Opowieść o zmartwychwstałym rycerzu Zawiszy Czarnym
Autor: Andrzej Biernacki
W niespokojnym czasie Trzeciej Rzeczypospolitej Wielki Brat dokonał cudownego czynu: pamiętając o heroicznej legendzie miecza i zasług dla ojczyzny rycerza Zawiszy Czarnego, wskrzesił go, wcielając w nową postać i powołując go do nowych dzieł w służbie Polski, tylko Polski, zawsze Polski.
I wskrzeszony podjął wyznaczone dzieło. Najpierw zatroszczył się o miecz: zdobyć miecz – to pierwsze zadanie. Nie miał z tym większego kłopotu: oto wkroczył któregoś pięknego dnia w progi redakcji „gazety Polską zwanej” – bo gazety i słowo pisane w ogóle uznał na najlepszy współcześnie miecz – wkroczył, aby rozpędzić rządzących nią dotąd różnych „popaprańców” i aby chwycić mocno w swe ręce ten miecz; chwycić i ruszyć do boju.
Czas naglił: Trzecia Rzeczpospolita, w wyniku zdrady Okrągłego Stołu znalazła się w rękach ludzi niegodnych, różnych Bolków powiązanych ze starym reżimem i jego grzechami; Polskę niby demokratyczną oplotła sieć układów i spisków; kraj pozostał przestrzenią bezkarnej działalności KGB i Stasi oraz osób, które powinny bezwzględnie zniknąć.
Czarny rycerz nie miał wątpliwości, że trzeba ich wszystkich najpierw rozliczyć z przeszłości, aby następnie wyeliminować i zastąpić ludźmi Zakonu Wielkiego Brata. Masowa lustracja i dekomunizacja, szukanie spisków i demaskowanie spiskowców, produkowanie haków i czynienie z nich różnorodnego użytku – oto jego zadanie. Znalazł i wciąż znajduje chętnych do współpracy w tej robocie, głównie ludzi mających dostęp do ubeckich i esbeckich „dokumentów” i wydających na ich podstawie wyroki na niewygodnych im ludzi. Miecz rycerza Czarnego, łamy jego „gazety Polską zwanej” podjęły rolę szczególną – policjanta, prokuratora i sędziego w jednej osobie. No cóż, rycerz Zawisza Czarnym zwany, wiele ongiś – jak głosi legenda – potrafił; teraz – w nowym wcieleniu – chce być tym, co potrafi wszystko. Nawet upadek IV RP i jego mocodawcy spłynął po nim jak woda po kaczych piórach: on pozostał niezłomnym rycerzem prawdy i tylko prawdy. Ostatnio w identyfikowaniu winnych katastrofy smoleńskiej i organizowaniu parad jego zwolenników pod Pałacem Prezydenckim.
Ale oto Rzeczpospolita, Ojczyzna rycerza (zawsze dużą literą pisana) stanęła wobec nowego wyzwania: wyborów parlamentarnych i związanej z nimi szansy powrotu do ukochanej przez niego IV RP i odzyskania dla Wielkiego Brata władzy premiera utraconej cztery lata temu. Tym ważniejsze to wyzwanie, że Ojczyzna ponownie zawisła na krawędzi upadku: wokoło morze ruin, dramatów, wołania o ratunek. Tym głośniejsze to wołanie, bo rządząca dziś III Rzeczpospolitą władza „z przypadku” to władza skorumpowana, nieudolna i po prostu zła, ale co najgroźniejsze – to władza wasalna wobec sąsiadów z Zachodu i Wschodu, władza, która ogłosiła swoje poddaństwo wywieszając „białą flagę”.
Takiej władzy nie wystarczy „patrzeć na ręce”, wcześniej pokrzepieni filiżanką „porannej kawy”, lecz tę władzę trzeba bezlitośnie, każdego dnia, bezlitośnie bić, bić i tylko bić. W tej robocie nie może być żadnego „Wersalu”. Dlatego naszemu rycerzowi Czarnym zwanym nie wystarczył tygodnik, „gazeta Polską zwana”: wymyślił jej codzienną mutację, szesnastokolumnowego brukowca, który metodycznie podjął od 9 września 2011 roku – na podstawie różnych śmieciowych informacji – paranoiczną wręcz walkę z tymi wszystkimi, którzy są Wielkiemu Bratu i jego najbliższej świcie oraz jemu i jego funkcjonariuszom w gazecie, nazywających się dziennikarzami, niegodnymi najmniejszego szacunku, którym trzeba odbierać codziennie zwyczajną ludzką godność. Bez najmniejszej troski o prawdę. Bo nie chodzi im o prawdę, ale o wykonywanie brudnej roboty, pilnie nadzorowanej przez Czarnego Rycerza. Są przekonani, może i słusznie, że znajdą się naiwni co tą codzienną manipulację i kłamstwo kupią. Bo cel uświęca środki, najbardziej nikczemne z możliwych, bo burzące naturalne ludzkie prawo do prawdy.
Obraz Polski i opis zmagań naszego rycerza o zmianę jej obecnego obrazu, jaki wyłania się z łamów nowo narodzonego miecza, nie wymaga większego wysiłku, aby zidentyfikować jego intencje. Czas powiedzieć o tym wprost: oto w polskie życie publiczne, do wciąż cienkiej tkanki naszej demokracji, wkradł się niebezpieczny wirus (tak: nie pierwszy w ostatnich latach i zapewne nie ostatni), który ją niszczy; wirus, który podsyca wrogość jednych przeciwko drugim, wzmaga wojnę polsko-polską; który wyzwala to, co bywa najgorsze w ludzkim myśleniu i działaniu – zawiść, podejrzliwość i chęć odwetu; który słowem Polska i polskość, naród czy Ojczyzna, wyciera sobie gębę; który czyni to wreszcie w prostackiej formie w służbie kłamstwu.
Tak oto historia zatoczyła koło. Wielkie dziedzictwo i legenda rycerza Zawiszy Czarnego legła dziś w gruzach, bo na jego współczesnym wcieleniu nie tylko nie można polegać, lecz jedynie pozostaje nim gardzić.
PS. Ufamy, że naszym Czytelnikom nie będzie trudno odgadnąć prawdziwych imion Wielkiego Brata i współczesnego rycerza Zawiszy zwanego Czarnym.
Res Humana nr 5/2011, s. 55-56