Prawo do pogrzebu świeckiego

Autor: Maciej Kijowski
 

Stwierdzić, że każdy ma prawo do śmierci, to truizm. Napisać, że każdemu przysługuje prawo do dobrej śmierci, to w Polsce pod rządami prawicy wcale nie tak oczywiste, zważywszy na charakterystyczną dla konserwatystów niechęć do eutanazji. Jeśli napiszę, że każdy ma prawo do pogrzebu, nie narażę się chyba nikomu. Uwagę Czytelników chciałbym wszakże skupić na ochronie nie tyle prawa do pogrzebu w ogóle, pogrzebu in genere, lecz prawa do pogrzebu świeckiego.
 
Decydującą rolę w wyborze świeckiego lub wyznaniowego charakteru pogrzebu ma wola osoby zmarłej, jej to bowiem wyłącznym i niepodważalnym prawem jest podejmowanie wiążących i niepodważalnych decyzji co do losów swego ciała po śmierci (w tym np. kremacji lub odstąpienia od pogrzebu i przekazania do celów naukowych), miejsca i przebiegu pogrzebu, powierzenia jego organizacji wskazanym osobom lub/i wykluczenia innych od tej powinności, wyglądu grobu i treści inskrypcji nagrobnej itp. Kult pamięci zmarłego jest w pierwszej kolejności jego dobrem osobistym, a nie dobrem rodziny; „skoro zatem pozostawił on dyspozycję co do (…) miejsca i formy [pogrzebu – przyp. mój], ma to znaczenie jednoznacznie rozstrzygające”. Jeśli zatem pogrzeb Zbigniewa Religi na Cmentarzu Wojskowym w Warszawie 13 marca 2009 r. miał wedle jego woli charakter świecki, dlaczego jego rodzina zadecydowała o umieszczeniu krzyża na grobie i zapewne też na trumnie? Dlaczego jednoznaczna dyspozycja lekarza i humanisty wywołała w mediach taką konsternację i skąd wzięły się żale, że na pogrzebie zabrakło biskupów (którego obrządku?), skoro nie byli współwyznawcami zmarłego? Popłoch w prasie świadczy o jej niedojrzałości względem humanistycznego pogrzebu i kompletnej w tej sprawie niewiedzy dziennikarzy; krzyże za sprawą rodziny są zaś – z całym dla niej szacunkiem – przykładem lekceważenia woli zmarłego. Daleko bardziej i liczne i drastyczne są natomiast zachowania rodzin, które z pompą sprawiają pogrzeby wyznaniowe najbliższym sobie ateistom, agnostykom, apostatom zdecydowanie wbrew ich woli, lecz dlatego, że …co powiedzą ludzie, jak to tak bez księdza, to grzech itp. Tymczasem wyznaniowy pogrzeb urządzony osobie bezwyznaniowej świadczy o tym jak mało znaczy ona i znaczyła za życia dla swoich bliskich – tak samo pogrzeb świecki osoby wierzącej jest gwałtem zadanym jej przekonaniom. Oddanie czci zmarłemu to również taka forma pogrzebu, jakiej życzył sobie ów zmarły – niezależnie od światopoglądu bliskich, którzy go organizują: Edward Gierek, ateista, który pochował matkę w katolickim obrządku i umieścił w jej trumnie różaniec sprezentowany jej onegdaj za jego pośrednictwem przez papieża Pawła VI, zaprezentował postawę godną najwyższego szacunku; przyczynia się ona do mojego przekonania o jego klasie, również jako kochającego syna. Nie może dziwić, że od osób religijnych organizujących pogrzeby areligijnym bliskim będę oczekiwał równie szlachetnego zachowania i jednoznacznej decyzji o świeckim ceremoniale nawet wtedy, gdyby zmarły nie zdążył wyrazić swojej woli w tym przedmiocie a wiadomo, że był osobą niewierzącą.
 
Nie tylko na podstawie własnych obserwacji, lecz przede wszystkim w oparciu o pełne smutku spostrzeżenia innych osób uczestniczących w pogrzebach wyznaniowych muszę stwierdzić, że celebrujący je duchowni nader często czynią swoją powinność w sposób zdecydowanie nieemocjonalny, mechaniczny wręcz. Pogrążeni w rutynie odklepują przepisane egzekwie nie starając się ani trochę przybliżyć zebranym osoby zmarłego, jego dokonań, osiągnięć, a o pomstę do nieba (w które przynajmniej część z nich zdaje się wierzyć) woła zachowanie celebransów podczas pogrzebów dzieci, których przedwczesne odejście interpretują antyhumanitarnie, bezwzględnie i bezsensownie komunałem „Bóg tak chciał” – tak jakby miał on w jakikolwiek sposób ukoić ból zrozpaczonych rodziców, dziadków, rodzeństwa, podczas gdy ból ten pogłębia niczym sól sypana na ranę. W istocie, najważniejsza różnica między pogrzebami świeckimi i wyznaniowymi tkwi w moim przekonaniu właśnie w osobie celebrującej uroczystość, a w szczególności w jej zachowaniu. Mistrzowie ceremonii różnią się przeto od sprawujących pogrzeby kapłanów tym przede wszystkim, że w to co robią, wkładają niesamowicie dużo serca, że każdy pochówek traktują inaczej, indywidualizując jego przebieg, poświęcając jak najwięcej uwagi osobie i osobowości zmarłego, a wcześniej spędzając wcale niemało czasu z jego rodziną, bliskimi po to, by szczerze ich pocieszyć, i po to również, by na potrzeby konstruowanego scenariusza ceremonii zbudować coś w rodzaju portretu psychologicznego zmarłej osoby. Nie oznacza to, rzecz jasna, iżby pogrzeby wyznaniowe nie niosły podobnych przeżyć. Nie śmiem generalizować, pewien jestem wszakże, iż stopień zaangażowania celebrującego pogrzeb duchownego w profesjonalizm i indywidualizm tej uroczystości jest wprost proporcjonalny do materialnego wkładu bądź to ze strony samego zmarłego (jeśli hojnie wspierał parafię), bądź też jego rodziny (im więcej zapłaci „co łaska”, tym wystawniejszy pogrzeb i tym mniejsze skrupuły wobec pompa funebris sprawianej człowiekowi, którego w kościele nie widziano od dziesięcioleci). Każdy pogrzeb świecki jest inny, każdy zindywidualizowany, dostosowany do osobowości zmarłego, każdy „szyty na miarę”, jak zgrabnie to określił jeden z najznakomitszych mistrzów ceremonii pogrzebowych, Jacek Borowik. Trudno, by było inaczej, skoro scenariusz uroczystości, oprawa muzyczna, tekst pożegnalnego wystąpienia są przedkładane bliskim zmarłego do akceptacji. W trudnych chwilach dzielących śmierć od pochówku mistrz ceremonii jest bez reszty zaangażowany w jej przygotowanie i już na tym etapie – w odróżnieniu od znacznej liczby duchownych – okazuje zrozpaczonej rodzinie zmarłego empatię, ciepło, szczere współczucie, którymi obdarza później wszystkich przybyłych na sam pogrzeb. Praca mistrza ceremonii nie jest łatwa i nie każdy może ją wykonywać, obok cech, o których mowa wyżej musi wszak posiadać odpowiednią aparycję, niezawodną dykcję, kojącą barwę głosu, musi poruszać się w naturalnie elegancki sposób i władać piękną polszczyzną, musi dysponować choćby podstawową wiedzą z obszaru psychologii, kulturoznawstwa, retoryki, muzykologii, fizyki i techniki (optyka, akustyka, elektronika), ratownictwa medycznego, a także savoir vivre’u, który dyktuje mu przywdzianie eleganckiego, właściwego do okoliczności stroju – bądź to w formie togi, bądź też ciemnego garnituru (kostiumu). Mistrz ceremonii powinien być również znawcą teologii i liturgii poszczególnych wspólnot religijnych, skoro – nihil obstat – może sprawować lub współsprawować także pogrzeby wyznaniowe; niektórym osobom z tego grona zagadnienia te znane są szczególnie dobrze, by wskazać na Annę Borowik, która pod opieką naukową ks. dr. Włodzimierza Nasta przygotowała 2 lata temu na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej znakomitą pracę magisterską (kierunek: teologia, specjalność: teologia ewangelicka) Psychologiczno-duszpasterskie aspekty liturgii pogrzebu, czy Mirosława Nadratowskiego, onegdaj katolickiego zakonnika.
 
Podkreślić należy również to, że złożenie do grobu osoby zmarłej z ceremoniałem humanistycznym nie musi być równoznaczne z jej areligijnym, ateistycznym, materialistycznym światopoglądem. Wystarczy choćby odwołać się do uroczystego pogrzebu sprawionego 30 czerwca 1929 r. w Tarnowie gen. bryg. Józefowi Bemowi, by przypomnieć, że była to ceremonia najzupełniej świecka. Cóż to jednak za argument dla tych wszystkich, którzy stanowiąc dziś i stosując prawo usiłują naruszyć służące każdemu z nas prawo do świeckiego pogrzebu?
 
By wskazać jak dalece prawo polskie niechętne jest pogrzebom humanistycznym, warto przytoczyć już zarządzenie nr 5 Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej z 21 czerwca 2006 r. w sprawie ramowego regulaminu służby w Państwowej Straży Pożarnej oraz regulaminu musztry i ceremoniału pożarniczego (Dz. Urz. KG PSP z 2006 r. nr 1, poz. 4 ze zm.). W stanowiącym załącznik nr 3 ceremoniale pożarniczym znajduje się – i owszem – rysunek 13 „Ugrupowanie bezwyznaniowego konduktu pogrzebowego”, ale przecież § 111 ust. 14 powiada, że „w przypadku pogrzebu wyznaniowego duchowny – kapelan strażaków, jako mistrz ceremonii, odprawia egzekwie pogrzebowe”, co siłą rzeczy odbiera prawo do zabierania głosu tak duchownym Kościołów mniejszościowych niebędącym strażackimi kapelanami, jak i mistrzom ceremonii świeckich, natomiast § 133 ust. 1 pkt 7, § 148 ust. 1 pkt 7 oraz § 160 ust. 1 pkt 7 zaliczają pogrzeb strażaka z pożarniczą asystą honorową do uroczystości patriotyczno-religijnych (sic!).
 
Niechęć wobec pogrzebów humanistycznych wyrażana jest pośrednio poprzez splatanie ceremoniałów państwowego i religijnego w sposób nie mniej spektakularny niż wobec pochówków strażaków. Prawo polskie przewiduje możliwość pośmiertnego nadawania orderów i odznaczeń. Przy wszystkich obiekcjach wobec tego typu praktyk (wynika z nich, że Rzeczpospolita nie nadąża z honorowaniem osób zasłużonych za ich życia), zgoda. Pamiętać należy przy tym, że § 32 ust. 1 pkt 1 rozporządzenia Prezydenta RP z 10 listopada 1992 r. w sprawie opisu materiału, wymiarów, wzorów rysunkowych oraz sposobu i okoliczności noszenia odznak orderów i odznaczeń (Dz. U. z 1992 r. nr 90, poz. 452 ze zm.) odnosi się do dekorowania tymi odznakami „w czasie uroczystości pogrzebowych”, a więc na cmentarzu, w kościele zaś tylko wówczas, gdyby (co dzieje się przecież bardzo rzadko) zwłoki (szczątki) osoby odznaczanej składane były w jego obrębie. Tymczasem coraz częściej zdarza się, że do pośmiertnych dekoracji odznakami orderów (odznaczeń) dochodzi w kościołach: tak było np. 15 kwietnia 2009 r. w katolickiej archikatedrze warszawskiej, w której wierni zgromadzili się dla wysłuchania mszy poprzedzającej pogrzeb Andrzeja Stelmachowskiego. Przypuśćmy, że w uroczystości przyznania mu Orderu Orła Białego chciał uczestniczyć ten i ów ateista – i znajomy profesora, pomny nie tyle jego arcyklerykalnych zachowań w ostatnim dwudziestoleciu, co niewątpliwych zasług dla prawa rolnego Polski Ludowej, i jak miał się czuć na wieść o tym, że ceremonia ta nie odbędzie się na cmentarzu, przy grobie, lecz w kościele, przebywanie w którym kłóci się z jego przekonaniami? Poza wszystkim naruszono nie tylko uczucia osób niewierzących zmuszonych do obecności w katedrze lub nieobecności na uroczystości dekoracji, nie tylko przywołane rozporządzenie Prezydenta lecz również Rozdział 3, tytuł „Pogrzeby z wojskową asystą honorową” obowiązującego wówczas Ceremoniału wojskowego, sygn. Szt. Gen. 1447/95, wprowadzonego decyzją nr 83/MON Ministra Obrony Narodowej z 19 czerwca 1995 r. (Dz. Rozk. MON z 1995 r. poz. 72 ze zm.), nakazujący odczytanie postanowienia Prezydenta o nadaniu orderu i przypięcie jego odznaki do przygotowanej poduszki na cmentarzu, tuż przed przemówieniami pożegnalnymi, podczas gdy w omawianym przypadku postanowienie odczytano a odznakę orderu przekazano wdowie w kościele.
 
Aby podkreślić, jak dalece lekceważy pogrzeby świeckie ustawodawstwo Polski współczesnej należy sięgnąć także do przepisów regulujących zasady odbywania konduktów pogrzebowych. Skoro art. 65h ust. 2 ustawy z 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym (Dz. U. z 2005 r. nr 108, poz. 908 ze zm.) zwalnia je z obowiązku uzyskiwania przewidzianych tą ustawą zezwoleń, jeśli tylko poruszają się po drogach publicznych stosownie do miejscowego zwyczaju, po co w ustawach regulujących stosunek państwa do ośmiu Kościołów znajduje się podobny przywilej i po co ni mniej ni więcej tylko ośmiu Kościołom podwójna ochrona pogrzebowych orszaków? Jeszcze więcej wątpliwości dostarcza art. 4 pkt 2 ustawy z 5 lipca 1990 r. – Prawo o zgromadzeniach (Dz. U. z 1990 r. nr 51, poz. 297 ze zm.), który wyłącza zgromadzenia organizowane w ramach działalności Kościołów i (innych) związków wyznaniowych od obowiązku notyfikacji zgromadzenia publicznego (przeto również pogrzeby wyznaniowe), a nie czyni tego wobec wszystkich pogrzebów? Jeśli i tak nikt nie zgłasza pogrzebu humanistycznego organowi gminy, wspomniany przepis dyskryminuje pochówki takiego rodzaju.
 
Zagrożenia dla pogrzebów świeckich należy upatrywać jeszcze w innych źródłach. Otóż, art. 44 ustawy z 12 marca 2004 r. o pomocy społecznej (Dz. U. z 2009 r. nr 175, poz. 1362 ze zm.) powiada, że sprawienie pogrzebu przez gminę (a dokonanie tego, także wobec bezdomnych, jest jej obowiązkowym zadaniem własnym) odbywa się w sposób przez nią ustalony, „zgodnie z wyznaniem zmarłego”; tak samo formułuje się skądinąd obowiązek ciążący na domach społecznych wobec ich zmarłych mieszkańców, o czym traktuje § 6 ust. 1 pkt 10 lit. g rozporządzenia Ministra Polityki Społecznej z 19 października 2005 r. w sprawie domów pomocy społecznej (Dz. U. z 2005 r. nr 217, poz. 1837). Już samo to wyrażenie może sugerować konieczność sprawiania przez wspomniane podmioty wyłącznie pogrzebów wyznaniowych, to groźne przypuszczenie potwierdzają wszakże dobitniej uchwały rad niektórych gmin ustalające sposób urządzania pogrzebów. § 3 ust. 2 uchwały nr XXIV/157/2009 Rady Gminy Turawa z 20 marca 2009 r. w sprawie ustalenia sposobu sprawienia pogrzebu przez gminę i zasad zwrotu wydatków osobom do tego uprawnionym (Dz. Urz. Woj. Opolskiego z 2009 r. nr 33, poz. 599 ze zm.) powiada, że pogrzeb powinien się odbyć nie tylko „zgodnie z wyznaniem zmarłego”, ale „po uprzedniej konsultacji z przedstawicielem miejscowego Kościoła lub innymi związkami wyznaniowymi”. § 4 uchwały nr XLII/266/09 Rady Miejskiej w Łobzie z 2 września 2009 r. w sprawie sposobu sprawienia pogrzebu oraz określenia zasad zwrotu wydatków na pokrycie kosztów pogrzebu (Dz. Urz. Woj. Zachodniopomorskiego z 2009 r. nr 72, poz. 1911) powtarza nakaz zgodności pochówku z wyznaniem zmarłego, „o ile wyznanie to było znane pracownikowi socjalnemu”; nie miałbym pojęcia, co dzieje się, gdy nie jest mu ono znane, gdyby nie § 5 ust. 2 pkt 5 i 9 wyliczające wśród wydatków składających się na sprawienie pogrzebu także zakup krzyża oraz „czynności podejmowane przez duchownego, kościelnego”. Niczego nie ukrywają w tej kwestii uchwały – nr 169/XIX/2008 Rady Gminy w Roźwienicy z 30 grudnia 2008 r. w sprawie sprawienia pogrzebu, w tym bezdomnym oraz określenia zasad ponoszenia i zwrotu wydatków na pokrycie kosztów pogrzebu (Dz. Urz. Woj. Podkarpackiego z 2009 r. nr 13, poz. 300) i nr XXXI/146/09 Rady Gminy Gnojno z 29 kwietnia 2009 r. w sprawie sposobu sprawienia pogrzebu przez Gminę Gnojno oraz zasad ponoszenia i zwrotu wydatków na pokrycie kosztów tego pogrzebu (Dz. Urz. Woj. Świętokrzyskiego z 2009 r. nr 289, poz. 2225) – § 3 ust. 2 pierwszej z nich powiada, że „w przypadku braku informacji dotyczącej wyznania zmarłego ceremonia pogrzebowa odbywa się w kościele rzymsko-katolickim”, natomiast § 6 bez cienia wątpliwości stwierdza, że „gdy zmarły nie był żadnego wyznania lub był niewiadomego wyznania, ceremonia pogrzebowa odbywa się w sposób zwyczajowo przyjęty w gminie, tj. w obrządku rzymsko-katolickim”.
 
Fakt, iż w Roźwienicy, Gnojnie i nie tylko tam można stać się katolikiem po śmierci wbrew swej woli tylko po to, by zarobił na tym ksiądz proboszcz wynagrodzony wcale hojnie przez uczepione jego sutanny samorządy, śmieszy tylko przez chwilę. Tak naprawdę poraża i przeraża. Dlatego przede wszystkim, że niektóre gminy mają się za państwo w państwie i stanowią lokalne przepisy łamiąc prawa człowieka w sposób ewidentny, obrażając nie tylko niewierzących, ale wszystkich niekatolików, za nic sobie mając art. 2 pkt 12 ustawy z 17 maja 1989 r. o gwarancjach wolności sumienia i wyznania (Dz. U. z 2005 r. nr 231, poz. 1965 ze zm.), wedle którego każdy obywatel ma prawo do pochówku zgodnie „z wyznawanymi zasadami religijnymi lub z przekonaniami w sprawach religii”. I jeśli którykolwiek Czytelnik pomyśli, że uchwały rad gmin wolne od dyspozycji przyjętych w Roźwienicy czy Gnojnie nie są równoznaczne z poddaniem go katolickim egzekwiom, jest w błędzie. Co wynika bowiem z § 2 uchwały nr XXVIII/231/09 Rady Miejskiej w Baranowie Sandomierskim z 24 lutego 2009 r. w sprawie ustalenia sposobu sprawienia pogrzebu przez Miasto i Gminę Miejsce Baranów Sandomierski oraz zasad zwrotu wydatków na pokrycie kosztów pogrzebu (Dz. Urz. Woj. Podkarpackiego z 2009 r. nr 21, poz. 561) i § 2 uchwały nr XXIV/274/09 Rady Gminy Zaleszany z 24 marca 2009 r. w sprawie ustalenia sposobu sprawienia pogrzebu przez Gminę Zaleszany oraz zasad zwrotu wydatków na pokrycie jego kosztów (Dz. Urz. Woj. Podkarpackiego z 2009 r. nr 32, poz. 901), skoro obie przewidują koherencję pogrzebu z wyznaniem zmarłego, a gdyby nie dało się go ustalić, nakazują dokonanie pochówku „w sposób zwyczajowo przyjęty na terenie Gminy”? Ano w tym ostatnim przypadku pogrzeb odbędzie się po prostu w obrządku katolickim, o czym panowie burmistrz i wójt informują mnie zapewne w przekonaniu o oczywistości takiej wykłądni. W kontekście tego bezprawia chylę czoła przed Radą Miejską Mieroszowa, której uchwała nr XXXIII/158/09 z 26 lutego 2009 r. w sprawie sposobu organizacji pogrzebów przez Ośrodek Pomocy Społecznej w Mieroszowie (Dz. Urz. Woj. Dolnośląskiego z 2009 r. nr 63, poz. 1338) postanawia w § 6, że w przypadku braku informacji o wyznaniu zmarłego pogrzeb ma charakter świecki (przyjęcie takiego domniemania uważam za wzorcowe), choć nie wiedzieć czemu § 4 pkt 7 i tak zalicza oznaczenie grobu krzyżem do czynności związanych z organizacją pochówku.
 
Polski Październik 1956, czegokolwiek byśmy mu wszyscy nie zawdzięczali, uaktywnił środowiska konserwatywno-klerykalne w walce z wszystkim co niekatolickie inspirowanej przekonaniem o monopolu Kościoła katolickiego na prawdę w absolutnie każdej sprawie. Lata 1957–58, lata odwilży i odreagowania po okresie stalinizmu, zaowocowały przeto m.in. gorszącymi incydentami na katolickich cmentarzach. Na niejednym z nich wzburzony tłum (nie bez udziału duchowieństwa, bądź przynajmniej przy jego biernym wsparciu) kalał pamięć zmarłych chrześcijan, których bliscy usiłowali pochować w obrządku innym niż rzymski (Dobiegniew, Zelów, Szczuczyn); należy przypomnieć też Żuromin, gdzie nieprzejednany kler i podjudzeni przezeń dewoci zasypali grób wykopany uprzednio dla pochowania przewodniczącego prezydium tamtejszej Miejskiej Rady Narodowej Stanisława Nikla, usiłując nie dopuścić do jego świeckiego pogrzebu, czy Poznań, gdzie z winy jednego z proboszczów odwlekano pogrzeb (katolicki!) zmarłego w katastrofie lotniczej kpt. pil. Kazimierza Suchana, gdyż prałat nie życzył sobie na cmentarzu sztandarów ludowego wojska i przemówień jego przedstawicieli. Mimo że od tych wydarzeń minęło już ponad pół wieku, aktywność wstecznego ciemnogrodu, chorego z nienawiści do każdego przejawu racjonalizmu, bynajmniej nie maleje. Śmiano się z ojca miasta, który zmarł nie szczędząc słabego zdrowia dla dobra Żuromina, a szkolnym dzieciom nakazano wyzywać jego rodzinę przybyłą na cmentarz, drwiono z polskich Sił Zbrojnych, dzięki którym katolicki pleban wiódł wygodny i syty żywot w polskim Poznaniu, a dziś naigrawa się jeden z drugim z pogrzebów humanistycznych, już to publikując pełne pogardy teksty, już to przyjmując prawo, w którego „majestacie” można być z łaski pochowanym właśnie jako katolik, choć nigdy nim się nie było za życia lub zdecydowało się na przyjęcie innego światopoglądu.
 
Do pogrzebów świeckich dochodzi zarówno na cmentarzach komunalnych, jak i na wyznaniowych. Co do tych pierwszych, prowadzą je gminy jako zadanie własne, nie może to być wszakże żadną miarą rozumiane jako ich finansowe zaangażowanie w budowę i utrzymanie zlokalizowanych tam kaplic. Obecność tychże, zaledwie fakultatywną i uzasadnioną „lokalnymi potrzebami” sankcjonuje dopiero § 7 ust. 2 pkt 1 rozporządzenia Ministra Infrastruktury z 7 marca 2008 r. w sprawie wymagań, jakie muszą spełniać cmentarze, groby i inne miejsca pochówku zwłok i szczątków (Dz. U. z 2008 r. nr 48, poz. 284), podczas gdy jego § 7 ust. 1 pkt 6 zalicza do obligatoryjnych części nekropolii teren niezbędny pod kostnicę lub dom przedpogrzebowy. Jakże często zdarza się, że uczestnicy pogrzebów świeckich zmuszeni są do uprzedniego zebrania w kaplicy, która wbrew przywołanemu rozporządzeniu pyszni się w pryncypialnym miejscu cmentarza komunalnego (wzniesiona tam, a jakże, z publicznych środków) miast domu przedpogrzebowego. W wielu takich kaplicach umieszczone są na stałe krzyże, których nie tylko nie da się zdemontować na czas ceremonii świeckiej, ale nawet przesłonić, bo nikt nie pomyślał (nie chciał pomyśleć) choćby o gustownym karniszu nad krucyfiksem i błyskawicznym przywieszeniu ciemnej zasłony. Bywają tam również przytwierdzone na całe wieki do podłoża stoły ołtarzowe, a przecież – jeśli w ogóle są potrzebne – mogłyby być przemieszczane na rolkach, kółkach itp. Krzycząca obecność owych nieusuwalnych krzyży, ołtarzy, czy wizerunków świętych z Marią na czele naruszają prawa tak osób bezwyznaniowych, jak i tych, z których wyznaniem kłóci się obecność tego rodzaju sprzętów.
 
Umieszczanie symboli religijnych na grobach zlokalizowanych na cmentarzach komunalnych jest osobistą sprawą osób sprawujących opiekę nad tymi grobami, o ile przestrzegają one regulaminów cmentarnych a zbyt rozbudowane symbole nie przeszkadzają innym w korzystaniu z urządzeń cmentarnych, poruszaniu się po alejkach itp. Niepożądane jest natomiast, a jakże ostatnimi czasy rozpowszechnione stawianie na cmentarzach komunalnych takich budowli jak nieproporcjonalne swoim ogromem krzyże, ołtarze, rzeźby, obecność których bywa nieraz prezentowana jako wyraz sakralizacji nekropolii – w moim przekazaniu najzupełniej zbędnej, albowiem cmentarze komunalne (czyli etymologicznie wspólne) mają charakter bezwyznaniowy, przeto krzyże i innego rodzaju symbole religijne (skądinąd półksiężyce i gwiazdy Dawida dziwnym trafem trudno tam uświadczyć) stawiane w ogólnie dostępnych miejscach innych niż groby naruszają dobra osobiste osób bezwyznaniowych oraz niechrześcijan i niektórych chrześcijan w sposób nie mniej wyzywający jak krzyże w urzędach, w szkołach, w szpitalach, w Sejmie. Karygodnym przykładem finansowego angażowania się samorządów lokalnych w nasycanie cmentarzy komunalnych symboliką religijną jest asygnowanie przez miasto Kielce horrendalnych kwot na rzecz opartej o system czternastu ponaddwumetrowych kaplic drogi krzyżowej na takowym cmentarzu w Cedzynie (skądinąd poza Kielcami) – przykład to niestety wcale nie jedyny.
 
Wszyscy, którym bliskie są wartości świeckiego humanizmu powinni czuć się zobowiązani do obrony i popularyzacji świeckiej obrzędowości, także pogrzebowej. Jej rozwój (tak jakościowy, jak i ilościowy) świadczy o tym, że odpowiada ona rosnącym potrzebom społeczeństwa. Wpływa na to wzrost świadomości racjonalistycznej, wpływa rosnące rozczarowanie religijnością rozumianą w Polsce w sposób tradycyjny, płytki, nietolerancyjny. Musimy pamiętać o tym dziś, gdy z dziedzictwa Żuromina czy Poznania korzystają bez reszty i rozmiłowane w światopoglądowej nietolerancji kręgi radiomaryjne i władze niejednej lokalnej społeczności. Musimy.
 
Autor, doktor nauk prawnych, jest adiunktem w Zakładzie Prawa Konstytucyjnego Uniwersytetu Rzeszowskiego.
 

Res Humana nr 2/2010, s. 18-24