Ostrożniej z tym Dantem
 
Autor: Wacław Sadkowski
 

„Sądzę, że w dziełach Szekspira jest mniejszy zasób mądrości niż ludzie, a zwłaszcza szekspirolodzy im przypisują. Chociaż w porównaniu z nadętymi i sztywnymi ideologicznie utworami Dantego, Miltona czy Słowackiego (które głównie ilustrują doktrynę i dogmaty religijne) Szekspir jest atrakcyjniejszy. A Dante? Jakimże trzeba być mentalnie ubożutkim i merytorycznie głupiutkim, by w swoim dziele umieścić filozofów greckich i rzymskich, włącznie z Sokratesem i Platonem, w piekle; najbardziej potępił Epikura, odmalowując go jako płonącego w rozpalonej trumnie w szóstym kole piekła. [...] Piszę <merytorycznie głupiutkim>, bo umiejętności klecenia rymowanek i przebiegłości w ilustrowaniu ideologii religijnej Dantemu odmówić nie podobna.”
 
Zdania powyższe wynotowałem z książki Lecha Ostasza Droga filozoficznego myślenia, której „wydanie trzecie, poprawione” właśnie się ukazało. Sięgnąłem po tę książkę, by sprawdzić pewne kwestie terminologiczne (zakresy znaczeniowe pojęć „prezentacje, reprezentacje, preprezentacje”) i natknąłem się (w jednym z przypisów!) na zacytowane powyżej osądy. Przypomniały mi się lata uniwersyteckie – wczesne pięćdziesiąte, oczywiście zeszłego już wieku! – w których jeden z asystentów na wydziale filozofii UW zasłynął tezą, iż należy wszelkie frazy w utworach literackich traktować jako zdania w sensie logicznym. Na szczęście jego koledzy wydziałowi (wśród których prym wodził Klemens Szaniawski, skądinąd kuzyn autora opowieści o profesorze Tutce) rychło mu ten koncept wyperswadowali, ale brać polonistyczna miała sporo zabawy. I oto po latach koncept ów pojawia się ponownie, znów wyartykułowany przez akademika!
 
W opiniach Lecha Ostasza urzeka mnie jednakowoż pewne wahanie, świadczące o nie zagłuszonej do końca wrażliwości na sztukę słowa: Szekspira zdaje się Ostasz nie potępiać bez reszty (może przemawiają doń pierwiastki ludyczne w jego dziełach?), a Dantemu wyrozumiale przyznaje niejaką „umiejętność w kleceniu rymowanek”. Co się zaś tyczy „przebiegłości w ilustrowanie ideologii”, nie jestem pewien, czy ją Lech Ostasz docenia, czy też zaledwie wyczuwa, Na wszelki tedy wypadek – a i dla pokrzepienia tych, co w Dantem upatrują jeden z najwyżej ukształtowanych umysłów jego epoki – pozawalam sobie przypomnieć egzegezę konstrukcyjnego wyrafinowania Boskiej Komedii, dokonaną przez znakomitego romanistę, profesora Mieczysława Brahmera we wstępie do pomnikowego wydania tego arcydzieła, ozdobionego ilustracjami czołowych grafików polskich (PIW, Warszawa 1965):

„...w Boskiej Komedii rządzą liczby 3 i 10 – pierwsza z nich jako symbol Trójcy, druga jako znamię doskonałości... [Piekło, czyściec, raj], ale ścisła topografia każdej z tych trzech krain jest wynalazkiem artysty-wizjonera, wpatrzonego w ideał symetrii, pisarza, który nie pozostawia niczego przypadkowi. Każde z tych królestw obejmuje 9 kręgów, pięter lub nieb (9 jest liczbą uprzywilejowaną jako 3 x 3), a urasta do dziesięciu członów przez dodanie zostających poza tym podziałem: przedpiekla, raju ziemskiego (w czyśćcu) i Empireum, siedziby Boga (w raju). Podobnie zwrotką poematu jest trzechwierszowa tercyna: każda z trzech jego części zawiera 33 pieśni zbliżonych rozmiarów, nie licząc części pierwszej – wstępnej; całość obejmuje tedy sto pieśni (10 x 10).”
 
Nie dość na tym: kiedy pojawia się Beatrycze w raju ziemskim – czyśćcu – ... „wiersz, w którym [...] wypowiada swoje imię: Guardaci ben! Ben son! Ben son Beatrice! – jest 73 wierszem XXX pieśni (3 x 10) Czyśćca, ponieważ zaś liczy ona 143 wierszy, więc znajduje się w samym jej środku (72 + i + 72) – przy tym w Boskiej Komedii pieśń tę poprzedza 63 pieśni (6 + 3), a następuje po niej 36 (3 + 6).”
 
Może więc ten arcypoemat ostaje się nawet najostrzejszemu z oskarżeń, miotanych pod adresem zwodniczej urokliwości poetyckiego słowa jeszcze przed pojawieniem się Lecha Ostasza – przewodowi myślowemu Dawida Hume’a, zawartemu w jednym z jego esejów:

„Ilekroć wchodzę do którejś z bibliotek i widzę przed sobą nieskończenie rozległe regały zastawione szczelnie foliałami, zadaję sobie pytanie, czy któraś z tych ksiąg zawiera jakieś ścisłe informacje tyczące się faktów lub istnienia? Nie. A jakieś poprawne rozumowanie dotyczące wielkości lub liczby? Nie. A więc w ogień z nimi wszystkimi, albowiem nie mogą zawierać niczego krom sofisterii i złudzeń.”
 
I te właśnie stanowią największy urok literatury, są siłą zdolną wyrywać myśl ludzką ze zrutynizowanych, zdogmatyzowanych kolein, uskrzydlać nieśmiałą wyobraźnię „zjadaczy chleba”. A w sobie właściwy sposób także wytyczać szlaki racjonalnemu myśleniu. Swą analizę struktury arcypoematu Dantego kończy profesor Brahmer taką oto konkluzją:

„Będąc wielką syntezą średniowiecza, Boska Komedia zarazem przekracza jego granice. Każąc Ulissesowi wzgardzić wygodą domowego zacisza i nie zważać na niebezpieczeństwa, byle poszerzyć krąg ludzkiego poznania, Dante stworzył nowy mit nowoczesnego Odyseusza, uczynił greckiego żeglarza zwiastunem Kolumba, zapowiedzią niespokojnych, odkrywczych umysłów Renesansu, nie kończącego się poczetu badaczy nowożytnych”.
 

Res Humana nr 5/2011, s. 46-47