Po beatyfikacji Jana Pawła II

Autor: Wacława Mielewczyk
 

Beatyfikacja Jana Pawła II, której nadano szczególnie uroczysty charakter, nie była dla nikogo zaskoczeniem, więcej – była usilnie oczekiwana, zwłaszcza od tego mementu, kiedy zgromadzeni w dniu jego pogrzebu na Placu św. Piotra zawołali dobitnie: Santo subito (Święty zaraz) i kiedy to wołanie, a wszystko na to później wskazywało, zostało z uwagą dostrzeżone przez tych, w rękach których było spełnienie tego wołania.
 
A było to wołanie nie tylko zrodzone z emocji, ale ukształtowane z przeświadczenia, że papież z Polski, jak niewielu, godny jest wyniesienia na ołtarze, godny stać się drogowskazem dla Kościoła, także dla wszystkich ludzi dobrej woli. Są ludźmi dobrej woli świeccy humaniści, ci wszyscy, którzy – zwłaszcza w kraju, który był ojczystym domem błogosławionego – z rosnącą uwagą śledzili ten pontyfikat od pierwszych jego dni.
 
Owo przeświadczenie budowały fakty i rzeczywistość świata, w którym – na progu tego pontyfikatu – zakończył się jego głęboki podział i z którego wyłoniła się do suwerennego i wolnego życia cała rodzina narodów i państw Europy Środkowowschodniej. Nie mógł tych historycznych wydarzeń nie dostrzegać nikt, kto chciał być – w zgodzie z realizmem i prawdą – świadkiem tych wydarzeń.
 
Ale też czas tego wielkiego przełomu nie mógł nie być zarazem wielką próbą dla nowego pontyfikatu, czasem tyle koniecznych, co oczekiwanych odpowiedzi na wyzwania tego czasu. Stał się takimi odpowiedziami dobitny głos Jana Pawła II, wypowiadany w jego kolejnych encyklikach, jego głos wyznaczający rozległy horyzont najważniejszych kwestii, które w swym orędziu chciał przekazać człowiekowi i światu. Na trzy takie kwestie zwróćmy tu uwagę.
 
Pierwsza z nich – to godność człowieka, potrzeba jej szczególnej ochrony, rozwoju, szacunku, potrzeba działań wszystkich, dla których dobro człowieka jest wartością najwyższą, także dla Kościoła, bo to on – w Redemptor hominis – uznany został za jego drogę, a nie odwrotnie. Kwestia druga – to sprawa ludzkiej pracy, jej szczególnej społecznie wagi, jej sprawiedliwej oceny i wynagradzania, pracy, którą papież – w Laborem exercens – nie traktował jako kary za grzech lecz jako źródło kreujące samego człowieka. Powiedzmy uczciwie: były to myśli istotnie nowe w dotychczasowym nauczaniu Kościoła, idee przybliżające Kościół do świata, budzące zainteresowanie i wyznaczające ważne z nim płaszczyzny dialogu. I jeszcze jeden doniosły wątek myśli programowej tego pontyfikatu to kwestia sprawiedliwości: nie było w jego wołaniu o sprawiedliwość niczego z banalności, lecz jej rozumienie – jak w Sollicitudo rei socialis – w perspektywie wolności, dążenie do eliminacji wciąż rażących obszarów niesprawiedliwości w imię wspomnianej godności osoby ludzkiej.
 
Te trzy przypomniane tutaj idee tego pontyfikatu wsparły niemniej ważne inicjatywy, które otworzyły Kościół na świat i ku światu. Był Jan Paweł II niestrudzonym orędownikiem jedności chrześcijan, inicjatorem słynnych spotkań w Asyżu czy spotkań z reprezentantami świata judaizmu czy islamu, choć nie zdołał lub nie zdążył odwiedzić rosyjskiej cerkwi prawosławnej. Był świadom coraz większej anachroniczności podziałów chrześcijan w warunkach jednoczącego się świata. I był też tym, który podjął się trudu przeprowadzenia Kościoła z drugiego w trzecie tysiąclecie, trudu – jak nikt dotąd – odważnego wyznania win Kościoła, które go obciążają i o wybaczenie których zwrócił się do świata w przejmującym orędziu.
 
Już choćby wzmiankowane tutaj świadectwa tego pontyfikatu, bezstronnie patrząc na nie z każdej perspektywy, także środowisk czy osób nie doświadczających ani łaski wiary ani nie związanych z działalnością Kościoła, nie mogą nie budzić szczerego zainteresowania i szacunku. Wyrażały bowiem te świadectwa idee i wartości ogólnoludzkie, humanistyczne, a więc wartości więcej niż bliskie dla świeckich humanistów.
 
Jest rzeczą zarazem oczywistą, że niemniej wiele idei i działań tego pontyfikatu było i pozostaje – u samych fundamentów – odległe od idei i przekonań świata laickiego. Ale w tym momencie nie czas i miejsce, jak sądzimy, na konfrontacje, lecz czas na poszukiwanie w dziedzictwie pontyfikatu Jana Pawła II tego wszystkiego, co może i powinno stać się podstawą dialogu i porozumienia w chwili głębokiego dziś podziału Polaków, podziału, który – widać to coraz wyraźniej – jest hamulcem rozwoju społeczeństwa i kraju.
 
To wielkie wyzwanie: dla wszystkich sił, które dobro Polski traktują jako dobro najwyższe. Wolno w Urzędzie prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej czy w osobie prymasa Polski dostrzegać tych, którzy w tej wielkiej polskiej próbie okażą zdolność powstrzymania a może i zakończenia niszczącej państwo wojny polsko-polskiej, odegrać rolę doniosłą, jeśli nie rozstrzygającą. I byłaby to rola może najlepiej odczytująca dziedzictwo myśli i czynu Jana Pawła II, najgłębszy sens jego beatyfikacji.
 

Res Humana nr 3/2011, s. 3-4