Nad wierszami Czesława Miłosza
Autor: Wacława Mielewczyk
Ta poezja narodziła się z rzadkiego daru wyobraźni, pasji życia, imponującej rozległości widzenia świata i człowieka, odczuwania tętna życia w całej jego dynamice. Tak: człowiek i świat, jego nadzieje, niepokoje i jego dramaty, jego religia, wiara i niewiara, jego Kościół, Europa, Polska i Litwa – oto świat poezji Czesława Miłosza, jego imponujące dzieło.
Zupełnie unikalnym zapisem tego dzieła jest wydany właśnie, na stulecie urodzin Poety wielki tom Wierszy wszystkich, tom, który przenosi nas w ów zarysowany wymiar świata ludzkich spraw, świata mieniących się barw, nastrojów, melodii, samego wreszcie jego sensu, którego istotę zdolna jest wyrażać tylko wielka poezja.
Wybieram tylko kilka fragmentów tego świata barw i melodii, tych może zwłaszcza, które wydają się być ich szczególnym zwierciadłem, choć zapewne ich fragmentem jedynie, cząstką wielkiego oceanu tej poezji.
Jest Wielkanoc roku 1943. Czesław Miłosz przebywa wówczas, jak całą okupację, w Warszawie, rozgląda się wokoło i słyszy:
W Warszawie przy karuzeli,
W pogodny wieczór wiosenny,
Przy dźwiękach skocznej muzyki.
Salwy za murem getta
Głuszyła skoczna melodia
I wzlatywały pary
Wysoko w pogodne niebo.
Czasem wiatr z domów płonących
Przynosił czarne latawce,
Łapali skrawki w powietrzu
Jadący na karuzeli…
Śmiały się tłumy wesołe
W czas pięknej warszawskiej niedzieli.
To obraz płonącego getta, który przypomina Poecie inny obraz:
W Rzymie na Campo diFiori
Kosze oliwek i cytryn,
Bruk opryskany winem
I odłamkami kwiatów.
Różowe owoce morza
Sypią na stoły przekupnie,
Naręcza ciemnych winogron
Padają na puch brzoskwini.
Tu, na tym właśnie placu
Spalono Giordana Bruna,
Kat płomień stosu zażegnał
W kole ciekawej gawiedzi,
A ledwo płomień przygasnął,
Znów pełne były tawerny,
Kosze oliwek i cytryn
Nieśli przekupnie na głowach.
Konfrontacja tych dwóch obrazów każe Poecie myśleć
O samotności ginących.
O tym, że kiedy Giordano
Wstępował na rusztowanie,
Nie znalazł w ludzkim języku
Ani jednego wyrazu,
Aby nim ludzkość pożegnać,
Tę ludzkość, która zostaje.
A kończy te przejmujące strofy o ginących w samotności i zapomnianych przez świat, którym „nasz język stał się im obcy” nadzieja:
Aż wszystko będzie legendą
I wtedy po wielu latach
Na nowym Campo di Fiori
Bunt wznieci słowo poety.
Pozostańmy jeszcze w kręgu dramatycznego losu i dylematów człowieka. Czesław Miłosz w swym Unde malum, wierszu napisanym w 2000 roku i wydanym w tomiku zatytułowanym To, nawiązuje do słów Tadeusza Różewicza (swojego wielkiego kolegi, z którym nie utrzymywał wszelako bliższych kontaktów), aby rozważyć wspólnie odpowiedź na pytanie: Skąd się bierze zło? – pyta Różewicz – i odpowiada: jak to skąd z człowieka zawsze z człowieka i tylko z człowieka. Miłosz najpierw odpowiada, że dobra natura i zły człowiek | to romantyczny wynalazek | gdyby tak było | można by wytrzymać i sądzi, że autor Kartoteki ukazuje w ten sposób głębię swego optymizmu.
Ale oto
wystarczy pozwolić człowiekowi
wytruć swój rodzaj
a nastąpią niewinne wschody słońca
nad florą i fauną wyzwoloną
co więcej:
na pofabrycznych pustkowiach
wyrosną dębowe lasy
krew rozszarpanego przez wilki jelenia
nie będzie przez nikogo widziana
jastrząb będzie spadać na zająca
bez świadków.
I w końcu czytamy tyle przekorną, co poruszającą pointę
zniknie ze świata zło
kiedy zniknie świadomość
rzeczywiście panie Tadeuszu
zło ( i dobro) bierze się z człowieka.
W wierszu Jeżeli napisanym dwa lata później do pointy tej doda
Wynaleźliśmy dobro i zło.
Wybudowaliśmy katedry.
Wznieśliśmy ołtarze na cześć Nieobecnego.
Uwierzyliśmy, że odzyskamy utracony Raj.
Te horyzontalnie rozległe myśli o dobru czy złu były zawsze dla Miłosza punktem odniesienia do refleksji związanych z realiami cywilizacyjnymi czy kulturowymi, a nawet obejmujących kwestie światopoglądowe. Oto słowa na ten temat Poety
Materializm, owszem.
Pod warunkiem, że będzie ostatecznie dialektyczny.
To znaczy potrafi żonglować sercem i głową,
duszą i ciałem, życiem i śmiercią.
Że nie będzie unikać pytania o rzeczy ostateczne,
I uzna za równie ważne argumenty wierzących i niewierzących.
Słowa to ważne, wzywające do dialogu owych wierzących i niewierzących, na równych prawach stron dialogu, słowa tym ważniejsze, że wypowiedziane w kraju, w którym dla wielu, nawet bardzo wielu, są niewygodne a nawet obrazoburcze. Nie można się dziwić ich reakcji, ich fanatycznego, i nie przebierającego w słowach sprzeciwu wobec pochowku Poety w krypcie krakowskiego kościoła Na Skałce.
Słowa na temat dialogu w całej wyrazistości widoczne są w Jego Traktacie teologicznym opublikowanym pod koniec 2001 roku. Czytamy Czesława Miłosza:
Nie jestem i nie chcę być posiadaczem prawdy.
W sam raz dla mnie wędrowanie po obrzeżach
herezji.
Żeby uniknąć tego, co nazywają spokojem wiary,
a co jest po prostu samozadowoleniem.
Religię bierzemy z naszego litowania się nad ludźmi.
Są za słabi, żeby żyć bez boskiej opieki.
Za słabi żeby słuchać zgrzytliwego obrotu piekielnych kół.
Kto z nas pogodzi się z wszechświatem bez jednego głosu
Współczucia, litości, zrozumienia?
Człowieczeństwo oznacza zupełną obcość pośród galaktyk.
Dostateczny powód żeby wspólnie z innymi
Wznosić świątynie
Niewyobrażalnego miłosierdzia.
Ale tajemnica Trójcy Świętej, tajemnica Grzechu
Pierworodnego i tajemnica Odkupienia
są opancerzone przeciw rozumowi.
Który na próżno próbuje dowiedzieć się o dziejach
Boga przed stworzeniem świata, i o tym, kiedy
w Jego Królestwie dokonał się rozłam na dobro i zło.
Drąży owe dylematy dobra i zła przez całe swoje długie życie; przenika ono do Jego utworów, określa ich swoisty klimat i wagę. Zabrzmiało ponownie z wielką siłą po śmierci ukochanej żony, Carol.
Jej pamięci poświęci wiersz Orfeusz i Eurydyka (2002), który z pełnym przekonaniem uważam za jeden z największych klejnotów polskiej poezji.
Oto Poeta, jak Orfeusz, udaje się do Hadesu, aby wydobyć stamtąd swą ukochaną, bo tęskni za Nią i cierpi z powodu jej utraty.
Czytamy słowa Poety:
Tylko jej miłość ogrzewała go, uczłowieczała.
Kiedy był z nią, inaczej też myślał o sobie.
Nie mógł jej zawieść teraz, kiedy umarła.
Pchnął drzwi. Szedł labiryntem korytarzy, wind.
Sine światło nie było światłem, ale ziemskim mrokiem.
Elektroniczne psy mijały go bez szelestu.
Zjeżdżał piętro po piętrze, sto, trzysta, w dół.
Marzł. Miał świadomość, że znalazł się w Nigdzie.
Pod tysiącami zastygłych stuleci,
Na prochowisku zetlałych pokoleń,
To królestwo zdawało się nie mieć dna ani kresu.
Po wielu trudach Hermes wyprowadził Eurydykę. Ujrzał ją Orfeusz – Poeta.
Twarz jej zupełnie szara,
Powieki opuszczone, po nimi cień rzęs.
Posuwała się sztywno, kierowana ręką
jej przewodnika. Wymówić jej imię
Tak bardzo chciał, zbudzić ją z tego snu.
Ale wstrzymał się, wiedząc, że przyjął warunek.
Ruszyli. Najpierw on, a za nim, ale nie zaraz,
Stukanie jego sandałów i drobny tupot
Jej nóg spętanych suknią jak całunem.
Lecz wraz z tym pochodem przez mroki korytarzy Hadesu wzrastało zwątpienie Orfeusza, czy ujrzy swoją ukochaną Eurydykę i czy zwrócona zostanie światu żywych.
Dniało. Ukazały się załomy skał
Pod świetlistym okiem wyjścia z podziemi.
I stało się jak przeczuł. Kiedy odwrócił głowę,
Za nim na ścieżce nie było nikogo.
I wtedy zaczęło w nim krzyczeć imię ukochanej Eurydyki: Jak będę żyć bez ciebie? pocieszycielko. Lecz oto wokół pachniały zioła, słychać było brzęk pszczół I zasnął z policzkiem na rozgrzanej ziemi.
Jeden z wybitych biografów Miłosza, prof. Aleksander Fiut, który pozostawał z Nim w przyjaźni napisał, że po śmierci Carol i jej pogrzebie, który odbył się w jej rodzinnej Kalifornii, Poeta wrócił do Krakowa tak zmieniony, że był nie do poznania, tak wygaszony wewnętrznie, że już nie wrócił do siebie aż do swojej śmierci.
Napisał jeszcze słowa takiego oto przesłania:
Czas przeszły, czas teraźniejszy i czas przyszły
Łączyły się w jeden niby-czas.
Co było, co jest i co będzie
ukazywały się niemożliwe do rozróżnienia.
Nareszcie zrozumieliśmy nasze życie,
ze wszystkim, co się w nim nadziało.
A „nadziało” się wiele, że można by o tym „nadzianiu” mówić w nieskończoność, lecz ze świadomością, że mówimy o rzeczach fundamentalnych dla rozumienia człowieka i jego jakże złożonych dróg, którymi kroczy przez świat i życie.
Rok Miłosza, tak wspaniale dopełniony przez Wydawnictwo „Znak” edycją Jego Wierszy wszystkich drogi te rozjaśnia i określa ich drogowskazy.
Czesław MIŁOSZ, Wiersze wszystkie, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2011, s. 1406.
Res Humana nr 5/2011, s. 34-36