Przejrzysta gra czyli „nowa polityka historyczna”

Autor: Władysław Loranc
 

Doświadczenie zdobyte w przełomowym okresie naszej historii, trwającym od września 1939 roku do lipca 1989, tkwi w strukturach społeczeństwa i jego instytucjach. Jego ślad obecny jest w nawykach i obyczajach zwykłych ludzi. Można powiedzieć, że każdy ma je w sobie, ale nie zostało ono jeszcze poddane obiektywnej ocenie, nie nabrało więc trwałego znaczenia. W XXI wiek wybraliśmy się mocniej zdominowani emocjami rozpalonymi przez liderów ruchu „Solidarność” niż przez skutki gospodarcze, socjalne i polityczne jakie on wywołał. Ten okres najnowszej historii jedni oceniają apologetycznie inni nihilistycznie. Brak pogłębionych ocen racjonalnych. Pozostajemy aktywni, lecz nie bardzo wiemy skąd i dokąd idziemy. Proponuję czytelnikowi odpowiedzi na pytanie, albowiem nie giełda emocji ma dziś znaczenie a zrozumienie doświadczenia zdobytego w przełomowym dla Polski półwieczu. Bez tego kraj zanurzy się w otwarty kryzys.
 
Żołnierzy polskich spotykanych na wszystkich frontach II wojny światowej oraz w formacjach partyzanckich kraju, jednoczyło jedno przekonanie – niemożliwy będzie prosty powrót do niepodległości i suwerenności. Po przeżyciu klęski wrześniowej kraj potrzebował głębokich reform gospodarczych i społecznych. W świadomości ludzi zasadniczego znaczenia nabierały trzy postulaty, trzy cele: – reforma rolna i likwidacja bezrobocia; – zniesienie ekonomicznych barier w dostępie do oświaty, do uczestnictwa w kulturze i ochronie zdrowia; – właściwe ułożenie stosunków z sąsiadami na fundamencie pewnych, bezpiecznych i sprawiedliwych granic państwa oraz nowych realistycznych sojuszy politycznych. Z powszechności tych przekonań i wymowy politycznych doświadczeń umacniał się nie tylko opór wobec dwóch zaborców, ale ważne akty polityczne, które sprawiły, że już w lipcu 1941 r. Polska znalazła się w antyfaszystowskiej koalicji i przyjęła jej Kartę Atlantycką. Zrobiliśmy to dokładnie w tym samym czasie, w którym uczynił taki krok ZSRR. Rodził się nowy porządek świata i w porę znaleźliśmy się wśród jego budowniczych. Droga do odbudowy państwa polskiego i suwerennego bytu narodu to droga wielkiego trudu. Przypomnę, że w połowie grudnia 1944 roku premier londyńskiego rządu udzielił wywiadu angielskiej prasie, w którym komunikował „Nie chcemy Wrocławia ani Szczecina”. Czy po konferencji w Teheranie i Jałcie, lecz jeszcze przed Poczdamem był możliwy bardziej porażający przykład braku odpowiedzialności za losy kraju? Czy można dziś zapomnieć o tej replice Targowicy?
 
W pół wieku po polskim Październiku (1956) i po dwudziestu latach transformacji (1989) upowszechnia się obraz Polski jako kraju zniewolonego, w którym ludzie stali w kolejkach po wszystko. To obraz fałszywy. W latach 1945–89 ludność Polski wzrosła z niespełna 24 do 39 milionów, zlikwidowano groźne choroby społeczne, osiem i pół miliona ludzi zdobyło wykształcenie średnie i wyższe, co odbudowało brak kadry inteligencji (przypomnę, że wojnę przeżyło 94 tysiące ludzi z wyższym wykształceniem); odbudowano i rozwinięto gospodarkę; zintegrowano społeczeństwo w nowych granicach państwowych. W stosunkach gospodarczych oraz życiu kulturalnym Europy i świata umocniono obecność Polski, jakże aktywną rolę jej środowisk twórczych, zwłaszcza filmowego, muzycznego i plastycznego. Obraz Polski jako kraju zniewolonego o słabej gospodarce to obraz zakłamany. Upowszechnia się go dla prostacko rozumianych potrzeb propagandy transformacyjnych sukcesów.
 
Jeśli nie chcemy ulec kłamstwom „nowej polityki historycznej”, sprzyjając bezmyślnej manipulacji świadomością młodego pokolenia, powinniśmy pisać historię półwiecza 1939–1989 przyjmując za punkt wyjścia prawa człowieka w takim ich ujęciu jak skodyfikowały je obie Deklaracje Praw, zarówno ta z 1789 roku jak i ta z 1948, zwana paryską. Powody są dwa.
 
Na pierwszy zwrócił uwagę francuski historyk D. Beauvois: „Mit kresowy stanowi i dzisiaj wyraz narcyzmu polskiego, krzywdzącego sąsiadów”. Powinniśmy przerwać samodurstwo, zgodnie z którym liderzy powstań polskich (także lansujący zmitologizowaną wolność liderzy „Solidarności”) nie aprobowali narodowych celów Białorusinów, Ukraińców i Litwinów, żądając od nich aprobaty jakiejś wersji idei federacyjnej.
 
Drugim powodem jest wyraźnie interesowny, manipulatorski stosunek do „wartości chrześcijańskich”. Chętnie przypomina się encyklikę „Slavorum Apostoli” z jej urokliwą ideą „dwóch płuc Europy”. Zapomina się jednak ocenić i zrozumieć losy Soboru Watykańskiego II. Formalnie aprobatywny do niego stosunek nie zapobiegł znamiennej ewolucji w interpretowaniu portretu jego twórcy, Jana XXIII. Tak stylizowano ten portret, że zza niego wyjrzało oblicze Piusa XII. Przygotowywano szybkie wyniesienie go na ołtarze, a był to przecież ktoś, którego zasadnie możemy nazwać „papieżem ostatniej krucjaty”.

Przypomniałem kilka faktów wskazujących jak z obrazu naszych doświadczeń historycznych zręcznie, wyrafinowanie nie tylko znikają podstawowego znac
zenia fakty, ale na wielką skalę produkuje się nowe białe plamy. Ta gra jest przejrzysta, jej intencje czytelne.
 

Res Humana nr 6/2010, s. 3-4