Dylematy współczesnej demokracji

Autor: Janusz Sztumski


Uwagi wstępne
 
Rozważania na temat demokracji są – w moim przekonaniu - wówczas owocne, jeśli dotyczą jej konkretnej postaci, jaką zna historia, tzn. demokracji, jaka była praktykowana w określonych czasach i warunkach społeczno-ekonomicznych, np. w Grecji za czasów Peryklesa, w XVIII-wiecznych państwach Europy oraz w innych krajach i okresach historycznych.
 
Postrzeganie demokracji w ogólny sposób jako ludowładztwa, czyli takiego ustroju politycznego, w którym władza należy do ludu, daje nam możliwość pewnej orientacji odnoszącej się do tego, czym jest demokracja w szerokim tego słowa znaczeniu i czym różni się ona zasadniczo od innych ustrojów politycznych. Tworzenie więc jakiegoś typu idealnego demokracji umożliwia nam jedynie uchwycenie pewnych najistotniejszych właściwości tego, co dany typ określa, jak na to wskazuje Max Weber.
 
Jeżeli zatem chcemy zastanawiać się nad szansami i zagrożeniami demokracji w Polsce lub w innym dowolnym kraju, to trzeba brać pod uwagę jej funkcjonowanie w konkretnym miejscu i czasie, uwzględniając także jej specyfikę i uwarunkowania, czyli ujmować problematykę tą Mc et nuunc. Trzeba także być świadomym tego, że historia nie zna demokracji jako takiej, bowiem występowała ona zawsze w określonej postaci, tzn. z pewnym przymiotnikiem, określającym jej charakter.
 
Zwróćmy również uwagę na to, że termin demokracja jest na ogół pozytywnie postrzegany i wywołuje u ludzi dodatnie uczucia. Powoduje to, że często nawet faktyczni przeciwnicy demokracji nie chcą się publicznie przyznawać do tego, iż są jej wrogami. Dlatego też swoje koncepcje polityczne lub działania wrogie wobec ogólnym założeniom demokracji, usiłują maskować swoistą frazeologią. Oczywiście, nie znaczy to, że nie ma jawnych przeciwników demokracji w dowolnej postaci. Jednak po klęskach poniesionych przez różne skompromitowane dyktatury nie mogą oni liczyć w żadnym cywilizowanym społeczeństwie na masowe poparcie i dlatego właśnie swoją wrogość wobec demokracji maskują, posługując się m.in. rozmaitymi demagogicznymi hasłami.
 
 
Oceniając zatem stan demokracji w jakimś kraju trzeba również przyjrzeć się temu, jakie znaczenia wiążą się w nim ze słowem demokracja. Chodzi o to, czy jest ono jedynie ozdobnym elementem retoryki politycznej, czy też słowem używanym w rzetelny sposób, tzn. zgodnie z ustalonym i przyjętym jego znaczeniem, zarówno w teorii, jak i w społeczno-politycznej praktyce.
 
1. Szanse i zagrożenia demokracji we współczesnym świecie
 
W czasach - w których możemy zaobserwować procesy globalizacyjne - systemy polityczne poszczególnych krajów są w swoim istnieniu i rozwoju określone nie tylko przez dokonujące się w nich procesy społeczno-gospodarcze i polityczne, ale również przez postępujący w świecie rozwój cywilizacyjny, napędzany kolejnymi rewolucjami naukowo-technicznymi.
 
Dlatego też zastanawiając się nad szansami i zagrożeniami demokracji w jakimś kraju, trzeba uwzględnić zarówno zewnętrzne uwarunkowania współczesnej demokracji w skali globalnej, jak również jej wewnętrzne uwarunkowania, wynikające ze specyficznej sytuacji społeczno-gospodarczej i politycznej, określonej jego historycznym rozwojem.
 
Współczesna demokracja rozwija się równolegle do kapitalizmu i stała się poniekąd częścią składową tego systemu społeczno-gospodarczego. Nie jest więc przypadkiem to, że jej zalążki pojawiły się najwcześniej w tych krajach, które weszły na drogę kapitalistycznego rozwoju, czyli w XVII-wiecznej Anglii i Francji.
 
Zwracając uwagę na powiązania gospodarki z polityką wypada też zaznaczyć, że politycznym dopełnieniem liberalizmu ekonomicznego stał się liberalizm polityczny, którego wytworem jest demokracja liberalna.
 
Jądrem kształtującego się społeczeństwa liberalnego staje się konkurencyjny rynek, czyli tzw. wolny rynek i on też zaczyna określać zachowanie homo oeconomico - politicus, tzn. człowieka przeobrażającego się we współczesną istotę społeczno-polityczną. Być może biorąc to właśnie pod uwagę Joseph Schumpeter nazywa demokrację liberalną - demokracją konkurencyjną.
 
Z kolei Anthony Downs - głosi nawet tezę, że w demokratycznych państwach przyszłości politycy będą w wyborach upatrywali szansy na uzyskanie maksymalnego poparcia po to, aby osiągnąć władzę i dochody. Podobnie wyborcy, jego zdaniem, będą oczekiwali od polityków określonych dla siebie korzyści. I z tego względu partie i politycy będą odwoływali się do takich samych sposobów pozyskiwania wyborców, z jakich korzystają producenci towarów lub usług, aby pozyskać klientów. Na tej podstawie sądzi on, że w przyszłości pojawi się swoista demokracja rynku, czyli taka demokracja, którą rządzą prawa rynku.
 
Czy jednak ze względu na to, że współcześnie jest w użyciu nawet marketing polityczny, można przyjąć tezę, że oto właśnie zaistniała demokracja rynku! Oczywiście, nie chodzi tu o rynek utożsamiany z Agorą, lecz z abstrakcyjnie pojmowaną wymianą rozmaitych dóbr, którą reguluje prawo popytu i podaży oraz rządzi swoista magiczna siła określana jako niewidzialna ręka wolnego rynku.
 
Uważam, że tego rodzaju postrzeganie współczesnej demokracji jest uproszczone. Bowiem pomija to, że oprócz ekonomicznych uwarunkowań polityki - a w tej mierze i systemów politycznych - wchodzą w grę również jeszcze inne uwarunkowania, np. socjologiczne i ideologiczne. Ponadto mamy wiele przykładów świadczących o tym, że istnienie w danym kraju wolnorynkowego systemu gospodarczego nie wymusza wcale zaistnienia w nim liberalizmu politycznego.
 
Zauważmy jednak, że łączenie wolnego rynku z demokracją stało się dość powszechnym nawykiem myślowym także obecnie, co jest spowodowane zapewne tym, iż rynek ten rozwinął współczesną demokrację i rozszerzył jej zasięg społeczny, m.in. ze względu na zwiększenie udziału społeczeństwa w życiu politycznym, a także w korzystaniu z konsumpcji masowo wytwarzanych produktów i świadczonych usług. Zarówno udział w życiu politycznym, jak i konsumpcja wytwarzanych dóbr przestaje być reglamentowana przywilejami stanowymi, jak to miało miejsce w systemie feudalnym. Ale w ich miejsce system ten wprowadził ograniczenia ekonomiczne. O szansach i możliwościach człowieka przestały decydować więc tytuły feudalne, a ich miejsce zajął pieniądz, którego rola w miarę rozwoju systemu wolnorynkowego staje się coraz bardziej decydująca w życiu społeczno-politycznym.
 
Teoretycznie, tzn. biorąc pod uwagę istniejące przepisy, każdy obywatel demokratycznego państwa może ubiegać się o dowolny urząd, jeśli jest w stanie ponieść koszty, jakie są z tym związane. Może również kształcić swoje dzieci w dowolnej szkole, jeśli będzie go na to stać. Może też dochodzić swoich praw – nawet urojonych - jeśli będzie mógł ponosić koszty sądowe i związane z wynajęciem adwokatów. Jedynym czynnikiem limitującym udział w korzystaniu z dobrodziejstw demokracji stał się pieniądz. I on też powoduje, że dla znacznej części obywateli wspomnianego państwa udział w życiu politycznym zostaje zredukowany do możliwości oddania w dniu wyborów głosu na „swojego kandydata”, wyłonionego oczywiście „demokratycznie” przez mniej lub bardziej osobliwe manipulacje dokonywane przez elity wielkiego biznesu i władzy, maskujące swoje działania istnieniem „niewidzialnej ręki” wolnego rynku, a w rzeczywistości korzystające z usług rozmaitych struktur: grup nacisku, mafii czy też służb specjalnych.
 
Głoszone hasła o równości szans i równości wobec prawa stają się zatem fikcjami ze względu na nierówności ekonomiczne, które faktycznie określają stopień możliwości korzystania przez danego człowieka z dobrodziejstw demokracji wolnorynkowej zawartych w ustawach. Z tych względów warto zastanowić się nad tym, czy współczesny kapitalizm wolnorynkowy rzeczywiście sprzyja demokracji, jeśli powoduje marginalizację wielu ubożejących grup ludzi, a tym samym uniemożliwia im pełne uczestnictwo w życiu społeczno-politycznym. Otóż wskazując na to, że kapitalizm doprowadził do pojawienia się demokracji liberalnej i przyczynił się do jej rozwoju, nie należy również zapominać o tym, iż był to wczesny kapitalizm, który miał jeszcze wolnokonkurencyjny charakter. Jednak w wyniku swojego rozwoju uległ on swoistym przeobrażeniom i przeistoczył się w monopolistyczny kapitalizm, który doprowadził do oligopolistycznej struktury produkcji i rynku, tzn. do występowania konkurujących ze sobą, lecz tolerujących się nawzajem monopolistów w danej dziedzinie, a w dalszej kolejności do podziału stref wpływów oraz walki o ich poszerzanie zarówno środkami ekonomicznymi, jak i militarnymi, co też zasadniczo zmieniło jego pierwotny charakter.
 
Zastanawiając się nad relacjami między kapitalizmem a demokracją nie można zapominać o tym, że kapitalizm – podobnie jak każdy wcześniejszy system gospodarczy - ma dynamiczny charakter, tzn. rozwija się i ulega określonym przeobrażeniom. Z tych względów istniejące w nim stosunki pomiędzy gospodarką i polityką; rynkiem i państwem oraz pracą i kapitałem – trzeba ujmować dynamicznie, a nie statycznie i relatywizować je do określonego stanu rozwoju kapitalizmu.
 
Na skutek stosowania wspomnianych wcześniej środków zabezpieczających pojawiła się we współczesnych państwach kapitalistycznych tzw. demokracja blokowana. Polega ona na różnorodnym ograniczaniu społeczeństwa w możliwości autentycznego wyrażania swojej woli na temat systemu rządzenia, m.in. poprzez rozmaite manipulacje opinią publiczną i na ograniczaniu możliwości politycznego wykorzystywania przez społeczeństwo swojej faktycznej siły w walce o władzę. Istotną rolę w procesie blokowania demokracji odgrywają też media, mniej lub bardziej kontrolowane przez wielki kapitał lub państwo, oraz partie i związki zawodowe, których przywódcy w większym stopniu dbają o własne kariery i profity niż o realizację deklaracji programowych i propagowanych celów organizacji, którymi kierują. Ukazane przez Roberta Michelsa spiżowe prawo oligarchii, zostało u nas wielokrotnie potwierdzone po 1990 roku.
 
Zauważmy, że u schyłku XX wieku mechanizmy zabezpieczające kapitalistyczne państwa zostały jeszcze bardziej rozbudowane ze względu na walkę z terroryzmem. Otóż walka z tym mętnie określonym wrogiem i stałe zagrożenia, jakie terroryzm powoduje skłaniają państwa - które angażują się w tą walkę - do utrzymywania poniekąd permanentnego stanu nadzwyczajnego, uzasadniającego wprowadzanie rozmaitych środków ograniczających prawa i wolności obywateli.
 
Postrzegając powierzchownie demokracje zachodnie, często nie zdajemy sobie sprawy z erozji, jakiej ulega demokracja parlamentarna w państwach wolnorynkowego liberalizmu i z możliwości wprowadzania w nich w życie coraz bardziej wyrafinowanych sposobów blokowania demokracji, która na skutek tego powoduje wynaturzenia idei demokracji. Dopiero liczne skandale polityczne ujawniane w ostatnich latach oraz rozszerzająca się korupcja wśród elit władzy i postępująca degeneracja istniejących ustrojów politycznych ukazują kłopoty wielu społeczeństw ze złą demokracją.
 
Uważam, że wtedy, gdy myślimy o współczesnym państwie demokratycznym - to chodzi nam o państwo, w którym obowiązuje taki system polityczny, który zapewnia wszystkim obywatelom możliwości korzystania z praw człowieka i obywatela. Łączymy zatem z tym państwem istnienie społeczeństwa obywatelskiego, czyli społeczeństwa, w którym wszyscy obywatele są rzeczywiście, a nie tylko pozornie upodmiotowieni w sferze społeczno-politycznej, a tym samym mają wpływ na to, co dzieje się w ich kraju. Nie chodzi tu więc tylko o prawo do głosowania i swobodnego wyrażania krytycznych opinii, lecz o możliwość korzystania ze wszystkich praw człowieka i obywatela, w takim zakresie, w jakim zostały ustanowione w licznych międzynarodowych konwencjach i paktach.
 
Czy można poważnie mówić o społeczeństwie obywatelskim w państwie, którego więcej niż połowa obywateli żyje na granicy minimum socjalnego i z tego powodu ulega w różnym stopniu marginalizacji w życiu społecznym i politycznym? I w związku z tym pojawia się w XXI wieku istotny problem, którego dotąd nie udało się rozwiązać: w jaki sposób zapewnić warunki upodmiotowienia wszystkim obywatelom zapobiegając ich marginalizacji ze względu na ubóstwo?
 
Istniejące systemy autorytarno-totalitarne zostały w Europie obalone u schyłku XX wieku i zatriumfowała demokracja, ale nie liberalna, lecz właśnie blokowana, która pojawiła się około połowy tegoż wieku. Jednak tej istotnej przecież zmiany w rozwoju idei demokracji nie nagłaśnia się szczególnie, stwarzając wrażenie, że ta nowa postać demokracji jest jej rozwojem, a nie pewnym regresem w stosunku do demokracji. Pomija się zatem fakt, że wraz z zanikającym wolnym rynkiem, zanika także demokracja liberalna i pojawia się wspomniana wcześniej demokracja blokowana, która staje się stosowanym systemem politycznym w wielu współczesnych państwach świata zachodniego.
 
2. Szanse i zagrożenia demokracji w Polsce
 
Rozwój demokracji w Polsce - podobnie jak w innych krajach -jest określony nie tylko przez wewnętrzne procesy społeczno-gospodarcze i polityczne, ale także przez zewnętrzne uwarunkowania, na które wskazywałem wcześniej.
 
Transformacja ustrojowa rozpoczęta w Polsce po 1989 roku jest w swoim rozwoju określona przez zewnętrzne uwarunkowania funkcjonowania współczesnej demokracji. Dokonujące się przemiany społeczno-gospodarcze i polityczne są więc określone przez postępującą globalizację generujące rozwiązania mieszczące się w ramach neoliberalnej doktryny gospodarczej.
 
Wskazuje na to pojawienie się i działalność takich instytucji, jak np. Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Monetarny, Światowa Organizacja Handlu (WTO), Układ Ogólny w Sprawie Ceł i Handlu (GATT), czy też Północnoamerykański Układ o Wolnym Handlu (NAFTA) - które zmierzają do zbiurokratyzowania procesów globalizacyjnych w celu umocnienia neoliberalnego ładu globalnego, służącego interesom mocarstw światowych.
 
Biorąc pod uwagę zewnętrzne uwarunkowania rozwoju współczesnej demokracji można obecnie rozwijać w Polsce demokrację blokowaną, naznaczoną jednak pewną specyfiką wynikającą z wewnętrznych uwarunkowań naszego kraju.
 
Otóż podejmując problem wewnętrznych uwarunkowań szans i zagrożeń demokracji w Polsce trzeba uświadomić sobie to, że demokracja w naszym społeczeństwie nie ma długich tradycji. Co prawda w Polsce, w XV-XVI wieku, istniała tzw. demokracja szlachecka, która dawała nawet drobnej szlachcie możliwości wpływania na władzę państwową poprzez sejmiki i sejm. Ale dotyczyła ona tylko około 8-10 procent społeczeństwa i nie doprowadziła do rozwoju parlamentaryzmu na wzór angielski. Zauważmy, że dominujący w Polsce katolicyzm nie sprzyjał rozwojowi demokracji. Bowiem Kościół katolicki wolał mieć do czynienia z władcami, których namaszczał, a oni wierzyli, że panują ex Dei gratia niż z panującymi ex voluntatis popali, tzn. z woli ludu.
 
Pod wpływem upowszechniania się idei socjalistycznych i socjaldemokratycznych pojawiają się także na polskich ziemiach znajdujących się pod zaborami ugrupowania polityczne o demokratycznych orientacjach na przełomie XIX i XX wieku. Dochodzą one do głosu na szerszą skalę po uzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku. Przypomnijmy jednak o tym, że w owym czasie w polskim społeczeństwie istniały również bardzo silne ugrupowania konserwatywne, nacjonalistyczne i klerykalne. I - jak wiemy - próby utworzenia w Polsce systemu demokracji liberalnej zakończyły się już po 8 latach przewrotem majowym z 1926 roku. A wprowadzone rządy autorytarne korzystały jedynie fasadowo z instytucji liberalnej demokracji.
Oczywiście nie sprzyjały rozwojowi demokracji w Polsce lata 1939-1945, tzn. czasy wojny i okupacji. Nie sprzyjał jej również okres po 1945 roku, kiedy to w Polsce przypisanej do radzieckiej strefy wpływów urzeczywistniano tzw. demokrację socjalistyczną, która była karykaturą demokracji i socjalizmu.
 
Słabość demokracji w Polsce przejawia się również po 1989 roku, kiedy to do władzy dochodzą solidarnościowi działacze, spośród których wielu reprezentowało orientacje konserwatywne, nacjonalistyczne, klerykalne i populistyczne, a ponadto stylizowało się na późniejszym wizerunku marszałka Piłsudskiego i nawiązywało do jego negatywnego stosunku do demokracji oraz do autorytarnych koncepcji politycznych postulowanych przez sanację.
 
Przypomnijmy o tym, że pierwszy prezydent wyłoniony spośród wspomnianych działaczy wyrażał ubolewanie, że nie może rządzić za pomocą dekretów, zastrzegł sobie na podstawie iure caduco możliwość obsadzania resortów siłowych i tolerował tzw. falandyzację prawa, czyli naginanie go do swoich potrzeb, dając tym samym wyraz swojej niechęci do liberalnej demokracji.
 
Prezydentura Aleksandra Kwaśniewskiego dążyła do wprowadzania demokracji stosowanej we współczesnych państwach zachodnich, czyli demokracji blokowanej, co nie podobało się jednak ani ugrupowaniom konserwatywno-liberalnym, marzącym o zdezaktualizowanym modelu demokracji liberalnej, ani też ugrupowaniom klerykalnym, nacjonalistycznym i populistycznym, raczej niechętnym idei demokracji.
 
Wybory parlamentarne w 2005 roku spowodowały, że stosunkowo niewielką przewagę w Sejmie i Senacie uzyskali zwolennicy władzy autorytarnej, odwołującej się do haseł nacjonalistycznych, fundamentalistycznych i populistycznych, przy stosunkowo małej frekwencji wyborczej, wynoszącej tylko 40,57 procent. Zwycięstwo moherowych beretów - wiedzionych przez nawiedzonego zakonnika szermującego fundamentalistycznymi i nacjonalistycznymi hasłami oraz przez demagogicznych i żądnych władzy polityków okazało się możliwe w społeczeństwie sfrustrowanym i zniechęconym do rządów lewicowo-centrystycznych, ich nijakością programową i małą skutecznością w zwalczaniu istotnych problemów społecznych, a zwłaszcza bezrobocia.
 
Brak zorganizowanego ugrupowania lewicowego o zdecydowanej postawie i wyraźnie konkurencyjnym programie społeczno-gospodarczym i ideowym jest - w moim przekonaniu - jedną z istotnych przyczyn słabości w rozwijaniu demokracji w Polsce.
 
Zauważmy, że w społeczeństwie polskim utrzymuje się kult silnej władzy, charakterystyczny dla społeczeństw o małym wyrobieniu politycznym oraz o rozmaitych frustracjach i kompleksach. Kult ten jest także podtrzymywany przez Kościół katolicki, który nigdy nie był, ani nie jest zwolennikiem demokracji i zawsze wspierał ugrupowania konserwatywne.
 
W utrzymywaniu się kultu silnej władzy oraz postaw nacjonalistycznych, fundamentalistycznych i populistycznych upatruję zatem istnienia istotnych wewnętrznych zagrożeń dla rozwoju demokracji w Polsce. Oczywiście chodzi tu o demokrację w tej postaci, w jakiej jest ona możliwa do realizacji ze względu na jej zewnętrzne uwarunkowania, tzn. demokrację blokowaną.
 
Autor artykułu jest socjologiem; przez wiele lat profesorem w Uniwersytecie Śląskim w Katowicach; autorem wielu cennych książek i studiów; obecnie pracuje w jednej ze śląskich uczelni niepaństwowych.
 

Res Humana nr 3-4/2007, s. 8-10 i 26-27