Nieobecny Polski Czerwony Krzyż
Autor: Maria Szyszkowska
W rzeczywistości wirtualnej – a tym samym w świadomości społeczeństwa – przestał istnieć od kilkunastu lat Polski Czerwony Krzyż. Nic więc dziwnego, że ukazała się w maju książka zbiorowa pod redakcją dyrektora Stanisława Maciejewskiego, wybitnego działacza PCK oraz niżej podpisanej, pod tytułem: Polska bez Polskiego Czerwonego Krzyża?!
Marginalizacja znaczenia PCK jest niepokojąca zważywszy, że organizacja ta pełniła do 1989 roku istotną rolę wychowawczą ucząc współdziałania na rzecz tych, którzy wymagają pomocy. Pełni tę rolę nadal, ale w sposób ograniczony poprzez zewnętrzne okoliczności. Nie otrzymała, na przykład, dotąd zwrotu zabranego jej mienia, mimo że Kościół oraz osoby prywatne otrzymują je.
Ta nieobecność PCK w naszym życiu publicznym wymaga nie tylko zastanowienia, ale i zmiany. Niezbędna jest też ochrona przed zaznaczającą się tendencją, by uczynić tę zacną organizację elementem neoliberalnego świata. Należy ubolewać, że w wielu szkołach – inaczej niż w czasach PRL – nie ma kół PCK, bowiem trudno o bardziej szlachetne cele niż ideały PCK. Niesienie bezinteresownej pomocy, w tym krwiodawstwo, działania na rzecz chorych, słabych i biednych, odnajdywanie zaginionych, pomoc dla ofiar katastrof, i działalność edukacyjna, która ma wyrabiać postawy społecznikowskie – oto przykłady działań tej organizacji. Dziś słyszy się jedynie o działaniach Caritasu. Wymieniana także bywa w telewizji działalność Ochojskiej. PCK zostaje przemilczany. Dotyczy to zresztą nie tylko tej wspaniałej organizacji; przemilczaniu podlegają zjawiska, które świadczą o tym, że PRL była innym państwem niż obraz tych czasów w podręcznikach szkolnych oraz w programach telewizyjnych i w biuletynach IPN.
Nawet fakt, iż PCK stanowi składnik międzynarodowej organizacji nie przyczynia się do należytego szacunku dla działań jej społeczników. Ten stan rzeczy wywołuje wiele rozmaitych refleksji. Jedna z nich, to nasuwająca się myśl, iż szacunek dla człowieka przestał być cenioną wartością w Polsce. Szerzył go niestrudzenie Tadeusz Kotarbiński. Ale dziś, mimo że żyjemy w epoce globalizacji, nie ma miejsca dla tych, których symbolem działania jest nie tylko czerwony krzyż, ale też znak półksiężyca.
Niedocenione pozostają wciąż działania Czerwonego Krzyża w okresie II wojny światowej, a w tym pomoc materialna dla osób więzionych w obozach, jak również pomoc przy odnajdywaniu rozdzielonych rodzin w czasie wojny. Media mącą świadomość Polaków, przy czym niedopowiedzenia sprawiają, że ogół społeczeństwa uzyskując pomoc z Caritasu, pozostaje w przekonaniu, że pomaga im Kościół katolicki. Nie wie, że są to pieniądze płynące z budżetu państwa.
W omawianej książce, Stanley Devine zwraca uwagę na to, że Czerwony Krzyż odegrał istotną rolę w zbadaniu grobów w Katyniu. Jednakże o PCK nie wspominał ani prezydent Lech Kaczyński, ani nie przywołuje znaczenia tej organizacji Donald Tusk. Dziennikarze milczą, bo stali się niepokojąco poprawni politycznie.
Warto przypomnieć, że twórcą tej organizacji jest Szwajcar Henry Dunanty. Przyjmuje się datę powstania – rok 1859. Czerwony Krzyż powinien znaleźć szczególne dla siebie miejsce w epoce globalizacji, bowiem ujmuje człowieka jako część ludzkości a nie rasy, czy narodu. Wpływ PCK na społeczeństwo przyczyniłby się do wzrostu postaw nacechowanych pacyfizmem oraz głęboką życzliwością dla każdego, a zwłaszcza dla ludzi pozbawionych sprytu życiowego. Jest inaczej.
Problem zawiera się w tym, że żyjemy w epoce pseudoglobalizacji. Innymi słowy, żyjemy w czasach globalizacji wyrażającej się w podleganiu państw międzynarodowym koncernom oraz zamerykanizowanej kultury masowej. Miało być inaczej. Szerzone hasła rywalizacji, sukcesu i dążenia do kariery, stanowią wartości w świecie których brakuje miejsca dla szlachetnych ideałów PCK. W tym dla postaw prospołecznych, przesyconych bezinteresownym działaniem na rzecz innych. Wyrabiał je Polski Czerwony Krzyż i jego Oddziały. PCK szerzy ideę świata bez wojen, przesyconego braterstwem.
Res Humana nr 6/2011, s. 45-46