Powyborcze zagrożenie państwa - Kaczyński wznieca rokosz

Autor: Zdzisław Słowik
 

W czasie zamykania obecnego numeru do druku dotarł do nas, pod powyższym tytułem, tekst wywiadu udzielonego przez Tadeusza MAZOWIECKIEGO tygodnikowi POLITYKA (nr 31 z 31 lipca 2010). W odpowiedzi na pytania znanej publicystki red. Janiny Paradowskiej ten wybitny polityk, pierwszy premier III RP, stwierdził m.in. „…polityka polska akurat zatoczyła koło i wróciła do tego samego punktu, jeżeli chodzi o sposób działania PiS. Zmiana okazała się nie być żadną zmianą i to, z czym mamy obecnie do czynienia, jest straszliwym niszczeniem naszej polityki, a w ślad za tym niszczeniem świadomości państwowej i państwa jako takiego. Jeżeli dziś podważa się wszystko, sieje się nieufność wobec instytucji takich jak rząd, prokuratura, sądy w tak dramatycznej sprawie, jaka jest dochodzenie przyczyn katastrofy smoleńskiej, jeżeli wykracza się poza granice Polski i sieje nieufność także na zewnątrz, to już nie mamy do czynienia z opozycją demokratyczną, która patrzy władzy na ręce. To jest walka z systemem demokratycznym. Takie postępowanie w I Rzeczypospolitej nazywano rokoszem”.
 
„Mocnego określenia pan używa” – zauważa J. Paradowska. I słyszy odpowiedź: „Każde porównanie jest tylko porównaniem, ale przecież ongiś to wielcy magnaci osłabiali władze państwa, a obecnie czynią to wielcy oligarchowie polityczni, Dziś tak samo jak kiedyś w ten właśnie w sposób tworzy się ośrodek antypaństwowej, najostrzejszej z dotychczasowych opozycji… Na dodatek dokonuje się to w sytuacji wyzwań historycznych, perspektywy wielkiego skoku cywilizacyjnego, jakiego możemy dokonać i dla którego tak bardzo potrzeba nam poczucia przynajmniej minimum wspólnoty narodowej”.
 
Z tą poważną, jak sądzimy, przestrogą Tadeusza Mazowieckiego przed zagrożeniem fundamentów bezpieczeństwa naszego państwa łączą się jak najściślej ważne uwagi publicysty „GAZETY WYBORCZEJ” Mirosława CZECHA (w artykule Świątynie pełne. Na razie wydrukowanym w „Gazecie Wyborczej”, numer z 31 lipca – 1 sierpnia 2010) dotyczące zachowania się Kościoła w wyborach prezydenckich. „Kaczyński do spółki z Rydzykiem nie zasługują na to, by życie państwa i Kościoła toczyło się według ich scenariusza. Polsce nie jest potrzebna wojna cywilizacyjna skrojona według recepty endeków i katolickich fundamentalistów. Wciąż można podążać drogą środka – wypracowaną w I połowie lat 90. metodą ucierania racji i nieodmawiania drugiej stronie prawa do istnienia… Kościół nieprzytomnie angażując się po stronie PiS, po raz pierwszy w najnowszej historii stał się zakładnikiem jednej partii. Wraz z nią kontestuje państwo polskie, używa religii do dzielenia społeczeństwa, zaczyna żerować na katastrofie smoleńskiej i tragedii rodzin jej ofi ar. To zachowanie Kościoła”, konkluduje autor, „Zmusza państwo polskie do adekwatnych odpowiedzi. Nie może ono bowiem tolerować w nieskończoność podkopywania podstaw swego istnienia”.
 
Oby ta „adekwatna odpowiedź” była – dodajmy – nie tylko stanowcza, ale i szybka, skutecznie powstrzymująca siły destrukcji w ich obłędnej walce z demokratycznym porządkiem III Rzeczypospolitej.
 
 
Res Humana nr 4/2010, s. 8