Racjonalizm i humanizm w dobie ponowoczesności
Autor: Radosław S. Czarnecki
1. O ponowoczesności
Czym jest postmodernizm (inaczej – ponowoczesność) ? Z jednej strony odmawia się mu racji egzystencji z tytułu labilności czy swoiście pojętego melting pot (1), z drugiej – oskarża się go za wszelkie zło istniejące w dzisiejszym świecie. Należy wyrazić jednak pogląd, iż obie tezy są nieprawdziwe.
Postmodernizm zwiastuje nową epokę, nową wobec modernizmu będącego kontynuacją racjonalistycznej i scjentystycznej tradycji Oświecenia. Jest też opozycją wobec dorobku intelektualnego opartego o przekonanie, iż istnieje w realnym świecie nadrzędny, obiektywny, naturalny i poznawalny ład, który można zdefiniować za pomocą rozumu. Postmodernizm to negacja tradycji myśli zachodniej wywiedzionej wprost od Sokratesa, Platona, Arystotelesa, św. Augustyna i Akwinaty.
Sens i racjonalność ludzkich dociekań istnieją w świecie realnie niezależnie od ludzkich usiłowań wyrażenia ich słowami. Z pozycji czysto subiektywnych sposobem dochodzenia do jądra każdego problemu czy zagadnienia stała się dla postmodernistów tzw. dekonstrukcja. Jest to proces odsłaniania kolejnych warstw i założeń. Ważnym jest w niej jedynie znaczenie uzyskane w umyśle interpretatora, egzegety czy komentatora danej myśli, tezy, tekstu bądź idei. Jest to emanacja kultury interpretowanej w sposób skrajnie indywidualistyczny, wedle współcześnie obowiązujących – konsekwentnie pluralistycznych – kanonów.
Dekonstrukcja dotyczy przede wszystkim humanistyki lecz rozległy zasięg pesymizmu ducha epoki (2) spowodował, iż praktyka owej metody przeniknęła całokształt sposobu myślenia euroatlantyckiej formacji cywilizacyjno-kulturowej. Nie bez znaczenia były także wpływy: ideowego i praktycznego subiektywizmu (odartego z dotychczas przyjętej aksjologii i normatywnie brzmiących ocen) oraz ekonomizacja wszelkich sfer ludzkiej działalności. Jak stwierdza J. Baudrillard „...zacierają się wszystkie wolności, aby pozostała tylko jedna – wolność wymiany” (3).
W przeszłości elementy dekonstrukcji w tworzeniu własnych projekcji stosowali F. Nietzche, M. Heidegger i L. Wittgenstein. Należy w tym miejscu wymienić także T. Kotarbińskiego, który mówił, że „...trzeba podważyć wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to co podważyć się nie da”(4).
Apoteoza końca, chaos intelektualny i bezideowość współczesności to są pozycje wyjściowe dla mentalności postmodernistycznej i takiego sposobu recepcji dzisiejszego świata. Język pustki, agonia wielkich emocji, koniec utopii i nekrofagia historii dopełniają reszty. Utrzymując się w tej konwencji można za J.F. Lyotardem dojść do stwierdzenia, iż postmodernizm jest odpowiedzią dzisiejszego człowieka na kryzys meta-narracji.
2. O wolności
Czy wolny rynek i swoboda obrotu kapitałem stanowią absolutny poziom odniesienia dla oceny jakości oraz form naszego życia? I czy w dzisiejszej rzeczywistości tylko to co zyskowne ma jakąkolwiek wartość? Jeśli taki punkt widzenia zastosujemy to społeczność ludzka ograniczona zostanie do wszechogarniającej konstrukcji zajmującej się jedynie organizowaniem produkcji (i sprzedaży) dóbr mających przynieść zysk. A przecież istnieją sfery życia, które nie powinny w żadnym wypadku podlegać komercyjno-rynkowym zasadom. Nie jest bowiem tak „...że prawo popytu i podaży tłumaczy świat do końca; wszak nie tłumaczy nawet rzeczy tak oczywistych jak pomoc bliźniemu w potrzebie czy pragnienie posiadania dziecka i troszczenia się o nie, jak potrzeba życia w zgodzie z nieskażoną naturą i w społeczeństwie wzajemnego zaufania, dobrej woli i dobrych intencji” (5). Podobne zastrzeżenia zgłasza wybitny filozof francuski P. Ricoer głosząc, że powietrze przecież nie jest na sprzedaż. Przy okazji dyskusji z francuskim politykiem M. Rocardem (por. francuski miesięcznik ESPRIT ze stycznia 2001) stawia retoryczne pytanie: czy kryzys i załamanie totalitaryzmu, planowej gospodarki i innych wypaczeń z tym związanych nie wiedzie nas do znieczulicy na krzywdę społeczną, poniżenie i brak współczucia dla słabych, odrzuconych czy wydziedziczonych przez ślepe siły rynku. Porzucamy w związku z powyższym jakąkolwiek myśl o „bonum communae”. A fetyszyzacja kupiecko-konsumpcyjnego spojrzenia na życie, pod kątem ciągłej redystrybucji dóbr, buduje pokłady amoralizmu.
Wolność to przede wszystkim zdolność do racjonalnego samoograniczania. Ponieważ jednostkę wolną trzeba bronić przed nią samą muszą istnieć instytucjonalno-świadomościowe bariery. Trzeba też brać pod uwagę współczesny uwiąd państwa jako formy organizacji społeczeństw (w jego dotychczasowym i masowym wymiarze), ograniczającego ale i porządkującego w jakiś sposób życie społeczne i indywidualne.
Instytucjonalne ograniczenia narzuca prawo, świadomościowe – postęp i edukacja. Dlatego o wolności będącej funkcją demokracji można rozważać jedynie w kontekście wspomnianej wcześniej zdolności do samoograniczenia: o tyle o ile wolność pod wpływem autorefleksji (racje rozumu) i świadomości może nałożyć sobie sama wędzidła. Dotyczy to zarówno wymiaru jednostkowego jak i zbiorowego, przepływu kapitału, zysków, pogoni za nimi itd. Moje „ja” winno się kończyć pół kroku przed „ty”.
Między demokracją, a wolnym rynkiem w wydaniu laissez faire istnieje zasadnicza różnica. Nawet sprzeczność. Wolność rynku kreuje stratyfikacje, dążąc jednocześnie do koncentracji zysku, kapitału etc. Demokracja przedstawicielska to dyspersja i dążenie do egalitaryzmu.
Czy więc demokracja nie leży w swej archetypicznej formie na antypodach nierówności, kastowości i wszelkiej stratyfikacji? Czy model nie przystający do owej tezy nie czeka na ostateczną dekonstrukcję?
Ubóstwienie jakim otoczono w dzisiejszym czasie ekonomię i jej atrybuty ma coś w sobie z magii i animizmu (6). Są to autentycznie rozwiązania quasi-religijne o proweniencji fundamentalistycznej. Bo czymże jest fundamentalizm? Np. G. Soros uważa, iż „Fundamentalizm zakłada pewien rodzaj wiary, która łatwo może być doprowadzona do skrajności. Jest to wiara w doskonałość, w absolut: wiara w to, że każdy problem musi być rozwiązany. Zakłada ona istnienie autorytetu wyposażonego w wiedzę doskonałą nawet jeśli ta wiedza nie jest łatwo dostępna dla zwykłych śmiertelników” (7).
Absolutna adoracja prędzej czy później stacza się ku totalizmowi. To samo dzieje się z ubóstwieniem pojęcia wolnego rynku, podlegającemu procesowi na podobieństwo animizacji. Za H. Arendt można stwierdzić (parafrazując jej słynną sentencję o autorytaryzmie), że tyrania możliwości i wolnego wyboru odbiera tak naprawdę jednostce autonomię przyznaną przez procesy społeczne i zdobycze XX stulecia. Zatraca się człowiek w tych ciągłych „wolnych wyborach”, które w rzeczywistości nie są ani wolne, ani autonomiczne, ani świadome (zgodne muszą być z założeniami przedsiębiorczości i zyskowności).
Modernizm niósł kult rozumu, racjonalności i postępu przy równoczesnym ubóstwieniu osoby ludzkiej jako kreatora świata. Promował też związany z tym swoiście pojęty ład. Postmodernizm z kultem chaosu, super-indywidualizmu, przypadkowego ruchu i zygzaków w rozwoju ludzkości lansuje inne kulty, związane bezpośrednio z „tyranią możliwości” i „totalizmem” wolnego rynku.
Stwierdzimy za Z. Baumanem (8), iż pluralizm myśli, idei i teorii w żaden sposób nie może być – nawet w ekonomii – ograniczany do jedynego rozwiązania: apriorycznie podawanego ex cathedra jako obligatoryjnie słuszne.
Zestawiając pojęcia wolności, wolnego rynku, demokracji i ekonomizacji dzisiejszego życia – jako quasi-religijnej (animistycznej) formy kultu – z proponowaną przez postmodernizm dekonstrukcją wypada przytoczyć słowa A. Tofflera, mówiące, że „...Kto uważa, że nic się nie zmieniło i że zasady gospodarki rynkowej pozostały takie same jak dawniej pomija m.in. fakt, że wiedza stała się pierwszorzędnym czynnikiem produkcji. Zasoby wiedzy – inaczej niż kapitału i pracy – są w zasadzie niewyczerpalne; tymczasem klasyczna ekonomia wolnorynkowa zajmuje się alokacjami zasobów ograniczonych. Klasyczna ekonomia jest przestarzała i utraci swą wiarygodność, chyba że włączy do swej refleksji to co ważne choć nieuchwytne” (9).
3. O globalizacji
Globalizacja to proces jednoczenia i unifikacji świata (niektórzy mówią o jego westernizacji). Zwolennicy wychodzą z założenia, iż kultura Zachodu jest uniwersalną. Dotyczy to także wszystkich jej zdobyczy i wytworów. Sceptycy natomiast uważają jej unikatowość za uniwersalność. Warto podkreślić, iż w historii ludzkości wszystkie uniwersalistyczne cywilizacje – chińska, hinduska, grecka, rzymska, perska, judaistyczna czy islamska (nie wspominając o Aztekach, Majach, Inkach czy Mongołach) – nigdy nie mówiły o prawach jednostki, demokracji czy wolnościach osobistych na których opiera się nasza cywilizacja euroatlantycka. Przedkładały zawsze dobro wspólnoty nad egoistycznie pojętą wartość osoby ludzkiej. Trzeba tu zaznaczyć, iż człowiek jest istotą społeczną i to właśnie w dużej mierze zadecydowało o jego rozwoju i postępie będącym udziałem tego gatunku.
Globalizacja w dzisiejszym świecie mnoży nowe stratyfikacje społeczne, utrwalając przy okazji stare nierówności. Przebiega ona jak na razie w trzech płaszczyznach ludzkiej egzystencji: globalizacja kapitału, myśli, idei, ludzi i dóbr; globalizacja przemocy, przestępstw, mafii i „szarych stref”; globalizacja biedy i wykluczenia.
Można do tych trzech sfer dodać jeszcze jeden aspekt procesów globalizacyjnych – jednorodność świata reklamy i mediów oraz ich nacisk na osobowość człowieka. Formy tego nacisku, ich zasięg i spustoszenie siejące w świadomości ludzi można śmiało nazwać infantylizacją konsumpcji. (10)
Rodzi się więc typowo postmodernistyczny kolaż obrazujący dotychczas znany nam świat jako budowlę bez wnętrza. Stoją puste mury i straszą oczodołami okien. Mega-dekonstrukcja burzy bowiem wszelkie nasze wyobrażenia, marzenia, przyzwyczajenia i wartości. Wywraca to co człowiek lubił, czcił i kochał. To co czyniło go wolnym (albo pozwalało mu w tę wolność wierzyć). Tu ponownie można powtórzyć za J. Baudrillardem, że współczesność pozostawia nam tylko wolność wymiany.
Nostalgię i przygnębienie budzi fakt, iż „...dzisiejsza nędza nie kryje (...) w sobie ziaren przyszłej rewolucji, stanowi natomiast niezniszczalny skutek orgii i procesu nieodwracalnej koncentracji świata jaka następuje po wielkim wzroście. Jedyne pytanie brzmi: do czego doprowadzi to postępujące wywłaszczanie ludzkich praw?” (11). Narzuca się od razu dylemat, która z sił może okazać się nośnikiem zmian po osiągnięciu masy krytycznej: czy będzie to nieświadomy lumpenproletariat (ale wtedy istnieje niebezpieczeństwo powrotu populizmu, ksenofobii i „zamykania się” społeczeństw „do siebie”) czy warstwa „białych kołnierzyków”, menedżerów i średniego personelu świata high-tech, świadoma, świetnie wykształcona, pozostająca jednak na smyczy wielkiego kapitału i pozbawiona (jak na razie) poczucia grupowej siły.
Jak podkreśla M.V. Llosa źle prowadzone reformy są bardziej szkodliwe niż ich brak. Dotyczy to świadomości społecznej i przyzwolenia na zmiany. Chodzi więc ostatecznie o dialog i edukację, nie monolog elit i teoretyczne rozwiązania wdrażane „a priori” w życie. „Tak jak inne swobody, swobody ucieleśnione w instytucjach rynku są uzasadnione w takiej mierze, w jakiej zaspokajają ludzkie potrzeby. W takiej zaś mierze, w jakiej nie udaje się im tego uczynić, istnieją rozsądne powody by je zmieniać” (12).
W wyniku tych procesów oprócz państwa powoli umiera demokracja. W swym zasadniczym, nie fasadowym wymiarze (B.R. Barber, L.C. Thurow, R. Scruton). Polityką rządzą ideologie, wielki biznes i lobbujące grupy interesów. Zbytnia jurydyczność oraz próby kodyfikacji wszystkich aspektów życia zabijają poczucie odpowiedzialności i możliwość twórczego uczestnictwa jednostek w życiu publicznym. Nadmiar działań (często pozornych) jest szkodliwym, gdyż najczęściej pokrywa pustkę oraz tłumaczy ruch dla „samego ruchu”. Lord Salisbury, brytyjski mąż stanu, premier, arystokrata, mawiał – kto zwleka ten żyje.
Dzisiejsza globalizacja przedstawia się następująco: globalne są zyski, obrót kapitału, media, rynki, wąska grupa ludzi związana z wymienionymi przedsięwzięciami; lokalne są problemy związane z bezrobociem, głodem, nędzą, zanieczyszczeniem i degradacją środowiska naturalnego, chorobami, złą edukacją, niedostatkiem wody itp. Świat cierpi na brak demokracji w skali makro. Egzemplifikacją tego są tworzone byty nie pochodzące z demokratycznych wyborów, ale mające wpływ na setki milionów ludzi. Dopiero ruchy alterglobalistyczne starają się wypełnić, na razie nieśmiało i często w kontrowersyjny sposób, niedobory i luki w tej materii.
4. Glosa
Welfare state było odpowiedzią kapitalizmu na zagrożenie ze strony światowego systemu realnego socjalizmu i traumy po Wielkim Kryzysie lat 30. XX wieku. Po II wojnie światowej nadszedł „złoty wiek” (1945–1990) (13) zakończony implozją systemu realnego socjalizmu i upadkiem Muru Berlińskiego. W dobie globalizacji obowiązują nowe zasady, według formuły 20:80. Ta lepsza 20%, żyje odgrodzona murem, w pilnie strzeżonych przez prywatne policje, elektronikę i psy, osiedlach. Zaś człowiek należący do tej 80% części podzieli zapewne los konia w procesie produkcji (J. Rifkin). I jest to sytuacja jak najbardziej realna. Dlatego największym wyzwaniem dla elit, tych 20% jest znalezienie zajęcia dla pozostałych 80%. Z perspektywy racjonalnej, humanistycznej, oświeceniowej tradycji trzeba te trendy zdecydowanie odwrócić. Nie chodzi przecież o telewizyjną papkę, „Big Brother”, reklamę, współczesne walki gladiatorów czy wyścigi rydwanów. Chodzi o twórcze zajęcia, które by dawały człowiekowi satysfakcję, postęp cywilizacyjny, rozwój intelektualny i godne życie (nie z zasiłku socjalnego czy charytatywnej pomocy).
I to jest właśnie podstawowe zadanie dla racjonalizmu – tego dziecka Oświecenia – w epoce zwanej ponowoczesną. Czyli w XXI wieku. Bo triada racjonalizm – Oświecenie – człowiek współgra wybitnie z innym, ułożonym w kształcie tryptyku, zawołaniem przyporządkowanym oświeceniowej tradycji: liberte – egalite – fraternite. W różnych okresach, różne sposoby interpretacji racjonalizmu (lecz odwołujące się do tej samej tradycji) stawiały i kładą po dziś dzień nacisk na poszczególne elementy tego tryptyku. Chodzi więc też, aby ruch racjonalistów potrafił stworzyć równowagę między tymi elementami. Bo ta równowaga jest niezbędnym, trwałym składnikiem racjonalizmu.
Przypisy:
1 Melting pot (ang.) – kocioł do upłynniania metalu. W socjologii, kulturoznawstwie, politologii teoria Y. Zangwilla (1864–1926) zakładająca tygiel kulturowo-cywilizacyjny, który zniweluje wszelkie różnice religijne, historyczne, rasowe, płciowe, kulturowe cywilizacyjne itp. w społeczeństwie przyszłości.
2 Par. F. Fukuyama, Koniec historii, Poznań 1996, ss. 22–38 oraz tegoż Autora, Wielki wstrząs, Warszawa 2000, rozdział 1.
3 J. Baudrillard, Rozmowy przed końcem, Warszawa 2001, s. 20.
4 T. Kotarbiński, Żyć zacnie, Warszawa 1989, s. 169.
5 V. Havel, Przemówienie noworoczne Prezydenta Republiki Czeskiej na rok 2000, [w:] Gazeta Wyborcza z dn. 8–9.01.2000 r.).
6 Par. Radosław S. Czarnecki, Wolność, a infantylny nawrót animizmu, [w:] Edukacja wobec wartości, Gdynia 2002, ss. 151–158.
7 G. Soros, Kryzys światowego kapitalizmu, Warszawa 1999, s. 168.
8 Z. Bauman, Ponowoczesność jako źródło cierpienia, Warszawa 2000, s. 380.
9 A. Toffler, Przyszłość już nadeszła, [w:] Polityka z dnia 8.01.2000.
10 B.R. Barber, Dżihad kontra McŚwiat, Warszawa 1997, część 1.
11 J. Baudrillard, Ameryka, Warszawa 2001, s. 151.
12 J. Gray, Dwie twarze liberalizmu, Warszawa 2001, s. 31.
13 E. Howsbawm, Wiek skrajności, Warszawa 1999, część 2.
Res Humana nr 6/2011, s. 14-17