Władysław LORANC

Czy biedę można przeczekać?
 
Nad europejskim królestwem Wolności słońce świeci coraz niżej. Ludzie żyjący pod jego promieniami rzucają już długi cień. Tych „zacienionych” przybywa tak szybko, że zaskoczyło nas ustanowienie Europejskiego Roku Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem Społecznym. Fragmentem tej inicjatywy stała się zorganizowana w połowie marca konferencja poświęcona realiom ubóstwa i społecznego wykluczenia w Polsce. Zorganizowały ją trzy ważne instytucje: Krakowska Akademia im. F. Modrzewskiego, Stowarzyszenie „Kuźnica” oraz Instytut Socjologii UJ. Honorowy patronat objął Prezydent Krakowa prof. J. MAJCHROWSKI, a prowadził obrady (słowo wstępne, panel i dyskusję) prof. H. KUBIAK. Uczestniczyłem w tym ważnym, interesującym i intrygującym spotkaniu jako przedstawiciel „Res Humana”, Zawdzięczam mu tak wiele, że po dopełnieniu obowiązków sprawozdawcy podzielę się z czytelnikami refleksjami o charakterze ogólnym i subiektywnym. Będzie to naturalny krok, bo zasadnicze idee przedstawiłem w dyskusji dopełniającej wystąpienia panelistów.
 
Profesjonalny punkt widzenia z konferencji poświęconej analizie: „Polskiej biedy w świetle Europejskiego Roku Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem Społecznym” przedstawić, miało ośmiu panelistów. Dwoje z przyczyn losowych nie mogło uczestniczyć: Irena WÓJCICKA z Kancelarii Prezydenta RP oraz Wojciech OLEJNICZAK poseł do Parlamentu Europejskiego. Wysłuchaliśmy metodologicznie wartościowego wystąpienia K. FRYSZTACKIEGO na temat: „Ubóstwo w ogóle czy postacie ubóstwa”?. Trzy wystąpienia wprowadziły słuchaczy w świat faktów socjologicznych i politycznych: „Polska bieda i polityka jej zwalczania” (prof. S. GOLINOWSKA), „Europejskie standardy ochrony, przed ubóstwem, marginalizacją społeczną i bezdomnością” (A. ŚWIĄTKOWSKI – v-prezes Komitetu Praw Społecznych R.E.) oraz wystąpienia pt. „Subiektywny wymiar ubóstwa” (prof. TARKOWSKA, Instytut Filozofii i Socjologii PAN).
 
Już w trakcie obrad stało się jasne, że referat prof. W. WARZYWODY-KRUSZYŃSKIEJ z Uniwersytetu Łódzkiego Wielkomiejska bieda – mechanizmy utrwalania biedy w cyklu życia i międzypokoleniowym przekazie skoncentruje uwagę uczestników dyskusji. Wysłuchaliśmy bowiem informacji o „mieście, które upadło pierwsze”. Opisano nam jego podział na strefy biedy i bogactwa. Ta pierwsza zaistniała w osiemnastu enklawach, dziś pozostało ich jeszcze dwanaście, ale w każdej z nich bieda jest już dziedziczna, bo co drugie dziecko musi otrzymywać posiłki w szkole.
 
Podobny kontakt z egzystencjalnymi realiami umożliwiło uczestnikom wystąpienie posła J. WIDACKIEGO na temat; „Czy bieda generuje przestępczość”? Początkiem refleksji była egzegeza myśli T. Morusa nazwanego „socjalistą i świętym”, a puentą refleksja, że beneficjentami przemian powinni być młodzi, lecz nie są. Z tego faktu nie można wyciągać wniosku, że byłby możliwy czy celowy powrót do tego, co było.
 
Dyskusja z udziałem młodych uczestników skoncentrowała się nie na diagnozie skali zagrożeń ubóstwem oraz na ściśle z nim związanym wykluczeniem społecznym lecz na problemie skutecznego im przeciwdziałania. Padły opinie innego niż obecne spojrzenia na rolę szkoły oraz uczestnictwa w kulturze jako na instrumenty bez użycia których kwestia pogłębiającego się rozwarstwienia społeczeństw pozostanie jedynie powodem natarczywych wyrzutów sumienia, a nie otwarciem drogi prowadzącej do skutecznego przeciwdziałania zagrożeniom. A jest to ryzyko realne nie tylko dla Europy lecz całego świata. Problemem najtrudniejszym pozostaje brak perspektyw dla młodego pokolenia. Niejednego słuchacza zaskoczyła informacja, że w Stanach Zjednoczonych obecne pokolenie młodych będzie biedniejsze od pokolenia swoich ojców. Z czymś takim Amerykanie nie mieli do czynienia przez ostatnie 150 lat swojej historii.
 
Dużo do myślenia dało zebranym pytanie studenta: „Czemu nie mówi się o pracującej biedocie”? Praktyczne znaczenie tej kwestii student uzasadniał nękającą go myślą, że ukończenie studiów zmusi wielu do emigracji w poszukiwaniu pracy. Takiego myślenia cząstką stały się także moje ogólniejsze refleksje na – w istocie dramatyczny – temat konferencji.
 
Jej tytuł miał nie narzucający się lecz bardzo ważny walor informacyjny. Zwracał uwagę, że bieda jest zjawiskiem, nękającym nie tylko polskie społeczeństwo. To polityczny problem ważny dla całej Unii Europejskiej, Powiem wprost, bieda jest widmem krążącym po całym świecie. To swoiste „memento mori”, które ideologicznym i politycznym liderom kapitalizmu globalistycznego odsłania prawdę o realnych stosunkach społeczno-ekonomicznych. Świat jaki jest każdy widzi. Równocześnie nieomal każdy człowiek ma kłopoty z jego zrozumieniem. Uspakajam czytelnika, iż moim zamiarem nie jest przeprowadzenie w tym tekście dowodu, że ja ten świat zrozumiałem i mogę go objaśnić. Zamierzam przedstawić tylko dwa przyczynki do problemu biedy i społecznego wykluczenia.
 
Pierwszy dotyczy Kościoła katolickiego i jego roli w walce z ubóstwem i społecznym wykluczeniem nie w świecie w ogóle lecz przede wszystkim w Polsce.
 
Przed paru laty opublikowano testament prymasa Stefana Wyszyńskiego, który przedstawił on w maju 1981 roku, żegnającym się z nim członkom Episkopatu, Opublikowany tekst poprzedzono zwięzłym komentarzem, którego autorzy powtórzyli główną myśl ostatniego słowa Prymasa: „Kościół ma być silny wiarą, nadzieją i miłością. Wszystko inne jest płynne i trzeba umieć podejmować decyzje na bieżąco”.
 
Autorzy komentarza przedstawili swój pogląd na owe zmienne warunki. Odwołali się do doświadczeń stanu wojennego oraz ich konsekwencji dla narodu, napisali: „Do późnych lat osiemdziesiątych władza dbać będzie o funkcjonowanie państwa socjalistycznego - ich państwa- Kościół zaś nie mógł przymykać oczu na głód, biedę, krzywdzenie niewinnych i negowanie podstawowych zasad prawa naturalnego i Bożego”. To piękne słowa lecz jakże silnie kojarzą się one z zaklęciami szamana. Przecież fakty były i są inne. Prymas S. Wyszyński, witając zgromadzonych przy jego łożu biskupów powiedział biskupowi z Gdańska: „Jestem wdzięczny za tak wspaniałe przeprowadzenie problemu stoczni Gdańska, „Solidarności” w kraju i w Rzymie”. Do biskupa ordynariusza diecezji łódzkiej skierował słowa o pracowitej Łodzi, która jest jakimś sercem ładu pracy w Polsce i tej ludności, która dała wzór w swoich kołach pracowniczych jak po chrześcijańsku rozwiązywać problemy społeczne, ażeby były w duchu Ewangelii i sprawiedliwości ewangelicznej”.
 
Od pierwszych dni transformacji Kościół nie tyle przymknął, co wręcz zamknął swoje oczy na gospodarcze realia kraju i socjalne położenie ludzi pracy najemnej. Upadły stocznie w całym pasie sześciuset kilometrowego Wybrzeża. Zniknął przemysł bawełniany i wełniany nie tylko w Łodzi lecz w kraju. Ludzi, co jeszcze pracują, pozbawiono prawa do zawodowego zrzeszania się, a prawne szanse obrony interesów robotnika i urzędnika pozbawiono realnego znaczenia. A Kościół milczy. Gdy wydarzenia swą dramatycznością wymuszają komentarz to swoim słowom nadają taki sens, że tylko bieda występuje pod własnym imieniem. Natomiast wszystkie jej czynniki sprawcze występują pod sympatycznie brzmiącymi pseudonimami. Wypowiada się dużo ogólnych słów i powtarza tak często, by opinię publiczną zdezorientować i czynić bezbronną. Słowa moralistycznych deklaracji nie nabierają żadnego znaczenia. Nie są nawet dobrym tłem dla apeli o przeciwdziałanie biedzie.
 
Treść drugiego z przyczynków, który przedstawiam zasygnalizuje pytanie: „Co sprzyja epidemii biedy, niedostatek uregulowań prawnych czy manipulatorski stosunek do tych już istniejących”? Dla mnie odpowiedź wydaje się prosta. Za epidemiczny wzrost zagrożenia biedą oraz za rosnącą jak lawina praktyką wykluczania społecznego odpowiada zły, instrumentalny stosunek rządów do uregulowań prawnych, zwłaszcza do trzech wielkich aktów o znaczeniu ustrojowym: Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela z 1789 roku, Karty Atlantyckiej z 1941 roku oraz do Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka z 1948 roku.
 
Podstawą, na której Europa budowała demokrację, nie w antycznym lecz nowoczesnym sensie tego słowa, była Deklaracja z 1789 roku. W artykule pierwszym postanawiała: „Ludzie rodzą się i pozostają wolni również z punktu widzenia prawa. Różnice społeczne mogą się opierać tylko na użyteczności wobec społeczeństwa”. Logiczną konsekwencją tej ustrojowej zasady ma być zapewnienie przez prawny porządek państwa każdemu człowiekowi stosownego statusu w organizmie społecznym, co wymaga odrzucenia istoty rozumowania liberałów, że każdy człowiek jest co prawda wolny lecz im jest bogatszy tym bardziej ma być wolny, bo przecież bogactwo potwierdza dojrzałość jednostki do wolności. Dla demokratycznego państwa wolność i sprawiedliwość są dwoma stronami jednego medalu. Ich nierozdzielność potwierdza antropocentryczny charakter stosunków międzyludzkich. On jest kryterium ich humanistycznego charakteru.
 
Drugim z wielkich aktów prawnych, którym państwa powinny się kierować, jeśli chcą skutecznie walczyć z biedą, była i jest Karta Atlantycka z 1941 roku. W sytuacji zagrożenia stworzonego przez faszyzm autorzy Karty i jej sygnatariusze (a byliśmy jednym z pierwszych), tak ujęli cel i sens ogromnego wysiłku wojennego. „Wszyscy ludzie we wszystkich krajach będą mogli pędzić swe życie wolni od strachu i niedostatku”.
 
Doświadczenie toczącej się wtedy wojny przekonywało, że podstawą egzystencji wspólnot narodowych, jedynym sensem wojny możliwym do zaakceptowania przez zwykłego człowieka stała się i powinna pozostać równoczesna wolność od strachu i od niedostatku. Nie wystarcza formuła wyłaniania władzy przedstawicielskiej. Konieczna była i jest właśnie nierozdzielność dwóch wolności: od strachu i od niedostatku.
 
Trzecim aktem prawnym, który powinien stymulować energię walczących z biedą i wykluczeniem jest nadal Powszechna Deklaracja Praw Człowieka z 1948 roku. W artykule 23 postanawia ona: „Każdy człowiek ma prawo do pracy, do swobodnego wyboru pracy oraz do ochrony przed bezrobociem”.
 
Ludzie polityki, zwłaszcza jej lewicowej opcji, przyjąć powinni to postanowienie jako najbardziej stabilne kryterium demokratycznego charakteru ustroju. Uzasadnia go dostępność zatrudnienia oraz kondycja pracy ludzkiej weryfikowana realnym wpływem pracownika na dostęp do pracy na ustalanie w rokowaniach jej ceny oraz poręczone przez państwo warunki jej wykonywania.
 
Roli przypomnianych tu wielkich uregulowań polityczno-ustrojowch nie można zastąpić mglistymi apelami o postawy filantropijne i sentymentalnymi wezwaniami do moralnej wrażliwości. Moje rozumienie wielkich wezwań do walki z biedą i wykluczeniem opieram na przekonaniu, iż ta walka powinna być, co do celów, strategii i środków, proporcjonalna do rozpoznanych zagrożeń jakie nieuchronnie rodzi globalizm. Nie chcemy jałowej moralistyki ludzi władzy wobec biednych, bo w większości przypadków sprowadza się ona do diagnozy, że każdy biedny jest sam sobie winien. Zwolennicy takich konferencji jak ta, o której piszę, powinni konsekwentnie odrzucać petryfikowanie podziału na bogate metropolie i bezwzględnie plądrowane terytoria zależne.
 
Chcemy świata, w którym praca nie jest dobrem reglamentowanym a warunki jej wykonywania nie zależą od kaprysu pracodawcy. W centrum uwagi musi się znaleźć, praca ludzka, a nie kapitał.
 
Do Konferencji, która wywołała moje refleksje chciałbym skierować propozycje takiej oto końcowej konkluzji.
 
Skuteczne przeciwdziałanie biedzie, ubóstwu i społecznemu wykluczeniu zależy od tego, by zawsze sprzeciwiać się oswajaniu nas z postawą opartą na przekonaniu, że każde z tych zagrożeń możemy porównać, do trzęsienia ziemi. Powinniśmy więc nauczyć się żyć z nim, koncentrując się na leczeniu skutków. To błąd! A już zdecydowanie odrzucam powtórzony na konferencji pogląd części amerykańskich liberałów, by wszystkie środki na walkę, z biedą przekazać, ludziom realnej gospodarki. Oni wykorzystają je najlepiej. Każdą z klęsk, o której dyskutowaliśmy, trzeba zwalczać, tak długo i na tyle skutecznie, by filantropijne postawy stały się w praktyce życia wspólnotowego po prostu zbędne lub regulowały jedynie sąsiedzkie, niestandardowe sytuacje.
 
Na pytanie, które postawiłem w tytule tej relacji: „Czy biedę można przeczekać”? odpowiadam zdecydowanie: „Nie, należy ją przezwyciężać”. Bieda i społeczne wykluczenie wzywają nie tylko do akcji charytatywnych. One wołają coraz głośniej o mądrość i odpowiedzialność polityków. Epidemie wymagają nie współczucia i łez. Wymagają innej organizacji życia. Musi się ona różnić od tej w której zostaliśmy zaatakowani i sterroryzowani, właśnie rosnącą biedą i groźbą społecznego wykluczenia.