Helmut Schmidt i Angela Merkel o moralności, religii i polityce
 
Autor: Julian Bartosz
 
 
I
Przyznając pokornie, że choć etyka uprawianym przeze mnie polem nie jest, sięgam po temat moralności w polityce z przechyłem na politykę, a że na niej wszyscy się znają, to i ja mogę oto przystąpić do rzeczy.
 
Biskupów polskich o etyce w polityce narad i nauczania było już wiele. We wrześniu Jego Eminencja Stanisław Dziwisz na zorganizowanej w podkrakowskich Tomaszowicach na ten właśnie temat konferencji napominał, że chrześcijanie mają nie tylko prawo ale obowiązek uczestniczyć w życiu publicznym to jest w polityce. Wiadomości o tej konferencji zaczerpnąłem ze specjalnego i obszernego dodatku „Tygodnika Powszechnego” (nr 29). Przeczytałem tam o „konieczności budowania etycznego fundamentu Starego Kontynentu w oparciu o takie wartości wywodzące się z chrześcijaństwa jak ochrona godności ludzkiej, troska o dobro wspólne i realizowanie zasad szeroko rozumianej solidarności w zglobalizowanym świecie”.
 
Za tym, co należy chronić, opowiedzieć się śmiało może agnostyk a nawet ateista. Pytania o to, czy etyczne fundamenty Europy wywodziły się jedynie z chrześcijaństwa, jak również o to, jak wspomniane wartości o godności ludzkiej i wspólnym dobru były urzeczywistniane w dziejach Kościołów chrześcijańskich pozostawiam poza moimi rozważaniami. Z tekstu „Tygodnia Powszechnego” jeszcze jeden krótki cytat: „Obserwujemy dziś renesans powrotu do świata wartości i pytań o sens życia. W tym znaczeniu etyka jest pierwotna w stosunku do polityki, dlatego obowiązek artykułowania zasad płynących z wiary to rola Kościoła a przekładanie ich na politykę leży w sferze odpowiedzialności ludzi świeckich”. (!)
 
Celem tego tekstu nie jest opisywanie jak owe przekładanie realizowane było przez polskich polityków czasów po-transformacyjnych ani ukazanie, jak ów rozdział w funkcjonowaniu dawcy zasad i ludzi świeckich nie był urzeczywistniany.
 
Chcę przedstawić, jak ono było i jest rozumiane przez dwoje niemieckich polityków. Porównuję oto poglądy Helmuta Schmidta z jego książki Religion in der Verantwortung. Gefaehrdung des Friedens im Zeitalter der Globalisierung (Propylaen, Berlin 2011) i Volkera Resinga Angela Merkel. Die Protestanti (Benno, Leipzig 2009), który opisał niemiecką kanclerz jako polityka chrześcijańskiego.

II
93-letni obecnie były kanclerz Republiki Federalnej Niemiec Helmut Schmidt w swej książce zebrał teksty esejów i przemówień w omawianej materii i dołączył do nich podsumowujące rozważanie o odpowiedzialności religii. Miał co podsumować, od przeszło pół wieku był aktywnym graczem w państwowej polityce niemieckiej: jako senator policji w Hamburgu, gdy dla ratowania ludzi zagrożonych przez potężną „cofkę” na Łabie łamał wszelkie obowiązujące przepisy, jako minister obrony w pierwszym gabinecie Willy Brandta, minister gospodarki i finansów w drugim socjaldemokratycznym rządzie i wreszcie przez osiem lat (1974–1982) jako piąty zachodnioniemiecki kanclerz. Był potem, jak pisał w książce Ausser Dienst (Po służbie), którą recenzowałem dla ODRY) bardzo czynny w różnorakich przedsięwzięciach międzynarodowych i ogólnoniemieckich. Pisano o nim wtedy jako o „filozofie z moralistycznym zacięciem”. Filozofia, w rzeczy samej, była dla wykształconego ekonomisty i pragmatycznego politycznego „Macher’a” czymś zdecydowanie ważniejszym niż intelektualnym hobby.
 
Dał temu wyraz w wielkiej mowie z okazji 200-lecia publikacji Krytyki czystego rozumu mędrca z Królewca na Kongresie Kantowskim w 1981 roku. Maksymy politycznego działania – pod tym tytułem mowa ta została wydana w oddzielnej publikacji, którą swego czasu recenzowałem w „Sprawach i Ludziach”. Maksymy... weszły oczywiście do omawianej książki. Było czymś naturalnym, że w swych rozważaniach wyszedł z kategorycznego imperatywu, by „działać wedle zasady dzięki której możesz równocześnie chcieć, aby stały się one ogólnym prawem”. Dodał od siebie, że trzeba działać tak by nie zagrażało to przyszłości ani ludzi, ani przyrody. Wskazując na problem („Crux”), że w demokracji, (która jest procesem a nie stanem) większość ma rację, choć wcale jej może nie posiadać, przyznaje, że różne a nawet przeciwstawne poglądy i oceny mogą być uzasadniane moralnie. I w tym miejscu pojawia się u Schmidta (poniekąd w polemice z Maxem Weberem z tegoż książki Polityka jako zawód) argument, że moralny polityk odpowiadać musi nie tylko za swe dobre chęci i szlachetne intencje, lecz „za skutki swego działania i to nie tylko za przewidywalne skutki, lecz także za następstwa, których odczekiwać nie mógł”.
 
W tym miejscu sięga Helmut Schmidt do traktatu O wiecznym pokoju, pisząc, że różne „pragmatyczne”, rozumne, zdawało by się, działania mogą doprowadzić do niszczących konsekwencji. Pointuje to opinią, że „Polityka bez moralnych fundamentów jest bez sumienia i wykazuje tendencję do zbrodni”.
 
Na wyłaniające się w tym miejscu pytanie, co i jak sprawić, by do tego nie doszło – konkretnej odpowiedzi autor nie znajduje. Czyżby więc i on uciekał w świat metafizyki? Na to mogłoby wskazywać rola, jaką w suplemencie pt. Religion in der Verantwortung miałaby odegrać religia.
 
Stwierdziwszy, że miliardowej ludzkości zagrażają setki milionów morderczych broni (z dziesiątkami tysięcy broni jądrowych włącznie) i konstatując, że miliony ludzi pod wszystkimi szerokościami geograficznych dają się zwodzić i uwieść mediom elektronicznym (słowo ogłupiania byłoby chyba trafniejsze) Schmidt pewną szansę skłonny byłby wiązać z religią. Dokonuje autor skrótowego przeglądu wielkich światowych religii, zarówno objawionych i wskazujących na swe święte księgi jak i wywodzących się z mitów i legend. Hinduizm, buddyzm, konfucjanizm i taoizm, judaizm, islam, chrześcijaństwo – wszystkie one, bądź w swej istocie, bądź po przedsięwziętej wcześniej czy później „autokorekcie” przedstawiają się jako nastawione pokojowo. Jednakże „dążąca do pokoju moralność do dziś nie zdołała się przebić”. Religie bowiem to jednocześnie ideologie. Kapitalizm przytulił się do chrześcijaństwa. „Kapitalizm wszakże nie obejmuje principium demokracji ani zasady pokoju, nawet zasada państwa konstytucyjnego odgrywa marginalną rolę; ważne dla kapitalizmu jest jedynie pewność prawa a to dla zabezpieczenia własności prywatnej”. Religie (ideologie), których, jak zauważa, wszystkie święte księgi, wszystkie dogmaty, nakazy i zakazy zostały napisane przez ludzi z których każda zawiera zbiór zasad etycznych dla jednostek i zbiorowości, ozdobiły się symbolami, sięgnęły po legendy i hołdują rytuałom z muzyką, śpiewem i modlitwami o dobro, strasząc jednocześnie uosobionym złem. Walka z nim to misja: słowo-klucz dla utrzymania przy sobie wyznawców i zdobycia nowych.
 
Pod koniec swych wywodów autor cytuje z traktatu O wiecznym pokoju. „Wielki bunt przeciw religijności” czyli Oświecenie Kant zdefiniował jako „wyjście człowieka z zawinionej przez siebie niepełnoletności”. To wychodzenie zdaniem Helmuta Schmidta, który uświadomił sobie zło „misyjności” religii i ideologii, wciąż trwa. Pisze: „Kto inaczej myślącym chce narzucić swoją religię ten wywołuje konflikty i w niektórych przypadkach wojnę. Kto innym cywilizacjom chce narzucić własną ideologię wywołuje wrogość, konflikty i wojny”. Toteż idea tworzenia „etosu światowego” w epoce globalizacji jawi mu się bardzo cenną „chociaż nie żywię żadnych iluzji co do jej skuteczności”. Pozostaje zachowanie respektu dla różnorako inaczej myślących i poszukiwanie dialogu oraz porozumienia z nimi.
 
Potwierdza zatem były kanclerz swą o sobie opinię, że wychowany w luterańskim domu ukształtował się jako sceptyk a należąc do europejskiej cywilizacji jako „zdystansowany chrześcijanin”. Jednego jest pewien: „Staat und Gesellschaft sollen zwei getrennte Bereiche sein” – Państwo i religia mają (muszą) być dziedzinami rozdzielnymi.

III
O Angeli Merkel, która teraz jako 57-letnia pani rządzi w zjednoczonych Niemczech już drugą kadencję, na pewno nie można powiedzieć, że jest „zdystansowaną chrześcijanką”, choć słowo „sceptyk” – jest przecież doktorem nauk ścisłych – i do niej odnieść można.
 
Wychowana w domu pobożnego „czerwonego pastora” – jak w NRD nazywano jej ojca Horsta Kastnera – pozostawała także jako aktywistka FDJ na uniwersytecie i w instytucie naukowym wierzącą osobą wyznania luterańskiego. Po latach, już czynna w zjednoczonych Niemczech w Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) powie: „Nie należę do tych, którzy z pewnością siebie twierdzą, że wiedzą, czym jest chrześcijańska polityka”. W innej rozmowie rzekła: „Powoływanie się na Boga nie jest jak żelazny glejt. Może ono stanowić źródło siły, ale nie decyduje o tym, czy taka lub inna postawa jest słuszna”. Rozwijając tę myśl wywodziła, że ten, kto w Boga nie wierzy, także może być zdolnym do prowadzenia dobrej polityki, ten zaś, kto często Boga wzywa, może iść fałszywą drogą i postępować nieludzko. Zdecydowanie wypowiedziała się przeciw włączaniu religii w służbę polityki i kierowanie się kościelno-urzędowym stanowiskiem. Jest z tym, jak podkreślała „bardzo ostrożna, nie lubię, jak mi się coś nakazuje. „Bóg dał ludziom rozum, aby się nim posługiwali” – mówiła podczas zjazdu kościelnego w Monastyrze.
 
Volker Resing (1), który nakreślił jej portret jako protestantki, cytuje Angelę Merkel: „Dzięki perspektywie, że Bóg istnieje, mam w sobie dużo pokory, pokory, z którą mi się bardzo dobrze żyje(...) co sprawia, że człowiek sobie uświadamia, że ma wady i popełnia błędy”. Uzupełniła: „Między wiarą a polityką znajduje się, oczywiście, pole napięcia”.
 
W narzuconym przez rządzących przez długie lata w CDU katolików wciąż toczącym się sporze o charakter polityki chrześcijańskiej zajęła stanowisko, że „biblia nie jest programem politycznym”. Angela Merkel, bodaj wśród polityków niemieckich w sprawach teologicznych najbieglejsza” ma zdecydowane poglądy oparte na słowach Marcina Lutra: „Ein Christmensch ist ein freier Herr ueber alle Dinge und Niemanden Untertan. Ein Christmensch ist ein dienstbarer Knecht aller Dinge und jederman Untertan”. Z tego poczucia suwerenności chrześcijanina nad wszelkimi rzeczami a zarazem z obowiązku służebności wywodzi pani kanclerz maksymę, że „Boga polityce nigdy nie wolno instrumentalizować”. Nigdy – podkreśliła. „Polityka i religia – wola kształtowania i wiara – to dwie zupełnie inne rzeczy”.

IV
Między „zdystansowanym chrześcijaninem”, socjaldemokratą i luteraninem Helmutem Schmidten, a wierzącą i praktykującą chrześcijańsko-demokratyczną Angelą Merkel, której tradycyjne koła „nadreńskich katolików” zarzucają, że nie prowadzi „eine christliche Politik”, zauważalne są nie tylko na tle przynależności do innych generacji pewne różnice. Ale jedno ich łączy: przekonanie, że polityka i religia stanowić powinny dziedziny od siebie oddzielone.
 
Kończę tę recenzję cytatem z Kanta. W oryginale „Zum ewigen Frieden” jest poprawka autora (Verbesserung) dotycząca wolności: „Freyheit ist die Moeglichkeit der Handlungen, dadurch man keinem Unrecht thut”.
Wolność to działanie, poprzez które nikomu nie czyni się nieprawość.
 
1) Między innymi dziewięciu autorami książek o Angeli Merkel, w oparciu o których napisałem i wydałem w 2010 roku w „Atut“ (Wrocław) biografię kanclerz „Angela Merkel. Kariera – Władza – Polityka”.
 
Autor jest znanym publicystą i cenionym niemcoznawcą.
 

Res Humana nr 6/2011, s. 37-40