Wartości europejskie i ich obecność w Polsce współczesnej
Autor: Władysław Loranc
Temat mojego wystąpienia rodzi pewne wątpliwości. Propozycja bym mówił o wartościach europejskich sugeruje, że europejczycy mają swój katalog wartości, który jest na Wschodzie i Zachodzie, na Północy i Południu kontynentu identycznie traktowany. Nieco mniejsza wątpliwość pojawiła się w związku z sugestią, że Polska wyróżnia się swym stosunkiem do tych Wartości, że być może jest ich „egzotycznym skansenem”, jak chcą liberałowie czy też „perłą w koronie” jak mówią katoliccy fundamentaliści. Po namyśle zdecydowałem się uskromnić zamiary. Będę mówił tak jakby temat brzmiał; „Unia europejska – kultura, religia, prawa człowieka”. Mam nadzieję, że kierując się zasadą lepiej mniej ale lepiej, łatwiej znajdę drogę do umysłu słuchacza a nie do jego temperamentu. W każdym razie celem mojego wystąpienia będzie porozumienie uczestników a nie ich emocje, nawet jeśli byłyby szczere i dopuszczały sąsiedztwo uczuć podziwu lub potępienia. Historia kraju uczy każdego z nas, że jedyną gwarancją bezpieczeństwa i suwerenności Polski są sami Polacy. Zabiegajmy wiec o porozumienie jak o chleb powszedni, jedni modlitwą drudzy laicką wypowiedzią.
Wpierw przypomnę wnikliwą diagnozę S. Brzozowskiego z przełomu XIX i XX wieku: „Europa to nie pojęcie geograficzne, ale pewien poziom życia i jego styl”. Geograficzny opis Europy pozostaje uległością wobec przyzwyczajenia. Naśladujemy rektora Akademii Krakowskiej Macieja Miechowitę, który komentując podział kontynentu na Sarmatia europea i Sarmatia azjatica jako ich granicę wskazywał Don. Gdy w XVIII wieku postawiono na linii gór Uralskich i rzeki Ural słup dzielący szlak do Tiumenia oddzielano ziemie znane, właśnie Europę, od ziem jeszcze nierozpoznanych, od terra incognita. Ta granica realną była tylko na mapie. Już car Aleksander I w walce z Napoleonem oświadczył: „Europa to my”. Tą opinią nie tylko tworzył fundament pod politykę równowagi na kontynencie, ale sygnalizował dojrzewanie myśli traktując Europę jako fakt historyczny, kulturalny i polityczny; obejmujący obszar od Lizbony do Władywostoku.
Dla kanclerza Otto von Bismarcka Europa była nadal tylko „pojęciem geograficznym”. Po katastrofie dwóch wojen światowych stało się jasne, że Europa powinna się zjednoczyć. Na potrzebę nowej wyobraźni celnie odpowiedział Jean Monnet - jeden z ojców założycieli Wspólnoty pisząc: „Europa nigdy nie istniała, Europę trzeba stworzyć”. Od tego momentu każdy geograficzny opis kontynentu był jedynie tłem dla Europy pojmowanej jako wspólnota historyczna i kulturalna. Jej integrowanie stało się narzędziem zachowania dziedzictwa oraz warunkiem jego odnawiania, warunkiem rozwoju europejskiej cywilizacji i kultury. Unia Europejska tworzona dziś przez dwadzieścia pięć podmiotów, jest już rzeczywistością, ale przede, wszystkim jest procesem lub inaczej formułując myśl jest faktem politycznym in statu nascendi. W tej Unii nie tylko dobrze jest być, lecz należy być tak; by ją budować jako fakt historyczny i kulturalny, a coraz wyraźniej także gospodarczy. Czy i gdzie na tym rozległym obszarze wykreślić strefy uznanej odrębności, regiony nazywane „małymi ojczyznami”, pozostawić należy rokowaniom akcesyjnym z jednym wyraźnym założeniem: Unia Europy w żadnym konstytucyjnym postanowieniu nie powinna być obciążona bagażem zimnej wojny, której relikty nadal nękają współczesną Europę. Na tle tych refleksji chciałbym omówić, najzwięźlej jak można, trzy wartości szczególnie cenne dla europejczyków; kulturę, religie, prawa człowieka.
Kultura
Rola Europy w świecie współczesnym domaga się nowej syntezy jej historycznych doświadczeń w spełnieniu tej potrzeby próbujemy odrzucić taką wersję eurocentryzmu w myśl której kultura europejska stanowi model dla rozwoju innych kultur, jakby idealny wzór do którego mogą one dojść. Gdy T.S. Eliot, zwracając się do pokonanych Niemców, przestrzegał przed skutkami osłabienia chrześcijańskiego rdzenia kultury europejskiej, nie tylko po amerykańsku sugerował handel wymienny kultur, ale w chrześcijańskiej tradycji dostrzegał „dziedzictwo Grecji, Rzymu, Izraela”. Wolno przypuszczać, że myślał o charakterystycznej dla światopoglądu Greków pewności, iż należy objaśniać przyrodę bez opuszczania jej gruntu, filozofię człowieka oprzeć na myśli Protagorasa, że źródłem wszystkiego jest człowiek, a umiłowanie mądrości rozumieć tak: filozof myśli jak żyje, żyje jak myśli. Ten pogląd na świat to najcenniejsza cześć europejskiej kultury, a zarazem warunek, by uwalniając samą siebie od megalomanii, że wobec innych kultur ma zobowiązania misyjne, rozwijała swą zdolność do partnerskich z nimi stosunków, Sądzę, że najlepszym opisem europejskiej kultury, którego zacytuję jest opis brytyjskiego historyka i politologa H. Seton-Watsona: „Kultura europejska nie jest narzędziem ani w służbie kapitalizmu ani socjalizmu. Nie jest też wyłączną własnością ani autokratów z EWG, ani nikogo innego… Jedność kultury europejskiej jest po prostu produktem końcowym trwającego przez 3.000 lat trudu podejmowanego przez naszych, różniących się od siebie przodków... Naszym zadaniem jest raczej to dziedzictwo zachować i odnawiać”. Mądre słowa! Za równie cenne uznaję te w których autor „Zderzenia Cywilizacji” ostrzega; „Wielokulturowy świat to jedyne możliwe wyjście, nie da się bowiem stworzyć globalnego imperium”.
Religia
Pierwszą przyczyną sporów o wartości jest dziś kwestia obecności religii w Traktacie Konstytucyjnym, dla Europy. Podtrzymuje je ujmująco łagodnie formułowany postulat „invocatio Dei” – odwołanie do Boga. Przedstawię, kilka osobistych przemyśleń na ten temat. Każde wyróżnienie religii w konstytucyjnym traktacie podważy zasadę równości religii oraz prawo wyboru jednej z nich lub nie wybrania żadnej. Odwołanie do Boga to polityczny gest, który utrudni współżycie na jednym kontynencie ludzi różnych religii; chrześcijaństwa i judaizmu, muzułmanów i buddystów. Nie w domu, lecz w przytułku znajdą się ludzie laickich filozofii i bezwyznaniowi. Sądzę, że to odwołanie naruszy istotę aktu religijnego, czyli osobisty stosunek wierzącego do przedmiotu wiary człowieka do Boga w świecie religijnie zróżnicowanym wyróżnienie któregoś z kościołów przesądzi o nadrzędności instytucji nad osobą, wyodrębni wspólnotę religijną, w czym tkwi niesłabnący bodziec, by związek między religią a polityką był antagonizowany. A w tym tkwi niewysychające źródło napięć na tle religijnym. Fakt, że Traktat Konstytucyjny kieruje się refleksją antropocentryczną a nie teocentryczną jest jego zaletą a nie wadą. Traktujmy go jako propozycję permanentnego „treuqa Dei” - pokoju bożego ustanowionego na okazję świat, lecz jako sposób na życie codzienne.
Obecna wersja preambuły ma nie tylko zalety, lecz jedną istotną słabość. Mówi: „Zjednoczona Europa chce iść drogą cywilizacji, postępu, dobrobytu, będzie otwarta na kulturę, wiedzę i postęp, pogłębia demokrację i przejrzystość życia publicznego, dążąc do pokoju, sprawiedliwości i solidarności na świecie. Taka preambuła rozwiązuje ważne problemy, lecz tylko w obszarze polityki, a pomija problemy etyki, przede wszystkim ideę równości ludzi i sprawiedliwego charakteru stosunków społecznych. Tego braku nie zrównoważy apel do Boga, by upewniał wszystkich, że mamy dobre intencje wobec innych ludzi i zamierzamy szanować ich prawa. Istnienie takiego związku przyczynowego nie jest pewne.
Prawa człowieka
Refleksje na temat praw człowieka zacznę od dygresji. Sądzę, że pozytywny wynik referendum w Polsce był następstwem niepokoju wywołanego ustawodawczą niefrasobliwością Sejmu i złym funkcjonowaniem wymiaru sprawiedliwości. Obie przyczyny uświadomiły ludziom, że z roku na rok stają się bardziej bezbronni. Szansę skutecznego przeciwdziałania zagrożeniom dostrzegają w bezpośrednich związkach z Unią. Niepokój o prawa człowieka decyduje, że ludzie pracy niechętnie odnoszą się do prób namówienia ich na rezygnację z tradycji Oświecenia. Raczej sympatycznie zaczyna brzmieć w uszach wszystkich europejczyków refleksja A. de Tocqevilla „Rewolucja Francuska zaczyna się wciąż na nowo bo wciąż mamy do czynienia z jedną i tą samą rewolucją”. Rdzeniem wolności jest przecież ochrona tych, co są zagrożeni przez nadużywających wolności a są nimi ci bardziej wolni, bo bardziej bogaci. Trzeba zapobiegać przekształceniu demokratycznie wyłonionej władzy w samozwańcze trybunały inkwizycyjne ścigające tych, co wybierają złe idee polityczne, zrzeszają się dla ochrony interesów zawodowych lub uważają, że takie sfery, związki towarzyskie nie mogą podlegać kontroli państwa. Uwaga ludzi zwraca się dziś do Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka uchwalonej w Paryżu w 1948 roku. Ta deklaracja, rozwijając idee swej wielkiej poprzedniczki z 1789 roku, czyli Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela postanawia, że podstawą ładu w świecie jest „wolność słowa i wolność przekonań”, ale ujmowana w organicznej jedności z „wolnością od strachu i wolnością od nędzy”. Jeśli w życiu publicznym te idee będą znaczyły tyle, ile znaczyć powinny zdołamy przywrócić słowom ich znaczenie pierwotne zwłaszcza tym słowom, które wskazują wartości. Gdy utrzyma się stan obecny będziemy mówić, słuchać ale nawzajem się nie rozumiejąc. Wolność słowa zostanie skutecznie zdławiona przez jego nieskuteczność. Udusi nas kurz reklam, obłudnej lub jałowej moralistyki oraz skutki strategii przemilczeń. Warności traktowane jako deklaracja intencji nie zdołają zapobiec rozkładowi struktur społecznych.
Zakończę streszczeniem tego co powiedziałem. Europa, ta z drugiej połowy pierwszej dekady XXI wieku, jest wytworem euforii reagującej na prawdziwy jak sądzimy koniec zimnej wojny. Rychło przekonano się że to, co powstało nie jest światem demokracji nieznającej pardonu walki konkurencyjnej. Gołym okiem dostrzegamy, że globalizm to jednak kapitalizm a obecna faza jego istnienia od imperializmu różni się tym, że państwa „Klubu – 7” prowadzą, jak to ujął Deng – Xiaoping „Bezdymną trzecią wojnę światową”. Dopowiem do jego słów; bezdymną, ale nie bezkrwawą, nie lokalną lecz światową, o czym przekonujemy się coraz wyraźniej po 11 września 2001 roku. Tak rozumiem polityczny kontekst sporów o europejskie wartości. Dyskusję wokół nich uważam za najważniejszą powinność polskiej inteligencji w warunkach gdy wydaje się nam, że mamy Sejm a obserwujemy tylko sklonowany sejmik szlachecki z pierwszej połowy XVIII wieku. Budowa Unii Europejskiej tak; by stała się Unią Europy, traktowanej jako fakt historyczny, kulturalny i coraz wyraźniej gospodarczy to jedyna dziś droga by zapobiec katastrofie, której skala wymyka się wyobraźni nie tylko zwykłych ludzi, lecz także wyobraźni artystów, nawet tych, co nie są wyrobnikami reklamy. W każdej dyskusji o wartościach chodzi o to, dokąd mamy pójść by się uratować, a nie o to, do jakiej przeszłości wrócić.
Referat wygłoszony na seminarium popularnonaukowym na temat polityki społecznej Unii Europejskiej. Seminarium zorganizowane przez łódzki oddział TKŚ odbyło się w dniu 16 grudnia 2006 roku.