Niepokoje i nadzieje moralne

Autor: Adam Kędzierawski
 

W dyskusji pojawił się problem różnorodnej oceny wpływu zmian cywilizacyjnych na świecie i w Polsce na stan świadomości moralnej ludzi, jej różnych kręgów społecznych. Oceny zachowań moralnych na przestrzeni historii opisanej były zawsze subiektywnie dwuwartościowe z akcentami katastrofizmu z jednej strony i liberalnego postrzegania toczącego się życia.
 
Relacje międzyludzkie regulowane są z jednej strony przez skodyfikowane normy prawne, jak się okazuje bardzo często łamane w praktyce codzienności, a z drugiej strony przez rodzące się z tej praktyki społecznej wartości moralno-obyczajowe przybierające postać kodeksów moralnych. Zachodzi pytanie o wartość regulacyjną tych mechanizmów, bardziej lub mniej uwewnętrznionych przez ludzi. Nie podlega dyskusji większa wartość norm moralnych, ich skuteczność, które w codzienności są bliższe człowiekowi niż normy prawne. Życie człowieka byłoby koszmarem gdybyśmy chcieli je zamknąć w ciasne normy prawne.
 
Dyskusja nad aktualnym stanem moralnym społeczeństwa powinna być bardziej skonkretyzowana, ponieważ konstatacje, czasem kategoryczne mogą mijać się z prawdą.
 
Rodzina i szkoła jest na pierwszym miejscu w przekazywaniu dziecku wartości moralnych i ich stosowania. Ekonomiczna sytuacja rodziny (bezrobocie) czyni ją wychowawczo nieskuteczną. Szkoła dzisiejsza po przeprowadzonej reformie (utworzenie gimnazjum i skrócenie liceum) nie jest wychowawczo skuteczna. Nauczyciel czuje się pozbawiony wpływu wychowawczego na powierzoną mu młodzież. Tu trzeba stwierdzić bezspornie spiętrzenie się trudności wychowawczych na poziomie gimnazjum. Pamiętać trzeba o najtrudniejszym w życiu młodego człowieka okresie rozwojowym. Przy braku etyki i przygotowania do życia w rodzinie, cały proces wychowawczy jest nieskuteczny. Osobną sprawą jest „reforma” podręcznikowa. Kosztowna dla rodziców tych niezamożnych a nauczyciela wciągająca w marketing handlowo-kupiecki. Zapowiadana dalsza reforma na poziomie liceum ograniczy jeszcze bardziej poziom wykształcenia ogólnego.
 
Obserwuje się w społeczeństwie niezadowolenie z pracy lekarzy, nauczycieli i prawników, a wręcz mówi się o patologii tych bardzo ważnych społecznie zawodów. Media o tym szeroko informują. Są to głębokie rysy w grupie zawodów o szczególnej społecznej wartości. Do autorytetów moralnych pretendują również politycy i parlamentarzyści. Jest ich znaczący nadmiar. Państwo jest zbyt drogie dla obywatela. Ludzie nie chcą takiego sposobu sprawowania władzy, gdzie są podsłuchiwani, poddawani prowokacjom do niecnych zachowań, okłamywani, posądzani, osadzani w więzieniach, stale inwigilowani, korumpowani. Niepokoją również media wypłukane z wartości humanistycznych, podkręcające stany społecznego napięcia, odarte z wzorów osobowych o ciepłych tendencjach empatycznych.
 
Nie ma zgody ludzi uczciwych na zawłaszczanie wartości moralnych i narodowych i traktowanie przedmiotów kultu religijnego jako narzędzia walki politycznej. Uciążliwa się staje egzystująca na różnych obszarach agresja w walce o władzę. Przeżywamy w Polsce regres autorytetów jednostkowych, a także instytucjonalnych. Potwierdzeniem braku autorytetów jednostkowych są sondaże ukazujące poszukiwanie kandydatów do fotelu prezydenckiego. Coraz trudniej o wskazanie ludzi o autentycznym autorytecie w gronie parlamentarzystów. Aktualny sposób sprawowania władzy i tocząca boje o przejęcie władzy, zasmucają myśleniem o przyszłości życia społecznego w kraju. Dyskusje dziennikarzy są w większości stratą czasu dla coraz większej grupy ludzi oglądających np. telewizję. Po odejściu prof. Barbary Skargi będzie trudno wskazać na osobę wielkiego autorytetu intelektualno-moralnego. A co możemy powiedzieć o autorytetach instytucjonalnych budujących moralną tkankę życia społecznego?
 
Choć jest to mała instytucja to trzeba ją uznać za wiodącą w procesie wyposażania jednostki ludzkiej w wartości moralne -jest to rodzina. Ideałem jest rodzina pełna, dwojga kochających się małżonków, dla których dzieci są spoiwem o najwyższej wartości. Od wielu czynników zależy skuteczność wychowawcza rodziny.
 
Daleko do ideału w realizacji programu „przygotowanie do życia w rodzinie”, co objawia się przypadkowymi, koniecznymi związkami ludzi nieprzygotowanych do funkcji rodzicielskich, często pozbawionych zabezpieczenia materialnego. Niezbędnego dla trwałości rodziny. Trzeba rodzinę młodą otoczyć opieką i wszelkimi środkami chronić ją przed rozpadem.
 
Szkoła jako druga społeczna instytucja wychowawcza i kształcąca nie wywiązuje się z podejmowanych programowo zadań. Brak nam szkoły programowo stabilnej, wolnej od permanentnych reform. Dziś wszyscy wiedzą, że wyodrębnienie gimnazjum i skrócenie liceum o jeden rok, to były błędne decyzje. Obecnie PiS zapowiada, że po swoim zwycięstwie przywróci liceum czteroletnie. Mamy dyskusję o nałożeniu obowiązku szkolnego na sześciolatków i ograniczenie kształcenia ogólnego w pierwszej klasie liceum, a kl. II i III mają realizować specjalizacje przedmiotowe. Wiele niedostatków pozostawia stan współpracy rodziny i szkoły, a także psychologiczno-pedagogiczne kształcenie kandydatów do pracy z dziećmi i młodzieżą.
 
Ograniczenie uczestnictwa dzieci i młodzieży w kulturze, regres czytelnictwa, magia gier komputerowych, internet dla znacznej części społeczności uczniowskiej objawia się dewastacją intelektualno-moralną.
 
Powszechnie panuje przekonanie, że instytucją mającą największy wpływ na poziom moralnej kondycji społeczeństwa ma Kościół. Czy rzeczywistość to potwierdza? Zwróćmy uwagę na praktyki odnotowane w Ruchu Rodzin Nazaretańskich, wystąpienia ze zgromadzeń zakonnych, odejścia ze służby kapłańskiej, spadek powołań kapłańskich, spadek uczestnictwa szczególnie ludzi młodych w nabożeństwach, kłopoty z celibatem. Kościół ma wielkie możliwości instytucjonalne-kadrowe do uobecnienia się w środowiskach swego terytorialnego działania. Myślę, że w przyszłości Kościół nabierze przekonania o potrzebie zmiany metod oddziaływania, posługiwanie się autorytetem rozumu a nie presją autorytetu dogmatów. Mądrość moralna wymaga innej retoryki. Są wartości „boskie”, które mogą zmienić relacje między ludźmi. Według mnie dobro, prawda, miłość, honor, godność, cnota, spokój sumienia, życzliwość, wrażliwość, roztropność, umiar mogą ubogacać człowieka. To są wielkie słowa - ale muszą być potwierdzane przez czyny.
 
Na władzy administracyjno-politycznej ciąży obowiązek budowania rzeczywistości z bardziej ludzką twarzą. Dzisiejsza rzeczywistość jest daleka od tego „luksusu”. Centralne organy władzy wraz z instytucjami zabezpieczającymi ich funkcjonowanie, absurdalnie rozbudowane kadrowo, oderwały się od ludzi (wyborców). Pozorują troskę o swoich obywateli. Nie są skłonne do generowania praw, które zabezpieczałyby podstawowe prawa obywatelskie; dostęp do nauki, kultury, troski o zdrowie i prawo do pracy. Gdzie szukać panaceum dla przełamania tego bądź co bądź niepokojącego stanu? Odpowiadam: w reformie prawa wyborczego (ordynacja), w zmianach w centralnych organach władzy (sejm, senat, rząd, prezydent), w zmianie w instytucjach zabezpieczających funkcjonowanie państwa, w oparciu funkcjonowania państwa o wartości racjonalne (autorytety rozumu), w większej trosce o zdrowie i wykształcenie obywateli, a także o kulturę i pracę, wychowania człowieka na mocnej ekonomicznie rodzinie, dobrze zorganizowanym szkolnictwie (w miarę stabilnych programach, funkcjonujące jednocześnie w dostępnych mediach.
 
Autor jest pedagogiem, długoletnim nauczycielem i pracownikiem administracji szkolnej na Ziemi Lubelskiej.
 
 
Res Humana nr 2/2010, s. 32-33