Prawda o Boyu

Autor: Czesława Jolanta Kotarba
 
 
W tym roku właśnie mija siedemdziesiąt lat od tragicznej śmierci Tadeusza Boya Żeleńskiego, jednego z najwybitniejszych Polaków dwudziestego wieku. Jest zatem szczególna okazja, by przypomnieć, zarówno okoliczności bohaterskiej śmierci Boya, jak również bezprecedensową kampanię oszczerstw, pomówień i insynuacji jaką rozpętano wokół Boya po jego śmierci, godząc w dobre imię pisarza. I tak, jak za życia, Boy był ustawicznie atakowany przez nieprzychylne mu środowiska, głównie klerykalno-prawicowe, tak po śmierci usiłowano niszczyć, tym razem, dobrą pamięć o pisarzu. Sądzić należy, że większość negatywnych ocen i opinii o życiu oraz działalności Tadeusza Boya Żeleńskiego dotyczących ostatnich, niepełnych dwóch lat spędzonych we Lwowie, wywodzi się głównie z tych samych, co przed wojną wrogich pisarzowi kręgów.
 
 
W lipcową noc 1941 roku z 3 na 4 lipca, w kilka zaledwie dni po wkroczeniu wojsk niemieckich do Lwowa, Boy został aresztowany w mieszkaniu swych krewnych Marii i Jana Greków. Wraz z nimi przewieziono go do Bursy Abramowiczów zajętej przez niemiecką służbę bezpieczeństwa, i nad ranem z grupą profesorów lwowskich rozstrzelano na Wzgórzach Wuleckich.
 
Tak zginął Tadeusz Boy Żeleński, lekarz pediatra, społecznik, znakomity tłumacz dzieł klasyki francuskiej, profesor literatury romańskiej, czołowy publicysta polski okresu międzywojennego – bezkompromisowy w walce z ludzką głupotą, zacofaniem, hipokryzją i obłudą moralną, niezrównany eseista, mistrz felietonu, krytyk literacki i teatralny, wielki humanista – wrażliwy na każdy przejaw niesprawiedliwości. Odszedł człowiek o nieprzeciętnym talencie, nieprzeciętnych walorach umysłu i serca. Odszedł zbyt wcześnie zamordowany w sposób okrutny.
 
Biografowie Boya często stawiają retoryczne pytania: co czuł stojąc nad wykopanym dlań grobem, czekając na szczęk odbezpieczanej przez morderców broni, co czuł ów humanista, mąż, ojciec i przede wszystkim człowiek?!
 
Teoretycznie Boy mógł uniknąć śmierci, ale tylko teoretycznie. Aresztowany został przypadkowo, bowiem na nieaktualnej już liście lwowskich uczonych, którą dysponowali Niemcy, nie było nazwiska profesora romanistyki. Przynajmniej wtedy. Mimo nalegań znajomych Boy nie opuścił Lwowa ani wtedy, gdy weszła doń armia czerwona, ani wówczas gdy do Lwowa zbliżały się niemieckie wojska. Nie skorzystał z propozycji władz uniwersyteckich i władz związkowych i nie ewakuował się w głąb Rosji. Nie zmienił także mieszkania na bardziej bezpieczne. Został we Lwowie – stąd było bliżej do Warszawy i do rodziny. A może, jak wielu innych ludzi sądził, że sytuacja Polski i Lwowa jest tymczasowa, przejściowa. Pozostał we Lwowie, wybrał śmiertelne zagrożenie.
 
W październiku 1943 roku, w obliczu zbliżającej się ofensywy wojsk radzieckich, Niemcy zaczęli niszczyć dowody swych zbrodni.
 
Na rozkaz Himlera utworzono z młodych Żydów przebywających w gettach tzw. oddziały specjalne, których zadaniem było odkopywanie grobów masowych egzekucji i następnie palenie zwłok. W nocy 8 października 1943 r. odkopano zwłoki bestialsko zamordowanych lwowskich uczonych, a 9 października spalono je i prochy rozrzucono po okolicznych polach. Epilog lwowskiego mordu rozegrał się 18 lutego 1946 roku przed Trybunałem Narodów w Norymberdze. Zeznania w sprawie pomordowanych składali naoczni świadkowie egzekucji i ci, którzy uczestniczyli w zacieraniu śladów zbrodni.
 
W procesie wzięły udział rodziny pomordowanych, w tym również bratanek Boya – Władysław Żeleński. Wszelkie niejasności, co do miejsca i okoliczności śmierci Boya, zostały więc definitywnie wyjaśnione. Należy bowiem przypomnieć, że chociaż wiadomość o aresztowaniu Boya szybko dotarła do rodaków w kraju i na emigracji, to okoliczności śmierci pisarza przez długi czas, zarówno na Wschodzie jak i na Zachodzie, nie były dokładnie znane. Przeważała opinia, że Boy zginął w niemieckim obozie koncentracyjnym. Niejasne, zgoła fałszywe informacje o okolicznościach śmierci Boya, miały niestety dość długi żywot, zwłaszcza w środowiskach cudzoziemskich. Jeszcze w 1963 r. w leksykonie literatury opracowanym przez Gero von Wilperta dla „Alfred Kröner-Verlag” (Stuttgart) zamieszczono wyjątkowo bzdurną informację, że Tadeusz Boy Żeleński po wejściu wojsk niemieckich do Lwowa został zamordowany przez politycznych przeciwników. Taką również informację zamieścił wiedeński trzytomowy „Weltliteratur”. Polski Pen-Club z inicjatywy W. Natansona zaprotestował przeciw rozpowszechnianiu tych nieprawdziwych informacji. Protestował także w imieniu rodziny bratanek Boya – Władysław Żeleński. Protesty te poparł zachodnioniemiecki Pen-Club (1).
 
Wokół pobytu Boya we Lwowie i prowadzonej tam działalności, a także postawy i zachowań pisarza, powstało wiele nieporozumień i zafałszowań. W komentowaniu i ocenianiu lwowskiej biografii Boya zaznaczyły się, szczególnie zaraz po wojnie, dwie skrajne tendencje charakterystyczne dla środowiska w kraju i na emigracji.
 
Środowisko emigracyjne Polski jednoznacznie negatywnie oceniało postawę Boya w jego lwowskim okresie jako kolaborację z Sowietami. Zarzucano Boyowi współpracę polityczną z radziecką władzą we Lwowie i sympatyzowanie z komunizmem. Taką ocenę sformułował po raz pierwszy płk Stefan Grot-Rowecki w meldunku przesłanym w lutym 1940 roku do gen. Kazimierza Sosnkowskiego (2). Zaś wybitny emigracyjny historyk Władysław Pobóg-Malinowski stwierdził kategorycznie:
Znany pisarz Tadeusz Żeleński nie tylko nie uchylił się od podjęcia zaoferowanej mu przez najeźdźców katedry literatury na uniwersytecie we Lwowie. Nie odmówił także – choć podkreślał, że nie pójdzie na żadną współpracę polityczną z Rosją – podpisu swego pod rezolucją, w której przebywający we Lwowie pisarze i plastycy polscy aprobowali fakt sowieckiego najazdu i zaboru, i określili swój pozytywny stosunek do władzy radzieckiej.
 
Później wprawdzie, gdy znane już były relacje osób przebywających we Lwowie w tym samym czasie co Boy, i gdy w prasie emigracyjnej drukowano artykuły Władysława Żeleńskiego, to Władysław Pobóg-Malinowski w rozmowie z bratankiem Boya przyznał, że się mylił w swych opiniach o Boyu, i że ferowane przez niego oceny były krzywdzące (4).
 
Według surowych emigracyjnych „sędziów” o kolaboracji Boya świadczyły następujące fakty:
– przyjął z rąk władzy radzieckiej nominację profesorską i prowadził zajęcia na Uniwersytecie im. I. Franki,
– nie chciał opuścić Lwowa po wkroczeniu doń wojsk radzieckich (mógł jak uważano przecież przejść przez zieloną granicę),
– publikował na łamach „Czerwonego Sztandaru” i „Widnokręgów”, prowadził działalność odczytową,
– uczestniczył w pracach związku pisarzy, cieszył się wyjątkową estymą wśród większości ukraińskich i rosyjskich twórców,
– podpisał deklarację aprobującą przyłączenie Zachodniej Ukrainy do Związku Radzieckiego.
 
Mówiono także, że w 1939 roku Tadeusz Boy Żeleński ewakuował się z Warszawy do Lwowa, by tam schronić się pod skrzydłami Armii Czerwonej przed niemieckimi wojskami. Zarzut ten, od którego zaczęta się cała nagonka na Boya, był szczególnie absurdalny. Boy zjawił się we Lwowie w pierwszych dniach września 1939 roku (potwierdzają to naoczni świadkowie), nie mógł przewidzieć, bo nikt tego nie przewidywał, że 17 września do Lwowa wkroczą Rosjanie. Przeciw oskarżeniom Boya, tendencyjnej interpretacji jego zachowań, protestowali przyjaciele i znajomi pisarza z lwowskiego okresu, słuchacze jego wykładów, a także nieznani bliżej jak np. niejaki M. B. Glikson. Przeczytał on w palestyńskiej gazecie informację o insynuacjach pod adresem Boya i w związku z tym napisał do Władysława Żeleńskiego list, w którym m. in. są takie zdania:
Schylmy głowę przed błogosławioną działalnością Boya, który nie uszedł za granicę w czas morowy, ale odważnie wytrwał na posterunku, wytrwał na straży naszej literatury, naszej kultury (5).
 
W obronie czci Boya szczególnie mocno, ze zrozumiałych względów, zaangażował się Władysław Żeleński, nie tylko on. Na łamach londyńskich „Wiadomości Polskich”, paryskiej „Kultury” oraz „Wiadomości Historycznych” publikowali swe wspomnienia o Boyu z czasów lwowskich: Michał Barwicz, Zygmunt Nowakowski, Janusz Kowalewski, Wiktor Turek, Aleksander Wat, Wanda Ładniewska-Blankenbeimowa i inni. Wszyscy oni zdecydowanie bronili Boya, oskarżenia uznawali za bezpodstawne. Opisywali atmosferę polityczną ówczesnego Lwowa, perfidne metody, jakie władza stosowała w kontaktach z ludźmi, a z ludźmi pióra szczególnie. Nigdy nie można było mieć pewności, jakie treści cenzura dopisze do danej publikacji. Doświadczył tego wielokrotnie Boy, który bezskutecznie interweniował w sprawach swych publikacji „poprawianych” przez cenzora.
 
Michał Borowicz w „Inżynierach dusz” pisał jak władza radziecka manipulowała zachowaniami ludzi: Z zebrania dla dziennikarzy utkwiło mi w głowie nagłe i zupełnie dla nas nowe, zdyscyplinowanie audytorium. Przemówienia, wygłaszane przeważnie w językach ukraińskim i rosyjskim, były tanio wiecowe. Za to publiczność (złożona co najmniej z osiemdziesięciu procentach z przeciwników komunizmu, przy tym ludzi przywykłych do lepszego poziomu) zrywała się co kilka minut jak jeden mąż i biła huczne brawa, ilekroć tylko padło nazwisko Stalina (6).
 
Pod spojrzeniem szpicli i donosicieli uginał się każdy i zachowywał się zgodnie z życzeniem władzy. Z relacji lwowskich przyjaciół wyłania się obraz Boya tamtych czasów, wiemy więc, że bardzo dużo pracował. W czasie wolnym od uniwersyteckich zajęć tłumaczył dalsze tomy Prousta. Wiemy także, że był smutny, zrezygnowany, apatyczny i nagle jakby postarzały i chyba nie bardzo zdrowy. Mimo iż mieszkał u rodziny, czuł się bezdomny. Tęsknił za Warszawą (ale tą dawną, wolną), za własnym domem i najbliższymi. Chyba niewiele było w nim nadziei, czuł się przytłoczony ponurą rzeczywistością. Był wstrząśnięty, gdy zobaczył „swój” podpis pod deklaracją. Miał złe przeczucia. Te złe przeczucia kazały mu – jak wspomina Wanda Ładniewska – informować zawsze przyjaciół dokąd idzie i kiedy ma zamiar powrócić. Tamtej lipcowej nocy już nie powrócił.
 
Przyjęcie przez Boya katedry romanistyki (bardzo krytykowano ten fakt w polskim emigracyjnym środowisku) pozwoliło mu wykonywać zajęcie zgodne z posiadaną wiedzą i zainteresowaniami oraz zapewniało względnie dobre warunki materialne. Władza radziecka proponując Boyowi uniwersytecką posadę stwarzała pozory, że stać ją na gest współpracy z człowiekiem postępowym, lecz niekomunistą. Boy zaś ocenił, że tę placówkę należy objąć i zachować jako polski stan posiadania. Tadeusz Boy Żeleński wykładał więc literaturę francuską – literaturę pełną społecznych, wolnościowych i libertyńskich akcentów. Jego słuchaczami była ukraińska, rosyjska, ale przede wszystkim polska młodzież. To dla niej dokonywał analiz arcydzieł literatury francuskiej, przybliżał postacie twórców.
 
Henryk Vogler, znany pisarz i publicysta, naonczas słuchacz wykładów Boya, tak wspomina spotkanie z mistrzem:
Była trudna, twarda zima. W uszach i sercach mieliśmy jeszcze szczęk broni i gwizdy bomb, nowe życie było na razie niezorganizowane, w nieopalanym gmachu mróz przenikał do szpiku kości. Ale kiedy wchodził profesor, na sali robiło się jakby ciepłej. Pamiętam go dokładnie, kiedy siadał za katedrą przygarbiony o mocno już siwiejących włosach i otulony szczelnie w płaszcz. Cienkim, trochę kobiecym głosem mówił o Marcelim Prouście. Był to Tadeusz Boy Żeleński (7).
 
Przyjęcie nominacji profesorskiej, to jeszcze nie współpraca polityczna z najeźdźcą. Że w czyimś pojęciu oznaczało to uznanie władzy radzieckiej? Ależ wszystko dawało te pozory, nawet rejestracja w związku zawodowym i wypełnienie kwestionariuszy. Co znaczyły te pozory wobec rzeczy głównej? – odpierał ataki oskarżycieli Władysław Żeleński.
 
Podejmując współpracę z „Czerwonym Sztandarem” (jedyną gazetą redagowaną we Lwowie w języku polskim) i „Widnokręgami” wychodzącymi w Moskwie (również redagowanymi po polsku), Boy prawdopodobnie kierował się podobnymi motywami, jakie skłoniły go do objęcia profesorskiej posady. Na łamach czasopism popularyzował postacie wielkich twórców literatury polskiej i francuskiej i ich dzieła. Jeszcze bardziej ideę upowszechniania kultury realizował wygłaszając odczyty w różnych środowiskach społecznych. Nie dziwi ten rodzaj działalności Boya, jeśli się zważy, że to właśnie on w Polsce przedwojennej walczył o ustawę biblioteczną, która zapewniałaby powstanie biblioteki w każdej gminie i tym samym ułatwiłaby dotarcie książki pod każdą przysłowiową strzechę. Współpracę Boya z czasopismami atakował także w 1943 roku konspiracyjny „Przegląd Polityczny”. Zarzucał m. in. Boyowi, że ten pisze artykuły o Józefie Stalinie, chociaż nikt nigdy w całej twórczości pisarza nie znalazł nawet jednej wzmianki o ówczesnym przywódcy Rosji.
 
Największe jednak armaty wytoczono przeciw Boyowi za rzekomo złożony podpis pod deklaracją pisarzy uznających przyłączenie Zachodniej Ukrainy do Związku Radzieckiego. Trudno dzisiaj dociec całej prawdy czy Boy podpisał, czy też nie podpisał.
 
Jeśli podpisał, to był zapewne do tego zmuszony. Być może podpis ten został „sfabrykowany” (co w tamtych czasach we Lwowie często miało miejsce), być może podpisem Boya manipulowano (podpisał coś, co dopiero potem okazało się być ową deklaracją). Trudno jednoznacznie ustalić jak było, tym bardziej, że relacje lwowskich znajomych i przyjaciół Boya są w tej materii różne, często z sobą sprzeczne. Sam Boy w rozmowie z Aleksandrem Maliszewskim przeprowadzonej na drugi dzień po ogłoszeniu rezolucji mówił:
Zaproszono mnie na zebranie do prezydium (...). Na trybunę wszedł młody człowiek i odczytał ten tekst. No cóż.... dziękujemy za wyzwolenie spod ucisku pańskiej Polski i tak dalej. A dziś znalazłem w gazetach i swój podpis pod tymi słowami.
 
I jeszcze mówił, już prawie szeptem:
Cała sala przyjęła słowa deklaracji burzą oklasków. Ja to rozumiem. Ukraińcy... Ale my Polacy dopiero co przeżywaliśmy wrzesień, katastrofę, klęskę, dopiero tydzień temu padła Warszawa, więc dlaczego ja?... właśnie ja (9)...
 
Dla władzy radzieckiej podpisy polskich pisarzy i dziennikarzy miały tylko chwilową, czysto propagandową wartość. W jakiś czas potem, pod byle jakim pretekstem, aresztowano i wywożono na Sybir polskich pisarzy, zarówno tych co podpisali (np. Wat, Broniewski), jak i tych co nie podpisali. Dla dawnych i obecnych przeciwników Boya ów rzekomy „podpis” jest kamieniem, którym chętnie uderzają w wizerunek pisarza. Dla tych, co bezwarunkowo uznają wielkość Boya i ze smutkiem pochylają się nad dramatem ostatnich dni życia pisarza – podpis nie ma większego znaczenia.
 
Podpisał – widać musiał (...). Co miał wtedy zrobić? Zaprotestować? Obnażyć pierś i krzyknąć: wywieźcie mnie, chcę na Sybir? Nic nie mógł zrobić, wiedziało tym doskonale. I wiedział, jak ludzie to przyjmą, ten jego podpis, wymuszony, czy wręcz wymyślony – nieważne (10).
 
Środowisko krytyków i biografów Boya w Polsce w okresie tuż powojennym, albo milczało na temat niejasnych faktów z okresu lwowskiego Boya, albo dokonywało nadinterpretacji poglądów i zachowań pisarza w tym czasie. Np. decyzję Boya o pozostaniu we Lwowie po wkroczeniu wojsk radzieckich, a także przyjęcie posady na uniwersytecie interpretowano jednoznacznie jako „wiązanie się pisarza z siłami postępu”. Przypisywano Boyowi niedwuznacznie prokomunistyczne sympatie, podobnie jak niektórzy krytycy na Zachodzie. Tam jednakże był to zarzut, tutaj komplement. Takie to były czasy i takie wówczas świata widzenie? Przeciwko tym sugestiom zdecydowanie protestował Władysław Żeleński.
 
Boy był bezsprzecznie przekonań postępowych, które można określić jako „radykalne” czy „lewicowe” (choć wobec braku jakiejkolwiek jego deklaracji o charakterze zasadniczym określenia te są zupełnie nieprecyzyjne) – pisał Żeleński – i jest możliwe, że katastrofa wrześniowa spotęgowała w nim jeszcze, tak jak w ogromnej części naszego społeczeństwa, krytyczny stosunek do przedwojennego ustroju politycznego i układu społecznego. W żadnej mierze nie mogło to go doprowadzić i, jak już dziś wiadomo, nie doprowadziło do komunizmu, do wiązania się z partią i do „zaciągnięcia się na służbę Sowietów” (11).
 
W późniejszym okresie, szczególnie w latach 80. i 90. niektórzy publicyści i krytycy posługując się głównie plotką, bez pardonu atakowali nieżyjącego pisarza.
 
W wydanym w roku 1990 „Słowniku biograficznym ofiar stalinizmu w Polsce” Jan Marszałek mimo odkłamań i wyjaśnień dotyczących biografii Boya zawartych głównie w publicystyce zachodniej prasy emigracyjnej – powtórzył krzywdzące Boya opinie. Wcześniej jeszcze Jacek Trznadel w „Hańbie domowej” wiódł z M. Rymkiewiczem niewybredne o Boyu rozmowy. Szokuje także obraźliwa, wręcz skandaliczna wypowiedź Janusza Korwina-Mikke zamieszczona w „Najwyższym Czasie” 1990 r. nr 1: Tadeusz Boy Żeleński zginął z rąk faszystów – ale można powiedzieć, że dosięgła go Nemezis: on bowiem jest jednym z twórców „Epoki Pieców”. Czy nie jest to kontynuacja przedwojennych napaści na Boya, wywodzących się z prawicowych środowisk?!
 
W ostatnich dwóch dekadach minionego wieku, w Polsce ukazało się także szereg publikacji o Boyu z ogromną dbałością o materiał faktograficzny, napisanych bez uprzedzeń i ideologicznego zacietrzewienia. Do takich należą niewątpliwie publikacje Barbary Winklowej. Jej zawdzięczamy m. in. pedantycznie sporządzone kalendarium pobytu Tadeusza Boya Żeleńskiego we Lwowie, antologię prasowych publikacji drukowanych w prasie emigracyjnej dotyczących lwowskiego epizodu w życiu i działalności Boya. W 1998 roku ukazała się także piękna, biograficzna opowieść o Boyu pt.: „Błazen – wielki mąż” autorstwa Józefa Hena.
 
Wojciech Natanson swą biograficzną opowieść o Tadeuszu Boyu Żeleńskim zakończył pełnym żalu, dramatycznym zdaniem: „Mord popełniony na osobie tego poety, pozbawił nas wszystkiego, czego mógł on jeszcze dokonać”.
 
W chwili śmierci Boy był jeszcze w pełni sił twórczych – miał 67 lat. Pozostawił po sobie bogatą spuściznę literacką – skarbnicę ciągle aktualnych myśli. Mimo upływającego czasu jest on pisarzem wciąż żywym i ciągle czytanym. Sprawiła to siła ducha, intelektu i talentu pisarza.
 
Przypisy:
1. Wojciech Natanson: Boy Żeleński – opowieść biograficzna. LSW, Warszawa, 1983 r
2. Barbara Winklowa: Boy we Lwowie 1939-1941. Antologia tekstów o pobycie Tadeusza Żeleńskiego (Boya) we Lwowie w opracowaniu Barbary Winklowej. Oficyna Wydawnicza Pokolenie, Oficyna Wydawnicza Rytm Warszawa 1992 r
3. Barbara Winklowa, tamże.
4. Władysław Żeleński: Decyzje Boya we Lwowie, „Wiadomości” 1972 r. W Antologii tekstów B. Winklowej, tamże.
5. Władysław Żeleński, tamże.
6. Wiktor Borwicz: Inżynierowie dusz, „Zeszyty Historyczne” nr 3 Antologia tekstów, tamże.
7. Henryk Vogler: Boy – żywy, „Życie literackie” 1954 r. nr 51.
8. Władysław Żeleński, tamże.
9. Władysław Żeleński, tamże.
10. Józef Hen: Błazen – wielki mąż, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 1998 r.
11. Władysław Żeleński, tamże.
12. Wojciech Natanson, tamże.