?Pieśń o Rolandzie?, ?Dzieje Tristana i Izoldy?) po wiek dwudziesty spowodował rzeczywiste wejście niezwykłego bogactwa kultury francuskiej do kultury polskiej. Literatura ta stawała się składnikiem i wyznacznikiem inteligenckości, wpływając na myślenie szerszych niż dotychczas grup społecznych. Tych przemian świadomościowych, nadających kształt nowoczesności, nie zniweczyła druga wojna światowa i zagłada inteligencji. Masowe nakłady powojenne znów wychowywały i znów określały inteligenckość, nie tylko w środowisku humanistycznym. Przeglądając teksty dzieł tłumaczonych przez Boya, układając je nie wedle chronologii przekładów, lecz według związków ideowych, dostrzegamy bardzo wyraźnie, jak konsekwentnie i celowo rozwija się myślenie pisarza o tym, co pragnie przyswoić już nie tylko językowi polskiemu, ale mentalności, a ostatecznie kulturze polskiej, niejednokrotnie przeciwstawiając się w ten sposób niektórym nurtom jej tradycji. Odbywa się to nie wyłącznie drogą oddziaływania tłumaczonych tekstów. Boy opatruje je wstępami, pisanymi żywo, pobudzającymi ciekawość odbiorcy, a równocześnie dostarczającymi mu szeregu wiadomości z dziejów literatury, historii, obyczajów. Zebrały się z nich (często rozbudowane) ?Szkice i studia z literatury francuskiej?, ?Nowe studia z literatury francuskiej? (wydane potem jako ?Mózg i płeć?), tomy ?Molier?, ?Balzac?, ?Obiad literacki? (w wydaniu powojennym poszerzone o ?Proust i jego świat?). Dodajmy tu jeszcze ?Antologię literatury francuskiej?, złożoną z własnych przekładów i opatrzoną komentarzem w ramach Biblioteki Narodowej.
 
Nie dość na tym. Zafascynowany od dzieciństwa teatrem Boy rozpoczyna publikację recenzji, ?wrażeń teatralnych?, które układają się w cykl dziesięciu ?wieczorów? ?Flirtu z Melpomeną?, publikowanych na przestrzeni lat 1920-1932. Poza tym cyklem wychodzą kolejne ?wrażenia teatralne?, pod odrębnymi, zawsze efektownymi tytułami: ?Okno na życie?, ?Ludzie i bydlątka?, ?Reflektorem w serce?, ?Romanse cieniów?, ?Perfumy i krew?, ?Krótkie spięcia?, ?Murzyn zrobił?? i ?1001 noc teatru?, osiemnasta z serii recenzenckiej. Tomy trafiają na rynek w latach 1933-1939, ale ostatni z nich, obejmujący sprawozdania z teatrów warszawskich w roku 1938 i tekst z prasy lwowskiej z 1941, ukaże się dopiero w 1975 roku jako dwudziesty (i zarazem przedostatni) tom ?Pism?. Setki spektakli, setki sztuk i nazwisk autorów, reżyserów, aktorów, scenografów... Po latach trudno odczytać z tych recenzji kształt żywego widowiska teatralnego, będącego sztuką niezwykle ulotną i bardziej może niż inne ulegającą przemianom. Boy, wychowany (o czym już była mowa) na teatrze z przełomu wieków, klasyce i modernizmie akceptował Wielką Reformę, ale zawsze pozostawał po stronie teatru literackiego. Dostrzegał, rzecz jasna, wymiary teatralnej inscenizacji, twórczą pracę reżysera, walory gry aktorskiej, dekoracje i efekty, ale było to wszystko posadowione na fundamencie dramatu jako utworu literackiego. Henryk Markiewicz oceniając z dzisiejszego punktu widzenia recenzje teatralne Boya dostrzega w nich źródło wiedzy historycznej i ?wielką panoramę ówczesnych obyczajów? (7). Można jednak w tych tekstach rozpoznać coś więcej, mianowicie związki sztuki z rzeczywistością społeczną, historyczną, a niekiedy polityczną, odsłaniane przez Boya niezliczone związki, jakie istnieją między sceną teatru a sceną życia. Pisarz, nie interesujący się polityką, na marginesie recenzji z ?Don Carlosa? Schillera zauważa ? w 1932! ? osobę Hitlera, a w tym samym roku, komentując ?Zbyt prawdziwe, aby było dobre? G. B. Shawa zdumiewająco przenikliwie przewiduje szantaż niemiecki w sprawie ?korytarza?, który rozegra się w kilka lat później. A w roku 1939, w recenzji głośnej ?Genewy? Shawa, pesymistycznie oceniając teraźniejszość z lękiem myśli o bliskiej przyszłości. Możemy się jedynie domyślać, jakim ciosem stanie się dla niego brak reakcji francuskiej we wrześniu 1939, a w 1940 ? kapitulacja Francji.
 
Zanim to jednak nastąpi Boy, nadal lekarz (chociaż nie praktykujący) i społecznik rozpoczyna działalność, która przyniesie mu największy rozgłos. Na początku lat trzydziestych wyraża opinię o pozytywnych przemianach obyczajowych, odejściu od mieszczańskiej obłudy, od zakłamania, bigoterii:
I znowu nam się wydaje, że ten optymizm jest nadmierny. Gdyby dożył naszych czasów [lat osiemdziesiątych XX wieku ? WP] byłby mógł przekonać się, jak szerokie i głębokie, jak niewyczerpalne jest morze ciemnoty, głupstwa i nienawistnej zaciekłości ? pisał Józef Hen (8).
 
Boy rozpoczyna serię tekstów publicystycznych, występując w sprawach społecznie ważnych. Postawią go one w centrum polemik, jakich się chyba nie spodziewał, odsłonią przed nim prawdę o społeczeństwie, która w tragikomedii o familii Dulskich jawi się w barwach niemal pastelowych. Felietony Boya złożą się na tomy publikowane pod wymownymi tytułami. Będą to, kolejno, ?Dziewice konsystorskie? (1929), ?Piekło kobiet? (1930) i ?Jak skończyć z piekłem kobiet? (?Świadome macierzyństwo?) (1932), ?Nasi okupanci? (1932). Chodzi w nich o reformę i ujednolicenie dziedziczonego po zaborcach prawa małżeńskiego, wprowadzenie ślubów cywilnych, kwestię świadomego macierzyństwa, opiekę medyczną dla kobiet i wprowadzenie w życie projektu prawa karnego z 1931 roku, przewidującego niekaralność przerywania ciąży, jeśli zabiegu dokonał lekarz, z uwagi ?na zdrowie kobiety ciężarnej, jej ciężkie położenie materialne, dobro rodziny lub ważny interes społeczny?. Projekt sprzed osiemdziesięciu lat nie został wówczas wprowadzony, a wyjaśnienie można znaleźć w ?Naszych okupantach?, poświęconych klerykalizacji życia publicznego, w jego odległych od religii przejawach. Pisarz demaskuje obłudę systemu, stanowiącego de facto inne prawo dla bogatych, inne dla biednych. Ma odwagę upomnieć się o szkołę świecką (9). A chociaż, przypomnijmy jeszcze raz, daleki od polityki, wystąpi Boy przeciw nikczemności procesu brzeskiego. Sprawy te nie pozostawały dlań ?moralnie obojętne? (by sięgnąć do ośmieszonego przezeń sformułowania ks. Pirożyńskiego, stosowanego do oceny utworów literackich). Mimo niezliczonych zajęć, znajduje czas, aby pomagać Jakubowi Wojciechowskiemu, autorowi ?Życiorysu własnego robotnika?.
 
Charakterystyczne, że paszkwilant układający w tym okresie antologię wystąpień przeciw Boyowi, opatruje ją przedmową zawierającą sfałszowane cytaty z jego tekstów, a równocześnie nadaje zbiorowi nieprawdziwy tytuł ? ?Prawda o Boyu Żeleńskim?. Ataki na Boya to pomówienia, kłamstwa, popisy demagogii, argumenty ad personam? Po drugiej stronie ? rzeczowe argumenty, fakty i elegancja stylu, z jednej strony kamień brukowy, pomyje i kastet, z drugiej riposta, ironia, finezja.
 
Nawet na innym poziomie nie ma Boy szczęścia do polemistów. Karol Irzykowski, wraz z nim dokonujący rewizji dorobku Młodej Polski, atakuje go w tomie pod znaczącym tytułem ?Beniaminek? (1933). Najciekawszy może krytyk dwudziestolecia tym razem jest zdumiewająco nielojalny, nierozumiejący, niesprawiedliwy. Napadając na Boya, niepoprawny kalamburzysta Adolf Nowaczyński wynajdował chwytliwe, delatorskie określenie ?boyszewizm?, a na lewicy Adam Polewka nadawał mu rangę ?flirciarza społecznego?.
 
Ci, co go znali, jak Słonimski, zwracali uwagę na wrażliwość Boya. Widać to w młodości, w oczarowaniach Paryżem i w rozterkach związanych z wykonywaną profesją, i w stałej potrzebie kobiecego towarzystwa, i w określeniu pediatrii, do której powrócił na krótką chwilę w latach lwowskich, mianem smutnego zajęcia. Nie tłumaczy tego choroba (bradykardia, spowolnienie tętna), ani atmosfera czasów młodopolskich. A jednak ten spokojny, refleksyjny człowiek odważył się na podjęcie walki wymagającej wierności poglądom i sprawom, niezależności sądów, grożącej osamotnieniem. Trudno się dziwić, że kilkakrotnie powracał do czasów młodości, nie tylko z uwagi na ich, dostrzegalny już, walor historyczności, ale chyba także z powodów sentymentalnych, a może i eskapistycznych. Było to, obok zanurzenia w odrębnym świecie przekładanych utworów, odejście od miałkości i uciążliwości spraw aktualnych. I znów, z serii felietonów powstają zabawne, demistyfikujące, a zarazem mitologizujące zbiory ?Plotki, plotki? (1927), ?Pijane dziecko we mgle? (1929) ? ten tytuł wszedł do języka potocznego, podobnie jak skrzydlate słowa ze ?Słówek?, tom o cyganerii krakowskiej sprzed I wojny ? ?Znasz-li ten kraj?...? (1932). Kraj młodości, przecież nie idealny, skonfrontowany z teraźniejszością niemal zawsze ulega idealizacji. Szczególną okazją powrotu do szczęśliwych czasów stanie się ?Młoda Polska?. ?Wybór poezji?, opracowana dla Biblioteki Narodowej. Boy wystąpił tu w roli podwójnej ? antologisty, uczonego komentatora, a zarazem świadka epoki (10).
 
Dalszy ciąg polemik, obejmujących zasadniczo trzy książki, ma już nieco inny charakter. W roku 1930 ukazują się ?Brązownicy? (kolejny tytuł funkcjonujący w znaczeniu nadanym mu przez Boya do dziś). Chodziło tu o odkłamanie, a przynajmniej dopełnienie w czysto ludzkim wymiarze, sylwetki Mickiewicza. Zdaniem autora polonistyka uniwersytecka pomijała ?niewygodne? wątki biografii, te zaś miały być istotne dla interpretacji dzieł poety. Postulaty Boya okazały się przesadne, umożliwiły jednak demistyfikację biografii mickiewiczowskiej, w nowym, krytycznym świetle ukazały towiańszczyznę, przyczyniły się do rewizji pewnych sądów oficjalnej historii literatury. Nie było to nowością w pisarstwie Żeleńskiego, wcześniej, w podobny sposób starał się rozszyfrować sylwetkę Żmichowskiej, Wyspiańskiego, a zwłaszcza Przybyszewskiego, także wątku łączącego osobę Balzaca z panią Hańską. W 1934 r. ukazują się ?Obrachunki fredrowskie?, zbiór recenzji teatralnych i szkiców o dziele komediopisarza. Boy poddaje rewizji poglądy, nakazujące pojmowanie autora ?Zemsty? jako apologety sarmatyzmu i szlachetczyzny, stara się pokazać żywego człowieka w lustrze tworzonych przezeń komedii. Przewietrzając dotychczasowe, dogmatyczne sądy o klasykach literatury Boy, podobnie jak w wystąpieniach publicystycznych, pragnie oczyścić styl krytyki z remanentów intuicji młodopolskiej, nakazującej pisanie w tonie nienaturalnie podniosłym, a w gruncie rzeczy powierzchownym. Na rok przed wybuchem wojny, w atmosferze gęstniejącego faszyzmu przychodzą ataki prasy klerykalno-nacjonalistycznej za ?Marysieńkę Sobieską? (1937), obrażającą rzekomo pamięć bohatera, pogromcy Turków i obrońcy chrześcijaństwa. A tymczasem horyzont zaciemnia się coraz bardziej.
 
Ostatnie przedstawienie grane wśród huku bomb to komedia Nestroya ?Serce w rozterce czyli ślusarz widmo?, w adaptacji Tuwima. Trzy dni później Zofia i Tadeusz Żeleńscy opuszczają, rozdzieleni w ewakuacyjnym zamęcie, Warszawę. Katastrofa rozdzieli ich na zawsze. Zofia Żeleńska wraca do stolicy, Boy trafia do Lwowa. W osobliwych warunkach, w odmienionym mieście, sytuacja pisarza jest nad wyraz niepewna. Niechętny stosunek do stalinizmu objawił on po fali procesów, po rozstrzelaniu w 1937 roku kierownictwa KPP. Zatrudniony, wraz z innymi wybitnymi uczonymi na uniwersytecie, prowadzi wykłady o Prouście. Wykłady uniwersyteckie i kilka okolicznościowych tekstów w prasie to cała działalność pisarska tego okresu, o którym pisze świadek:
[?] rząd polski nie wydał wojny Związkowi Radzieckiemu. [?] Wiele rzeczy trzeba było znieść, wiele przemilczeć, ale stanu wojny nie było. I nie inaczej myśleliśmy o tym my, którzy znaleźliśmy się wówczas w przyłączonej do ZSRR zachodniej Ukrainie. (11)
 
Pracy towarzyszą kłopoty zaopatrzeniowe, niepewność lwowska, obawy o bliskich w zajętej przez Niemców Warszawie. Jeszcze przelotne spotkanie, podczas wycieczki profesorów lwowskich w 1940 do Moskwy i Kijowa, z Györgym Lukácsem, który po wojnie z sympatią Boya wspominał. Łączyło ich zainteresowanie twórczością Balzaca, rozmawiali o nim kilka godzin, ale to wszystko, co o tej rozmowie wiemy.
 
Wojna doścignie Boya. W czerwcu 1941 roku hitlerowcy zajmują Lwów. W nocy z trzeciego na czwartego lipca rozstrzeliwują 38 profesorów lwowskich wraz z rodzinami. Ginie profesor Jan Grek i jego żona Maria, siostra Zofii Żeleńskiej. Aresztowany wraz z nimi Boy zostaje zamordowany, być może, nieco później, nie na stoku Wzgórz Wuleckich, lecz w grupie kilku osób, na dziedzińcu Bursy Abrahamowiczów. Ślady zbrodni zostały przez hitlerowców zatarte jesienią 1943 roku (12).
 
Od lat siedemdziesięciu nie tworzy, nie działa Tadeusz Żeleński. Jego listy, rękopisy, kolekcja dzieł sztuki, obrazy Wyspiańskiego, Wojtkiewicza, portrety Witkiewicza spłonęły w Warszawie, w 1944. Trwa popularność czytelnicza, zwłaszcza w środowiskach dających się jak przed wojną, określić mianem demokratycznych, liberalnych, proeuropejskich. Jakim językiem przemawiają pisma Boya do dzisiejszego odbiorcy? Odpowiedź znajdujemy w monografii Henryka Markiewicza:
[?] proza ta przemawia słowem celnym i oszczędnym, stroniąc od wytartej ornamentyki i szumnego patosu. Swą energię czerpie głównie z ironii i dosadnych wyrażeń języka potocznego. Jest niewymuszona i bezpretensjonalna, a jednocześnie precyzyjna i elegancka, nawet wtedy, gdy używa ?słów grubych?. Minęło trzy czwarte wieku od czasu, gdy się uformowała. Dla prozy jest to wiek niebezpieczny ? wtedy bowiem wychodzą na jaw jej manieryzmy i stają się szczególnie drażniące. Prozie Boya udało się na ogół tego uniknąć: pięknie się zestarzała (13).
 
Potwierdzają to powojenne nakłady książek Boya i jego tłumaczeń. Można je liczyć na dobrze ponad 2 300 000 egzemplarzy. Po ?Słówka? sięgają czytelnicy w poszukiwaniu klasycznego humoru, Gombrowicz w ?Dzienniku? zamieścił wysoce pozytywną ocenę postawy Boya. Ktoś, kto powtarza z tym największy jest ambaras? i czytający prozę, dramaty i poezję francuską nie dostrzegają, komu zawdzięczają bon mot czy przekład. To dowód trwałego wejścia w obieg kultury, na rozmaitych jej poziomach. Po 1945 wydawano przede wszystkim ?Słówka?, ?Znasz-li ten kraj?...?, a po 1956 powrót nastąpił wraz z edycją ?Pism?, pod redakcją Henryka Markiewicza (do końca edycji, w 1990 r. ? 29 tomów). Markiewicz opracował też kilka wyborów pism Boya, między innymi ilustrowany, obszerny tom ?O Krakowie?. Opublikowali książki poświęcone pisarzowi Andrzej Stawar (?Tadeusz Żeleński Boy?, 1958), Roman Zimand (?Trzy studia o Boyu?, 1961), Barbara Winklowa (?Tadeusz Żeleński (Boy). Twórczość i życie?, 1967, licząca 794 strony monografia biobibliograficzna, ?Boy we Lwowie 1939-1941?, 1992, ?Nad Wisłą i nad Sekwaną. Biografia Tadeusza Boya-Żeleńskiego?, 1998), Józef Hen (?Boy-Żeleński. Błazen ? wielki mąż?, 1998), Henryk Markiewicz (?Boy-Żeleński?, 2001, ilustrowana monografia w serii ?A to Polska właśnie?) i inni. Tematykę Boya podejmowali i podejmują publicyści i felietoniści, u niektórych można dostrzec refleks stylistyczny jego pisarstwa, na przykład u Jana Kotta i Krzysztofa Teodora Toeplitza.
 
Nie sposób oczywiście odpowiedzieć na pytanie o dalsze losy dzieła Tadeusza Żeleńskiego. Henryk Markiewicz sądzi, że satyry i piosenki może zachowają ?siłę komiczną?, przekłady ?nieuchronnie się starzeją, lecz na pewno długo jeszcze służyć będą polskim czytelnikom i widzom teatralnym?, szkice historyczno-literackie uznaje za ?świetną lekcję słuchu czytelniczego i rozwagi interpretacyjnej, sztuki eseju i felietonu?, zwłaszcza w połączeniu z polszczyzną tych tekstów ? ?jasną, celną, dobitną? (14). Przede wszystkim zaś, czego nieustannie jesteśmy świadkami, jak długo trwa aktualność jego publicystyki prawno-obyczajowej (sprzed lat ? obecnie ? osiemdziesięciu!) Boy pozostaje umysłem, zbiorem idei i człowiekiem ? żywym.
 
Przypisy:
1 Dwa z tych tekstów powstały we współpracy z innymi autorami. Sześć prac opublikowano także w języku niemieckim. Przytoczono tytuły trudno dziś dostępnych artykułów dla pokazania, jak odległe były naukowe zagadnienia od tego, co stanowić miało (a poniekąd stanowiło już wówczas, czego dowodem akces do kabaretu) prawdziwą fascynację Boya.
2 Stanisław Wyspiański, Wesele, w. 412-420, w: Dzieła zebrane, t. 4, Kraków 1958, s. 32.
3 Tamże, w. 429-434, s. 33.
4 Z twórczości satyrycznej Boya ukazywały się kolejno Igraszki kabaretowe, 1908; Piosenki i fraszki ?Zielonego Balonika?, 1908; Tryumfy napowietrzne pana Rajchmana. Wielka feeria awiatyczno ? wokalna na jeden głos z towarzyszeniem kilku fortepianów. Z repertuaru warszawskiego ?Momusa?, 1910; Nowe piosenki. Seria 3. Z archiwum ?Zielonego Balonika? w Krakowie i ?Momusa? w Warszawie, 1910; Gdy się człowiek robi starszy? Wierszyków porcja czwarta, 1911; Szopka krakowska ?Zielonego Balonika? (współautor W. Noskowski), 1911; Szopka krakowska ?Zielonego Balonika? na rok 1912 (współautor W. Noskowski), 1912 i wreszcie Słówka. Zbiór wierszy i piosenek z 16-ma melodiami w tekście, 1913, które będą miały do drugiej wojny osiem wydań. ?Nobilitująca? edycja w Bibliotece Narodowej ukazała się w 1988, ze wstępem i w wyborze T. Weissa, z przypisami E. Miodońskiej - Brookes i J. Michalika. Wspomnieć należy o Słówkach w opracowaniu i ze wstępem J. Kotta, 1956 (jako pierwszy tom Pism pod redakcją H. Markiewicza). Z wydań Znasz-li ten kraj?...(Cyganeria krakowska) najważniejsze to w opracowaniu W. Kopalińskiego (w drugim tomie Pism) i w Bibliotece Narodowej, 1983, w opracowaniu T. Weissa. Z tekstów opublikowanych po pierwszej edycji Słówek, a podobnych do nich, wymieńmy zbiory Markiza i inne drobiazgi, 1914, Słońce jesienne. Tryptyk, 1915 i Z mojego dzienniczka. Akord smutku, 1917, które weszły do dalszych wydań Słówek.
5 Należał do kolekcji Żeleńskich i prawdopodobnie spłonął wraz z mieszkaniem na Krakowskim Przedmieściu.
6 Nie wszystkie ukazały się jako Biblioteka Boya, poza serią znalazło się osiemnaście tomów.
7 Henryk Markiewicz, Boy Żeleński, Wrocław 2001, s. 223.
8 Józef Hen, Boy Żeleński. Błazen ? wielki mąż, Warszawa 2008 (wydanie III), s. 185.
9 O aktualności zagadnień świadczy cytaty następujący: ?Bezpośredniego patrona idei rozdziału Kościoła od państwa w Polsce szukać chyba należy w publicystyce międzywojennej; zwłaszcza Tadeusza Boya Żeleńskiego i Ireny Krzywickiej. Walczyli o liberalizację obyczajów, podobnie jak marszałek Piłsudski i prezydent Narutowicz dbali o odsunięcie Kościoła od wpływu na tworzenie prawa w młodym państwie?. (Joanna Podgórska, Msza za świeckie państwo?, ?Polityka?, 2011, nr 45).
10 Nakład, drukowany w 1939, uległ zniszczeniu w latach wojny. Zachowało się kilka egzemplarzy, co umożliwiło wznowienie w roku 1947.
11 Józef Hen, Boy Żeleński. Błazen ? wielki mąż, s. 272.
12 Por. Barbara Winklowa, Nad Wisłą i nad Sekwaną. Biografia Tadeusza Boya ? Żeleńskiego, Warszawa 1998, s. 201-202.
13 Henryk Markiewicz, Boy Żeleński, s. 139.
14 Tamże, s. 223.
 

Forum Myśli Wolnej nr 51/2011, s. 4-15