Nienawiść
 
Autor: Zdzisław Cackowski
 

1
 
Zgodnie z myślą G. W. Leibniza nic nie jest bez racji, nienawiść także. A źródła nienawiści znajdują się co najmniej na trzech poziomach: na poziomie stosunków społecznych oraz na poziomie ludzkich emocji, które są ? w zasadzie ? obrazem stosunków społecznych, wreszcie na poziomie ?kozła ofiarnego?.
 
Sprawa pierwsza ? stosunki społeczne: PAN ? niewolnik, PAN ? chłop (w istocie także niewolnik), PAN ? robotnik. Czy niewolnik, chłop, robotnik może kochać PANA? Raczej nie; ma on wobec PANA różne formy niechęci, łącznie z zazdrością, a nawet nienawiścią.
 
Sprawa druga ? ludzkie emocje: lęk, strach, trwoga; niechęć, zazdrość (wobec różnicy w poziomie życia PANA i niewolnika, chłopa, robotnika!); poczucie posłuszeństwa i zagrożenia wobec PANA,.... Nie przypadkowo Marcin Luter w ?Małym katechizmie?, gdy wymienia poszczególne punkty Dekalogu, to w każdym punkcie powtarza się jedna myśli:?Co to znaczy? To znaczy, że trzeba Boga bać się i miłować Go?. Tak samo jest z każdym PANEM: trzeba się go bać i miłować Go, albo udawać, że się Go miłuje!
 
Ale nie tylko emocje zbliżone do nienawiści wspierają nienawiść. Nienawiść wspierają także emocje jej przeciwne, w tym także miłość: miłość do swoich (i do swoich wartości) i lęk oraz wręcz nienawiść do obcych, do wrogów oraz do obcych wartości...!
 
Sprawa trzecia ? ?kozioł ofiarny?. Zajmuje się tą sprawą René Girard ? Francuz, ale od 1947 roku pracuje w Stanach Zjednoczonych. Przesłanką szukania ?Kozła ofiarnego? jest zawsze jakiś kryzys społeczny (jakaś epidemia albo walenie się stosunków społecznych) i wtedy szuka się ?kozła ofiarnego?, szuka się kozła ofiarnego albo dlatego, że nie wiadomo skąd ta plaga się bierze, albo dlatego, że chce się ukryć realne jej źródło, które często władców obciąża. ?Kozła ofiarnego? zwykle szuka się wśród słabych, bowiem mocny by się nie poddał, odparłby atak.
 
Bardzo pięknie wyraził całą teorię René Girarda La Fontaine w bajce ?Rada zwierząt?. Cały świat zwierząt źle się czuje, traci apetyt, żyć się zwierzętom nie chce. Więc król zwierząt (Lew) zwołuje naradę i ogłasza, że bogowie się ?na nas? obrazili, musieliśmy nagrzeszyć i wzywa wszystkich do spowiedzi. Sam ją zaczyna: oj nażarłem tych owiec, oj nażarłem, a i pastuchów też. Na co inny drapieżnik (lis!) wyskakuje i woła: ?Królu, jak Ty tak możesz?, przecież to zaszczyt dla tych baranów, żeś je pożerał, a tych pastuchów, to wszystkich należało ze skóry obedrzeć. No to może ja, powiada drapieżnik,... Wreszcie wychodzi osiołek i powiada, że on też nie jest bez grzechu: szedł kiedyś o zmroku przez kamedułów łączkę i coś go podkusiło, więc skubnął ?poświęconą? trawkę. I wtedy wszystkie zwierzęta zakrzyknęły ?co za zbrodnia, roztargać na ćwierci!? i osiołka rozszarpały. W każdym razie ?spowiedź? zaczyna król ? lew, a kończy najstraszniejszy zbrodniarz ? osiołek, który skubnął trawkę ze ?święconej kamedułów łąki?, ?Zatem na osła padł wyrok śmierci: Żywcem roztargać na ćwierci?. I tak się stało!
 
Zacytuję najważniejszą część tej bajki:

?Co się więc tyczy najpierw mnie samego,
Wyznaję, i żem dość poczynił złego.
Nieraz bez prawa żadnego napadłem
Na cudze stada i sąsiedzkie sioła,
Bydląt niewinnych tysiące pojadłem,
Cóż mi te, proszę, zrobiły? Nic zgoła.
Nawet zjadałem [jeśli wyznać szczerze]
Pasterze.
Jeżeli tedy ze mnie jest potrzeba,
Pójdę sam za was na ofiarę nieba;
Lecz sądzę, by rzetelnie, jakem ja uczynił,
Każdy z was równym siebie sposobem obwinił;
Bowiem podług słuszności życzyć nam należy,
By zginął najwinniejszy.? A wtem lis wybieży
Na środek koła: ?Miłościwy panie,
Skrupuł ci ? rzecze ? podał to wyznanie,
I cóż to za grzech, uważcie, zwierzęta,
Jeść niewolnicze i głupie bydlęta?
I owszem, dla nich honor czynisz, panie,
Jeślić się które na pokarm dostanie.
Co zas pasterze, o! ci wszyscy warci,
By żywcem byli ze skóry obdarci!
To są tyrani, co w srogiej zniewadze
Chcą mieć nad nami chimeryczną władzę.?
To lis wymówił, a pochlebce mili
Zgodnie toż samo stwierdzili.
Nie chciano zatem zbytnio przetrząsać i innych
Potężniejszych mątedor, choć najbardziej winnych,
Ni zajadłość lamparta, ni tygrysa zbrodnie ?
Wzgląd miano na każdego, kto broił swobodnie.
Zgoła wszystkie zwierzęta, lubo grzeszne były
Za mniej winnych, za świętych jednak się sądziły.
Nareszcie osioł w podobnym sposobie
Zaczyna spowiedź: ?Przypominam sobie,
I żem raz ? rzecze ? o wieczornej chwili
Szedł po święconej kamedułów łące;
Głód wielki, pochop i ziółka pachnące
Czyli też, myślę, diabli mnie skusili,
Że garstkę trawy zerwałem.
Źlem to uczynił, bo prawa nie miałem.?
?Łotr i złoczyńca!? ? wszyscy krzyknęli.
Wilk na trzy części kazanie podzieli,
Że winien osioł pójść na ofiarę.
Cały go naród lżył i przeklinał,
Że na nich ściągnął tak srogą karę.
Jeść cudzą trawę ? co za kryminał!
Zatem na osła padł wyrok śmierci:
Żywcem roztargać na ćwierci.
(Przekład: Franciszek Kniaźnin)
 
Problem ?kozła ofiarnego? jest ciągle aktualny, nawet w systemach demokratycznych. Im większą zbrodnię popełnia się wobec niego, tym większą zbrodnię ? dla usprawiedliwienia morderców ? ?kozłowi ofiarnemu? się przypisuje.
 
2
 
LEIBNIZ O NIENAWIŚCI. G. W. Leibniz w Wyznaniu wiary filozofa (rozmowa teologa (T) z filozofem(F)) rozważa problem nienawiści. Obaj rozmówcy zgadzają się, że NIC NIE JEST BEZ RACJI. Teolog zwraca uwagę filozofowi, że w związku z tym ?splątany łańcuch trudności tutaj powstaje. Oto przykład: Judasz został potępiony? (Leibniz, s. 8). ?Jakaż to więc racja??(T) Filozof odpowiada: ?Myślę, że stan, w jakim umierał, mianowicie nienawiść do Boga, którą gorzał w chwili śmierci, a na której polega natura rozpaczy. To zaś wystarcza do potępienia? (Leibniz, s. 8). Każde, jak sądzę, nieposłuszeństwo wobec PANA zasługuje na potępienie; a któż może lubić PANA!? I dalej: ?a za nienawiścią do Boga, czyli istoty najszczęśliwszej, idzie ból największy, bo nienawiść polega na tym, że boleje z powodu szczęśliwości, podobnie jak miłość polega na radości z powodu szczęśliwości istoty umiłowanej, a zatem najbardziej boleje wtedy, gdy ta szczęśliwość jest największa. Największym bólem jest nieszczęście, czyli potępienie. Toteż kto umierając nienawidzi Boga, potępia samego siebie? (Leibniz, s. 8/9). A skąd ta nienawiść do Boga, czyli chęć szkodzenia Bogu?? F: A skąd by, jak nie z przekonania o złej woli, czyli nienawiści Boga do niego? Przedziwna tajemnica Opatrzności sprawiła bowiem, że Bóg szkodzi dopiero tym, dla których jest przedmiotem niewolniczego lęku i którzy bezpodstawnie uważają, że im będzie szkodzić; i przeciwnie: ktokolwiek niezachwianie wierzy, że jest wybrany, czyli miły Bogu, ten (ponieważ niezachwianie kocha Boga) czyni się wybranym? (Leibniz, s. 9). ?T: A dlaczego Judasz uwierzył, że Bóg mu źle życzy?

F: Ponieważ wiedział, że jest buntownikiem, uwierzył, że Bóg jest tyranem; ponieważ wiedział, że upadł, uwierzył, że Bóg mu nie przebaczy; ponieważ wiedział, że jest winien, uwierzył, że Bóg jest okrutny; ponieważ wiedział, że sam jest nieszczęśliwy, uwierzył, że Bóg jest niesprawiedliwy? (Leibniz, s.9). Każdy PAN jest tyran!
 
Judasz miał w sobie ducha pokuty, bo wiedział, kim jest, że jest grzesznikiem, czyli że zasługuje na karę ze strony Boga. Zgrzeszył, bo mógł zgrzeszyć (o tym zdecydował Bóg), a zdradził Mistrza (zgrzeszył), bo uważał (mniemał) to za dobro.
 
Na s. 38/39 F. jeszcze raz cytuje słowa o nienawiści do Boga w momencie umierania i kończy twierdzeniem, że słowa te uzasadniają ?wielkość nieszczęścia wielkością nienawiści, a wielkość nienawiści wielkością jej przedmiotu? ( Leibniz, s. 39). Ta, wielkość nieszczęścia jest zawsze miarą nienawiści! ?Jeśli ktoś potępia samego siebie przez nienawiść do Boga, to wskutek trwania, a co więcej, wzrastania nienawiści będzie powodował trwanie i wzrastanie swego potępienia? (Leibniz, s. 39). Potępienia przez PANA!!!
 
Dwa rodzaje ludzi (w państwie i w świecie): jedni ? zadowoleni ze swojego stanu, inni ? niezadowoleni, nieprzyjaźni temu stanowi. Nawet jeśli tym pierwszym się różne rzeczy nie udają, to mimo to (F.) ?nie kierują wskutek tego swojej nienawiści przeciwko stojącemu na przeszkodzie ich zamierzeniom ustrojowi państwa i nie zamierzają dokonywać przewrotu, tylko żyją sobie dalej w spokoju ducha, nie więcej przejmując się swoim niepowodzeniem, niż gdyby nie udało im się trafić w locie uciekającej muchy. To nader trafne rozróżnienie ?dobrych? i ?złych? obywateli należy zastosować w sposób jeszcze bardziej rygorystyczny również do tego powszechnego państwa, którego rządcą jest Bóg? ( Leibniz, s. 42), czyli PAN!
 
?W świecie zatem żadne niezadowolenie nie jest nigdy słuszne, żadne poruszenie duszy wytrącające ją ze stanu spokoju nie jest wolne od winy?(Leibniz, s. 42).
 
?T.: Jeśli taka jest nasza filozofia, to nie godzi się nam zgoła trudzić nad tym, aby poprawić cokolwiek.

F.: Przeciwnie, nie tylko godzi się i jest słuszne, ale także konieczne; w przeciwnym razie będziemy musieli wrócić do ?sofizmatu lenistwa?, któryśmy już przedtem odrzucili. [...] A więc miłujący Boga powinien być zadowolony z przeszłości, a przyszłość starać się czynić jak najlepszą. Kto takie ma usposobienie, ten dopiero osiągnął spokój wewnętrzny, tak usilnie zalecany przez poważnych filozofów, oraz zdał się na Boga, co równie usilnie zalecają teologowie mistycy. Kto zaś myśli inaczej, ten, cokolwiek by miał na ustach ? wiarę, miłość, Boga, bliźniego ? ani nie zna Boga, o którym nie wie, że jest najwyższą racją wszystkiego, ani go nie kocha. Nikt, kto nie zna Boga, nie może go należycie miłować, może go jednak nienawidzić. Nienawidzi więc Boga ten, kto chce, aby natura, rzeczy, świat, wszystko to, co obecne, było inne: innego Boga pragnie. Kto umiera niezadowolony, umiera nienawidząc Boga; i jakby staczając się w dół, idzie już dalej tą drogą, na którą wkroczył...? (Leibniz, s. 44/45).
 
A do tego, co dotąd powiedziałem, dołączę jeszcze ideę ojczyzny i patriotyzmu, które, na pierwszy rzut oka, tak pozytywnie brzmią. A przecież niechęć do sąsiadów, niekiedy nawet nienawiść wobec nich (gdy zagrażają ojczyźnie!), jest istotną częścią idei ojczyzny i patriotyzmu. Wszak nie bez racji Ernest Renan napisał o istocie spójności narodowej: ?naród to społeczeństwo zjednoczone przez złudzenia o własnych przodkach i wspólną nienawiść do sąsiadów?(podkr. ? ZC). Dodam do tego jeszcze, że bardzo doniosłą rolę w kształtowaniu pojęcia narodu (także jego uczuciowej treści) odegrały w wiekach nowożytnej historii wojny narodowe, a wszak wojny, jak wiadomo, to ostre ścieranie się ze sobą postaw wynikających z nienawiści.
 
Nawet gdy Adam Mickiewicza pisze i woła:

Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie.
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie
Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.

to jego (a w każdym razie czytelników) tęsknota nie jest tylko tęsknotą, jest też żalem, pretensją, a nawet nienawiścią do tych, co ojczyzny Polaków (czy kogokolwiek!) pozbawili.
 
3
 
Leszek KOŁAKOWSKI O NIENAWIŚCI: Kołakowski traktuje swoje uwagi jako uwagi ?abstrakcyjne o zjawisku nienawiści?. Świat bez nienawiści ?jest wart pożądania?. Wszyscy się na takie hasło godzą, a to znaczy, że hasło to bez bliższych wyjaśnień ?niewielką ma wartość?. Chodzi, wedle Kołakowskiego, o konflikty i o walki bez nienawiści!
 
Moje w tej sprawie uwagi: Owszem, są/bywają konflikty i walki bez nienawiści, ale nie wszelkie konflikty i nie wszelkie walki. Przecież istotnym motywem zabijania była, jest i będzie nie tylko NIENAWIŚĆ, ale także MIŁOŚĆ. Ileż ludzi zabito w dziejach z miłości, z miłości do ojczyzny, do swojego plemienia, do swojej religii, do swojego Boga, do Chrystusa,.... Istotną rzeczą jest tutaj to, że uczucia ludzkie nie są podobne do przewodów elektrycznych, które są od siebie odizolowane. Ludzkie uczucia nie są od siebie odizolowane, są kłębowiskiem wzajemnie się przenikających ?przewodów?, albo lepiej: są różnobarwnymi cieczami w morzu, które się ciągle ze sobą mieszają!
 
Spinoza: ?nienawiść nigdy nie może być dobra?. Do tego dodałbym: miłość też nie zawsze jest dobra! Ale zarówno nienawiść (agresja: bez agresji nie ma bezpieczeństwa, a więc i życia) jak i miłość bywają dobre, nawet wspaniałe; K. Lorenz: ?Tak zwane zło?! Zasady, które są ekstraktem tego, co najlepsze, co nieodzowne:
1) nie istnieje prawo do nienawiści;
2) nonsensem jest twierdzenie, że ktoś zasługuje na nienawiść;
3) jest w naszej mocy żyć bez nienawiści;
4) można walczyć bez nienawiści;
5) każde uprawnienie przestaje być uprawnieniem, gdy jest spełniane przez nienawiść.

Argumenty przeciwko tym zasadom:
1) nienawiść to zjawisko naturalne, zatem nieuchronne w pewnych warunkach, np. wielkiego zróżnicowania społecznego;
2) nienawiść jest skuteczna w walce, zatem skuteczna także w walce o sprawiedliwość;
3) nienawiść jest moralnie usprawiedliwiona, bo istnieją ludzie i rzeczy godne nienawiści, godne zwalczania.

Odpowiedzi Kołakowskiego na te argumenty:

1) Nawet jeśli nienawiść jest naturalna, to nie znaczy to, że nikt nie jest w stanie żyć bez nienawiści (bywali i bywają tacy ludzie); po drugie, nawet jeśli nienawiść jest zjawiskiem naturalnym, to nie ma to znaczenia dla moralnej ? negatywnie! ? oceny nienawiści; wszystkie nakazy moralne są przeciwne naturze. Nawet jeśli zła się ze świata wykorzenić nie da, to fakt ten NIE USPRAWIEDLIWIA nienawiści w nas, we mnie. ?Zło na świecie być musi, ale biada temu, przez którego przychodzi ? również to spostrzeżenie należy do najtrwalszych cegieł w budowli cywilizacji chrześcijańskiej. Bez niego, to znaczy bez przekonania, że żadna statystyka zła nie uniewinnia zła we mnie, pojęcie odpowiedzialności byłoby próżne i zbędne.?
 
Nie możemy, wedle Kołakowskiego, oczekiwać, że ofiary nie będą nienawidziły swoich katów, ?czegoś takiego oczekiwać nie możemy?, ale z tego faktu nie płynie pewność, że mamy moralne prawo do nienawiści. ?Otóż wydaje się, że ściśle biorąc, na nienawiść niepodobna zasłużyć tak samo jak na miłość. Ani jedna, ani druga nie dają się wyprowadzić z reguł sprawiedliwości. Zasłużyć na cokolwiek można tylko mocą prawa, ale żadne prawo nie może żądać, narzucać, albo wymuszać miłości: a więc nienawiści również nie. Jedna i druga dawane są darmo, bez podstaw prawnych.?
 
Sądzę, że bez podstaw prawnych, może tak, ale to nie znaczy DARMO!
 
Są, zdaniem Kołakowskiego, ?z pewnością ludzkie urządzenia, instytucje, ruchy, systemy polityczne, opinie, może i ludzie zasługujący na zniszczenie. Nienawiść jednak nie jest tożsama z pragnieniem zniszczenia, a tym mniej z przekonaniem, że coś na zniszczenie zasługuje. Nienawiść nasza zwraca się przeciw ludziom i grupom ludzkim, przeciw narodom, rasom, klasom, partiom, przeciw bogatym albo biednym, przeciw czarnym albo białym ? nie przeciwko abstraktom, jak systemy polityczne i opinie. Odium peccati, nienawiść do grzechu, to metafora: można nienawidzić tylko grzeszników, w tym, być może, nas samych.
 
Nienawiść to więcej niż dążenie do zniszczenia. Podobnie jak miłość zawiera ona pewien rodzaj nieskończoności, nienasycenie. Nie dąży po prostu do zniszczenia, ale do nieustającego cierpienia, równa się przeto pragnieniu zostania diabłem, a natura diabła na tym właśnie polega, iż nie może zaznać nasycenia w dziele niszczenia.?
 
Sądzę, że tak, to natura diabła, albo natura Boga, który według św. Augustyna (De civitate Dei) potrzebuje wiecznie dręczyć w piekle grzeszników!
 
2) Czy nienawiść może być skuteczna w służbie dobrej sprawy, czy zatem może być święta? ?NIE? Dlaczego totalitaryzmy potrzebują nienawiści?
 
Nienawiści potrzebowała większość ludzkich dziejów, co się utrwaliło w kulturach religijnych. Wszak przez przytłaczającą większość ludzkich dziejów na świecie panowały totalitaryzmy!
 
Kołakowski: ?zapotrzebowanie na nienawiść wyjaśnia się tym, że niszczy ona wewnętrznie tych, co nienawidzą, że czyni ich bezbronnymi wobec państwa, że równa się duchowemu samobójstwu, samozniszczeniu, a przez to wydziera korzenie solidarności również między tymi, co nienawidzą.? Na przykład NIENAWIŚĆ do ludzkiej/naszej GRZESZNOŚCI (Jean Delumeau: ?Grzech i strach?).
 
?Wyrażenie ?ślepa nienawiść? jest pleonastyczne ? nie ma innej.? Pochłania ona całą osobowość człowieka (podobnie jak miłość). Jest pozorem osobowej integracji. Żaden totalitaryzm nie obywa się bez nienawiści. ?Ponieważ czysta negatywność nienawiści unieruchamia wszelkie porozumienie ludzkie, rozkłada ona wewnętrzną spoistość osobową i jest dlatego niezastąpiona jako sposób duchowego rozbrajania ludzi. Nasza integracja wewnętrzna dochodzi do skutku w porozumieniu z innymi, w zaufaniu i przyjaźni, nigdy w skierowanej ku sobie, w sobie monadycznie zamkniętej próżni ?Ja?. Wszystko przeżerająca energia nienawiści udaremnia wszelkie porozumienie i przez to rozkłada mnie duchowo wcześniej, nim jestem zdolny rozbić ?mojego? wroga.?
 
Uważam, że L. Kołakowski nazbyt współcześnie rzecz traktuje. Przez wiele wiele tysiącleci istniały we wspólnotach ludzkich tylko i wyłącznie struktury TOTALITARNE, plemienne, oparte na nienawiści/?nienawiści? do plemion innych, a ich przesłanką była MIŁOŚĆ (?MIŁOŚĆ??) DO SWOJEJ WSPÓLNOTY, DO SWOJEGO WŁADCY, DO SWOJEGO BOGA CZY SWOICH BOGÓW. Dlaczego ?nienawiść?, bowiem w tamtych czasach innoplemieńców zabijano ? chyba? ? bez nienawiści, bez emocji w ogóle, z radością, z miłości do SWOICH WARTOŚCI! z radością, z miłości do SWOICH WARTOŚCI! Tak przecież też było w ?chrześcijańskim? średniowieczu, zwłaszcza w stosunkach ludzi do osób i wspólnot innych ? WROGICH ? wyznań, których zabijano z miłości do Chrystusa.
 
TOTALITARYZM, powiada Kołakowski, potrzebuje nienawiści żeby trzymać w podporządkowaniu ?swoich?, by ich duchowo spustoszyć. To prawda, tak było w ?chrześcijańskim? średniowieczu, o czym pisze wspominany Jean Delumeau (Grzech i strach); tak też było za stalinizmu i hitleryzmu, tak też było z kolonializmem. Miłość prawdziwa czyni nas bezkrytycznymi wobec niej/jego! ?Kiedy nienawidzimy prawdziwie, jesteśmy bezkrytyczni zarówno względem nas samych, jak względem tego, czego nienawidzimy, albowiem być krytycznym to umieć różnicować, a nienawiść odbiera nam wszelką zdolność do różnicowania. Przeciwstawia naszą totalnie bezwarunkową słuszność równie totalnej, bezwarunkowej i nieuleczalnej nikczemności innych.? Nie ma solidarności w nienawiści, nie ma przyjaźni ze względu na wspólnego wroga.
 
?Bynajmniej tak być nie musi, że bez nienawiści jesteśmy w walce bezsilni; siła w walce mniej z własnej nienawiści pochodzi, a bardziej z tchórzostwa przeciwnika. Nasze tchórzostwo jest też naszym wrogiem głównym, a wyrzec się nienawiści i fanatyzmu nie znaczy wcale wycofać się z placu boju. Możliwe, że wielu z nas nie potrafi inaczej własnego tchórzostwa pokonać, jak przez fanatyzm i zaślepienie. Jeśli jednak wyciągamy stąd wniosek, że trzeba mobilizować nienawiść do skutecznej walki, natychmiast prawomocność tej walki stawiamy pod znakiem zapytania.?
 
A ja sądzę inaczej niż L. Kołakowski. WALKA, a zwłaszcza jej radykalne formy (walka przez zabijanie!), jest zawsze związana z nienawiścią! Chyba nie zawsze, bardzo często bywała ona i bywa MIŁOŚCIĄ/RADOŚCIĄ! A była motywowana przez ILORAZ MIŁOŚCI I NIENAWIŚCI, MIŁOŚCI DO najczęściej MIŁOŚCI I NIENAWIŚCI, MIŁOŚCI DO SWOICH I NIENAWIŚCI DO WROGÓW.
 
?Wychowanie do demokracji to wychowanie do godności, to zaś zakłada nieoddzielnie jedno i drugie: gotowość do walki i wolność od nienawiści. Swoboda od nienawiści, osiągana przez ucieczkę od konfliktów, to cnota pozorna, niczym czystość kastrata. Wszystkim konfliktom ludzkim właściwy jest wszelako mechanizm samo-napędowy i samo-wzmacniający: nic bardziej zwyczajnego i trywialnego aniżeli nieznaczący w sobie konflikt, który przeradza się we wrogość śmiertelną, ponieważ sposób jego rozwiązywania stwarza nowe i coraz ostrzejsze konflikty. Duch koncyliacyjny i gotowość do kompromisu bez tchórzostwa i bez konformizmu, zdolność do usuwania nadmiaru wrogości bez czynienia ustępstw w tym, co się uważa za jądro sprawy, jest to sztuka, która z pewnością nikomu bez trudu nie przychodzi jako dar naturalny. Od naszej umiejętności przyswajania sobie tej sztuki zależy wszelako los demokratycznego ładu na świecie.?
 
Ta formuła, moim zdaniem, dotyczy maleńkiego fragmentu świata. Dotyczy ona maleńkiego czasu (ostatnich 4 wieków w dziejach ?Zachodu?). Wszak, powtarzam, przytłaczająca część ludzkich dziejów, to dzieje nie demokracji, a dzieje PANOWANIA, PODDAŃSTWA, POSŁUSZEŃSTWA I ZABIJANIA Z RADOŚCI, Z MIŁOŚCI (NP. Z MIŁOŚCI DO WŁASNEGO PLEMIENIA, DO PANA BOGA, DO CHRYSTUSA, DO WŁASNEGO NARODU)!
 
?Doszczętne zepsucie natury ludzkiej czyni ją diabelską i godną nienawiści, a potrzeba trzymania w ryzach zewnętrznej grzeszności dopuszcza wszystkie środki.?
 
Nie tyle, jak sądzę, i nie tylko diabelską, ale i BOSKĄ, wszak w imię MIŁOŚCI BOŻEJ zabito chyba więcej ludzi niż z inspiracji diabelskiej.
 
Najważniejszy według Kołakowskiego nakaz to: ?Walka bez nienawiści, duch pojednawczy bez ustępstw co do istoty sprawy?!
 
Leszek Kołakowski w latach 70. marzył o tym, aby ludzie rozstrzygali swoje konflikty i walki bez nienawiści. Owszem, sądzę, że są/bywają konflikty i walki bez nienawiści (np. walka sportowa), ale nie wszelkie konflikty i nie wszelkie walki mogą przebiegać bez nienawiści. Ale dodajmy ważną rzecz: przecież istotnym motywem zabijania była, jest i pewnie długo jeszcze będzie nie tylko nienawiść, ale także MIŁOŚĆ. Ileż ludzi zabito w dziejach nie ale także MIŁOŚĆ. Ileż ludzi zabito w dziejach z miłości, z miłości do ojczyzny, do swojego plemienia, do swojej religii, do swojego Boga, do Chrystusa,... Motywowani taką miłością ludzie zabijali wrogów swojej ojczyzny, swojego plemienia, swojej religii i swojego Boga. Przekonanie Spinozy, że ?nienawiść nigdy nie może być dobra? należało by nieco złagodzić, przyjmując, że nienawiść nie zawsze jest dobra. Gdy nienawiść motywuje agresję wobec zagrożeń, to chyba wtedy jest ona pozytywna. Tak mi się wydaje. A co z miłością? Tak samo, miłość nie zawsze ludzi łączy; bardzo często ich dzieli i motywuje ich wzajemne zabijanie się. Ważny dodatek: uczucia ludzkie zawsze mają swoją przedmiotowość, swoje przedmiotowe odniesienie ? realne lub zastępcze. Tak też jest z miłością, która rośnie wobec pewnych przedmiotów/wartości (własnego plemienia, ojczyzny, własnego Boga) w miarę, jak wobec innych przedmiotów/wartości rośnie nienawiść (innego (wrogiego) plemienia, kraju agresora, cudzej religii, cudzego Boga/boga,...).
 
ALE, ja uważam, że nienawiść, zło nie jest ?we mnie?, ono jest między mną a innymi ludźmi, w moim zachowaniu się wobec innych oraz w zachowaniu innych wobec mnie i nas.
 
4
 
TU MUSZĘ ZACYTOWAĆ niezwykle wrażliwego moralnie pisarza i uczonego z XVII wieku, a mianowicie Błażeja Pascala, który wiąże ze sobą przeciwstawne uczucia, a mianowicie miłość i nienawiść, pisząc: ?Iż tak jak prawdy chrześcijańskie godne są miłości i szacunku, tak znowuż przeciwne im błędy godne są wzgardy i nienawiści? (Pascal, s. 130).
 
Do tego jeszcze coś dodam, a mianowicie opinię księdza Ignacego Choraszewskiego, którą referuje Mirosław Czech. Otóż Choraszewski w 1934 roku w piśmie ?Pro Christo? piętnował Żydów, sądząc (słowa Czecha), że ?Żydzi nie zwyciężą, jeśli tylko prawdziwej miłości towarzyszyć będzie prawdziwa nienawiść. Aby prawdziwie kochać, trzeba prawdziwie nienawidzić? (Czech, s. 23). I jeszcze analogiczna myśl o miłości jako motywacji zbrodni: ?W ciągu wieków w imię miłości popełniono najwięcej okrucieństw, torturowano, mordowano i prześladowano. W imię miłości jedne narody atakowały drugie, rodziny napadały na rodziny, pragnąc narzucić innym siłą własną interpretację tego słowa, w przekonaniu, że reakcja jest po ich stronie. Owa ?racja? oczywiście oznaczała, że wszyscy inni jej nie maja. Wzmocniona maczugą, toporem, mieczem, strzałą, a w końcu karabinem i bombą, miłość była usprawiedliwieniem każdego działania tych, którzy mają rację, przeciwko tym, którzy jej nie mają? (Silva, Goldman, s. 27).
 
O złożoności uczucia miłości wspomina także Ernest Renan: ?Jak popęd miłosny, który niekiedy najlichszego człowieka dźwiga wysoko nad codzienność, ale też często strąca go w otchłań barbarzyństwa i zbrodni,...? (Renan, s. 33). Odwołam się jeszcze do Jeana Delumeau, który zwraca uwagę na trwogę przez Bożym sądem: ?Przez nerwicę poczucia winy rozumianej tutaj [jako] religijną i patologiczną dewiację chrystianizmu, która ogniskuje swoje posłanie na przypominaniu o grzechu i która zawęża siebie do narzędzia walki z grzechem? (Delumeau, s. 428). Ta obsesja wciągała, wpychała człowieka w walkę z samym sobą jako z grzesznikiem. Człowiek pogrążą się ?w nieustającym rachunku sumienia, posuwa się do eskalacji umartwień, skupia swoje wewnętrzne spojrzenie na myśli o śmierci? (Ibd.). I wreszcie ważna konkluzja Delumeau: ?U podłoża tego zaostrzonego poczucia winy psychiatra dopatruje się stłumienia agresji.?
 
Sławne wyjaśnienie podane przez Freuda nie straciło na ważności. Sumienie obciążone poczuciem winy ? uważał on ? kształtuje się poprzez zwrócenie przeciwko sobie agresywności normalnie skierowanej na zewnątrz i przeżywanej jako niszczenie więzi miłości i przyjaźni (Kultura jako źródło cierpień). Otóż w ciągu wieków, ale szczególnie w okresie reformy katolickiej i w najbardziej religijnych środowiskach, zbytnie rygorystyczna formacja obciążała nadmierną winą i raniła konieczną agresywność albo, jeśli kto woli, ?popęd do panowania?, który odgrywa zasadniczą rolę, jeśli chodzi o rozkwit całego zakresu ludzkiej działalności. Stłumienie agresywności, wtórując stłumieniu w dziedzinie seksualnej i zaostrzając je, wyniosło ponad rozsądne granice bierne cnoty posłuszeństwa i pokory. Stąd zwrócenie się jednocześnie przeciwko sobie ? nieczyste sumienie i choroba skrupułu ? i przeciwko grzesznikom (Delumeau, s. 428/429). Bóg w tej kulturze i w tej wierze jest tak dramatycznie rozdwojony ? sprawiedliwy i surowy, nawet okrutny i jednocześnie miłosierny, zatem dwa przeciwstawne uczucia wobec Niego: ?stłumiona, ale obecna nienawiść do Prześladowcy, i wzniosłe afirmowana miłość? (Delumeau, s. 429).
 
Oto ilustracja tej dziwnej dwoistości uczuć wobec Boga, ilustracja wzięta od św. Franciszka Salezego: ?(Trzeba) adorować, miłować i chwalić na zawsze mściwą i karzącą sprawiedliwość naszego Boga... i z taką samą rozkoszą jako szacunek całować prawą dłoń Jego miłosierdzia i lewą sprawiedliwości (Delumeau, s. 429).
 
PAN JEST ZAWSZE OKRUTNY: ?KYRIE ELEJSON? (PANIE ZLITUJ SIE)!
 
Literatura:
Czech M.: We krwi mają nienawiść do chrześcijaństwa, ?Gazeta Wyborcza? z 2?3 lutego 2008, ss. 22?24.
Delumeau J.: Grzech i strach. Poczucie winy w kulturze Zachodu XIII?XVIII w., przeł. Adam Szymanowski, Instytut Wyd. PAX, Oficyna Wydawnicza Volumen, Warszawa 1994.
Głowiński M.: Retoryka NIENAWIŚCI, Gazeta Wyborcza, 14?15/11/2009. s. 24?25.
Kołakowski L.: Wychowanie do nienawiści, wychowanie do godności. Przemówienie z okazji przyznania nagrody księgarzy niemieckich, rok. 1977. ?Gazeta Wyborcza?, sobota?niedziela, 20?21 października 2007, ss. 32?33.
Leibniz G.W.: Wyznanie wiary filozofa. Rozprawa metafizyczna. Monadologia. Zasady natury i łaski oraz inne pisma filozoficzne, przełożyli Stanisław Ciechowicz, Juliusz Domański, Henryk Krzeczkowski, Henryk Moese, PWN, Warszawa 1969.
Pascal Blaise: Prowincjałki, przeł. Tadeusz Boy-Żeleński, Wydawnictwo Zielona Sowa, Kraków 2003.
Renan Ernest: ŻYWOT JEZUSA, przekład Andrzeja Niemojewskiego, Wydawnictwo Łódzkie 1991.
Silva J., Goldman B.: Dynamiczna kontrola umysłu metodą Silvy, przekład Ewa Różalska, Wydawnictwo ?Ravi?, Łódź 1998.
 
Autor jest profesorem filozofii, od wielu lat związany z UMCS w Lublinie, jest członkiem zespołu redakcji RH
 

Res Humana nr 5/2010, s. 8-14