Maria SZYSZKOWSKA

Niezaprzeczalnym faktem jest pojawienie się u nas po 1989 roku dużej rzeszy ludzi żyjących w niedostatku, jak również biedy dotykającej kilku milionów Polaków. Tym zjawiskom towarzyszy wytworzenie się dużej liczebnie grupy osób bogatych. Bogacić się tak szybko można się kosztem innych, jak również wykorzystując luki w prawie.
 
Nierówności materialne potęguje prywatyzacja oraz reprywatyzacja. Prywatyzacja i reprywatyzacja nie są procesami koniecznymi. Ponadto wątpliwe moralnie jest oddawanie w ręce prywatne dóbr utrzymywanych w czasach PRL przez całe społeczeństwo. Powszechna prywatyzacja nie była nigdy zapowiadana przez Lecha Wałęsę. Gdyby robotnicy wiedzieli, że czeka ich w nowej Polsce bezrobocie, nie braliby udziału w strajkach organizowanych przez „Solidarność”.
 
Ponieważ Polska jest krajem nie tyle demokratycznym, co raczej katolickim, przypomnę, że papież Jan XXIII, podobnie jak wielu neotomistów w połowie XX wieku, twierdził, że z tzw. prawem naturalnym zgodne są trzy następujące formy własności; państwowa, spółdzielcza, prywatna. O dominacji którejś z tych postaci własności, bądź ich współudziale w gospodarce państwa ma decydować dobro jego społeczeństwa. Dodam, że reprywatyzacja w warunkach pustego skarbu przekształca się w przejawy niesprawiedliwości. Przykładem niech będzie ustalanie przez właścicieli odzyskanych kamienic tak wysokiego czynszu, że lokatorzy są wyrzucani na bruk.
 
Wmówiono społeczeństwu mocą mediów, że pragnienie wolności, czyli demokracji, wiąże się w sposób konieczny z gospodarką neoliberalną. Funkcjonuje mylny pogląd w myśl którego neoliberalizm ekonomiczny automatycznie prowadzi do liberalizmu politycznego, światopoglądowego, obyczajowego. Przedstawiając nieprawdziwie, w czarnych barwach, czasy PRL, grozi się społeczeństwu mówiąc: albo neoliberalizm, albo powrót do PRL, co ma skutkować brakiem wolności i reglamentacją żywności.
 
Nierówności materialne prowadzą do nierówności społecznych, czyli równość staje się fikcją. Ma ona charakter wyłącznie formalnoprawny. Rzeczywista równość wymaga pewnego wyrównania materialnego i jest jednym z filarów demokracji. Okazuje się więc, że z demokracją bardziej harmonijnie wiążą się rozmaite teorie socjalizmu niż liberalizm ekonomiczny.
 
Bieda oraz brak pracy powodują emigrację najbardziej prężnych jednostek. W kraju zaznacza się bierność społeczeństwa wywołana tą sytuacją oraz brakiem nadziei na poprawę. Partie polityczne zawiodły oczekiwania społeczeństwa. Niezależnie od różnic programowych, w swoich działaniach aprobują neoliberalizm, którego skutki są dotkliwe dla społeczeństwa.
 
Bieda i lęk przed utratą pracy – a zasiłków dla bezrobotnych nie wprowadzono przez dwadzieścia lat – powoduje brak przejawów nieposłuszeństwa obywatelskiego. Jest ono wyrazem legalnego w państwie demokratycznym sprzeciwu obywateli wobec przejawów niesprawiedliwości. Tym czasem proponuje się wprowadzenie zakazu strajków. Związki zawodowe są z reguły zależne od pracodawców, a w niektórych przedsiębiorstwach w ogóle nie powstały, bo wyrzucani są z pracy ci, którzy chcieli je tworzyć. Społeczeństwo obywatelskie, czyli aktywnie działające na swoją rzecz, pozostaje iluzją. Bieda materialna doprowadziła do upadku duchowego społeczeństwa w czym istotną rolę pełnią media. Decentralizacja państwa sprawia, że w wielu dotkliwych sprawach obywatele są bezradni wobec prywaty i nepotyzmu władz lokalnych.
 
Z 21 postulatów „Solidarności” urzeczywistniono, i to częściowo, zaledwie jeden, to znaczy mszę katolicką w publicznym radiu. Mimo istnienia przeszło 146 związków wyznaniowych, słyszy się tylko o kilku i to nie zawsze ustami ich przedstawicieli. A demokracja miała się odznaczać pluralizmem światopoglądowym.
 
Liberalizm ekonomiczny pozostawia głębokie spustoszenia w psychice. Rozwinął u nas niewłaściwy stosunek do drugiego człowieka, bowiem rywalizacja, konkurencja, dążenie do zysku, uprawnienie pazerności oraz deprecjacja ideałów odciskają się negatywnie na sposobie myślenia. Niepokojący stan duchowy społeczeństwa odciska się także na języku. O człowieku mówi się określając go mianem „zasobów ludzkich”; pojawiło się pojęcie „kapitału społecznego”; nastąpiła deprecjacja wartości człowieka w innym niż tzw. wieku produkcyjnym. Towarzysząca temu manipulacja świadomością wywołuje konflikt między młodszym a starszym pokoleniem, które rzekomo stanowi obciążenie dla osób pracujących. Nikt z polityków ani dziennikarzy w mediach nie prostuje tego sztucznie wywołanego konfliktu. Nikt nie wyjaśnia, że każdy pracując ma odprowadzane przymusowo składki na emeryturę lub rentę. Jeżeli władze państwa, pozwalają nimi spekulować inwestorom bankowym, to państwo ponosi za ten stan odpowiedzialność.
 
Lawinowa zmiana przepisów prawnych powoduje brak bezpieczeństwa prawnego. Swego czasu odchodzący rząd Hanny Suchockiej doprowadził do zawarcia konkordatu. Dziś odchodzący rząd wprowadza nieudaną i niepotrzebną reformę edukacji. Ale zmęczone społeczeństwo milczy. Powoływani eksperci w ciągu dwudziestu lat wydają opinie zgodne z oczekiwaniami rządzących.
 
Liberalizm ekonomiczny doprowadził do upadku wartości fundamentalnej jaką jest wspólnotowość. Człowiek powinien pragnąć celów sąsiada jak swoich własnych. Sprzyjać wspólnotowości powinna tolerancja na miarę jej pojmowania przez Tadeusza Kotarbińskiego. A więc tolerancja bez żadnego „ale”. Innymi słowy jest to zgoda na funkcjonowanie poglądów oraz obyczajów nawet takich, które kogoś gorszą bądź oburzają.
 
Tolerancja jest deklarowana u nas – a więc zasadne staje się pytanie retoryczne dlaczego nie funkcjonują inne teorie ekonomiczne niż liberalizm? Nawet kryzys ekonomiczny nie doprowadził w Polsce do podważenia liberalizmu ekonomicznego. Banki korzystają w momencie kryzysu z własności państwowej, którą na co dzień kwestionują. Zaznacza się nacjonalizacja strat oraz prywatyzacja zysków. Nie wyciąga się wniosku z faktu, że własność państwowa okazała się przydatna w czasach kryzysu. I to zwłaszcza dla tych, którzy go wywołali.
 
Język o czym była już mowa, mąci świadomość, by przywołać jeszcze termin „transformacja”. Transformacja to proces krótkotrwały. Podobnie kryzys nie może trwać latami. Trzeba sytuację nazwać w pewnym momencie upadkiem gospodarczym.
 
Bez zgody milionów Polaków wprowadzono przy pomocy tak zwanych specjalistów z Zachodu, nie znających realiów PRL, kapitalizm, którego ilustracje znajdujemy w utworach literackich, by wymienić Za chlebem Sienkiewicza, czy W piwnicznej izbie Konopnickiej. Bierność społeczeństwa, łącznie z warstwą intelektualistów i artystów – którzy w czasach PRL ujmowali się za społeczeństwem – doprowadziła do braku sprzeciwu wobec udziału Polski w wojnach, na przykład do ustawy o żołnierzach wyklętych, do zgody na dominację okresowego zatrudnienia, do milczenia wobec wielkich wydatków na zbrojenia. Upadek edukacji, bieda, czy groźna w skutkach reklama lekarstw, to zjawiska którym natychmiast należy przeciwdziałać.
 
Z filozoficzno-prawnego punktu widzenia czynnik ekonomiczny nie jest nadrzędny. To decyzje prawne warunkują sposób gospodarowania, w tym dominację określonego rodzaju własności. Czyli sfera aksjologiczna, innymi słowy, świadomość człowieka, przesądza decyzje prawne, które są wcześniejsze od zachodzących procesów ekonomicznych. Płynie stąd wniosek o nadrzędnym znaczeniu edukacji całożyciowej, która powinna wszechstronnie, a więc wielopłaszczyznowo i wielopoziomowo kształtować świadomość członków społeczeństwa i zachęcać do odwagi niezbędnej do tego, by zmienić sytuację w Polsce. Zamiast opowiadać o „straconym pokoleniu”, należy podjąć działania, które do tego nie dopuszczą.
 
Prof. Maria SZYSZKOWSKA jest filozofem prawa i etykiem, autorką wielu studiów i książek podejmujących różne aspekty losu człowieka we współczesnym świecie, wykładowcą w Uniwersytecie Warszawskim.