Czy faktycznie już po kryzysie?
Autor: Lesław Michnowski
Wbrew zapewnieniom, iż jesteśmy już po kryzysie, istnieją podstawy do twierdzenia, iż obecny kryzys finansowo-gospodarczy i społeczny stanowią jawną fazę nadal groźnie postępującego globalnego kryzysu od lat degradującego ludzkość. Byłby to kryzys ujawniony w 1972 roku przez zespół D. i D. Meadowsów ostrzegawczą prognozą Pierwszego Raportu dla Klubu Rzymskiego: „The Limits to Growth/Granice wzrostu” (Dana i Dennis Meadows oraz in.). Jego przejawy to wyczerpywanie źródeł zasobów naturalnych, niszczenie środowiska przyrodniczego oraz „eksplozja demograficzna” społeczności niżej rozwiniętych. Kryzys ten poprawnie nieprzezwyciężony zagraża globalną katastrofą.
Wobec tego globalnego kryzysu – tak współcześnie silnie (m.in. bezrobocie, głód, epidemie, zmiany klimatyczne) niszczącego światową społeczność – mamy ewidentnie dwa jakościowo odmienne diagnozy i obronne podejścia:
– egoistyczne, socjal-darwinistyczne, oraz
– dobra wspólnego, ekohumanistyczne.
Ekohumanizm, to partnerskie współdziałanie dla dobra wspólnego – wszystkich ludzi (bogatych i biednych, społeczności wysoko rozwiniętych i w rozwoju opóźnionych), ich następców oraz środowiska przyrodniczego – powszechnie wspomagane nauką i wysoką techniką oraz kulturą informacyjną.
Podejście pierwsze, od lat – głównie niejawnie – lansowane, realizowane jest m.in. poprzez przekonywanie, iż wraz z rozwojem nauki i techniki światowa społeczność rozrosła się nadmiernie, niejako „rakowato”. Cechuje ją przeto zbyt dużą ilość zbędnych konsumentów deficytowych zasobów życia oraz niszczycieli walorów środowiska przyrodniczego. Nadmierne upowszechniania osiągnięć rozwoju nauki i techniki powoduje, iż od pewnego czasu znacznie więcej ludzi się rodzi, aniżeli umiera. U źródeł tego kryzysu leży zatem do niedawna zbyt dobra, dość powszechnie dostępna opieka zdrowotna, nadmiar likwidującej głód produkcji żywności, nadmiernie ułatwiony dostęp do dóbr powszechnego użytku, w tym mieszkań, itp.
Jako remedium na tak określoną istotę globalnego kryzys proponuje się celem depopulacji radykalne zmniejszenie rozrodczości, ograniczenie działalności gospodarczej oraz dalszego rozwoju nauki i techniki, a wraz z tym powrót do „natury” i materialnie nie twórczą „duchowość”. W ślad za tym – zamiast intensyfikowania, tym razem na dobro wspólne ukierunkowanej, aktywności poznawczo-wytwórczej – co najwyżej ograniczanie luksusowej konsumpcji oraz oddawanie się – przez osoby nie zagrożone społecznym wykluczeniem lub głodem – urokom kultury wyższej: sztuce, poezji, innym mało zasobochłonnym zajęciom.
Taką „receptę” na ten kryzys nazwano strategią „zerowego wzrostu”. Polega ona na zmniejszeniu zaludnienia Ziemi do poziomu uznanego za optymalny, czyli przywracający środowisku przyrodniczemu „zdrową” postać, oraz eliminujący zagrożenie wyczerpaniem źródeł deficytowych zasobów. Niezbędne społeczne koszty takiej „odchudzającej” Ziemię transformacji, przejawiające się okresowym pogorszeniem jakości życia „odchudzanych” społeczności lub warstw społecznych, zaowocują w przyszłości dostatkiem życia „godnego człowieka” tych „wybranych”, którzy przeżyją taką antykryzysową kurację.
Realizacja tej strategii obronnej wymaga podtrzymywania i stabilizującego powiększania podziału światowej społeczności na coraz bardziej bogate (tym razem już patologiczne) „Centrum”, oraz biedniejące „Peryferie”.
Taka obronna polityka będzie powodowała zatem silne indywidualne wzbogacanie oraz powiększania zdolności obronnych społeczności „Centrum”, a zarazem eliminowanie zdolności rozwojowo-obronnych społeczności „Peryferii”. Prowadzi ona m.in. do radykalnego wzmacniania potencjału zbrojnego uderzenia wyprzedzającego (preemptive war). Kształtuje także możliwość prowadzenia wojny niejawnej – cybernetycznej/spiskowej, dokonywanej metodami subtelnymi w ramach nowego, międzynarodowego i wewnętrznego „Orwellowskiego”, totalitaryzmu.
Przez lata całe ta antyhumanitarna forma obronnej antykryzysowej strategii nie była powszechnie nagłaśniana przez środki masowego przekazu. Zarazem zespół Meadowsów, któremu przypisywano autorstwo koncepcji „zerowego wzrostu” silnie się od niej odżegnywał, alternatywnie zalecając dokonanie radykalnej przemiany cywilizacyjnej, której podstawą byłoby odrzucenie egoizmu na rzecz na prawdzie (truth-telling) bazującej aksjologii „loving”, czyli w istocie „dobra wspólnego” (Beyond the Limits 1992, The Limits to Growth, 30 Year Update 2004).
Stąd też z wielkim zaskoczeniem przyjęliśmy niedawną – dla „Der Spiegel” – wypowiedź (śmiercią żony Dany osamotnionego) Dennisa Meadowsa, współautora powyższej prospołecznej propozycji działań antykryzysowych.
Podstawowy fragment tej wypowiedzi przytaczam ze względu na jej niezmiernie wielki ciężar gatunkowy (patrz: Interview with US Economist Dennis Meadows):
SPIEGEL ONLINE: Czy jest możliwe, aby światowa społeczność mogła składać się z 9 mld osób?
Meadows: Nie. Nawet 7 mld ludzi jest już zbyt dużo (obecnie jest nas około 6,7 mld ludzi), jeśli chcemy zapewnić im odpowiedni standard życia. Nawet gdybyśmy chcieli nadal utrzymywać obecne wielkie społeczne rozwarstwienie – mała superbogata część światowej społeczności przy społecznym wykluczeniu jej znakomitej większości – to i tak musielibyśmy światową społeczność pomniejszyć do około 5–6 mld osób. Natomiast, jeśli chcemy, aby wszyscy ludzie mieli dobre warunki życia, to trzeba doprowadzić jej liczebność zaledwie do 1–2 mld osób.
A więc obecny nadmiar zasiedlających Ziemię osób wynosiłby 5–6 mld. Nasuwa się tu pytanie: które rodziny, narody lub cywilizacje byłyby predestynowane do przeżycia skutków realizacji tej formy antykryzysowej strategii obronnej?
Względnie równolegle do strategii powyższej wypracowana została i jest nadal (m.in. przez Kościół katolicki) rozwijana obronna koncepcja alternatywna: dobra wspólnego – ekohumanistyczna.
Zgodnie z tą koncepcją podstawowe czynniki kryzysu – deficyt zasobów naturalnych, degradacja środowiska przyrodniczego, nadmierna rozrodczość – eliminowane by były poprzez ogólnoludzką współpracę wspomaganą dalszym rozwojem nauki i techniki.
Wobec ujawnienia się obecnie – przed laty już sygnalizowanego – omawianego wielkiego zagrożenia dla egzystencji i rozwoju ludzkości, przypomnijmy ówczesne strategiczne ostrzeżenia i obronne zalecenia Jana Pawła II wobec globalnego kryzysu. Były one przekazane światowej społeczności zwłaszcza encykliką „Sollicitudo rei socialis” (opublikowaną w roku 1987).
Najprawdopodobniej w odpowiedzi na wyżej wymienioną ostrzegawczą prognozę (1972 r.) przyczyn i groźnych konsekwencji nie przezwyciężenia kryzysu globalnego, Jan Paweł II apelował do światowej społeczności, aby budować RAZEM, jeśli chce się uniknąć ZAGŁADY WSZYSTKICH.
Wezwanie to Papież tak uzasadniał:
Świat współczesny, łącznie ze światem ekonomii, zamiast troszczyć się o prawdziwy rozwój wiodący wszystkich ku życiu „bardziej ludzkiemu” (...) zdaje się prowadzić nas szybko ku śmierci (…) poważne niebezpieczeństwa zagrażają wszystkim: światowy kryzys ekonomiczny, powszechna wojna bez zwycięzców i zwyciężonych. (...) Każdy jest wezwany (...) (do współdziałania – L.M.) aby osiągnąć rozwój w pokoju, aby ocalić przyrodę i świat nas otaczający (…) dobro (…) i szczęście (…) nie dadzą się osiągnąć bez (…) wyrzeczenia się własnego egoizmu.
A więc, zamiast kierowania się nadal nienawistną zasadą „oko za oko, ząb za ząb”, niezbędne jest „przebaczenie i pojednanie” jako podstawa współdziałania na rzecz uniknięcia globalnej katastrofy i przywrócenia światowej społeczności zdolności rozwoju.
W efekcie tych antykryzysowych działań powinno się zdaniem Jana Pawła II dążyć do przekształcenia obecnej socjaldarwinistycznej „struktury grzechu” w cywilizację jakościowo nową: Cywilizację Życie i Miłości.
Papież zalecał szczególnie odrzucenie kapitalizmu spekulacyjnego na rzecz – kierującej się dobrem wspólnym – ekonomii społecznej.
Przy tym Jan Paweł II negował ideologię starania o dobro części obywateli, to znaczy tych, którzy są bogaci i żyją w dobrobycie, a zaniedbywać resztę, stanowiącą niewątpliwie przeważającą większość społeczeństwa.
W ramach budowy ekonomii społecznej należałoby zdaniem Papieża dokonać m.in. twórczej syntezy osiągnięć kapitalizmu i socjalizmu:
W komunizmie była troska o sferę społeczną, podczas gdy kapitalizm jest raczej indywidualistyczny. (...) są „ziarna prawdy” w (...) programie socjalistycznym. (...) Zwolennicy kapitalizmu za wszelką cenę i w jakiejkolwiek postaci – zapominają o rzeczach dobrych zrealizowanych przez komunizm: walce z bezrobociem, trosce o ubogich.
Papieskie wezwania, aby „budować razem”, oraz by wraz z systemową transformacją kształtować ekonomię społeczną, nie zostały, niestety, jak dotąd nie tylko w Polsce podjęte. Zamiast współpracy dla dobra wspólnego i postulowanej budowy nowego – eliminującego kryzysogenny socjaldarwinizm – sprawiedliwego i „długomyślnego” systemu ekonomicznego, podjęto realizację opcji neoliberalnej, redukującej obronną i rozwojową funkcję państwa (konsensus waszyngtoński).
Za „przebaczeniem i pojednaniem” oraz antykryzysowym współdziałaniem, jak również przeciwko takiej jak wyżej (poprzez radykalne zmniejszenie zaludnienia Ziemi) ekofaszystowskiej (Lebensraum) koncepcji „przywracania” światowej społeczności zdolności rozwoju wypowiada się także Benedykt XVI.
W encyklice „Spe salvi” m.in. stwierdził, iż Z wielką precyzją (…) Marks opisał sytuację swojego czasu i z wielkim talentem analitycznym przedstawił drogę do rewolucji (…) miały (…) zostać zniesione wszystkie sprzeczności (…) Odtąd wszystko miało toczyć się samo słuszną drogą, ponieważ wszystko miało należeć do wszystkich, a wszyscy mieli chcieć dla siebie nawzajem dobra. (…) Nie powiedział jednak, jak sprawy miały się potoczyć potem. (…) Zakładał (…), że wraz z pozbawieniem klasy panującej dóbr, z upadkiem władzy politycznej i uspołecznieniem środków produkcji zrealizuje się Nowe Jeruzalem. (Encyklika „Spe Salvi”, p. 20–22).
Zaś w encyklice Caritas In Veritate Benedykt XVI nakreślił strategiczne działania, które należy podjąć dla zintegrowania światowej społeczności w rodzinę narodów, co jest w istocie niezbędne dla przezwyciężenia globalnego kryzysu i stworzenia możliwości prawdziwego rozwoju WSZYSTKICH ludzi.
Potrzebne jest w tym celu m.in.:
– zmiana stosunków podziału dóbr, tak aby dążenie do dobra wspólnego przeważało nad dążeniem nielicznych do luksusów, kosztem biedy większości;
– przebudowa międzynarodowej struktury ekonomicznej, a wraz z tym przekształcenia w sprawiedliwe metod globalizacji;
– ukształtowanie systemu finansowego, tak aby miał on na celu wspieranie prawdziwego rozwoju wszystkich ludzi;
– radykalne wzmocnienie ONZ, stworzenie jej możliwości realizacji przyjętych zasad i postanowień;
– powołanie prawdziwej politycznej władzy światowej dla zarządzania ekonomią światową, oraz uzdrowienia gospodarek dotkniętych kryzysem, czyli wzbogacenie globalizacji jawnym globalnym sterowaniem opartym na naczelnych zasadach/wartościach: dobra wspólnego, solidarności i pomocniczości.
Oznacza to m.in. potrzebę uznania za poprawne powyższych antykryzysowych zaleceń przywódców Kościoła katolickiego, a wraz z tym zrozumienia wielkiego zagrożenia strategią „zerowego wzrostu”. W przypadku jej kontynuowania obecny kryzys finansowo-gospodarczy i społeczny nabierze charakteru „pełzającego” i będzie powodował sukcesywne zmniejszanie liczebności światowej, w tym polskiej społeczności.
W świetle prowadzonych przeze mnie systemowych badań istoty globalnego kryzysu oraz uwarunkowań trwałego rozwoju (sustainable development) światowej społeczności obecnego kryzysu nie można przezwyciężyć metodą „zerowego wzrostu”. Kryzys globalny nie jest skutkiem przeludnienia, lecz niezgodności stosunków społecznych z wymogami wysokiego poziomu rozwoju nauki i techniki. Jego przezwyciężenie wymaga odrzucenia socjaldarwinistycznego egoizmu na rzecz współdziałania opartego na aksjologii dobra wspólnego. Dla uniknięcia globalnej katastrofy niezbędne jest pilne stworzenie społecznych (w tym politycznych i ekonomicznych) oraz edukacyjnych i naukowo-technicznych warunków dla kierowanie się w polityce dobrem wspólnym, czyli dalekowzrocznego łączenia interesu własnego z dobrem środowiska społeczno-przyrodniczego.
Res Humana nr 2/2010, s. 11-14