Eutanazja: argumenty na rzecz jej legalizacji cz. 2
 
Autor: Lech Ostasz
 
 
Poniżej publikujemy drugą i końcową część refleksji profesora Lecha OSTASZA na temat złożonej problematyki eutanazji. Pierwsza część dostępna jest tu. Ponownie zachęcamy naszych Czytelników do podzielenia się swoimi przemyśleniami na ten temat.
Redakcja

ARGUMENT DWUNASTY – oddolne inicjatywy społeczne i statystyka
 
Bardzo wielu ludzi umierających, ich bliscy, lekarze, niektórzy politycy, filozofowie, etycy nie tylko domagają się zalegalizowania eutanazji, lecz czynnie o to zabiegają. Robią to od momentu, gdy w XX wieku zelżał instytucjonalno-ideologiczny nacisk państwa i religii chrześcijańskiej na społeczeństwa, gdy pojawiła się praktyka demokratyczna.
 
Powstają stowarzyszenia. Pierwszym było Voluntary Euthanasia Legislation Society założone w 1935 roku w Wielkiej Brytanii; następne było Euthanasia Society of America powołane w USA w 1938 roku. W 1973 założono Nederlandse Vereniging voor Vrijwillige Euthanasia; w 1980 powstało we Francji Association pour le droit de mourir dans la dignite, w 1981 roku w Niemczech Deutsche Gesellschaft fur Humanes Sterben. Są też pomniejsze stowarzyszenia. Na przykład szwajcarskie stowarzyszenie „Exit” propagujące wszystkie formy eutanazji czy Hemlock Society w Kalifornii, które organizuje grupy wzajemnej pomocy (5). W 1980 roku założono World Federation of Right to Die Societies, która łączy 28 stowarzyszeń z 18 krajów. Organizacje te prowadzą kampanię propagującą dopuszczalność eutanazji i co jakiś czas wnoszą do parlamentów narodowych propozycje legalizacji eutanazji. W organizacjach tych działają dziesiątki tysięcy ludzi, dobrze wykształconych, profesorów, lekarzy, pielęgniarek, artystów, dziennikarzy itd.
 
Od dziesięcioleci utrzymuje się względnie stała proporcja zwolenników i przeciwników dopuszczalności eutanazji: na Zachodzie pierwszych jest od około 55% do przeszło 80%, drugich od około 20% do 45%, np. w Wielkiej Brytanii w 2009 było 75% zwolenników (6). Co ciekawe, podobnie jest także w krajach o jeszcze silnej tradycji chrześcijańskiej (w tak konserwatywno-katolickim kraju, jak Polska pod koniec 2009 roku za dopuszczalnością eutanazji opowiedziało się, według ankiet, 61% obywateli). (Notabene z tych danych statystycznych wynika, że albo wielu chrześcijan jest za eutanazją, albo jest mniej chrześcijan niż się przyjmuje.)
 
W systemie niedemokratycznym większość może się nie liczyć, ale w systemie demokratycznym zdanie większości musi być decydujące. Mamy tu do czynienia z polityczną niepoprawnością. Mniejszość w imię tradycyjnej ideologii politycznej i religijnej blokuje większość, ogłaszając, że jest za demokracją, nawet utrudnia przeprowadzenie w tej kwestii referendum.
 
ARGUMENT TRZYNASTY – zabawa technologią
 
Naukowcy i inżynierowie opracowali technologię podtrzymującą życie? Dlaczego by z niej nie korzystać, dlaczego nie „pójść na całość”? Jest to myślenie opanowane przez ideały i kategorie prowadzące do automatyzacji życia; i też w działaniu ludzi tak myślących zaznacza się automatyzm. Stosować technologie podtrzymywania umierania wobec wszystkich, nie pytając ich o zdanie, nie uruchamiając myślenia i dyskusji na ten temat, nie badając okoliczności. Po prostu stosować. Po co myśleć? „Wszystko jest jasne. Hej! Dawaj następnego. Przedłużymy mu umieranie jak się patrzy! Nie chce? A co to nas obchodzi”.
 
Przypomina to hodowlę. Dyrektywa brzmi: hodowanie wszystkich nadających się do hodowania niech trawa tak długo, jak się da, nieważne co myślą i przeżywają hodowani.
 
ARGUMENT CZTERNASTY – legalizacja pomaga lekarzom
 
Zalegalizowana eutanazja pomaga lekarzom w podejmowaniu decyzji w sytuacjach, gdy i tak muszą podjąć jakąś decyzję dotyczącą skrócenia życia pacjenta.
 
Przyznają to nawet przeciwnicy legalizacji eutanazji, np. francuscy prokatoliccy autorzy, B. Beignier, Ph. Letellier, N. Aumonier, piszą: „w zwyczajnym zwiększaniu dawek dochodzi do takiego momentu, kiedy podanie mieszanki ze środków przeciwbólowych zarówno w sensie czynu, jak i świadomości, nie różni się już niczym od podania mieszanki litycznej. Zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku lekarz doskonale wie, że swoim działaniem spowoduje śmierć pacjenta” (7).
 
ARGUMENT PIĘTNASTY – koszty
 
Dotyczy on eutanazji tzw. pośredniej biernej. Utrzymywanie kogoś w trwałym stanie wegetatywnym jest bardzo kosztowne. W każdym społeczeństwie wiele osób czeka na leczenie i opiekę mając szansę na wyleczenie. Inwestowanie środków wypracowywanych przez całe społeczeństwo w człowieka długo podtrzymywanego w stanie coma jest blokowaniem środków dla osób, które mogą być realnie leczone.
Przedłużone podtrzymywanie kogoś w stanie coma jest aspołeczne bądź nawet antyspołeczne, jest wyrazem ustępowania skrajnemu egoizmowi. Dziś ustępowanie skrajnemu egoizmowi jest w modzie. Ale w perspektywie etyki humanistycznej i dobra społecznego nie ma ono uzasadnienia.
 
ARGUMENT SZESNASTY – dopuszczalność eutanazji często wydłuża ludzkie życie
 
Jest tak, gdyż człowiek wiedząc, że w najtrudniejszej chwili przed śmiercią może wyrazić wolę skrócenia swojego życia lub zapisać decyzję, aby w trwałym stanie wegetatywnym nie podtrzymywano funkcji życiowych jego organizmu, może nie myśleć o przedwczesnym samobójstwie i bardziej ufnie trwać w procesie umierania.
 
Ten argument ukazuje i rozwija m.in. socjolożka B. Longue. Jednym z przykładów, które przytacza jest fizyk, laureat Nobla, Percy Bridgman, który mając osiemdziesiąt lat popełnił samobójstwo uświadamiając sobie, że lekarz nie pomoże mu, gdy zechce przerwać niechciane cierpienie; w dniu, w którym Bridgman odebrał sobie sam życie napisał: „jest to prawdopodobnie ostatni dzień, kiedy mogę uczynić to sam” (8). Gdyby eutanazja była zalegalizowana, mógłby żyć co najmniej kilka miesięcy dłużej. (Argument ten związany jest dość ściśle z argumentem dziesiątym – uwalnianie od lęku.)
 
ARGUMENT SIEDEMNASTY – zagrożenie handlem narządami
 
Brak dopuszczalności eutanazji – w wymienionych wyżej jej rodzajach, ale szczególnie w przypadku czyjegoś bycia w stanie coma – jest sui generis zaproszeniem do realizowania pomysłu na handel narządami. Jest czas, aby spokojnie oszacować, które narządy nadają się do transplantacji. W przypadku człowieka w stanie coma osoby mu bliskie, wraz z upływem czasu coraz mniej się nim interesują (trudno, żeby było inaczej, to jest normalne zachowanie). Gdy zdarzy się, że zaniemoże lub umrze osoba bardzo zainteresowana człowiekiem będącym w stanie coma, inne osoby mogą nie mieć uczuciowego stosunku do człowieka będącego w stanie coma czy poczucia obowiązku, a nawet odpowiedzialności. Mogą to być osoby, które po zrobieniu rachunku, stwierdzą, że sprzedanie narządów człowieka będącego w stanie coma jest rozwiązaniem korzystnym. Gdy bliscy, po latach, nie interesują się już kimś będącym w stanie śmierci klinicznej, prawdopodobieństwo rozparcelowania na sprzedaż jej organów rośnie. To zagrożenie jest realne. Nie ma na świecie tak, że są same kochające się rodziny i osoby wzdychające za kimś, kto jest w stanie coma przez długi czas. Bywają osoby bardzo egoistyczne, psychopatyczne, mające nóż na gardle pod względem finansowym itd. W filmach fabularnych przedstawia się zwykle osoby kochające się, chcące się poświęcać wzajem dla siebie. Tego wymaga logika produkcji filmów, tego oczekują prości odbiorcy, na tym zarabiają pieniądze producenci. Ale osób takich, jakie są przedstawiane w tego rodzaju filmach, jest prawdopodobnie niewiele.
 
Naturalnie, ktoś może sam zdecydować się na to, aby w przypadku, gdy będzie w stanie coma, po określonym czasie podtrzymywania jego funkcji życiowych, pobrano jego narządy. Ale to on sam powinien złożyć takie oświadczenie. Może nie chcieć, aby inni robili na tym pieniądze.
 
ARGUMENT OSIEMNASTY – możliwość czucia bólu
 
Nie ma pewności, czy osoba będąca w stanie coma nie czuje bólu (lekarze twierdzą, że nie czuje, ale muszą przyznać, że pewności nie mają). Ból jest przepracowywany nie tylko przez korę nową, lecz również przez niższe warstwy mózgu niż kora nowa (9); kora nowa jest nieczynna, ale niższe warstwy mózgu mogą w stanie coma być aktywne co jakiś czas. Skazywanie ludzi na możliwy ból, bez ich zgody, przez długi czas jest nieetyczne.
 
ARGUMENT DZIEWIĘTNASTY – utrzymanie jakości życia danej osoby
 
Jak wielokrotnie ustalono, ludzie bardziej boją się procesu umierania niż samego faktu, że ich nie będzie. Lękanie się o to, czy umieranie nie będzie męczarnią obniża (obok zupełnego ubezwłasnowolnienia) poczucie jakości życia człowieka co najmniej na jego poziomie psychicznym (a poziom psychiczny częściowo oddziałuje na poziom somatyczny). Jedną z myśli wywołujących w ludziach największą zgrozę jest ta, że mogliby się rozbudzić będąc już w trumnie. W XIX i na początku XX wieku nawet konstruowano urządzenia wmontowywane w trumnę, aby niezmarły zmarły mógł zakomunikować swój stan bycia niezmarłym zmarłym. Same opowieści o takiej możliwości (w tym o zdzieraniu paznokci do krwi podczas próby ruszenia wieka trumny czy gryzienia rąk z bólu i bezsilności) wywołują u wielu ludzi „ciarki po grzbiecie”. Przeciwnicy dopuszczalności eutanazji lekceważą ten lęk. Będąc nieco złośliwym można by przeciwnikom powiedzieć, że jeśli nie przemyślą swojego stanowiska i będą dalej go lekceważyć, to niechby sami przeżyli to, czego się (rzekomo) nie boją. Ciekawe, czy gdyby im się to zdarzyło, to czy dalej torpedowaliby starania tych, którzy chcą zalegalizować eutanazję. Ciekawe, czy byliby dalej, wyraźmy się kolokwialnie, takimi „gierojami”, za jakich chcą uchodzić. (Uprzedźmy możliwy zarzut przeciwników legalizacji eutanazji. Niniejszy argument nie żeruje na lęku przed byciem pogrzebanym półżywym, lecz opiera się na opisach lęku wyrażanego przez większość ludzi od setek, a nawet od tysięcy lat, bez niczyjego nacisku czy sugestii. W tym argumencie nie lekceważy się ludzkiego lęku, lecz przyjmuje się go do wiadomości. Przeciwnicy legalizacji eutanazji zapewne zechcą odpowiedzieć, że oni nie boją się sytuacji, o której mowa w tym argumencie, gdyż wierzą, że będzie nad nimi czuwać taki lub inny bóg, taki lub inny anioł, taka lub inna bogini, taki lub inny demon. Dobrze, mają prawo w to wierzyć i nie myśleć o eutanazji dla siebie. Ale nie mają prawa torpedować ustanawiania przez innych obywateli prawa do pewnej śmierci w przypadku umierania na terminalną chorobę. Ta myśl pojawi się jeszcze w naszych analizach, gdyż należy do kluczowych.)
 
ARGUMENT DWUDZIESTY – sprawdzona praktyka w modelu holenderskim
 
To, co zostało wprowadzone i sprawdza się przez lata ma moc argumentu pragmatycznego. Omówimy model holenderski nieco obszerniej, gdyż jest to osiągnięcie etyków, lekarzy, prawników, polityków i przedstawicieli religii protestanckiej. Eutanazja jest zalegalizowana nie tylko w Holandii, ale tam jest praktykowana najdłużej.
 
Legalizowanie eutanazji w Holandii było procesem, który został rozpoczęty na początku lat 70. XX wieku. Toczyły się dyskusje społeczne, religijne, wydawano orzecznictwo i akty prawne. Podsumowaniem było przyjęcie przez parlament holenderski 10 kwietnia 2001 roku Termination of Life on Request and Assistance in Suicide Act (Review Procedures).
 
Dyskusja nad eutanazją w Holandii została zintensyfikowana w 1973 roku sprawą lekarki Geertruidy Postma. Jej 78-letnia matka miała rozległy wylew krwi do mózgu, po którym ogłuchła, miała duże problemy z mówieniem i daleko posunięty niedowład ciała. Prosiła wielokrotnie córkę, by pomogła jej zakończyć życie. Po jakimś czasie Geertruida Postma zdecydowała się zrobić jej zastrzyk ze śmiertelnej dawki morfiny. Sąd na mocy kodeksu karnego z 1886 roku uznał ją za winną eutanazji dobrowolnej i skazał, ale skazał tylko na symboliczną karę jednego tygodnia pozbawienia wolności z zawieszeniem wykonania wyroku. Sąd podał od razu warunki, które muszą być spełnione, aby tego rodzaju czyny lekarza nie były karalne. Czyny takie mogą dotyczyć osób chorych terminalnie, tych, które cierpią fizycznie lub psychicznie w nieznośny dla nich sposób oraz wyrażają wolę skrócenia swojego życia w jednoznaczny sposób (10). Na mocy tego wyroku praktyka eutanatyczna została dopuszczona w Holandii właściwie w 1973 roku. Jest więc tam praktykowana 38 lat.
 
Do orzeczenia sądów chciano dodać ustawę parlamentarną depenalizującą eutanazję. Składano projekty w następnych latach, ale nie uzyskiwały większości parlamentarnej do roku 2001. Do prac nad przyjęciem ustawy przyczyniła się sprawa doktora Schaty, który w 1997 roku skrócił życie ciężko chorej kobiety, nie dopełnił jednak warunku, że tego typu działanie ma być zgłaszane władzom i wpisał w oświadczenie naturalną przyczynę zgonu. Według jego zeznań uczynił tak na wyraźną prośbę chorej. Doktor Schata nie konsultował się z innym lekarzem, gdyż obiecał chorej zachowanie całkowitego sekretu. Sąd skazał go na karę sześciu miesięcy pozbawienia wolności z zawieszeniem wykonania (11). Aby uniknąć takich działań lekarzy, rząd opracował projekt ustawy, który po dyskusjach i pewnych modyfikacjach został przyjęty przez parlament. Oto warunki bezkarności lekarza wykonawcy eutanazji lub pomocnika przy samobójstwie, ujęte w art. 2 ustawy:
1) lekarz musi mieć informacje przekonujące go, że decyzja pacjenta jest swobodna i przemyślana;
2) lekarz musi być przekonany, że choroba pacjenta jest nieuleczalna, cierpienie nie do zniesienia i nie ma medycznych perspektyw na poprawienie jego sytuacji;
3) lekarz musi dokładnie poinformować pacjenta o sytuacji, w której ten się znajduje, i o dotyczącej go prognozie medycznej;
4) lekarz razem z pacjentem musi dojść do wniosku, że nie istnieje inna rozsądna alternatywa na polepszenie sytuacji pacjenta;
5) lekarz musi się skonsultować przynajmniej z jednym innym niezależnym lekarzem, który po osobistym zbadaniu pacjenta musi wydać pisemną opinię potwierdzającą cztery powyższe punkty;
6) lekarz ma zakończyć życie pacjenta lub pomóc mu w samobójstwie zgodnie z zachowaniem wszystkich reguł sztuki medycznej (12).
 
Powołano regionalne komisje do spraw zakończenia życia na żądanie i wspomaganego samobójstwa. Składają się one z nieparzystej liczby członków, w tym przynajmniej jednego prawnika (który jest przewodniczącym komisji), jednego lekarza i jednego etyka. Członkowie komisji są mianowani przez Ministra Sprawiedliwości i Ministra Zdrowia na sześcioletnią kadencję. Kadencja może zostać przedłużona jednokrotnie. Komisja bada, czy poszczególne działania lekarza zostały zrealizowane zgodnie z przepisami ustawy. Komisja pracuje głównie posługując się dokumentami złożonymi przez lekarza prowadzącego, ale może również żądać dodatkowych wyjaśnień od niego, od lekarza konsultanta, od lekarza patologa i od opiekunów pacjenta. Komisja musi w ciągu sześciu tygodni wydać opinię dotyczącą danego przypadku. Jeśli komisja dojdzie do wniosku, że działanie lekarza było sprzeczne z prawem, powiadamia regionalnego inspektora służby zdrowia i prokuraturę.
 
Jeśli lekarz nie zgodzi się na przeprowadzenie eutanazji, powinien wskazać pacjentowi innego lekarza, który gotów jest to uczynić. (Zauważmy, że ustawodawca uznaje, iż zastosowanie eutanazji mieści się w ramach sztuki medycznej.) Jest więcej punktów uszczegółowiających procedurę eutanatyczną i kontrolę nad nią, których nie przytaczamy tutaj. Jak widać ustawa jest na tyle przemyślana i precyzyjna, że trudno lekarzowi dopuścić się przestępstwa. Można powiedzieć, że ci, którzy zawzięcie krytykują tę ustawę nie zadali sobie trudu jest uważnego przeczytania lub ideologiczne zaangażowanie utrudnia im jej zrozumienie. Więcej rozum ludzi i praktyka w ramach demokracji dla respektowania woli skrócenia życia pacjenta i roli lekarza zdziałać chyba nie może. Cóż, nie można raczej chcieć, żeby w praktykę było zaangażowanych nie dwóch lekarzy, lecz np. dziesięciu, żeby przy każdym przypadku obecny był minister sprawiedliwości, żeby na ręce lekarza patrzył co trzeci mieszkaniec miasta, jak i nie można raczej chcieć, żeby osoba decydująca się na eutanazję udowodniła jeszcze przed aktem eutanatycznym, że jest już zupełnie martwa. Być może przeciwnicy ustawy holenderskiej byliby zadowoleni, gdyby takie warunki musiały być spełnione, jednak wtedy pozbawiliby się roli bycia jej przeciwnikami.
 
Ustawa przyjęta w Belgii i Luksemburgu jest podobna do holenderskiej. Jedna z różnic polega na tym, że w Belgii zakłada się kolektywne podejmowanie decyzji o eutanazji z udziałem chorego, lekarza, personelu pielęgniarskiego, rodziny i członków komitetu etycznego. Sądzę, że oba rozwiązania – to bardziej indywidualistyczne, i to bardziej kolektywne – są dobre. A zatem, jeśli możliwości pozwalają, warto je oba przedkładać osobie decydującej się na eutanazję, aby wybrała jedno z nich. Druga różnica polega na tym, że w Belgii lekarz po dokonaniu aktu eutanatycznego musi sam zgłaszać go organom ścigania.
 
Opiekę paliatywną na największą na świecie skalę zainicjowano w Wielkiej Brytanii w latach 60. XX wieku. Przyjęto, że jest ona częścią zwykłej praktyki medyczno-szpitalnej, niewymagającej oddzielnych ustaw. Już na pierwszy rzut oka widać, że jest to rozwiązanie mało adekwatne. Choćby z filozoficznego i psychologicznego punktu widzenia człowiek umierający na nieuleczalną chorobę, z przewidywalnym czasem zgonu, ma inny status niż człowiek leczony z szansą na powrót do jako takiego zdrowia, a w każdym razie do życia przez kolejne lata w jako takim zdrowiu. Człowiek umierający jest częściowo poza problemami tego świata, potrzebuje innej opieki, w tym innej opieki psychologicznej. Traktowanie umierającego podobnie jak tego, kto ma szansę na powrót do zdrowia jest nieporozumieniem, które szkodzi umierającemu.
 
W Holandii raczej nie tworzy się hospicjów. Opieka paliatywna jest częścią ogólnej opieki lekarskiej. Terminalnie chorymi zajmują się ekipy lekarskie wyspecjalizowane w minimalizowaniu bólu i stosowaniu innych zabiegów im służących. Około połowa chorych w Holandii umiera we własnych domach, lekarze domowi zapewniają im niezbędną opiekę do końca. W modelu brytyjskim jest dużo gorzej: brytyjskie hospicja zapewniają miejsca dla około 3000 tysięcy umierających, ale co roku umiera co najmniej dziesięć razy tyle osób, spośród nich około 25% procent nie ma zapewnionej adekwatnej kontroli nad bólem (13). Dzięki kontroli nad bólem w Holandii czynnik bólu nie jest podstawowym motywem proszenia o eutanazję. System holenderski jest bardziej zdecentralizowany, bliższy indywidualności każdego umierającego.
 
Przeciwnicy legalizacji eutanazji niesłusznie zarzucają modelowi holenderskiemu, że pacjenci są motywowani do eutanazji, gdyż nie rozbudowano bazy hospitalizacyjnej. Umierający w Holandii mają lepszą opiekę niż w Wielkiej Brytanii, a dodatkowo mają prawo wyboru eutanazji. Zdanie lekarzy i większości społeczeństwa holenderskiego wyraża P. Admiraal: „Nie ma dobrej opieki paliatywnej bez możliwości eutanazji, nie ma eutanazji bez prawidłowej opieki paliatywnej” (14). To jest humanistyczne i etycznie uzasadniona postawa wobec umierających.
 
Widać też, że pacjenci w modelu brytyjskim są bardziej wystawiani na ideologiczną indoktrynację niż w modelu holenderskim. W modelu hospicjów, dyrekcja buduje kaplice, podpisuje umowy na odwiedziny tzw. osób duchownych, organizacji religijnych, chórów, zespołów gospel, wyprawia święta religijne, chory bądź umierający zaś nie ma nic do powiedzenia, nawet nie może odnieść się do tego krytycznie, gdyż nie ma na to sił, a jeśli miałby siły, by się przeciwstawić, to mógłby obawiać się, że będzie gorzej traktowany przez paternalistyczne władze hospicjum, które „wiedzą najlepiej” co trzeba jego duszy. W Holandii jest bardziej wolny, jeśli chce, to wezwie pastora sam i chór także, a nawet dwa chóry. Powtarzam, gdyż jako filozof i psycholog, mam wręcz intelektualny obowiązek to podkreślić, że w hospicjach, w krajach, w których dominuje religia monoteistyczna bardzo często wyrządza się umierającym metafizyczną i psychiczną krzywdę (zresztą w domach prywatnych też, jeśli jest nacisk rodziny na umierającego, aby umierał według norm ideologicznych, a zgodnie z naturą i według własnej woli). Warto jeszcze nadmienić, że według rankingów uwzględniających różne kryteria Holendrzy mają najlepszą służbę zdrowia w Europie, a to w praktyce oznacza – na świecie (15). Prosta zasada mówi: jeśli naśladować kogoś, to nie tego, kto robi coś gorzej, lecz tego, kto robi lepiej.
 
Przypisy:
5 D. Humphry, Ostatnie wyjście. Praktyczne porady dla śmiertelnie chorych, jak samodzielnie lub z cudzą pomocą popełnić samobójstwo, Stamari, Bydgoszcz 1993, s. 116 i n.
6 Informacja za: Terry Pratchett, „Gazeta Wyborcza”, 02.02.2010.
7 B. Beignier, Ph. Letellier, N. Aumonier, Eutanazja, tł. E. Burska, PAX, Warszawa 2003, s. 51.
8 B. Longue, Physician-assisted Suicide: A Social Science Perspekctive on International Trends, w: S. McLean (red.), Death, dying and the law, Aldershot, Dartmouth, Brookfield, Singapore, Sydney 1995. s. 81–103.
9 Najnowsze badania wskazują na to, że ból czują także ryby (które nie mają kory nowej). H. Black, Underwater Suffering?, „Scientific American, Mind”, September/October 2009, s. 16. (Dotyczy to mózgów rozwiniętych, nie dotyczy zaś mózgów przed rozwinięciem się i przed ich uaktywnieniem się, czyli mózgów płodów.)
10 Patrz J. Griffiths, A. Bood, H. Weyers, Euthanasia and Law in the Netherlands, Amsterdam Universisty Press, Amsterdam 1998, s. 52 i n.
11 P. Tak, Essays on Dutch Criminal Policy, Wolf Legal Productions, Nijmegen 2002, s. 67 i n.
12 Za: K. Poklewski-Koziełł, Holenderska ustawa o eutanazji na tle kontrowersji wokół jej przedmiotu, „Państwo i Prawo”, nr 1 (2002), s. 33 oraz za: M. Szeroczyńska, Eutanazja i wspomagane samobójstwo na świecie; studium porównawcze, Universitas, Kraków 2004, s. 214 i n.
13 C. Docker, LivingWills/Advance Directions, w: S. McLean (red.), Contemporary Issues in Law, Medicine and Ethics, Aldershot, Dartmouth 1996, s. 135 i n.
14 P. Admiraal, Voluntary Euthanasia: The Dutch Wat, w: S. McLean (red.), Death, dying and the law, dz. cyt., 109–131, s. 120.
15 Za: Euro Health Consumer Index 2009.
 

Res Humana nr 5/2011, s. 20-25