Pius XII w katolickich perspektywach

Autor: Michał Horoszewicz
 

Papież Pacelli przemawiał często: sam przygotowywał swe wystąpienia, starannie zapoznając się z problemami środowiska, do którego miał przemawiać. A przecież z jego imieniem zespoliło się „milczenie”. Można jednak przypuszczać, że znakomita większość tych, którzy operują owym „,milczeniem” – czy to podtrzymując je, czy też namiętnie kwestionując taki zarzut – nie jest świadoma tego, iż pierwszego złączenia Piusa XII z milczeniem dokonano po zaledwie dwóch miesiącach od elekcji: 5 maja 1939 r. w paryskim dwutygodniku „La Voltigeur” filozof Emanuel Mounier pod tytułem „Roztrząsając milczenia Piusa XII” rozważał postawę papieża w odniesieniu do dokonanej miesiąc wcześniej agresji Włoch na Albanię oraz do narodu hiszpańskiego wchodzącego w mroki frankizmu.
 
W latach wojny owo „milczenie” sporadycznie łączono z nazistowskimi prześladowcami (o Polakach bp Radomski: „niewytłumaczalne milczenie Najwyższego Nauczyciela Kościoła”); później zespoliło się ono z nieprotestowaniem Holokaustu. Ten aspekt żydowski okazuje się istotny w dwóch znaczących artykułach, jakie w październiku 2008 r. – na pięćdziesieciolenie zgonu papieża – opublikowano w czołowych u nas czasopismach katolickich.
 
SAMOTNOŚĆ I „MILCZENIE”. Ks. Adam Boniecki, redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”, z rozmachem kreśli osobowość Piusa XII; nadmienia, że był on pierwszym papieżem, który w młodości zasiadł do szabasowej kolacji z Żydami. Przekonująco przedstawiono istotne wątki pontyfikatu z lat II wojny światowej: stosunek do Polaków (audiencja 30 września 1939 r., tuż później fragment encykliki „Summi pontificatus”), sprawy włoskie, stanowisko wobec prześladowania Żydów.
 
Przypomniano o niemieckim aresztowaniu Żydów rzymskich, wszakże mylnie zapisano, że zatrzymano 8 tys.: była to ogólna liczba Żydów w Wiecznym Mieście – tylu zamierzano ująć. Zatrzymano około 1100 osób: dalszej akcji zaniechano w następstwie poczynań papiestwa: do Auschwitz wywieziono ponad tysiąc – wróciło kilkanaście (ani jedna kobieta).
 
Przedstawiono rozległą pomoc papiesko-kościelną okazywaną wówczas Żydom w Rzymie. Przytoczę więc, jak to parokrotnie oceniałem: „W okresie od września 1943 r. do czerwca następnego roku czterdziestoczterohektarowa enklawa watykańska – wespół, oczywiście, z częściowo eksterytorialnymi budynkami kościelnymi i zakonnymi Rzymu – przygarnęła większą liczbę uciekinierów żydowskich niż w ciągu całej wojny Kanada na swych niemal dziesięciu milionach kilometrów kwadratowych”.
 
Ks. Boniecki zauważa, iż w sprawach politycznych papież kierował się zasadą „bezstronności”, która nie oznaczała milczenia w przypadkach naruszanie porządku moralnego. Wolno jednak utrzymywać, że stające przed Stolicą Apostolską sprawy polityczne miały chyba zawsze aspekt moralny. Stąd też Pius XII dostrzegł sytuacje, w których biskup winien kierować się powściągliwością, zasadą „mniejszego zła” („ad maiora mala vitanda” – list do berlińskiego von Preysinga z 30 kwietnia 1943 r.) – i także takie, w których biskup winien przemówić, mimo możliwych represji wobec jego wiernych: tyle że brzemię odpowiedzialności biskupa Rzymu było nieporównywalnie większe od odpowiedzialności „szeregowego” biskupa. Warto więc wskazać, że w studium o doktrynalnej i dyplomatycznej działalności Stolicy Apostolskiej na rzecz pokoju jezuita Paul Duclos pisał w 1955 r.: papież „jako najwyższy kapłan szuka największego dobra ogółu wiernych… często bywa zmuszany przyłączać się do teorii mniejszego zła” (jego podkreślenia).
 
Jedynie w dwóch zdaniach zaznaczono inne kierunku – głównie z płaszczyzny religijnej – poczynań Piusa XII, którego „nauczanie uznaje się za przygotowanie do Soboru Watykańskiego II”.
 
 
FRYBURSKIE DOCIEKANIA. Esej dr Arkadiusza Stempina, historyka i politologa z uniwersytetu we Fryburgu Bryzgowijskim, dotyczy przede wszystkim stosunku papieża do Hitlera i III Rzeszy. Napisany sugestywnie, podkreśla pacellańską „atmosferę hieratycznej niedostępności” – papież stawał się nieledwie inkarnacją Boga. Przytoczywszy dwie nader pozytywne opinie dziennika „New York Times” (1941, 1942), autor nie stroni od ocen krytycznych: utrzymuje, że Pius XII „pozostał wierny naturze powściągliwego dyplomaty” – że papieżowi „zabrakło wizji proroka”. Zgoda, wszakże powątpiewam w skuteczność poczynań z podobnej linii – pisałem: „Czy profeta – prekursor, choćby utiarowany, mógłby wówczas liczyć na poparcie kierowanej przezeń społeczności po wygłoszeniu wskazań tak radykalnie zrywających z głęboko zakorzenioną «dawnością»?”
 
Wolno powątpiewać, by papież Pacelli istotnie rościł „aspiracje do przejęcia arbitrażu światowego”: wszak przy dostrzegalnych inklinacjach mistycznych pozostał ziemskim realistą – i to, jak się wydaje, w stopniu szczególnie znaczącym dla lat powojennych. Wskazano, że udział instancji Stolicy Apostolskiej w udzielaniu pomocy „wyjazdowej” czołowym nazistom i kolaborantom w 1943 r. zasługuje na wyjaśnienie. Zapewnienie – tyle, że fakty podobnego wsparcia należy rozpatrywać raczej w kategoriach udzielania miłosierdzia, a w tym, najogólniej biorąc, nie było sympatyzowania z nazizmem.
 
Esej ten, niestety, pozostaje skażony warsztatowymi uchybieniami – pokrótce przychodzi je zasygnalizować.
 
NUNCJUSZOWA MISJA W NIEBYT? Miast oficjalnie potępiać nazistowskie ludobójstwo papież – zdaniem Stempina – „Uruchomił na rzecz wsparcia Żydów jego zakulisową formę”: mianowicie „z prożydowską misją wysłał 21 czerwca 1943 do Hitlera” nuncjusza w Niemczech. W Berchtesgaden, wedle jego relacji, „kiedy tylko nawiązałem do kwestii żydowskiej, Hitler odwrócił się gwałtownie, podszedł do okna i zaczął bębnić w szybę”, wreszcie złapał szklankę z wodą i cisnął na podłogę – „po tym dyplomatycznym geście uznałem misję za zakończoną”.
 
Można domniemywać, że to sprawa najwyższej wagi. Okazuje się, że bezpośrednia interwencja Piusa XII na rzecz Żydów to nie tylko znany apel do regenta Horthy`ego z 25 czerwca 1944 r. o zaniechanie deportacji Żydów węgierskich, ale i wcześniejsza o rok interwencja na szczycie nazistowskiego reżimu. W zasadniczym stopniu zmieniałoby to obraz osobowości Piusa XII, pozwalałoby obalić kierowany doń zarzut milczenia jako bezpodstawny.
 
Pod jednym, oczywiście warunkiem: że komentarz Stempina i relacja Orsenigo są absolutnie wiarygodne. Udowodnienie nieistnienia faktu autorytatywnie obwieszczanego jest chyba rzadko możliwe, co najwyżej pośrednio: poprzez wskazywanie na jego nieistnienie w publikacjach, które powinny go stwierdzać, wyjaśniać, komentować…
 
Otóż wizyta nuncjusza u Hitlera powinna znaleźć się w dokumentacji watykańskiej dwukrotnie: poprzez depeszę sekretarza stanu kard. Maglionego zlecającą nuncjuszowi podjęcie starań o audiencję (chyba tego nie osiągnęło się „od ręki”) i wskazującą wątki do poruszenia – a później poprzez skierowany do Maglionego raport nuncjusza o przebiegu audiencji i jej rezultatach. Rzecz zadziwiająca: nie ma nic choćby zbliżonego dla okresu kwiecień-lipiec 1943 r. w dwóch tomach „Actes et documents du Saint Siege relatifs á la seconde guerre mondiale” (Citta del Vaticano 1965–81, dalej ADSS, tomów 11), a mianowicie: t. 7 „Stolica Apostolska i wojna światowa, listopad 1942 – grudzień 1943” oraz t. 9 „Stolica Apostolska i ofiary wojny, styczeń – grudzień 1943”.
 
Nie inaczej w innych publikacjach: Saul Fiedländer „Pie XII et le III-e Reich, documents” (Paryż 1964 – wykorzystanie dyplomatycznych archiwów III Rzeszy, w których audiencja musiałaby znaleźć odbicie); jezuita Peter Gumpel, delator procesu beatyfikacji Piusa XII „Jaki naprawdę był Pius XII” oraz „Oddać sprawiedliwość Piusowi XII – w związku z artykułem Pana Horoszewicza” („Przegląd Powszechny” IX 1999, s. 187–192 i X 2000, s. 81–94); historyk Robert S. Wistrich „Pius XII and the Shoah” (rocznik „Antisemitism International” 2004, s. 10–22); kard. Montini w korespondencji dla londyńskiego „The Tablet” (ale wydrukowanej, gdy autor był papieżem); wreszcie ks. Boniecki w artykule wyżej omówionym.
 
Przytoczoną relację nuncjusza zaopatrzono w przypis 16: „Oświadczenie Orsenigo w: P. Blatt, «Organ der Diözese Berlin» z 7.04.1963”. Czy ów „P. Blatt” był autorem tekstu w piśmie diecezjalnym? – czy jest on tożsamy z P. Blatem wymienionym w przypisie 4, gdzie w rzeczywistości chodzi o jezuitę Pierrela Bleta (jedno „t”!), należącego do zespołu opracowującego ADSS? – a może „P. Blatt” to zniekształcony początek tytułu owego pisma diecezjalnego „Amtsblatt”…
 
Ponadto data przypisana owemu organowi diecezjalnemu jest znamienna: półtora miesiąca po światowej prapremierze rozgłośnej sztuki Hochhutha „Namiestnik” zarzucającej Piusowi XII zbytnie milczenie wobec Holokaustu: Orsenigo był jedną z trzech głównych postaci sceny pierwszej sytuowanej w pokoju recepcyjnym nuncjatury. Ogłoszenie oświadczenia Orsenigo akurat po prapremierze berlińskiej „Namiestnika” mogło być spowodowane impulsem anty-Hochhuthowym, chęcią przywrócenia „dobrego imienia” dawnemu nuncjuszowi (zmarłemu na początku lat pięćdziesiątych XX w.). Kiedy do oświadczenie spisano? – czy było ono wcześniej ogłaszane? – kto je przechowywał? – dlaczego nie trafiło do archiwów watykańskich? Te czy podobne kwestie winien uwzględnić, moim zdaniem, autor artykułu przed jego publikowaniem.
 
Po zestawieniu powyższego, w berchtesgadeńskiej misji nuncjusza wolno chyba uzasadnienie doszukiwać się przekazu zmistyfikowanego.
 
DYWAGACJE WE MGLE. Stempin uznaje, że wiarygodność ADSS podważył „Geruard Gieger, podczas wojny tajny informator Watykanu w Szwajcarii, który wykazał, że brak w niej między innymi memorandum papieskiego nuncjusza w Bernie z 18 marca 1942 r. o sytuacji Żydów w katolickich krajach Europy”. Po co Watykan miałby utrzymywać w Szwajcarii tajnego informatora, skoro miał tam sprawnie działającą nuncjaturę? Memorandum nie było dziełem nuncjusza; sporządzili je – na jego sugestię – przedstawiciele Światowego Kongresu Żydowskiego, Żydowskiej Agencji na Palestynę oraz Szwajcarskiej Wspólnoty Żydowskiej. Po bezpośredniej rozmowie Richard Lichtheim (z Kongresu) i Gerard M. Riegner (z Agencji) przekazali nuncjuszowi, który już następnego dnia przesłał je Maglionemu. Memorandum nie miało żadnych „uprawnień” do wejścia w zbiór ADSS – tyle że znajduje się tam list przewodni nuncjusza Bernardiniego do Maglionego (t. 8, s. 466). Dokument, złożony też w jerozolimskim Archiwum Syjonistycznym, został ogłoszony – jeszcze przed rozpoczęciem ADSS – w wymienionym powyżej tomie Friedländera z 1964 r. (s. 104-109), a następnie w niemieckim jego przekładzie („Pius XII. Und das Dritte Reich, eine Dokumentation” Reinbek 1965, s. 79–82), tyle że Friedländer zaznaczył: dokument został „bez wątpienia przekazany przez Bernardiniego do Watykanu”. Ów „Geruard Gieger” to niewątpliwie zniekształcony Gerard Riegner, współautor memorandum.
 
„W dzień po wysłaniu telegramów do monarchów najechanych przez Hitlera krajów Beneluksu, zanotował [domyślne: papież, bowiem wszystko wyżej, łącznie z telegramami, odnosi się do niego – uw. MH] treść rozmowy przeprowadzonej z byłym włoskim konsulem w Warszawie”. Otóż odniesienie do ADSS jest sfalsyfikowane; papież nigdy sam nie sporządzał notatek z przeprowadzonych rozmów; niepojęte jest uzyskanie papieskiej audiencji przez szeregowego funkcjonariusza konsularnego Włoch w dniu, gdy ważyły się kluczowe sprawy zachowania neutralności przez Włochy, co przemożnie absorbowało papiestwo.
 
Skrótowo: żaden „pamflet” Hochhutha, lecz wymieniona sztuka „Namiestnik”, wśród wielkich emocji wystawiana na dziesiątkach scen Europy i Ameryki; w 1917 r. Pacelli został nuncjuszem w Bawarii, a nie w Niemczech (tam dopiero w 1920 r.; po zatrzymaniu Żydów rzymskich ambasadorowi III Rzeszy przy Stolicy Apostolskiej Maglione złożył ustny protest, nie zaś „notę protestacyjną”; w latach tuż-powojennych Montini był prałatem, a nie kardynałem (biskup od 1954 r., purpurat od grudnia 1958 r. z pierwszej nominacji Jana XXIII); bawarska zakonnica Pasqualina była administratorką „Domu Papieskiego”, nie zaś sekretarką papieża, choć czasem mogła spełniać taką funkcję.
Na tym poprzestaję, choć to nie wszystko.
 
DRUGA POŁOWA TIARY. Przedłożone tu artykuły dopełniają się wzajemnie: ujmują Piusa XII w jego papieskiej złożoności – bez heroizacji i oczywiście bez demonizacji. Wspólnym ich niedostatkiem jest skupienie uwagi na latach wojennych, przez co nie dochodzą „do głosu” osiągnięcia pontyfikatu w czasie późniejszym.
 
A przecież nauczanie Piusa XII stanowi znaczące ogniwo pontyfikalnej doktryny pokoju (przed nim: Leon XIII i Benedykt XV). Warto skrótowo zaznaczyć inne wyznaczniki pontyfikatu w jego latach powojennych: neutralność i ponadnarodowość, problematyka wojny atomowej („czarny dywan śmierci”), medycyna (cierpnie chorych, wskazanie sensu transplantologii), penalizacja (sprzeciw wobec kary śmierci), otwarcie afro-azjatyckie (pierwsza trzydziestka biskupów rdzennie afrykańskich), rozpoczęcie dyplomacji na erę Pacyfiku, zalążki polityki euro-wschodniej, kulturowe odzachodnianie Kościoła (fundamentalne znaczenie dla Kościołów Trzeciego Świta), próby modernizacji Kolegium Kardynalskiego i Kurii Rzymskiej.
 
To wszystko, szerzej ongiś rozważane, pozwoliło uznać, że tak często pomijane lata 1945–58 to nie tylko czasy „ostatniego z Piusów”, ale zarazem właściwa część pontyfikatu już wyraźnie przedosoborowego.
 

Res Humana nr 3/2010, s. 38-41