Kameleon, kameleonizm
Autor: Czesław Matusewicz
Tytuł niniejszego artykułu być może zapowiada niektórym Czytelnikom opis nie lada atrakcyjnego zjawiska przyrodniczego ze strefy subtropikalnej. I byłoby to naturalne, bowiem pojawianie się czegoś nowego, a zwłaszcza nowego życia w formie u nas niedostępnej oglądowi, zawsze fascynowało ciekawskich, lubiących „niecodzienność”. Tym bardziej, że towarzyszy jej niebywała sztuczka zmiany wyglądu. Mach, ciach i jestem już inny niż wczoraj, przed godziną a nawet przed minutą... Iluż to rodaków chętnie oddałoby majątek za taką umiejętność! Zapewniam jednak Szanownego Czytelnika, że w przedkładanym opisie nie będzie żadnych, „biopochodnych” widoków i to z zasadniczego powodu: absolutnej niekompetencji piszącego te słowa zarówno w dziedzinie wiedzy o gwiazdozbiorach jak i rozmnażaniu jaszczurkowatych.

To niepozorne zwierzątko, o ładnie brzmiącej nazwie „kameleon”, zaistniało także w świecie społecznym i sferze kultury. Zdolność zmiany ubarwienia skóry niejako na zawołanie, swoista mimikra stała się symbolem oportunistycznych zachowań ludzkich i dała nazwę fenomenu. No właśnie! Występuje zjawisko, ale nie zostało ono wystarczająco rozpoznane, nie jesteśmy pewni tego czy dotyczy ono tylko zachowań, czy też ogarnia tzw. głębsze warstwy osobowości, wartości, przekonań, tożsamości jednostkowej i innych, i to jest problem do rozważenia.
Kameleon w ujęciu psychobiologii
„Człowiek, istota społeczna” jest dewizą znaną od czasów Arystotelesa. Jednak bez ryzyka popełnienia poważnego błędu możemy stwierdzić, że od dawna znamy sformułowanie, natomiast treść w nim zawarta była różnie rozumiana (jeżeli była) i odkrywana zależnie od potrzeb poznawczych przedstawicieli poszczególnych nurtów myśli ludzkiej. Ostatnio znaczące, nowatorskie propozycje wypracowali przedstawiciele psychologii społecznej o orientacji ewolucyjnej.
Wprowadzili oni pojęcie „najwyższy stopień uspołecznienia” (D. Campbell) opisując w ten sposób umiejętności naszych praprzodków grupowego zdobywania pokarmu, dzielenia się nim z potrzebującymi w obrębie swojej grupy i wspólnej – w razie konieczności – obrony zajmowanego terytorium.
Życie w grupie zapewniało przewagę w walce o przetrwanie nad jednostkowym trybem egzystencji, gdyż eliminowało m.in. zagrożenia wynikające z niepowodzeń jednostkowych.
Najważniejsze jest jednak to, że przez wieki życia we wspólnocie ukształtowała się grupowa mentalność, utrwaliły się zasady ułatwiające funkcjonowanie i przetrwanie grupy. Zdaniem słynnego W.D. Hamiltona owe utrwalenie dokonało się na poziomie genów i one powodują preferencyjne zachowania nas wszystkich wobec osób bliskich (słynna teoria doboru krewniaczego), a także występujące w różnych kulturach respektowanie niektórych reguł (zasad) współżycia zbiorowego, np. reguły wzajemności. Równie sławny A. W. Gouldner powiada, że występuje ona we wszystkich społeczeństwach i u niektórych, żyjących w stadach, zwierząt. U Indian północno-zachodniej części Ameryki płn., np. Kwakiutlów, nawet przybrała ona monstrualną formę w postaci potlaczu.
Naruszenie reguły wzajemności, a tym samym podważenie zaufania, jest szczególnie silnie potępiane i karane. Można o tym przekonać się analizując nasze nastawienie wobec złodziei, oszustów, zdrajców, obłudników, krętaczy, notorycznych kłamców, polityków itp. Szczególnie mocno potępiamy takie zachowania w przypadkach jaskrawego naruszenie zaufania, np. okradanie dzieci, osób niewidomych lub niepełnosprawnych.
Zgodnie z przedstawionym punktem widzenie jednostki uległe, „posłuszne” wobec norm ułatwiających współżycie grupowe winny być aprobowane i popierane, natomiast nie przestrzegające winne być odrzucane albo karane. I tak jest rzeczywiście, a psychologowie zgromadzili mnóstwo dowodów empirycznych potwierdzających tę tezę. Miałoby to znaczyć, że zachowania ludzi, zgodne z oczekiwaniami grupy wynikają z naszej natury biologicznej, są wrodzone, a co za tym idzie – powszechnie akceptowane. Za tym punktem widzenia przemawia również dziedziczna zdolność naśladowania, występująca powszechnie w świecie zwierząt stadnych i ludzi różnych kultur. Niemniej, ten punkt widzenia jest jednostronny, nie uwzględnia bowiem zjawiska zachowań przeciwdziałających presji grupy i – co najważniejsze – podważa sens kulturowego doskonalenia człowieka.
W przyrodzie (i społeczeństwie również) niekiedy występują krańcowe formy określonego fenomenu. Odnosi się to także do tego, co nazywamy kameleonem. Najbardziej jego radykalna, patologiczna forma przybrała postać efektu Zeliga. Jego nazwa została zapożyczona od nazwiska bohatera filmu Woody Allena, a istota zaburzenia polega na niemożliwości ukształtowania i trwałego określenia tożsamości osobniczej, wynikająca z wadliwego funkcjonowania lub uszkodzenia płatów czołowych mózgu. Osobnik taki jest krańcowo zależny od środowiska: w kuchni staje się kucharzem, w biurze projektów projektantem, wśród Chińczyków Chińczykiem itp. Procesy zachodzące w mózgu takiego człowieka nie mogą wytworzyć poczucia tożsamości i systemu regulacji autonomicznej. Efekt ten wskazuje pośrednio na istnienie wrodzonego mechanizmu regulującego granice niekorzystnego naśladownictwa.
Kameleon jako zjawisko społeczne
Podobną objawowo formę kameleona spotykamy u ludzi, przynajmniej pozornie zdrowych i uspołecznionych. Taki przypadek mężczyzny imienia Frank został wnikliwie opisany przez amerykańskiego psychologa, R. Cialdiniego. Syn biznesmena, Frank, po bankructwie ojca nie pogodził się z rolą ubogiego chłopca, uciekł z domu i przez kolejne dwadzieścia lat przeobrażał się wielokrotnie w jakąś postać znaczącą. Był studentem seminarium duchownego, nauczycielem języka francuskiego, dziekanem wydziału filozofii, wykładowcą prawa w collegu, chirurgiem wojskowym w czasie wojny koreańskiej (!), dozorcą więziennym, pastorem. Szokujące jest to, że pełniąc tak różnorodne funkcje nie popełniał istotnych błędów a był demaskowany dzięki niekorzystnym zbiegom okoliczności. Po zdemaskowaniu nie zgłaszali się poszkodowani, wręcz odwrotnie – wyrażano mu wdzięczność za to, co dotychczas robił. Nawet ranni żołnierze byli mu wdzięczni za okazaną pomoc.
Jak to było możliwe, że człowiek nawet bez średniego wykształcenia przez szereg lat funkcjonował względnie poprawnie w tak różnych rolach? Okazało się, że miał on nieprzeciętną zdolność naśladowania i udawania kogoś, kim nie był. Rozumiał i doceniał znaczenie pozorów w życiu społecznym. Stosował przy tym skuteczną taktykę autoprezentacji: mówił innym zawsze to, co chcieli usłyszeć.
A finał? Po odbyciu kary za oszustwa, już jako stateczny pastor zeznał odpytującego go psychologa, że „Za każdym razem, gdy przyjmuję nową tożsamość, jakaś część prawdziwego mnie umiera”. Co więcej w końcowych wcieleniach zaczynał się gubić, nie wiedział jak reagować w danej, konkretnej sytuacji.
Podobne objawy obserwowano także u ludzi funkcjonujących w wielu rolach życiowych, w tym aktorów. Szczególnie wyraźnie wystąpiły one u szpiegów, zwłaszcza agentów wielostronnych, okolicznościowo zmuszanych do bycia kimś innym w określonej sytuacji. A ten wątek, z kolei, świadczy o społeczno-psychicznym uwarunkowaniu właściwości kameleona. Doświadczenia życiowe czynią psychikę tych osób niezmiernie elastyczną, bujnie rozwijają zdolności adaptacyjne.
Jak, zatem, przedstawia się sprawa kameleona? Z jednej jest strony jest to osobnik stwarzający pozór najwyższego uspołecznienia („Jestem taki, jakiego sobie życzycie”), a z drugiej krańcowo zmienny (chorągiewka na dachu), nieprzewidywalny, nie budzący przeto zaufania. Ze względu na upodobnianie się do innych zyskuje sympatie (ludzie lubią podobnych do siebie), natomiast wybujała zmienność zazwyczaj zraża i odrzuca (w naszej kulturze oceny zmienności są zróżnicowane: aprobujemy giętkość trzciny, potępiamy chorągiewkę na wietrze). Samo określenie „kameleon” ma konotację negatywną, a jednocześnie ludzie podziwiają kameleonów z powodu skuteczności działania (badania własne).
Sprzeczne lub niejednolite oceny wynikają zazwyczaj ze złożoności obiektu ocenianego. Przypuszczalnie to samo dotyczy kameleona. Różne, zazwyczaj fragmentaryczne charakterystyki spotykane w pracach psychologów i socjologów skłaniają do rozróżnienia kilku typów osobowości o tych właściwościach. Pomijam tu te odmiany, które są uwarunkowane neurofizjologicznie, np. tzw. osobowością mnogą (słynny przypadek Białej i Czarnej Ewy lub literacki dr Jekylle i mr Hyde), procesy zmiany osobowości przebiegają w takich przypadkach poza świadomością osobnika i nie podlegają regulacji społecznej, pozostającej w centrum zainteresowania piszącego te słowa.
Poza sferą uwagi pozostają również konfabulanci i mitomani, zachowania których bywają czasami bardzo podobne do przejawianego przez „kameleonów”, ale zazwyczaj sprowadza się ono do ozdabiania „fasady”, przesadnym wychwalaniu jednostki przy zachowaniu jej podstawowych cech osobowości. Niekiedy takie zachowania mają charakter żartobliwy, z przymrużeniem oka, nastawione na przeciwdziałanie nudzie dnia codziennego.
Zajmę się natomiast takimi przypadkami, które ujawniają zmiany systemu orientacji życiowej, zarówno na poziomie zachowań jak i odczuwania.
Psychologia kameleona
Czasami kameleona charakteryzuje „pustka wewnętrzna”, osobnik taki nie przyjął (nie zinterioryzował) żadnego systemu wartości. W konsekwencji tego stał się obojętny wobec swego otoczenia, wszelkich form jego funkcjonowania. Emocje społeczne i tzw. wyższe są mu obojętne, dokładniej: nie wzbudzają doznań, odczuwa jedynie podstawowe, tzn. ból, strach, gniew. W sytuacji nie budzącej tych emocji może angażować się w dowolną formę aktywności w dowolnym układzie społecznym. Równie dobrze może funkcjonować jako aktywista systemu totalitarnego, jak i obrońca demokracji.
Jest on zewnątrz sterownym, cele, zainteresowania, upodobania, nie są motywami jego postępowania. Kieruje się stymulacją, podnietami, pobudkami. O jego drodze życiowej decydują inni, ktoś polecił mu szkołę, ktoś wybrał kierunek studiów, a jeszcze ktoś zaproponował miejsce pracy.
W stabilnej sytuacji społecznej zachowanie takich ludzi nie odbiega jaskrawo od normy, ujawniają się oni wyraźnie w trakcie wszelkich przemian, zaczynając od rodzinnych a na zawieruchach rewolucyjnych kończąc.
Nawiasem mówiąc to oni głównie stanowią grupy drugiego rzutu rewolucji, tych, którzy „pożerają” ideowych inicjatorów zrywów społecznych. Egoistycznie zorientowani dają się łatwo manipulować mniej lub bardziej radykalnym demagogom i bez oporów moralnych idą pod barwą nowego sztandaru skutecznie realizując „nowe” w imię interesu własnego. Pięknie to pokazał Borys Pasternak w powieści Doktor Żywago. I nie jest to tylko właściwość życia porewolucyjnej Rosji, bowiem podobny fenomen pojawił się także po Wielkiej Rewolucji Francuskiej i naszej bezkrwawej rewolucji solidarnościowej.
Kameleonami bywają także ludzie o labilnej tożsamości. Dążą oni do określonych celów, mają swoje upodobania i zamiłowania, ich osobowość funkcjonuje jako centralny system sterowania zachowaniem, jednak różnią się od tzw. człowieka przeciętnego tym, że często, a nawet bardzo często, zmieniają owe cele, upodobania i zamiłowania. Podjęta z wyboru praca po paru dniach zaczyna ich nudzić, poznana wieczorem dziewczyna nazajutrz wygląda nieatrakcyjnie itp.
Niekiedy tak się zachowują ludzie z towarzystwa, wykształceni i inteligentni, o dobrze rozwiniętej wyobraźni, „mają fantazję” są przeto atrakcyjnymi biesiadnikami i partnerami zabaw. Przyjaciel Eleonory Roosevelt, zapraszając ją na kolację, narzekał „...nigdy nie można być pewnym, kogo ze sobą przyprowadzi – Murzyna, Żyda, lesbijkę w szortach czy młodego, nieokrzesanego komunistę” Mimo tej niestabilności Pani Roosevelt imponowała elegancją zachowania, wnosiła „jasność w otoczeniu”, była powszechnie lubianą.
Inaczej postrzegamy i oceniamy ludzi o podobnych do wyżej przedstawionych właściwości osobowościowych, którym brakuje sprawności wykonawczych. Niedostatek wiedzy, ubóstwo form ekspresji powodują, że ich zmienność odbieramy jako kaprysy lub dziwactwa osoby niedojrzałej, nieprzystosowanej społecznie. Takie jednostki, oczywiście, trudno obdarzać sympatią.
„Kameoloni” o labilnej tożsamości z reguły kierują się motywami autoprezentacyjnymi. Nie korzyści osobiste lecz pragnienie wywierania dobrego wrażenia na innych determinują ich zachowania. Bardzo pragną być kimś innym niż są.
Kolejna, trzecia odmiana „kameleona” ujawnia się w sytuacjach zagrożenia Ja osobniczego. Ludzie tego typu mają ukształtowany system wartości i upodobań, cenią swą tożsamość i godność, a jednocześnie są świadomi tego, że inni nie akceptują ich osobowości. Brakuje im siły do przezwyciężenia niekorzystnej opinii innych, przełamania bariery niechęci społecznej na ich temat. W tej sytuacji stosują taktykę kameleona, przybierają maskę ochronną pozostając w istocie rzeczy wiernymi podstawowym właściwościom Ja. Są podobni do aktorów: w każdym akcie sztuki życia są postacią na niby, pozostając serio w podstawowych sprawach ludzkiego bytowania.
Przeżycia lękowe pod wpływem zagrożenia ze strony innych są zdumiewająco bogate. Mogą one wynikać z „nakazowych” zachowań konkretnych jednostek lub grup społecznych, a także mogą być spowodowane wyobrażeniami takowych zachowań. „Kameleoni” boją się realnych kar społecznych, ekonomicznych, boją się pogardy, ośmieszenia, naruszenia poprawności moralnej lub politycznej, starają się zatem dostosowywać do standardów grup lub osób wpływowych, wobec których się prezentują.
Są czymś więcej niż konformistami, bo prezentują konformizm zwielokrotniony, zmienny, powierzchowny i wielopostaciowy. Nie stanowi dla niż żadnego problemu wyparcia się tego, co mówili przed godziną, minutą, momentem. Techniki reinterpretacji i dementi są u nich w stałym obiegu. Zwroty „Nie to miałem(am) na myśli”, „Źle zostałem zrozumiany(a)” miast ułatwiać wyjaśnianie nieporozumień często służą im jako środek „zachowania twarzy”, obrony przed zarzutem nieprawdomówności lub ogólną negatywną oceną.
Dwaj współcześni psychologowie amerykańscy, B. Schlenker i M. Leary poddali to zjawisko głębszej analizie. Okazało się, że ludzie tego typu żywią silne pragnienie wywierania dobrego wrażenia na innych, a jednocześnie nie są pewni tego, że osiągają ów założony stan rzeczy. Połączenie silnego pragnienia i niepewności rodzi lęk, a w konsekwencji różnorodne próby jego przezwyciężenia i wyzbycia dyskomfortu psychicznego. Manipulują więc obrazem własnej osoby, chcąc na każdym znaczącym partnerze wywrzeć korzystne wrażenie. Podobnie jak u fotografa ustawiają swe oblicze do najbardziej korzystnego ujęcia, a ponieważ nie są pewni rezultatu ciągle próbują nowych ujęć i nowych odsłon swego Ja.
Ludzie-kameleoni znani są od wieków, pojawiali się w postaciach polityków, oszustów, proroków, kupców. Jednak obecnie mamy do czynienia z nasileniem częstotliwości ich występowania i zmianą jakościową fenomenu. Kameleonizm stał się stylem bycia, dość powszechną strategią życiową, stosowaną na co dzień, w kontaktach interpersonalnych. Świadczą o tym liczne tzw. reorientacje ideowe, dawni „obrońcy” socjalizmu, obecnie „oddani” Kościołowi, prezentują odpowiednio różne oblicza wobec nowych i starych znajomych. Tzw. elity często prezentują kameleonizm w skali ogólnospołecznej. Oto pewna pani (i nie tylko ona) zmieniała pięciokrotnie przynależność partyjną, aż osiadła na znaczącym stanowisku państwowym. Również na „dole” można znaleźć liczne objawy tego zjawiska.
Np. tematyka rozmów stała się bardziej, niż 10–15 lat temu, neutralna. Dotyczy pogody (bardzo bezpieczny temat), wybryków młodzieży, niesprawności służby zdrowia. Często korzystam z usług PKP, obserwuję że obecnie występuje zjawisko „niemych przedziałów”. Ludzie nawet jadąc razem parę godzin unikają rozmów, zanikła ciekawość innego człowieka, pojawiła się obawa przed ujawnianiem cech własnej osobowości. Wygodniej i bezpiecznej być nijakim.
Jakie są przyczyny tego stanu rzeczy? Każde zjawisko społeczne, a zwłaszcza złożone ma wiele przyczyn i nie może być wyjaśnione jedną, nawet bardzo „oczywistą”, narzucającą się „teorią”. Podobnie ma się sprawa z kameleonizmem, czyli upowszechnieniem osobowości typu kameleon. Każda z jej odmian wyrasta na innym podłożu społeczno-psychicznym, każdą warunkuje inny splot okoliczności.
Jedną z przyczyn można upatrywać w ułomności socjalizacji, realizowanej w skali globalnej: w rodzinie, szkole, środkach masowego przekazu. Wadom tego procesu przypisuje się wiele negatywnych następstw, jest więc prawdopodobne, że konkretyzują się one również w postaci osobowości kameleona.
Domniemana zależność przedstawia się następująco: lata 60–90 ubiegłego wieku to okres popularności wychowania permisywnego, przyzwalającego. Starano się nie narzucać dzieciom żadnych ograniczeń, potępiając rygoryzm moralny pozwalano na swobodną ekspresję indywidualności. Ten punkt widzenia forsowano nawet w terapii zaburzeń zachowania, orientowano się na klienta, doskonalono jego styl życia, unikano natomiast korekty zachowania z punktu widzenia zasad współżycia społecznego.
Eksponując indywidualistyczną orientację doprowadzono w konsekwencji do osłabienia wartości społecznych takich jak sprawiedliwość, dobro ogółu, postępowanie fair i inne. „Ja” w praktyce znalazło się na piedestale uwielbienia. W następstwie tego młodzi ludzie przestali zabiegać o szacunek innych, a zaczęli zjednywać ludzi, zabiegać o ich przychylność i przyzwolenie na realizację jednostkowych interesów. I nie zmieniło się to w wieku dojrzałym. W realizacji tak pojętej orientacji taktyka kameleona okazała się bardzo przydatna i efektywna.
W naszych, polskich warunkach upowszechnianiu kamelenizmu dodatkowo sprzyjała sytuacja społeczno-polityczna. Początkowo ostro zwalczające się ideologie, osnute na dwu odrębnych systemach wartości, powodowały u niektórych osób swoistą histerię i nieufność wobec wszelkiego wartościowania, następnie, po przemianach społecznych, prywatyzacyjna grabież mienia społecznego sprzyjała drogom „na skróty”, wolnym od normatywnych komplikacji, a skutecznym w realizacji interesów ekonomicznych. Wyżej przedstawiony punkt widzenia tłumaczy kameleonizm pokolenia 50-latków, natomiast w przypadku 30-tolatków bardziej prawdopodobnym uwarunkowaniem wydaje się upowszechnienie komunikowania się przez internet. Umożliwiało ono anonimowe występowanie wobec partnera, i różnorodną prezentację siebie wobec różnych rozmówców, dopasowywanie się do ich oczekiwań.
Lęk jako przyczyna kameleonizmu
Główną jednak przyczyną zjawiska jest lęk. Antoni Kępiński, analizując problemy nerwic, wyróżnił kilka odmian lęku, mianowicie biologiczny, społeczny, moralny i egzystencjalny. W kontekście prezentowanej narracji istotnym jawi się lęk społeczny, rozumiany jako subiektywnie odczuwane zagrożenie utraty więzi ze społeczeństwem.
Nie idzie tu o karę moralną w postaci ostracyzmu, lecz o lęk przed zepchnięciem na margines życia społecznego. Rzecz w tym, że wielu mieszkańców współczesnej Polski ma realne powody do tego, by odczuwać wspomniane zagrożenie. Wysokie bezrobocie, stale występujące zwolnienia grupowe, daleko idąca samowola pracodawców, nędzna opieka zdrowotna to najbardziej znaczące przyczyny poczucia zagrożenia. Listę tych „plag” uzupełniają środki masowego przekazu rysując czarny obraz procesów społecznych. Dominują w nim wątki kryzysu, zbrodni, napadów, wynaturzeń itp. Nawet normalne zjawiska np. burze są przedstawiane jako klęski, kara boża lub jakieś nieokreślone działania wrogich sił.
Trzeba przy tym pamiętać, że przekazy takie na większość odbiorców nie działają bezpośrednio, ich recepcję kształtuje się poprzez społeczny przekaz szeptany, informacje o faktach zostają przetworzone zgodnie z nastawieniem komunikujących, a groza ich wymowy bywa zwielokrotniona. Opowieści o tym ile ludzi z dziećmi i chorymi rodzicami zostało bez środków do utrzymania, ilu zostało z całą bezwzględnością prawa wyeksmitowanych na bruk, jak brutalnie postępują komornicy, działają na wyobraźnię i budzą silny lęk i obawy o przyszłość swoją, rodziny, bliskich.
Współczesne społeczeństwo polskie jest zorganizowane na zasadzie rywalizacji, która ostrością przewyższa to, co występuje w innych społecznościach, np. skandynawskich. Im ostrzejsza rywalizacja, tym bardziej bolesna porażka i silniejszy lęk przed jej doznaniem. Gołym okiem są widoczne objawy lęku w sytuacjach egzaminacyjnych, gdy na jedno miejsce premiowane przypada 10–20 lub więcej kandydatów. Rozmowy kwalifikacyjne, konkursy na stanowisko, a nawet zwykłe oceny kadr generują różnorodne lęki.
Jakie są konsekwencje tego stanu? Psychologowie społeczni dokładnie rozpoznali działanie lęku i zastraszania w społeczeństwie. Lęk wywołuje jedna z dwu możliwych reakcji (występuje, oczywiście, daleko idące różnicowanie ich form): atak lub ucieczkę. W aspekcie interpersonalnym niekiedy atak objawia się w postaci narzekania na innych, zaś ucieczka, unikanie przybiera formę m.in. „nieszkodliwej towarzyskości”. Osoby ją stosujące w czasie rozmowy w grupie nie wyrażają własnego zdanie, rzadko się odzywają, zgadzają się z innymi rozmówcami, kobiety częściej się uśmiechają – jednym słowem prezentują kameleonizm towarzyski.
W aspekcie społecznym lęk bywa motywem dążenia do władzy (niekiedy dyktatorskiej) nad innymi. Taktyka kameleona, często wielokrotnego, służy celowi zdobywania wpływu wśród i maskowaniu niechęci wobec ludzi. Wpływu za wszelką cenę! Lęk przed odrzuceniem i utratą władzy skłania jednostki tego typu do manipulacji swoim image, przymilania się i strojenia zgodnie z oczekiwaniami każdego audytorium, prezentowania swej osoby jako diametralnie różnej w stosunku do wcześniej utrwalonego obrazu. Cynicznie wykorzystuje się przy tym powszechne przeświadczenie o prawie zmieniania poglądów w następstwie nowych doświadczeń, przedstawiając swój kameleonizm jako zmianę osobowości. Co więcej, taktykę tę prezentuje się nawet ubiegając o stanowiska kojarzone powszechnie z zadaniem ochrony takich wartości jak prawda, honor, dostojeństwo, godność osobista itp.
W procederze tym, niestety, uczestniczą liczne ugrupowania ludzi.
Natomiast ucieczka, jako sposób reagowania ludzi z niskich szczebli drabiny stratyfikacyjnej, objawia się unikaniem kontaktów społecznych, nie udzielaniu się w działalności organizacji lokalnych, charytatywnych, sportowych. Stronieniem od życia politycznego, absencją wyborczą itp.
A co z kolei decyduje o wyborze jednej z form reakcji? Okazuje się, że przekonanie o własnej wartości (określane np. na podstawie pozycji społecznej), przekonanie, ale nie obiektywne wskaźniki.
Osoby lub grupy społeczne o świadomości swych walorów szybko podejmą kroki poprawy swej sytuacji i niwelują lęki, ludzie o świadomości swej niskiej wartości, pokornie, zastygając w bezruchu, oczekują zmiany na lepsze. Posłowie w sytuacji kryzysu sprawnie podnoszą wysokość diety parlamentarzystów, natomiast „zwykli” ludzie, przerażeni nim i np. zapędami dyktatorskimi niektórych kacyków, skulą się, jak zajączek pod krzakiem, w biernym oczekiwaniu na lepsze. Nie włączą się w jakiekolwiek akcje zwalczania sprawców zła, ale wybaczą niemal wszelkie faux pas tym, którzy w jakiś sposób przeciwdziałają kryzysowi lub dyktaturze. Zaakceptują wzrost cen, podatków i bezmyślne wydatki wojenne. Będą rasowymi kameleonami w toczącej się grze dwu lub kilku stron.
Konkluzja: kameleonizm jako zjawisko psychospołeczne pojawił się i rozpowszechnił pod wpływem wielu czynników. Po zaistnieniu w świadomości społecznej zaczął oddziaływać zwrotnie, funkcjonując jako wzór rozwiązywania problemów życiowych ludzi. Ukazał jeszcze jedną z negatywnych stron polskiej stratyfikacji. We wzorze tym został wyeksponowany czynnik sytuacyjny kosztem respektowania wartości kultury i indywidualności człowieka.
Autor artykułu jest profesorem psychologii, wykładowcą akademickim, autorem wielu cenionych prac.
Res Humana nr 4/2010, s. 11-16