Każdy chce być potrzebny innym ludziom - wszystkim
Autor: Zdzisław Cackowski
1. MORALNOŚĆ to ludzka - bardzo wolno się rodząca i ciągle bardzo wątła – wzniosła idea i ludzkie marzenie o trzech rzeczach:
(1) o bezwarunkowej (moralnej właśnie) wartości ludzkiego życia (nie życia biologicznego człowieka, ale ludzkiego życia człowieka), czyli o bezwarunkowym prawie człowieka do ludzkiego życia,
(2) o równości wszystkich ludzi oraz
(3) o dobrowolności (wolności) ludzkiej pracy, ludzkich twórczych, pozytywnych działań.
Wszystkie trzy elementy tej idei i tego marzenia zderzały się zawsze i zderzają się ciągle z realiami im przeciwnymi, które narzucały ludziom i wspólnotom ludzkim:
(1) warunki uprawnień człowieka do ludzkiego życia, a nawet do życia w ogóle (Na przykład: „Kto nie pracuje, ten niech nie je”; „Kto nie jest majętny, ten nie ma praw społecznych)”;
(2) różne traktowanie swoich (członków rodziny, rodu, plemienia, wyznania, narodu, elity,...) i obcych, a wreszcie
(3) arystokratyzm dobrowolności ludzkiego działania, czyli nie z musu mogli i mogą działać tylko „wybrani”: bogowie (w Mezopotamii starożytnej tylko arystokracja boska, bowiem boskie pospólstwo musiało pracować), wielcy władcy, niektórzy twórcy, ludzie „klasy próżniaczej”, natomiast przytłaczająca większość ludzi spełnia tak uciążliwe funkcje, że bez jakiegoś przymusu (zniewolenia) nikt by ich nie chciał spełniać.
Z tych to względów zasięg kultury moralnej był wszędzie i jest - jak dotąd - bardzo ograniczony, a tę wątłość sfery moralnej maskuje się nawałnicą frazesów o „ludzkiej godności”, o „człowieku jako najwyższej wartości” itd. itp.
Po tym wstępie podam niżej kilka szczegółowych objaśnień na temat moralności i kultury moralnej.
2. NORMY MORALNE, to normy chroniące ważne dla człowieka wartości bez zewnętrznego przymusu, bez zewnętrznej sankcji, krótko - normy przestrzegane bez przymusu w imię dobra drugiego człowieka.
Ludzie regulują stosunki między sobą różnymi nakazami i zakazami. Takie nakazy i zakazy nazywa się normami. Owe normy chronią (nakazują chronić i zakazują naruszać czy niszczyć) rzeczy, stany rzeczy i sytuacje, które mają dla ludzi pozytywne znaczenie, a które nazywa się wartościami.
Wśród różnego typu możliwych norm wymienię teraz cztery. Normy obyczajowe, przestrzegane ze względu na przymus społecznej opinii. Normy bogobojnościowe, przestrzegane ze względu na groźbę kary lub ze względu na nagrodę/zapłatę (z tym, że w kulturach religijnych najważniejszym wymogiem jest POSŁUSZEŃSTWO, posłuszeństwo władzy, a przede wszystkim WŁADZY/BOGU). I wreszcie normy prawne, przestrzegane ze względu na karę prawną. Żadna z wymienionych norm nie jest - W ŚCISŁYM ZNACZENIU - normą moralną. Normy przestrzegane ze względu na groźbę takiej czy innej kary lub nagrody (choć nie lekceważę ich znaczenia) są normami POZAMORALNYMI lub PRZEDMORALNYMI.
Dopiero norma przestrzegana bez jakiejkolwiek groźby lub nagrody, ale ze względu na dobro drugiego człowieka (lub ze względu na obowiązek), jest normą moralną. Moralność zatem, to dziedzina ludzkiego zachowania wobec innych ludzi motywowana poczuciem obowiązku lub względem na dobro drugiego człowieka. Zasady etyki obowiązku głosił jeszcze Sokrates. W XVIII wieku wielki nacisk na nią kładł Immanuel Kant. Bardzo ważnym warunkiem postępowania moralnego jest wolność (znowu przywołuję tu Kanta), bowiem - powtarzam - tam gdzie panuje kultura nakazowa (gdzie się karze i nagradza każdy czyn), tam nie ma moralności, tam na moralność nie ma miejsca, bowiem w takiej kulturze wszelkie normy (nakazy i zakazy) przestrzegane są ze względu na nakazy zewnętrzne, egzekwowane karami i nagrodami (ziemskimi albo nadnaturalnymi). Gdyby się chciało tego rodzaju postępowanie nazywać postępowaniem moralnym, to należałoby taką moralność nazwać moralnością kupiecką, albo moralnością policyjną.
Dodam jeszcze do tego, co napisałem, że większość ludzkich dziejów, to były dzieje pozamoralne lub z minimalnym udziałem kultury moralnej, bowiem były to dzieje przymusowego posłuszeństwa, posłuszeństwa karanego lub nagradzanego, ale przede wszystkim karanego (karanego w życiu doczesnym oraz pośmiertnym). Ta tradycja utrwaliła się w wielu formach kultury, ale najbardziej utrwaliła się ona w kulturach religijnych, kształtowanych w epokach plemiennych, w których obowiązywało przymusowe posłuszeństwo, w tym obowiązywała także odpowiedzialność zbiorowa. To ostatnie najbardziej się wyraziło i utrwaliło w doktrynie „Grzechu Pierworodnego”, wedle którego za czyn Adama i Ewy (za nieposłuszeństwo) karana jest CAŁA LUDZKOŚĆ. Trzeba pamiętać, że dzisiaj odpowiedzialność zbiorowa jest moralną nieprzyzwoitością.
Normy obyczajowe, religijne (bogobojnościowe), normy prawne, różne normy szczegółowe (określające stosunki pracy, stosunki rynkowe, handlowe, wojskowe, międzynarodowe,...), wreszcie normy moralne, wszystkie te normy z upływem czasu się zmieniają co do swej treści (co do swojego przedmiotu), a także wzrasta ich liczba, bo życie ludzkie się różnicuje i wzbogaca.
3. NIEWYSTARCZALNOŚĆ NORM. Jednakże żadna, nawet największa, liczba norm nigdy nie jest w stanie objąć wszystkich składowych i uwarunkowań ludzkiego życia. Za czasów Mojżesza sformułowano ponad 600 norm, którymi objęto całokształt ówczesnych stosunków we wspólnocie Izraela. Objęto całokształt, ale czy wyczerpano treść tego całokształtu? Przypuszczam, że nie wyczerpano. Dzisiaj, gdyby uwzględnić tylko normy kodeksu karnego i kodeksu cywilnego wraz z kodeksami postępowania w obu przypadkach, to już mielibyśmy wiele tysięcy norm. A gdyby dodać do tego prawo gospodarcze, handlowe, finansowe, to łatwo doszlibyśmy do wielu dziesiątków tysięcy norm. A mimo to normy prawa i normy postępowania nie są w stanie wyczerpać wszystkich elementów ludzkiej działalności i ludzkich wzajemnych stosunków. Czyli potrzeba tu jeszcze czegoś, co normy przekracza. Czego? Nazwę to „coś” kulturą - obyczajową, religijną, prawną,... Kultura w tym kontekście oznacza dyspozycje (umiejętności) człowieka do łagodzenia lub przezwyciężania międzyludzkich trudności i konfliktów w sytuacjach, gdy brak przepisów, albo gdy przepisy nie wystarczają. To jest coś podobnego do kultury krawieckiej: dwaj wychowankowie jednego mistrza krawieckiego otrzymali odeń jednakowy zestaw przepisów, reguł, ale jeden z nich szyje ubrania poprawne, a drugi wspaniałe.
Otóż analogicznie się rzeczy mają z normami moralnymi, których w naszych czasach też przybywa, wszak powstają różne zawodowe kodeksy etyczne - kodeks lekarza, kodeks nauczyciela, kodeks pracownika nauki, kodeks sędziego, kodeks inżyniera,... Im gorzej z moralnością, z kulturą moralną, tym więcej szczegółowych kodeksów etycznych.
Ale nawet bardzo duża liczba norm (nakazów i zakazów) nie jest w stanie wyczerpać wszystkich elementów ludzkiego życia, które podlegają ochronie moralnej. Cóż zatem? Odpowiedź zda się prosta i sprowadza się do twierdzenia, że normatywne wychowanie moralne nie wystarcza. Czym więc je trzeba uzupełnić? Uzupełnić je trzeba wychowaniem nastawionym na kształtowanie uogólnionej wrażliwości moralnej (kultury moralnej) wobec składowych i uwarunkowań życia drugiego człowieka, innych ludzi, wrażliwości moralnej na wszystko, co jest składową i uwarunkowaniem ludzkiego życia, a co się ciągle zmienia i ciągle się wzbogaca, co więc nie mogło być dotąd w normach ujęte.
Warto tu odnotować, że już Erazm z Rotterdamu (1469-1536) uważał, że normy (nakazy, zakazy) nie są w stanie objąć wszystkich elementów ludzkiego życia: „Leges non omnia praescribunt...” (Prawa nie o wszystkim stanowią) (Juliusz Domański: Erazm i filozofia, Aletheia, Warszawa 2001, s. 134). Ale wszak jeszcze Owidiusz (43 - 17/18) głosił, że w złotym wieku ludzie sponte sua sine lege rectumque colebant? (z własnej woli bez prawa przyzwoitości przestrzegali).
Moralność „kodeksową”, normatywną właśnie, krytykował też Leszek Kołakowski, ale nie dlatego, że nie jest w stanie objąć wszystkich - zmiennych - elementów ludzkiego życia, ale dlatego, że ona biurokratyzuje moralność i odrywa ją od rzeczowego stosunku do drugiego człowieka. Ja podzielam ten argument, ale dołączam do niego także fakt, że normy nie są w stanie objąć wszystkich składowych i uwarunkowań ludzkiego życia.
4. PRZEDMIOTEM OCHRONY MORALNEJ JEST LUDZKIE ŻYCIE, czyli wszystkie (ciągle rozbudowywane i zmieniające się) składowe oraz uwarunkowania ludzkiego życia. Od pewnego czasu posługuję się pewnym metaforycznym wyrażeniem: warstwy „ludzkiego ciała”. Do tych warstw „ludzkiego ciała” zaliczam: ludzkie ciało, środowisko naturalne człowieka, środowisko techniczne, środowisko społeczne, świat znaków i języka, świat kultury (obyczaj, mit, magia, religia, sztuka, prawo, moralność, filozofia, nauka,...). Mówiąc o środowisku naturalnym, o świecie techniki, o środowisku społecznym człowieka, o języku i kulturze duchowej wcielonej jako o warstwach „ludzkiego ciała”, chcę w ten sposób powiedzieć, że dla ludzkiego życia wszystkie te warstwy są równie istotne jak ludzkie ciało, choć każda z tych warstw odgrywa osobliwą, sobie właściwą, rolę w życiu człowieka i w życiu wspólnot ludzkich. Są one, elementy wszystkich tych warstw, czynnikami (składowymi elementami) ludzkiej - jednostkowej i zbiorowej - osobowości: współtworzą tę osobowość, o ile ludzie nimi dysponują i nad nimi panują, albo - gdy są w jakiejś formie alienowane - niszczą ją lub ograniczają.
Znaczy to, że gdy się twierdzi, iż ochronie moralnej podlega ludzkie życie, to znaczy, że tej ochronie podlegają wszystkie składowe i uwarunkowania wszystkich elementów, wszystkich warstw „ludzkiego ciała”, a więc elementów i uwarunkowań funkcjonowania ciała, środowiska naturalnego, środowiska technicznego, środowiska społecznego, sfery znaków i języka oraz sfery różnorodnej kultury duchowej. Zresztą, nie tylko o ochronę tu chodzi, ale i o wspieranie, i o tworzenie pomyślnych warunków i składowych ludzkiego życie w obszarze wszystkich warstw „ludzkiego ciała”.
Jeszcze nieco inaczej mówiąc, chodzi także o dostępność dla człowieka pozytywnych warunków życia w całym aktualnie istniejącym obszarze ludzkiego świata: w obszarze ciała - o warunki wyżywienia, sprawności, zdrowia i życia; w obszarze środowiska naturalnego - o zdrowotną i sprawnościową czystość tego środowiska; w obszarze techniki - o maksymalizację jej pozytywnej skuteczności i minimalizowanie zagrożeń; w obszarze języka - o jego maksymalnie w danych warunkach twórczą dostępność dla każdego człowieka; w obszarze kultury - o maksymalizację dostępności tej kultury dla wszystkich wedle aspiracji i zdolności.
Krótko mówiąc, każde ludzkie działanie, które dotyka jakichś elementów ludzkiego świata (a innych ludzkich działań nie ma!), ma znaczenie moralne, a zatem podlega moralnej ocenie. Takim działaniem jest także moralne ocenianie, akt moralnej oceny; ocena moralna też podlega ocenie moralnej, bo jest działaniem (czynem) moralnie znaczącym. Jeszcze krócej: każde ludzkie działanie podlega moralnej ocenie, bo tak czy inaczej, bezpośrednio czy pośrednio dotyczy ono składników i uwarunkowań ludzkiego życia.
Pamiętajmy jednak, że w każdej z wymienionych warstw „ludzkiego ciała” są (ciągle powstają i są tworzone) elementy (aspekty) dla człowieka pozytywne oraz elementy (aspekty) dlań negatywne. Są one ze sobą splecione, pomieszane, trudno odróżnialne i niemożliwe do oddzielenia. Nikt tych dodatnich elementów nie pomalował jednym kolorem, a tych niekorzystnych innym. Ocenianie moralne to także niełatwa procedura odróżniania jednych od drugich, procedura utwierdzania działań ludzkich korzystnych i powściągania działań niekorzystnych dla człowieka. Gwarancji nieomylności tu nie ma i nie może być. W kulturach religijnych, nasiąkniętych manicheizmem, wytworzył się język ostro i jednoznacznie odróżniający oraz oddzielający od siebie „dobro” i „zło”. Takie ostre odróżnianie i oddzielanie od siebie „dobra” i „zła” znajduje potwierdzenie w sytuacjach skrajnych: ludobójstwo, indywidualne zabójstwo, niszczenie życia ludzkiego (lub groźba) z powodu przekonań (np. światopoglądu, wyznania); a z drugiej strony wspaniałe, wręcz heroiczne czyny, takie jak czyn Maksymiliana Kolbego czy Janusza Korczaka. Ale to są tylko częściowe potwierdzenia ostrej odróżnialności dobra i zła, bowiem między tymi skrajnościami rozciąga się ogromna przestrzeń pomieszania jednego z drugim, przenikania się dobra i zła, a więc i omylności ludzkich ocen moralnych. Ostra - a fałszująca rzeczywistość - polaryzacja dobra i zła, nawet DOBRA i ZŁA, ma jeszcze jedno bardzo dramatyczne źródło - obszary wrogości i wzajemnego zabijania się ludzi, fronty wojen i podobnych wzajemnych wrogości, bo na tych frontach walk i rzezi zawsze po jednej („naszej”!) stronie jest DOBRO, a po drugiej („ich”!) stronie totalne ZŁO. Zatem, nie tylko nihilizm moralny jest symptomem moralnej destrukcji społecznej; absolutyzm aksjologiczny także jest destrukcyjny, a może przede wszystkim on właśnie.
5. DRAMAT MORALNOŚCI: moralna równość ludzi i faktyczna ich nierówność.
Już w pierwszym punkcie tego tekstu napisałem, że postawa moralna i postępowanie moralne polegają na chronieniu wartości ludzkich bez przymusu, bez groźby sankcji lub nagrody (zapłaty). Teraz dodam do tego małe, ale bardzo istotne, uzupełnienie: postawa i postępowanie moralne polega na bezinteresownym ochranianiu i utwierdzaniu życia, zdrowia i pomyślności drugiego CZŁOWIEKA, każdego człowieka.
Życie, zdrowie i pomyślność drugiego człowieka może być chronione i jest przez nas chronione w sposób interesowny i z oczekiwaniem na pewną wzajemność („Do ut des!”). Ma to miejsce wtedy, gdy ten drugi jest moim dzieckiem, moim przyjacielem, bratem, swatem,.... W kulturze ludzkiej takie sytuacje są bardzo wysoko, i słusznie cenione, a ja tutaj nie poddaję wysokiej oceny takiej postawy w wątpliwość. Nie poddając tej wysokiej oceny takiego postępowania w wątpliwość, nie mogę jednak nie stwierdzić, że w takich przypadkach nie ma bezinteresowności. Tutaj chroni się drugiego człowieka ze względu na to, kim on dla mnie jest - bratem, swatem, przyjacielem, mężem, żoną,...
Moralność natomiast to postawa bezinteresowna, czyli chroniąca drugiego człowieka niezależnie od tego, kim on dla mnie jest, chroniąca drugiego człowieka (okazująca mu pomoc gdy jest w kłopocie) tylko dlatego, że jest człowiekiem. Moralność zobowiązuje cię do chronienia każdego człowieka. Każdego? A gdy on jest Hitlerem?
Tu dochodzi do konfliktu, niekiedy wręcz dramatycznego, między wzniosłą ideą moralnej równości ludzi (!), a faktyczną ich różnorodnością i nierównością w ich postawach, w pełnionych przez nich społecznych ról.
A teraz w tej samej sprawie zaglądniemy do Ewangelii, gdzie znajdujemy przed chwilą odnotowany dramat moralności. „Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?” (Mt, V, 47-48). Analogiczną myśl wypowiada także Ewangelia Łukasza (Ł, VI, 32-34). A po tym następuje skok w obszar moralnego heroizmu: „Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając” (Ł, VI, 35). I znowu narzuca się pytanie: A gdy owe nieprzyjacioły są Hitlerami?
Analogiczną myśl spotkałem też u Cypriana Norwida:
Kiedym spróbował prawa – na - planecie
I wagi zmierzchu, co się zowie jawem,
Widziałem dobrze, bo wzrokiem nad - łzawym,
Że Tyś mię jeden nie opuścił w świecie -
Niechże Cię miłość - BOŻA za to czeka,
Nie, żeś pamiętał mnie, lecz że - człowieka!
ALE, przeciwstawiając w powyższy sposób postawę moralną (czyli obowiązek wobec każdego człowieka, niezależnie od tego, kim on dla mnie jest) postawie pozamoralnej czy przedmoralnej (obowiązek chronienia życia i zdrowia osób mi bliskich) nie mogę jednak, nie mogę (!) zupełnie ich od siebie oddzielić, odłączyć.
Przecież, co wydaje mi się oczywiste, najpierw (w dawnych rodowych czy plemiennych czasach, gdy nie było jeszcze ludzkości, gdy nie istniały warunki dla powstawania świadomości ogólnoludzkiej) istniała potrzeba (instynkt) niesienia pomocy dla istot bliskich, np. dla własnego potomstwa, co występuje nie tylko u ludzi, ale i u zwierząt.
To trzeba, jak sądzę, traktować jako pewien etap w drodze do potrzeby ochrony życia i sprawności każdego człowieka, w drodze ku moralności. Tu znajduję pewien punkt wyjścia dla rozważań o naturalnych źródłach moralności, źródłach, które przekraczają granice wspólnot ludzkich i sięgają nawet w obszar życia zwierzęcego. Więc przypomnę tu tytuł tego tekstu: Każdy chce być potrzebny innym ludziom - wszystkim, WSZYSTKIM! Może moralności, ku ochronie ludzi, wszystkich ludzi.
6. W POSTAWIE MORALNEJ, czyli w postępowaniu moralnym chroniącym i utwierdzającym (tworzącym) pomyślność, zdrowie i życie drugiego człowieka jest jeszcze jedna bardzo ważna, niekiedy wręcz dramatyczna, trudność. Rzecz w tym, że moralne postępowanie jest faktycznie czymś więcej niż postępowaniem bezinteresownym i czymś trudniejszym od postępowania bezinteresownego. Cokolwiek bowiem człowiek dobrego czyni, czyni to jakimś kosztem - kosztem swoim lub cudzym, lub swoim i cudzym. Człowiekowi nic nie jest dane darmo; człowiek wszystko tworzy i zdobywa sam, tworzy i zdobywa swoim - ludzkim kosztem. Oczywiście, przez wiele tysiącleci wspólnoty ludzkie dzieliły się na panów i niewolników, panów i chłopów, panów i władzę oraz poddanych, jeszcze dzisiaj te podziały w odmiennej formie istnieją. I wtedy jedni (uprzywilejowani) mieli potrzeby zaspokajane przez innych (wykorzystywanych: niewolników, chłopów, poddanych,...). W takiej sytuacji potrzeby uprzywilejowanych dostawały skrzydeł, a ciężar pracy u tych innych zyskiwał ołowiu.
Inaczej mówiąc, każde dobro jest tworzone/zdobywane kosztem jakiegoś innego dobra. I zawsze tu się staje wobec problemu, czy dobro zużyte nie jest (nie było) większe niż dobro jego kosztem stworzone/zdobyte. Ten problem może mieć i miewa dwie formy: gdy dobro zużywane (poświęcane) jest moim własnym dobrem oraz - postać druga - gdy dobro zużywane jest dobrem innych ludzi (prowadzący wojnę w obronie ojczyzny płacą za ewentualne zwycięstwa cierpieniami lub nawet życiem innych ludzi - żołnierzy). W obu przypadkach może wynikać z tej sytuacji udręka i wyrzut sumienia: czy „koszt” nie jest za duży, ale dopiero w tym drugim przypadku - gdy się „płaci” cudzą ceną - ryzyko jest szczególnie łatwe do podjęcia i zarazem szczególnie niebezpieczne moralnie. W tym drugim przypadku też łatwo jest ulec pokusie, aby bronić jakiejś (załóżmy, że niewątpliwej) wartości „za każdą cenę!” „Za każdą cenę!” - oto pomost i przejście między dobrem a diabolicznością, między „niebem” a „piekłem”.
7. PODMIOT OCENY MORALNEJ. Wyżej pisałem o przedmiocie ochrony moralnej i doszedłem do uniwersalistycznej formuły, głoszącej, że działanie dotykające wszystkich składowych i uwarunkowań ludzkiego życia podlegają moralnej ocenie. A teraz przechodzę do analogicznego pytania o to, kto jest uprawniony do moralnego oceniania ludzkich działań i ludzkich zachowań? Odpowiedź moja jest tu - podobnie jak w przypadku przedmiotu ochrony moralnej - uniwersalistyczna.
Podmiotem uprawnionym do moralnego oceniania jest każdy człowiek, każda ludzka osoba, pod warunkiem, że sam on podlega ocenie moralnej, także ze strony ocenianego przez niego. Ocenianie moralne jest relacją partnerską, równoprawną, czyli symetryczną, a to ze względu na marzenie o moralnej równości ludzi. Ocenianie przestaje mieć charakter moralny, gdy choćby tylko w jakiejś mierze jedna ze stron zyskuje przewagę, czyli gdy - własną pozamoralną mocą, albo mocą zewnętrzną (nadaną jej – przez państwo, WŁADZĘ, BOGA) - prawo drugiej strony do jej oceniania ulega ograniczeniu. W takich sytuacjach powstają pozamoralne relacje oceniania i bycia ocenianym, relacje asymetryczne, wynikające z faktycznej nierówności ludzi.
Mówiąc o podmiocie moralnego oceniania wymieniłem osobę ludzką (każdego człowieka), pomijając instytucje, organizacje, zorganizowane zbiorowości, a to dlatego, że zbyt duża jest moc instytucji wobec ludzkiej jednostki, aby między nimi a jednostkami ludzkimi mogły występować partnerskie stosunki; w takich sytuacjach mamy do czynienia ze zbyt dużą asymetrią mocy, aby możliwe tu było partnerstwo, symetria.
8. ASYMETRYCZNOŚĆ POZAMORALNEGO OCENIANIA. Sąd - podsądny; oficer - żołnierz; pracodawca - pracownik; nauczyciel - uczeń; kapłan katolicki jako spowiednik - spowiadający się... We wszystkich wymienionych przykładach mamy do czynienia z asymetrią oceniania: jedna strona tu ocenia, a druga jest oceniana, i tylko.
Taka asymetria w prawie do oceniania wiąże się z bardzo ważną okolicznością: prawo do oceniania nie pochodzi tutaj z partnerskiej wzajemności; ono jest jednej ze stron nadawane z zewnątrz. Sądowi takie prawo nadaje państwo, oferując mu swoją egzekucyjną moc w tej sprawie (swoje środki przymusu wobec podsądnego). Podobnie się dzieje z uprawnieniem oficera wobec żołnierza. Pracodawca zyskuje takie asymetryczne uprawnienie siłą swojego kapitału. Nauczycielowi nadaje takie prawo państwo, samorząd, a i rodzice. Wreszcie kapłanowi katolickiemu uprawnienie takie „nadaje Bóg” za pośrednictwem kościelnej zwierzchności, a nadając mu takie prawo, wspiera je potężnymi środkami przymusu eschatologicznego (piekło!), który w swoim czasie wspierany był bardzo mocno także środkami przymusu doczesnego.
Ta asymetria w prawie do oceniania, której źródłem jest jakaś władza zewnętrzna, władza mocna (czy to państwowa, czy to majątkowa, czy to wreszcie „samego Boga”) nadaje tego rodzaju ocenom mocny, stanowczy charakter, niekiedy wręcz charakter absolutny. Takiej mocy oceny moralne nie mają! Za ocenami moralnymi nie stoi żadna moc czy MOC/„MOC”. Są to oceny i tylko oceny ludzkie. Są one słabe, choć źródłem ich wzmocnienia może być zgodność wielu ocen, ale wtedy ocena moralna niepostrzeżenie przeobrazić się może w ocenę obyczajową, czyli sankcjonowaną.
9. TRZY UWAGI DO TEKSTU JANA SZMYDA.
(a) O kryzysie moralności można mówić, ale w dwojakim sensie: Po pierwsze, w tym sensie, że w tak zwanym świecie cywilizowanym zasady moralne zawsze nie nadążają za przemianami technicznymi i społecznymi tego świata; ciągle przybywa w tym świecie nowych rzeczy, których wykorzystanie jest ryzykowne, a niekiedy wręcz niebezpieczne, choć oferują one także ludziom ich wykorzystanie pozytywne. A po drugie i chyba ważniejsze jest to, że wysepka świata pomyślnego życia otaczana jest coraz większym oceanem biedy, a nawet nędzy, co przygotowuje wielkie niebezpieczeństwo dla ludzkości. I to ostatnie jest, moim zdaniem, nieporównanie ważniejszym (bardziej niebezpiecznym!) problemem cywilizacyjnym i moralnym niż to pierwsze.
(b) Trudno mi więc się zgodzić z tezą, że „większy jest wymiar tej «choroby moralnej» w strefie postindustrialnej cywilizacji Zachodu, niż w obszarze innych cywilizacji i kultur” (s. 8). Nie przeczę, że istnieją problemy i trudności moralne w obszarze „cywilizacji Zachodu”, ale o wiele większe i poważniejsze są te problemy w obszarze biedy, a nawet nędzy.
(c) Konsumeryzm jest pewnym problemem, niewątpliwie (pisał o tym ok. sto lat temu Th. Veblen), ale niedożywienie ludzi, w tym nawet dzieci, jest o wiele poważniejszym problemem społecznym i moralnym. Jan Paweł II nie wydaje mi się w tej sprawie osobą kompetentną, bowiem jego myślenie było jakoś obciążone katolicką tradycją, która od człowieka wymagała przez wiele wiele wieków nastawienia na śmierć i „życie wieczne” (w Niebie albo w Piekle), a nie nastawienia na życie w „zmiennym”, „doczesnym” świecie.
A poza tym w najświetniejszej epoce religii katolickiej (średniowiecze) prawie absolutnie panowała kultura („moralność”) kodeksowa, w której - dodatkowo – wszystkie czyny ludzkie były nagradzane lub karane - tu na Ziemi lub po śmierci (Niebo lub Piekło), czyli była to w istocie kultura pozamoralna lub przedmoralna. Jan Paweł II bardzo ulegał tej katolickiej tradycji i postawie, postawie utożsamiającej religię (z jej przepisami oraz nagrodami i karami) z moralnością, a jest to wielkie uproszczenie.
Res Humana nr 3-4/2008, s. 13-18