Poeci i dylemat wieczności
Autor: Ignacy S. Fiut
Przedmiotem naszej uwagi są trzy tomiki wierszy poetów, a więc mężczyzn z ogromną wnikliwością starających się słowami dyskursów poetyckich dosięgnąć sensu naszego istnienia we współczesnym nam świecie, który przenika do szpiku kości ponowoczesna technokultura. Eugeniusz Kurzawa i Andrzej Walter – to poeci próbujący przezwyciężyć swój egzystencjalny pesymizm w związany z próbami doświadczenia wieczności, czyli znaleźć w uniwersum naszego świata, zresztą z różnym skutkiem, taki „Punkt Archimedesowy”, który stałby się pewną podstawą bytową dla człowieka i jego miejsca w świecie. Andrzej Grabowski, któremu te lęki egzystencjalne nie są obce, w swych wierszach, pomimo wszystko „ostrzy język”, by posmakować jeszcze życia, stanowiącego dla niego najwyższą wartość w porządku doczesnym, którą zawsze należy się delektować. Nie znaczy to, że tamci poeci nie mają szacunku i nie postrzegają życia jak wartość kluczowej dla ludzi, ale ich obawy o jego sens nie są bezpodstawne.
Eugeniusz Kurzawa – dziennikarz, wydawca i poeta – związany ze środowiskiem literackim Zielonej Góry opublikował kolejny tomik wierszy pt. Ćwiczenia z rozpaczy. To niewątpliwie kontynuacja poetyki tzw. „nowej prywatności”, która i dzisiaj nic nie straciła na znaczeniu, a może nawet ma więcej do powiedzenia. Kurzawa bowiem konsekwentnie zestawia swoje marzenia, plany oraz towarzyszące im wartości z lat młodości z tym, czego obecnie doświadcza w otaczającym go świecie przepełnionym agresywną konsumpcją, pragmatyzmem życiowym ludzi, w którym sfery duchowe człowieka ulegają radykalnej perforacji; króluje bowiem popęd do bezgranicznego bogacenia się, niekończącej się młodości i pościg za kolejnymi wrażeniami oraz ekscytacjami, które nadają ludziom choćby chwilowy sens życia. Wolność dzisiaj stała się przecież cielesna, namacalna i nie ma w niej czasu na refleksję. Doświadczenia te skłaniają poetę do powrotu do czasów szkolnych, kiedy jako uczeń marzył o wspaniałej przyszłości, choć do końca nie rozumiał zabiegów edukacyjnych, które już wtedy dyskredytowały jego młodzieńczy idealizm i pasje pełnego życia w procesie tzw. „prania mózgu”. Wynikiem tych kolejnych doświadczeń wynikających niewątpliwie z przemian społecznych, dorastania i mężnienia poety, świat – to nic innego jak miejska „ulica przez życie”, wchodząca w człowieka i wlewająca w niego bezpostaciową magmę ludzi i rzeczy, bez jakiego głębszego porządku metafizycznego. Rezultat tej wizji poety jest taki, że z wiekiem człowiek ma coraz mniej do powiedzenia, ulega marginalizacji, a nurt tej magmy ciągnie go za sobą mimowolnie i bez jakiegoś wyraźnego celu, wzmacniając odczucie „chaosu i bezsensu życia”. W wierszu „Przejście” czytamy więc:
„wszystko jest tu przejściowe jak korytarz
lub schody czy ulica – to pewne
bo przecież w nietrwałość od zawsze
nas rzeźbiono w ręce wkładając nicość
(…)a jest to tylko na drugą stronę przejście
tą ulicą”.
Z czasem i pod wpływem kolejnych doświadczeń egzystencjalnej niemocy człowiek jakby cofa się do okresu dzieciństwa, rzeczywiści dziecinnieje, wzbiera w nim poczucie niespełnionego obowiązku, którego jednak do końca i tak nie rozumie. Podglądając wegetację roślin w ogrodzie, psa towarzyszącego poecie, konstatuje, że dla nich obu świat ciągle rozsypuje się w pył i pewnie dlatego obydwaj szukają wieczności, albo jej namiastki. Miłość, przyjaźń, praca, wszelki wysiłek twórczy nie pozwalają jednak oprzeć się upływowi czasu, chaosowi w świecie i rozpadowi sensów podstawowych pojęć zakorzeniających człowieka w bycie, a wiec
„(…) dobrze jest utopić
chwilę
w wybranym przypadkowo
czasie”
– z ironią pisze poeta. Zdaje sobie w pełni sprawę, że ten stan wynika tylko z tego, że jego życie jest nieustającym trwaniem, w którym nie ma żadnego istotnego odniesienie, tak potrzebnego do jego spełnienia. Kurzawa zastanawia się nad tym, czy życie jest formą pozoru skrywającą jakąś wiecznością; czy jest rozpaczą, ucieczką, niekończącymi się wyborami bez większego znaczenia, czy tylko przeżyciem, które i tak nie jest w pełnie możliwe. Ta analityka egzystencjalna bycia w naszym nieustannie migocącym barwami, tonami, sensami świecie ponowoczesnym, w którym tylko trwamy otoczeni kolejnymi orbitami symulacji, podpowiada poecie, że na dobrą sprawę nic nie ma zasadniczego znaczenia, bo wieczność jest nieuchwytna, a czas wszystko bezpowrotnie pożera: ogród, miasto, ludzi i psy. W tej rozpaczliwej sytuacji jednak po głowie poety krąży pewien pomysł, by jakąś ważną myśl zawiesić „na haku między ludźmi”, np. w Internecie, która może oprze się upływowi czasu – tego mordercy bezwzględnego, a kiedyś, ktoś ją odczyta, ona go zainspiruje, pod warunkiem, że właściwie zrozumie jej sens.
Ten fascynujący tomik autorstwa Andrzeja Waltera pt. punkt rzeczy znalezionych – to niewątpliwie próba wskazania podstawy metafizycznej naszego współczesnego świata złożonego z symulacji realności i wirtualności, w którym twórczość i sztuka mają nie wiele do powiedzenia w kwestiach istotnych dla życia człowieka. Autor jako fotograf i poeta, ale i posiadający wiedzę kosmologiczną, tworzy cykl utworów, starając się sprawozdawać jego osobiste doświadczenia z poszukiwania owego fundamentalnego „punktu” – podstawy wszelkiego istnienia. Byłby on tą „wieczną” postawą sztuki, wiedzy, ale i codziennej egzystencji. W przedmowie od tego tomu Walter pisze m.in. „Co znaczy tu być? W zasadzie nic innego, jak doświadczać czasu”. Dla poety – za Karlem Rahnerem – „Czas staje się absurdem, jeśli nie może osiągnąć swojego spełnienia. Możliwość wiecznego trwania byłaby piekłem pustego bezsensu. Żadna chwila nie miałaby swej wagi, ponieważ wszystko można by odłożyć na pozbawione treści „później”, które zawsze nadchodziłoby z niezawodną pewnością”. Poecie idzie więc o to, by w jakiś sposób, głownie przez sztukę fotografii i słowa ten czas nicestwiący zatrzymać, uratować to wszystko, co ludzie kochają, uwielbiają, i co ich buduje, odsyłając do tego metafizycznego punktu odniesienia, który na gruncie religii nazywany jest Bogiem. Doświadczenie estetyczne związane z tworzeniem jest właśnie formą – według poety i fotografa – docierania poza stawanie się świata zatrzymywanego w obrazach i słowach, sygnalizujące jego wieczność, ów punkt, podstawę bytową, do której nie ma jednak jasnego i bezpośredniego dostępu, ale jawi się jako pewna konieczny dla wszystkich rzeczy, i który również rodzi siłę budującą przyjaźń oraz miłość między ludźmi we wspólnotach. W wierszu „Sztuka jest” poeta tak oto definiuje swoja postawę artystyczna i sens wszelkiego tworzenia:
„(...) sztuka jest brakiem spełnienia
i spełnieniem braku/jest/bo nie mamy zbyt wiele
do stracenia”.
Innym motywem, który autor stara się uchwycić w sposób szczególny jest dominujący obecnie model funkcjonowania świata i człowieka jako zjawisk w niekończącym się rozpadzie, które skazują, a wręcz wymuszają, ślepe tworzenie słów i obrazów z nadzieją, że trafią w ludzi i ich osobiste światy i jakoś ich połączą. Tworzenie bowiem jest siłą tkwiącą w człowieku, które próbuje skierować go ku wieczności, ale i łączy ludzi, dając im nadzieję. W tym naszym świecie wszechpotężnej konsumpcji i przyspieszonej cywilizacji technologicznej do granic prędkości światła, tylko śmierć jest pewna – podkreśla poeta i dodaje – ze jej sens zawiera się właśnie we wszechogarniającym konsumowaniu wszystkiego. Wartości, wzniosłe formy kultury, ale i moralność i religia również ulegają rozpadowi do tego stopnia, że dla ludzi pędzących na oślep: „Chrystus na krzyżu dziś bezrobotny”. Sens poezji również uległ rozpadowi – sądzi Walter – ale pisać należy, bo istnieje taka potrzeba, jeśli już nie w tym naszym świecie, to zapewne w niebie. Ludzie wyznają dzisiaj „religię ekranu”, na którym miłość nie jest możliwa do odróżnienia od seksu, konsumpcji i nienawiści, a być może tylko jeszcze Bóg kocha człowieka, jeśli kocha. Świat bowiem w wyniku niespotykanego przyspieszenia uwolnił się z reżimu pojęć, ich znaczeń, logiki życia i istnienia, a w konsekwencji w miłości mieści się nienawiść, w prawdzie – fałsz, w sprawiedliwości – niesprawiedliwość i trudno cokolwiek jednoznacznie zrozumieć, nazwać po imieniu, a nadzieja, która przepełniona jest w ten sposób nicością, głosi przede wszystkim pewność śmierci. Wyjściem z takiej sytuacji – na co wskazuje osobiste doświadczenie poety – jest budowanie wśród ludzi wspólnot opartych na przyjaźni i miłości: one zbliżają poniekąd niebo do ludzi i w jakiś sposób zaświadczają, że właśnie uczestniczymy z innymi w przejawie wieczności, owego punktu odniesienia, bo opierają się bezwzględnej logice upływu czasu i śmierci: kochać można przecież tych, którzy odeszli do wieczności. Dzięki tak urzeczywistnianej miłości gasimy „płonący świat” i uczestniczymy choćby przez chwile w jej wiecznym majestacie, dającym nam owo obcowanie z bliskim i kochanymi z wzajemnością.
W drugiej części tego zbioru Walter opisuje osobiste przeżycia wynikające z głębokiej przyjaźnią z Anną i Jackiem Kajtochami, którzy wprowadzili go w świat poezji i sztuki. Również zamieszczone tu zostały znakomite liryki poświęcone żonie poety – utwory piękne, wzruszające, z prostotą i delikatnością eksploatujące ów wieczny wymiar miłości między dwojgiem ludzi związanych z sobą na życie i śmierć.
Po czterdziestu latach parania się z literaturą, jak również i z poezją, nakładem Ludowej Spółdzielni Wydawniczej w prominentnej serii Biblioteki Poetów ukazały się „Poezje Wybrane” Andrzeja Grabowskiego pod redakcja Andrzeja Gnarowskiego oraz z jego wstępem pt. Poezja jest widzeniem świata. Tom zamyka autorska wypowiedź poety – Od autora, w której z dystansu już historycznego autor opisuje rozwój osobistych inspiracji twórczych oraz kształtowanie się własnej specyfiki widzenia świata w kontekście dynamiki rozwoju swojej osobowości twórczej. Według poety, jak i Gnarowskiego, ta niewątpliwie ciekawa i odkrywcza poezja wywodzi się z pewnej tradycji, sytuującej ją w „galicyjskim świecie poezji” kreowanym m.in. przez Tadeusza Nowaka, Tadeusza Śliwiaka, Wojciecha Kawińskiego i Jerzego Harasymowicza, jak również poetów wcześniejszych o „bajecznie przewrotnym oglądaniu świata”, do których często odwołuje się Grabowski, np – Jana Brzechwy, Juliana Tuwima, czy Aleksandra Fredry.
Grabowski nie tylko pisze znakomite wiersze, ale również kreuje w nich sobie właściwy styl filozofowania połączony z autoanalizą własnej osobowości, testowaniem tożsamości, jak również budowaniem perspektyw z natury liryczno-epickich, bazujących na zderzeniach harmonii i piękna świata przepełnionego dynamiką istnienia z ironią, żartobliwym podejściem do braków i słabości natury ludzkiej. W utworze „Tożsamość” swą sytuację artystyczna tak wyjaśnia:
„Wciąż płynie strumyk naszych niepokoi
szemrząc za uchem otwartego brzegu
zasila rzekę wszelkiego „być może”.
Nasze lądy stałe boja się o siebie
jakbyśmy mogli więcej prócz zmiany odzienia.
A tu wciąż najważniejszy ryczący ocean
który nas fala raz po raz zabiera
w miejsca odkryte raz po raz od nowa”.
Grabowski – jak widać – jest przede wszystkim wtopiony w życie, usytuowany pomiędzy ludźmi, ziemią a niebem i w takich kontekstach jego wyobraźnia w połączeniu ze zmysłami wydobywa na jawa wiersze, które pełne są pasji, chęci czerpania ze świata garściami kolejnych przeżyć, które utwierdzają go w przekonaniu, że warto jednak żyć aktywnie, odkrywać te strony świata, które umykają rutynie codzienności. Nie ma złudzeń, że uda mu się uśpić czas; że znajdzie jakąś genialną receptę na wieczność. Często jednocześnie modli się i bluźni. To, co jest dla niego pewne, zawiera się w tej nieustannej buntowniczości skierowanej ku znikomości istnienia, o której powstają wiersze zawierające „poobijane” i „opuchnięte słowa”. Bunt ten daje mu siły odsyłające go ku wyższym wartościom, przez pryzmat których przybliża sobie namiastkę wieczność. Jednak konkluzja jest dla niego prosta: nasz świat żyje sprzecznościami, a wchodzenie w ich przeciwstawne oddziaływanie ćwiczy wewnętrzną siłę charakteru, pozwalająca właśnie i pomimo wszystko nadawać sens istnieniu. W „Próbie modlitwy” ta sprzeczność i przewrotność jest wyraźnie ujawniona, kiedy czytamy:
„Daj nam Panie gołębie serca dzisiaj
ziarenko lotnej gorczycy na dnie
niech się unosi w zapomnieniu
gdy włada nami ślepy śmiech.
Gdy źle skrojony kostium błazna
starcza za słowa i za gesty.
Modlimy się o nowego krawca
nim stary znów popełni grzech”.
Można – rzecz jasna – doszukiwać się w tym utworze kontekstów politycznych i społeczno-historycznych, ale poecie zdaje się chodzi o to, że rutyna codzienności zawsze powraca i by jej nie ulegać, zawsze trzeba być gotowym na przyjęcie tego „nowego krawca”, pamiętając również, że kiedyś i on stanie się „staromodnym”. Świat jest bowiem przemijaniem, w którym najbardziej aktywnie powinien uczestniczyć twórca, który najlepiej wie, co jest faktycznie warte ocalenia od zapomnienia. Jest Grabowski także poetą niewątpliwie „niepokornie lirycznym”, a swoją „posługę słowem” porównuje do „siejby”, która wraz żywiołami natury dynamizuje siłę naszego człowieczego istnienia, a w wierszu o takim właśnie tytule konstatuje:
„(…) Tylko poeta – marnotrawny syn
co rusz chce wstrzymać rozpędzony kierat
z głową za oknem karmi wiatr
Dziwimy się, gdy nagle…
wierszem śpiewa ziemia.”
Warto zatem polecić miłośnikom poezji te tomy wierszy, stanowiące kaskady erupcji emocji, bogactwo wrażliwości i impetu twórczego trzech autorów dojrzałego już pokolenia pisarskiego. Zawierają wielu wartościowych, odkrywczych przeżyć, wyrafinowanych ich opisów, pobudzających wyobraźnię, zmuszających nie tylko do refleksji nad losem człowieka w świecie, ale i aktywnego stosunku da rzeczy wielkich i małych w naszym wspólnym świecie życia, w którym bycie człowiekiem ciągle staje się problematyczne. Centralna kwestia, jak jest tu wieczność, została w sposób interesujący „opukana” ze wszystkich możliwych stron, ale do jednoznacznego wniosku poeci nie doszli, poza tym, że jej pojęcie, odczucie, są niezbędnikami sensownego istnienia ludzi.
A. Grabowski, Poezje wybrane. Redakcja i przedmowa – Andrzej Gnarowski, grafiki – Artur Grabowski, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 2010, s. 192,
E. Kurzawa, Ćwiczenia z rozpaczy, Drukarnia Braci Dadyńskich, Wilkanowo, 2011, s. 42,
A. Walter, punkt rzeczy znalezionych, Posłowie – Leszek Żuliński, Wydawnictwo i Drukarnia Towarzystwa Słowaków w Polsce, Kraków 2011, s. 68
Forum Myśli Wolnej nr 50/2011, s. 44-48