III RP: u jej narodzin i o transformacji
(Nad refleksjami Tadeusza Kowalika i Waldemara Kuczyńskiego)

Autor: Zdzisław Słowik
 

Im bardziej wydłuża się perspektywa od owych dni, dni obrad Okrągłego Stołu i czerwcowych wyborów 1989 roku, czasu odzyskanej wolności, ale i niepokoju, a nawet prób „ucieczki od wolności”, tym bardziej – za sprawą wielu studiów, wspomnień czy dokumentów, tworzących już pokaźną bibliotekę – obraz tych dni staje się wyrazisty, w coraz większym stopniu zrozumiały, ale też ukazujący całą jego dramaturgię, skalę wyzwań i wagi decyzji podejmowanych przez pierwszych budowniczych III RP.
 
Ich skala była gigantyczna: oto dokonywała się zmiana ustrojowych fundamentów państwa, zmiana jego dotychczasowych paradygmatów ideowych i politycznych, zmiana codziennego życia społeczeństwa, które stanęło wobec problemów zupełnie nowych, nierzadko granicznych. Te wszystkie wyzwania, pomijając już stopień ich rozumienia i poparcia przez opinię międzynarodową, nie mogły też, co było oczywiste i nieuchronne, nie wywoływać kontrowersji czy sporów o treść czy tempo dokonujących się przemian, wśród samych budowniczych nowego polskiego ładu.
 
Warto na przykładzie dwóch różnych w swej formie książek znanych autorów – prof. Tadeusza KOWALIKA i Waldemara KUCZYŃSKIEGO* podjąć próbę rekonstrukcji owych kontrowersji czy sporów. A warto zająć się nimi z dwóch przynajmniej powodów: pierwszym jest ich niewygasła aktualność, wciąż wywierająca istotny wpływ na kształt wielu kluczowych polskich spraw, a po drugie, że autorami obu narracji są osoby, którym dane było odgrywać ważne role czołowych doradców – ekspertów w tych historycznych przemianach, z których narodziła się III Rzeczpospolita.
 
Skupimy w tym miejscu uwagę na dwóch najważniejszych, jak się zdaje, kwestiach, których ówczesne rozstrzygnięcie zdefiniowało kształt III RP i które wciąż ogniskują współczesne spory o Polskę.
 
Polska liberalna czy solidarna
 
Wybór idei, która byłaby owym kamieniem węgielnym Polski po Okrągłym Stole, wydaje się tym pierwszym krokiem, jaki musieli uczynić architekci nowego ładu. Nie budziła wątpliwości kwestia, że demokracja, praktykowana w rozwiniętych krajach Zachodu, będzie tą najlepszą z możliwych dróg, której wybór może zapewnić Polsce sukces.
 
Wyboru dokonano bez wahań i jakby niepostrzeżenie, bo czas naglił, ale też stanowił wówczas dla większości obywateli jakąś bezdyskusyjną oczywistość. Nie do końca więc przemyślano treść modelu demokracji zachodniej jaki uznano, że będzie najlepszy, w warunkach istnienia wielu takich modeli. Wybór modelu liberalnego, czyli demokracji liberalnej, której patriarchami w myśli zachodniej byli Isaach Berlin i Karl Popper, a także Ralf Dahrendorf, był modelem nie tylko precyzyjnie opisanym i praktycznie sprawdzonym, ale zdawał się być najlepszym kontrapunktem dla systemu, z którym Polska żegnała się w 1989 roku. Tworzył on bowiem najszersze ramy dla praktykowania wolności indywidualnej i zbiorowej, dla wartości trwale zapisanych w historycznej i współczesnej świadomości zbiorowej. A chodziło o wolność zarówno „do” jak i „od”, o wolność w życiu osobistym, politycznym, społecznym czy gospodarczym, o wolność, dzięki której ożywiła się ludzka aktywność i przedsiębiorczość, narodziło wiele inicjatyw, które różnymi strumieniami żłobić poczęły naszą codzienną rzeczywistość, wnosząc w nią wiele nieocenionych czy niedostępnych dotąd wartości i dóbr, ale też tworząc zarazem rozległe obszary lęku i traumy tych, którzy z dnia na dzień pozbawieni zostali pracy, bo miejsca ich zatrudnienia przestały istnieć.
 
Lektura tekstów Tadeusza Kowalika i Waldemara Kuczyńskiego, dwóch profesjonalnych ekonomistów o bliskich sobie temperamentach i talentach, ale i różniących się istotnie w wielu kwestiach merytorycznych, z wielką sugestywnością ukazuje całą złożoność tamtych lat.
 
Waldemar Kuczyński, jeden z najbliższych współpracowników premiera Tadeusza Mazowieckiego, jego – jak sam się określił „zausznik” – pełniący przez wiele lat wiele ważnych funkcji rządowych, a więc z całą pewnością osoba z czołówki architektów i pierwszych budowniczych III RP, wprowadza nas do gabinetów czy sal zastrzeżonych wówczas tylko dla wybranych, aby dziś otworzyć ich drzwi, zapewne nie do końca, dla wszystkich, którzy, czytając jego Dziennik, pragną coś więcej wiedzieć o mechanizmach podejmowania decyzji, o ich alternatywnych wariantach, o osobach decydentów, o atmosferze tamtego czasu. Uwaga Autora skupia się na imponderabiliach, na racjach ideowych i politycznych, a także kulisach podejmowanych decyzji, z których wyłaniały się np. kolejne ekipy rządowe. Zapiski obejmują chronologicznie powstanie rządu Tadeusza Mazowieckiego, konflikt z Lechem Wałęsą, wybory w 1991 r., powstanie rządu Jana Olszewskiego, próby stworzenia wielkiej koalicji i konflikty na tym tle w obozie szeroko pojętej Solidarności, kulisy upadku rządu Olszewskiego i utworzenie rządu przez Hannę Suchocką, nie wolne od konfliktów stosunki pomiędzy panią premier a kierownictwem Unii Demokratycznej, czyli jej politycznym zapleczem, wreszcie upadek tego rządu.
 
Przed czytelnikiem Dziennika słowa Autora przeobrażają się w obrazy zgoła filmowe. Oto niektóre kadry tego filmu:
„Sobota, 2 września 1989 r. Godzina 21.00. Telefon z URM. Premier wzywa do siebie. Zastaję jego najstarszego syna, Wojtka Mazowieckiego i Jacka Ambroziaka. Premier leży na kanapie z przymkniętymi oczami. Mówi, że źle się czuje. Wychodzimy, gasimy światło, szef zasypia na pół godziny. Potem rozmowa o trudnościach z <koalicyjną arytmetyką>. Nadal nie jest rozstrzygnięta sprawa Ministerstwa Spraw Zagranicznych (MSZ). Prezydent jest bardziej skłonny do zaakceptowania naszego kandydata, szef PZPR, Rakowski (Mieczysław) – mniej. Przy PZPR-owskim ministrze szef chciałby Geremka na wiceministra, ale Bronek się nie zgodzi… Wraz z Jackiem Ambroziakiem i Wojtkiem namawiamy szefa na wzięcie Jacka Kuronia do rządu. Tadeusz zresztą chce go wziąć, aby związać OKP z rządem i jako ministra do kontaktów ze związkami zawodowymi i <ludźmi pracy>”(s. 15-16).

„Środa, 4 kwietnia 1990 r. …Narasta radykalizacja i pragnienie rozliczeń, a nawet zemsty. Prawdopodobnie jest to spotęgowane odbicie pogarszania się nastrojów społecznych… Sytuacja się wyraźnie psuje i <polski model przechodzenia do demokracji> może przejść do historii zanim ta demokracja nastanie” (s.45).
„12.11.1991 r., podczas głośnego spotkania PC, UD, KLD w Belwederze, Lech Wałęsa zapowiedział, że na pierwszym posiedzeniu Sejmu, 25 listopada, zgłosi kandydaturę Bronisława Geremka na premiera. Na tym spotkaniu doszło do awantury między Prezydentem a szefem PC Jarosławem Kaczyńskim, która przypieczętowała zerwanie miedzy obydwoma politykami, od pewnego czasu skłóconymi” (s. 70).
„Czwartek, 4 czerwca 1992 r. Wszyscy interesujący się polityką zdawali sobie sprawę z tego, że będzie to ważny dzień. Miało być przecież głosowane odwołanie Rady Ministrów. …Nikt jednak nie przewidywał, że będzie to dzień dramatyczny, najbardziej dramatyczny od przejęcia władzy przez solidarnościową formację, być może dzień pogrzebu tej formacji… Przyjechałem do Sejmu. Była akurat przerwa w obradach, kuluary pełne, szum, grupki posłów. W sali koktajlowej, też szumiącej emocjami, spotkałem Mazowieckiego, który ze śladami świeżego i solidnego zdenerwowania tłumaczył Bronisławowi Komorowskiemu niesłuszność sztywnego podejścia Halla do ewentualnej misji Pawlaka (s. 183–185).
 
W kadrach tego filmu i na kartach Dziennika centralną postacią jest Tadeusz Mazowiecki: osoba, którą Autor darzy wielką sympatią i szacunkiem i którego osobowość wyrasta ponad wielu w tym środowisku politycznym. Z interesującej nas tutaj perspektywy wyboru modelu demokracji był i pozostał Tadeusz Mazowiecki, jako premier i jako wybitny mąż stanu, bliski jej modelowi liberalnemu, ale z rozległą obecnością w nim komponentu społecznej solidarności, usilnie zachęcającym do „społecznej gospodarki rynkowej”, właściwej dla wielu rozwiniętych państw zachodnich. Kierując się tą ideą w rządzie, którym kierował, starał się harmonizować współdziałanie tak różnych osób i osobowości jak Jacek Kuroń i Leszek Balcerowicz. Wysiłki te w niemałym stopniu wpływały na tonowanie nastrojów społecznych czy konfliktów społecznych, dzięki czemu ich skala nie zagroziła fundamentom III RP. Waldemar Kuczyński, chociaż należał do zwolenników rozwiązań zawartych w planie Balcerowicza, był zarazem jednym z tych, który nie podzielał poglądów wcale niemałego grona przeciwników Jacka Kuronia w ówczesnym obozie rządzącym.
 
Był i pozostał uważnym obserwatorem tych, których już nie ma oraz tych, którzy nadal wpływają na kształt polskiego życia. Pod datą 26 października 1992 r. notuje w Dzienniku: „Jarosław Kaczyński – ten najskuteczniejszy polityk destrukcji, człowiek, który mógłby rywalizować o prymat w gronie, które w ubiegłych trzech latach siało ziarna chaosu… To jego chwytem jest powtarzanie, że rząd Suchockiej to rząd Unii z ZChN jako kwiatkiem do kożucha. Niedawno znów powiedział, że w rządzie jest rodzaj V kolumny, czekającej sposobności, by go obalić, a ostatnio postulował szubienicę dla Jaruzelskiego (s. 319–320).
 
I refleksja w związku z tym bardziej ogólna: „Może trzeba wyodrębnić racje czasu bieżącego i długiego trwania, obydwie wyrastające z jakiegoś prawa moralnego. Był nakaz oporu i nakaz trwania. Tym, którzy bez względu na motywy wybrali trwanie, zawdzięczamy – jako społeczność – może więcej niż potrafimy dzisiaj dostrzec i na pewno więcej niż gotowa jest przyznać większość tych, co wybrali opór” (s. 320).
 
Nie sposób nic dodać do tych słów i mądrych i roztropnych. A problem: Polska liberalna czy solidarna to, w świetle wiarygodnego świadka opisywanego tu czasu, może być problemem poważnym i realnym, lecz także może być propagandową maczugą na tych wszystkich, którym przypisuje się śmiertelny grzech liberalizmu. A maczuga ta, dodajmy, wciąż jest w ruchu i wciąż wymachuje nią PiS na kogo się tylko da.
 
Refleksja krytyczna o polskiej transformacji
 
Jest z kolei budzącą szacunek zaletą rozważań Tadeusza Kowalika poważna, doskonale udokumentowana krytyczna refleksja polskiej transformacji, której jądrem były rozwiązania ekonomiczne zawarte w tzw. planie Balcerowicza.
 
Horyzont rozważań Autora obejmuje pełne dwie dekady polskich przemian: ich początkiem był wspomniany, radykalny program określany mianem terapii szokowej, program wyjścia z syndromu gospodarki niedoboru, pochodzący z nauk neoliberalnej szkoły chicagowskiej. Ale, podkreśla Tadeusz Kowalik, były już wówczas projekty odmienne, przyjmujące inne założenia, takie projekty, które, nie uchylając się od rozwiązań zdecydowanych, nie prowadziły do wielkiego spadku produkcji i bezrobocia, do powstania rozległych stref ubóstwa. Najkrócej mówiąc: plan Balcerowicza nie był projektem bezalternatywnym.
 
Autor Polskiej transformacji śledzi z wielką dociekliwością owe liczne projekty, aby dojść do wniosku, że „<wielkie uderzenie> (Plan Balcerowicza niekiedy nazywano Big Bangiem albo szokową terapią) nie było potrzebne. Było ono wyrazem neofickiej wiary głównych decydentów i ich doradców w wolny rynek, co ułatwiło przyjęcie standardowej recepty Międzynarodowego Funduszu Monetarnego, ignorującej odmienne warunki gospodarki wychodzącej z realnego socjalizmu. W końcu 1989 roku nawet szokowe działania, mające zdusić inflację, miały słabe rzeczywiste podstawy, skoro była ona głównie skutkiem działań rządu (uwolnienie cen żywności) i pod koniec roku szybko spadała” (s. 80).
 
Autor, powołując się na mało znane dotąd fakty, dokumenty i wypowiedzi najważniejszych osób w państwie śledzi procesy decyzyjne, które doprowadziły do planu terapii szokowej. Analizę tę zamyka konkluzja, a mianowicie, że „szokowa terapia, która miała przede wszystkim ustabilizować gospodarkę, stała się narzędziem tworzenia nowej, kapitalistycznej struktury społecznej, przypominającej pierwotną akumulację kapitału” (s. 104). I dalej: „Niezależnie od rzeczywistych intencji twórców i realizatorów programu, była to nie tylko recesja transformacyjna, postrzegana jako nieuchronny koszt wielkich przemian, ile transformacja recesyjna, czyli wielka przemiana społeczna, dokonana za pomocą recesji jako narzędzia tworzenia spolaryzowanego społeczeństwa” (tamże).
 
Tej, w znacznym stopniu zrealizowanej koncepcji, Autor przeciwstawia wspomniane rozwiązania alternatywne, które powstały w środowiskach wielu znanych ekonomistów. To oni, Stanisław Gomułka, Włodzimierz Brus, Jan Lipiński, Dariusz Rosati, a nawet George Soros wypowiadali opinie istotnie odmienne od koncepcji przyjętych przez rząd i parlament. Ale opinie te były ignorowane, dominowało bowiem przekonanie, że ostre trudności wywołane terapią mają charakter przejściowy, choć tak w istocie się nie stało.
 
Dalszy bieg zdarzeń, opisany w kolejnych częściach studium Tadeusza Kowalika, ukazuje liczne niedostatki przyjętych wówczas założeń. Ale Polska transformacja daleka jest od łatwego krytykanctwa, a tym bardziej czynienia z krytyki narzędzia, które miałoby służyć przekreśleniu historycznej wagi przemian, których sam Autor był, jako jeden z ekspertów – doradców w najważniejszym momencie sierpniowego strajku w Stoczni Gdańskiej, współtwórcą tych przemian.
 
Rozważania Tadeusza Kowalika są nie tylko świadectwem rozległej erudycji, ale też przykładem pracy o cennych walorach dydaktycznych: po prostu z tego wykładu można naprawdę bardzo wiele się nauczyć, aby mądrzej rozumieć złożony charakter polskiej transformacji oraz przemiany współczesnego świata.
 
Kilka uwag końcowych
 
Dwie książki dwóch autorów różniących się istotnie w rozumieniu czy interpretacji wielu fundamentalnych kwestii ekonomicznych. A jednak dostrzegam, mimo wszystko, wyraźną płaszczyznę, która tworzy pomiędzy nimi ważną wspólnotę. Jest nią nie tylko łącząca obu autorów pasja i dociekliwość w poszukiwaniu prawdy, ale też język, za pośrednictwem którego wykładają swoje racje. Ten język jest wyrazem ich klarownie ukształtowanych poglądów na nieodległą przeszłość i czas współczesny, świadectwem ich tożsamości ideowej i intelektualnej, ale jest to zarazem język poszukujący w inaczej myślącym nie wroga, lecz partnera dialogu czy sporu, choć doskonale wiemy, jak trudna to postawa w warunkach totalnej wojny wydanej przez PiS III RP.
 
Taki poważny dialog o narodzinach, drodze i stanie spraw III RP może i powinien być – wbrew jej przeciwnikom – rozwijany z przyświecającą wszystkim jego uczestnikom myślą o potrzebie pogłębiania i poszerzania społecznej świadomości w rozumieniu oraz afirmacji tego najnowszego polskiego doświadczenia i dziedzictwa.
 
Książki Tadeusza Kowalika i Waldemara Kuczyńskiego stwarzają wartościową podstawę takiej roztropnej afirmacji.
 
* Tadeusz KOWALIK, Polska transformacja, Wydawnictwo MUZA, Warszawa 209, s. 278; Waldemar KUCZYŃSKI, Solidarność u władzy. Dziennik 1989–1993, Europejskie Centrum Kultury, Gdańsk 2010, s. 450+4 nlb.
 

Res Humana nr 6/2010, s. 16-19