Zło: Wizje religijne
Autor: Leonard Pełka
W schematach myślenia religijnego nie występuje jednolity wizerunek zła; często natomiast przypisywane są mu cechy negatywnej aktywności, chytrości, przebiegłości jak i agresywności. Należy sądzić, iż w wierzeniach społeczności prehistorycznych powiązane ono było zwłaszcza z trudnościami oraz przeciwieństwami zagrażającymi podstawom egzystencji ludzkiej (choroby, objawy wrogości natury, niepowodzenia w zdobywaniu pożywienia, śmierć), jak również z pewnymi akcentami abstrakcyjnymi (np. idea tabu, której naruszenie już stanowiło przejaw zła). Ponadto występowanie zła nie było pojmowane w kategoriach przypadkowości; zawsze bowiem dostrzegano rozpoznawalne jego swoiste przyczyny, np. magiczne czynności rytualne osobników obdarzonych pewną szczególną mocą „działania” dusz zmarłych bądź wszelakie groźne zjawiska natury (tornada, powodzie, erupcje wulkaniczne itp.). W dalszym procesie rozwoju pojęcie zła zyskało antropomorficzną konkretyzację na drodze przypisywania mu postaci pewnych zwierząt (kruka u syberyjskich Czukczów czy kojota u niektórych plemion północnoamerykańskich), bądź określonych wyobrażeń duchów, demonów czy bóstw, jak: kolumbijskie Achacatu, polinezyjskie Akatokae, buriackie Ataj Ułaan, filistyńskie Baal Zebub, zachodniosłowiański Czernoboh, brazylijskie Lebara, mozambijskie Minepo, babiloński Nergal, japońskie Papa Engel, peruwiańskie Urimaczy czy chilijskie Yaccma. Proces antropomorfizacyjny zawierał już w swojej treści określone wątki idei dualistycznego świata religii politeistycznych, a także związanych z nimi koncepcji zła naszkicowanych w opisach mitologicznych a zwłaszcza w zawartych w nich mitach początku. Jej reprezentantem jest także występująca w nich często postać trickstera (szczególnego bohatera kultowego, archetypu „świętego szaleńca”), jak: egipski Set, skandynawski Loki, grecki Prometeusz czy starotestamentalny wąż-kusiciel (jedno z judaistyczno-chrześcijańskich wyobrażeń szatana). Ten stan rzeczy pozwolił ks. Józefowi Tischnerowi na stwierdzenie, iż „...każda epoka ma swojego diabła. Diabeł jest symbolem gnębiącego epokę zła. Zło złu nierówne, jedna jego postać przemija, ustępując drugiej. Takim „diabłem” w starożytnej mitologii greckiej była urocza Pandora wysłana przez Zeusa na ziemię z puszką, w której uwięzione zostało wszelkie zło i której nie wolno jej było otworzyć. Powodowana jednak ciekawością złamała zakaz, w efekcie tego czynu zło wydostało się na zewnątrz i na stałe zadomowiło się w ludzkim świecie. W ten sposób ludzkość została ukarana za korzystanie z ognia wykradzionego dla niej z Olimpu przez Prometeusza. Najbardziej jednak skomplikowane oraz posiadające szczególną siłę wyrazu rozumienie zła zawierają głównie doktryny religii monoteistycznych. Nawiązując do idei dualizmu, dążą one do znalezienia odpowiedzi na pytanie: czy Bóg jest tak samo odpowiedzialny za dobro i za zło, oraz gdzie tkwi początek zła i dobra natury ludzkiej?
Dla wyznawców buddyzmu zło jest cierpieniem ukształtowanym na podłożu pragnień i żądzy, tkwiącym zarówno w realnym świecie jak i w samej istocie człowieka. Jak głosił Budda - po nawiedzeniu przez dość szczególną triadę postaci (zgrzybiałego starca trawionego gorączką chorego i zmarłego) - wyzwolenie od cierpienia można osiągnąć jedynie poprzez przestrzeganie w życiu zasady wolności od wszelkiego posiadania i od dążenia do bycia kimś, czyli odrzucenia wszystkiego co jest nietrwałe i materialne. Na tej drodze swoistego rodzaju „samounicestwienia” pozyskuje się w zamian pełnię spokoju wewnętrznego będącego stanem wolnym od wszelkiego zła. Analogiczny akcent cierpienia jako dość szczególnego przejawu zła występuje w neokonfucjanizmie. Głoszona tu idea samokultywacji wyraża dążenie powrotu człowieka do swojej pierwotnej i nie skażonej cierpieniem natury w celu uzyskania samowyzwolenia się od zła. W irańskim micie o walce dobra uosobionego przez Ormuzda ze złem prezentowanym przez Arymana ukazane została sytuacja, w świetle której pierwszy z nich pozwala drugiemu wkroczyć w sferę dzieła własnej kreacji celem dokonania jej skażenia i tym samym utworzenia pułapki dla zła.
Natomiast judaistyczny dualizm ontologiczny w ujęciu metafizycznym, powołując się na rodowody zła zarysowane w Księdze Rodzaju głosi, iż Bóg stworzył nie tylko dobro, ale również i zło. Obdarował bowiem wolną wolą anioły i pierwszą parę ludzi (Ewę i Adama), ofiarując im tym samym możność wyboru. Z szansy tej skwapliwie skorzystał Szatan inspirując bunt w kręgu anielskim i namawiając Ewę do grzechu pierworodnego. Tym samym pojawiło się zło a z nim także zjawiska cierpień i śmierci. Z kolei w dokumentach gminy qumrańskiej dość wyraziście zarysowany został podział społeczności ludzkiej na synów światłości i synów ciemności będących zwolennikami dobra i zła. Zaś w literaturze mistycznego nurtu kabały dokonane zostało uosobienie zła jako siły demonicznej. Dodać należy, iż właśnie w aspekcie moralnym szczególnie zaakcentowany został ekspiacyjny charakter cierpienia wyrażający powiązanie zła fizycznego ze złem moralnym (psalmy Starego Testamentu i literatura rabinistyczna). Nabrał on zaś szczególnego wyrazu, poczynając od schyłku XV w., w pietyzmie izraelskim (poszukiwania sensu cierpienia, prześladowania i zła). Pozwoliło to na wykrystalizowanie się kilku wersji tzw. etyki wyższej (powiązanej z kabałą), której podstawowy temat refleksji stanowi głównie koncepcja zła, zwłaszcza kosmicznego (dobro zniekształcone katastrofami kosmicznymi). Obecne są w niej również koncepcje zła obiektywnego (wyraz niewłaściwego funkcjonowania dobra) i subiektywnego (konsekwencja niespełnionego bądź źle spełnionego czynu). Z kolei w sabbatyzmie i frankizmie występują dwie wersje dialektycznej koncepcji zła o zabarwieniu mesjanistycznym. „Pierwsza wersja głosiła - jak stwierdza Jerzy Ochman – że przyczyna zła mieści się w Bogu bądź to w procesach, jakie dokonują się w Bogu, w jego koncentracji i dekoncentracji (...) Drugi pogląd głosił, że w Bogu mieszczą się siły dobra i zła. Siły zła zbuntowały się i Bóg jest rozbity, cierpi na brak harmonii, jest rozproszony, na wygnaniu”.
Do kręgu wskazanych tradycji nawiązało - w stosunkowo różnym zakresie - chrześcijaństwo, dokonując określenia podstawy dziejowej i osobowej istoty zła, jego strukturalnej obecności w świecie oraz akcentowania znaczenia zjawiska grzechu. „Historia ludzkości - według jednego z historyków Kościoła - byłaby nudna bez konfliktów, których podłożem jest grzech. Wielkie epoki i wielcy ludzie formowani są przez grzech i cierpienie”. Ludzka wolność realizująca się w warunkach wspólnoty społecznej zawiera w swoich treściach jakże wiele sytuacji niosących zło, grzech i cierpienie. Ulegając ich pokusom, człowiek pozwala zaistnieć złu także w swojej indywidualnej egzystencji. Owe zaistnienie bardziej wyrazistego kształtu nabierało poprzez kreację wyobrażeń zła i budzenie zainteresowań ich realnością. Wprawdzie kulty uosobionego zła, jak wzmiankowano uprzednio, wywodzą się z niezmiernie zamierzchłych czasów, to posiadają również dość bogate odnotowania mitologiczne. Jednak dopiero w chrześcijaństwie i islamie proces personifikacji zła osiągnął swoiste apogeum. W tym ostatnim zło nie posiada żadnej władzy niezależnej od Boga. Jego personifikację stanowią wyobrażenia Iblisa (przeciwnik Boga i uwodziciel ludzi kuszący ich zwłaszcza przez nasyłanie złych myśli) jak również Ad-Dadżdżala (przeciwnik Boga, Antychryst - postać wywodząca - się z kręgu ludowej eschatologii muzułmańskiej i pseudoapokaliptycznej oraz niewystępująca w Koranie).
Natomiast w łonie chrześcijaństwa ukształtowały się liczne herezje i sekty eksponujące postać szatana także jako osobowy synonim zła. Szczególnie było to widoczne w wizjach doktrynalnych różnych nurtów gnostycznego dualizmu chrześcijańskiego (manichejczycy, marcjanie, pelagianie, katarzy, waldensi itp.) wyrastających na podglebiu poszukiwań przez ich wyznawców odpowiedzi na pytania dotyczące genezy i natury zła. W konsekwencji poszukiwania owe doprowadzały do uznawania metafizycznej realności szatana jak również przypisywania jemu współudziału w kreacji tak bardzo niedoskonałego materialnego świata oraz cielesności człowieka. Niekiedy nawet inspirować to mogło sytuacje pozwalające na wyrażenie poglądu - według twierdzenia jednego z katarów - iż „diabeł ma często większą moc niż Bóg i trzeba, bym wspierał się bądź to Bożą pomocą, bądź to pomocą diabła”. Wśród gnostycznych wizji zła szczególnie wyróżnia się koncepcja manicheistyczna. Jej twórca Manes uznawał istnienie „od zawsze” dwóch przeciwstawnych prazasad: Dobra (Światłości) - Zła (Ciemności), a ich personifikację stanowili: Ojciec Wzniosłości i Król Ciemności. Na temat genezy i istoty tego ostatniego tak pisał w księdze Kephalaia: ...materia twórczym jego substancji, zbudowała go, trwałego i mocnego. Został stworzony i ukształtowany przez nieczułą (i nierozumną?) myśl materii, matkę demonów i złych duchów”. Tak więc za kreatora zła uznana została materia. Z kolei za najbardziej umiarkowaną w kręgu gnostycznym uchodzi koncepcja Marcjusza, który wskazywał na starotestamentalnego Jahwe, „że jest On sprawcą wszelkiego zła, inspiratorem wszelkich wojen, niestałym w swoich postanowieniach, a często nawet zaprzeczającym sobie samemu”.
Generalnie można powiedzieć, iż gnostycy podejmując próbę demistyfikacji relacji Bóg - człowiek, starali się temu pierwszemu przypisać odpowiedzialność za pojawienie się zła na ziemi. W jego naturę wpisywali nieudolność, o istocie której świadczy uformowany przez niego ułomny zły świat, w którym ludzka egzystencja jest przepełniona bólem i cierpieniem. Na pewnego rodzaju analogie w pojmowanie zła natrafiamy w słowiańskiej niższej mitologii ludowej.
Nieco inne akcenty znalazły miejsce w zapoczątkowanej w XII w. demonologizacji Żydów, których przedstawiano jako realne zło (wrogowie ludzkości i Kościoła oraz sprawcy męczeńskiej śmierci Jezusa). „Był (....) - jak pisze Joshua Trachtenberg – stworem diabelskim. Nie ludzką istotą, lecz demoniczną, diabelską bestią zwalczającą siły prawdy i zbawienia orężem szatańskim, tym był Żyd w oczach średniowiecznej Europy”. Kolejny etap chrześcijańskiej personifikacji zła stanowiło wykreowanie w XV w. mitu o kobiecie, która „odważyła się” zawrzeć pakt z szatanem i oddała się jemu w czasie sabatowego rande vous. Mit ten stanowił z kolei dogodne preludium do wybuchu fanatycznych „polowań na czarownice” wywodzące się zwłaszcza z kręgu ludowych znachorek-zielarek.
Giotto di Bondone (1266-1337) - Wypędzenie demonów z Arezzo
Proces chrześcijańskiej personifikacji zła w postaci szatana pojmowanego jako byt realny, uległ zawieszeniu na przełomie XIX-XX w. pod naciskiem idei pozytywistycznych i modernistycznych, a także negatywnych społecznych ocen efektów jego ponurego funkcjonowania. Był to również czas początku „śmierci Boga” ogłoszonej przez Fryderyka Nietzschego. Tym samym szatan został zmuszony powrócić do roli jedynie mitycznego symbolu zła i grzechu pierworodnego. Nie na długo wszakże. Nie pozwalały bowiem na to doświadczenia nasilonej obecności zła i cierpienia w świecie XX oraz początków XXI w., których przejawami są zjawiska masowego ludobójstwa w obozach zagłady, rozkwitu „prometejskich słoneczników” nad Hiroszimą i Nagasaki, tragizmu zamachów terrorystycznych w Nowym Yorku, Moskwie, Barcelonie, Londynie czy Paryżu względnie mającej stosunkowo niedawno miejsce „neoherodowej rzezi niewiniątek” w osetyńskim Biesłanie. Wszystko to stanowi wyraz zjawiska, - jak głosił już w 1972 r. Leszek Kołakowski - „że diabeł nie dał za wygraną. Zainteresowanie jego aktywnością rosło (...) w świecie zachodnim poza sferą wpływów wielkich Kościołów. Sama ilość i popularność książek i filmów poświeconych diabłu, czarownictwu i pokrewnym tematom (...) dowodzi, jak świeża jest ciągle ludzka wrażliwość na Królestwo Ciemności i zainteresowanie dla niego (...) Prasa nieraz podaje wiadomości o sektach satanistycznych, czarnych mszach i osobliwościach rytuałów demonolatrycznych w rozmaitych krajach, a także o wypadkach opętania diabelskiego. Tak to diabeł porzucony przez Kościół przeniósł się ku marginalnym formom religijności i stamtąd, jak się zdaje, ponownie zdobywa grunt, miast dać się zepchnąć w ciemność (...) Nie jest prawdopodobne, by diabeł mógł zniknąć z życia ludzkiego, pomimo wszelkich przebrań, w jakich się pojawia i mimo okresowych upadków stał się bodaj trwałym składnikiem kultury (...) nieusuwalnym składnikiem ludzkiego-świata”.
Ten sam wątek podjął także włoski religioznawca Alfonso Maria di Nola we wprowadzeniu do swojej „diabolicznej” monografii. „Wygląda na to - pisze - że (...) diabeł wydostał się z zamknięcia, w jakim trzymała go teologia (...) i opuścił labirynt archaicznych roztrząsali doktrynalnych, aby niepokojąco zadomowić się w naszej codzienności. Tym sposobem doszło poniekąd do niespodziewanego wtargnięcia w mass media pierwiastka tajemnego i irracjonalnego, wyobrażeń całkowicie sprzecznych z mentalnością logiczną i naukową. Upodobanie do demoniczności oraz sugerowanie istnienia nieuchwytnych energii czyhających w zakamarkach podświadomości i w niezgłębionych otchłaniach natury tudzież organizmu społecznego - stały się czymś modnym i moda ta narasta (...) W sytuacji płynnej, ciągle się zmieniającej, której nauki humanistyczne nic potrafią jeszcze uchwycić i jasno określić, nadal istotne pozostaje pytanie, czy obecna inwazja diabelska to tylko epizod spowodowany naszą sytuacją historyczną, czy też mamy do czynienia z powtarzaniem się mitycznej fantasmagorii należącej do każdej epoki i każdej kultury”.
Naprawianiem błędu wspomnianego „porzucenia” szatana przez Kościół rzymskokatolicki zajęli się papieże okresu po Soborze Vaticanum II. Jako pierwszy podjął tę kwestię Paweł VI, który następująco sformułował podstawową zasadę zła jak również związaną z nim wizję szatana: „Zło nie jest już tylko brakiem, ale jest siłą, istotą żywą, duchową, przewrotną i niszczycielską. Straszna to rzeczywistość, tajemnicza i wzbudzająca lęk. Kto zaprzecza istnieniu szatana, wykracza przeciwko nauce biblijnej i kościelnej, podobnie jak i ten, kto czyni zeń samodzielne bóstwo niezależne od Stwórcy, albo też kto uznaje go za pseudorzeczywistość, abstrakcję czy fantastyczne uosobienie przyczyny wszelkich nieszczęść, jakie nas spotykają (...) Szatan to wróg numer jeden, kusiciel w całym tego słowa znaczeniu. Wiemy również, że ta istota ciemna i niepokojąca istnieje rzeczywiście i dotąd działa z podstępną i zdradliwą złośliwością. To nieprzyjaciel ukryty, który sieje błędne poglądy i zamęt w dziejach ludzkości”.
Na podstawie przytoczonej wypowiedzi opracowany został przez Kongregację Nauki Wiary dokument (czerwiec 1975) odnoszący się ex professo do zjawiska zła i występującej w nim roli szatana. Stanowi on jakby aneks do postanowień Vaticanum II w tej kwestii. Do wskazanego dokumentu nawiązał z kolei kard. Joseph Ratzinger (obecnie papież Benedykt XVI), w opublikowanym w 1985 r. „Raporcie o stanie wiary” (Rapporto sulla fecie) poświęcając cały rozdział X zagadnieniu satanistycznego uosobienia zła. Problematyka ta była także obecna w licznych wypowiedziach, publikacjach oraz dokumentach pastoralnych Jana Pawła II. Należy wszakże przyznać, iż mamy w tym przypadku do czynienia z powrotem do ustanowionej na IV Soborze Laterańskim (1215) autorytatywnej doktryny tradycyjnego postrzegania szatana jako upadłego anioła, który zgrzeszył odrzucając prawdę Bożą i unosząc się pychą. Tym samym czyni się z niego nie tyle symbol, co realny synonim zła. Dzięki temu przypisać jemu można również oddziaływanie na rzeczy materialne, w tym i na ciało ludzkie. Pogląd taki z kolei pozwala odpowiednio interpretować szczególny przejaw zła, jaki stanowi zjawisko opętania i związany z nim renesans egzorcyzmów. Przez ponad 400 lat, od czasów oświecenia do schyłku XX wieku, zagadnienie uprawiania egzorcyzmów pokrywało wstydliwe dla Kościoła milczenie. Natomiast aktualnie działa już w Polsce około sześćdziesięciu egzorcystów mianowanych przez biskupów i przypuszczalnie drugie tyle funkcjonuje w organizacji Ruch Odnowy w Duchu Świętym. Doniosłość problemu zła nie ulega wątpliwości pomimo faktu, iż stronice jego dziejów nie zawsze jawią się jako wolne od sprzeczności i przeciwieństw. Klasyczny, w danym względzie przykład stanowi zestawienie ze sobą wyobrażeń Szatana w Księdze Hioba oraz Mefista przez Goethego. Otóż pierwszy z nich niszczy empiryczne podstawy ufności do świata, natomiast drugi czyni na odwrót - ucieleśnia zasadę wskazanej ufności. Może więc byłoby słusznie opowiedzieć się za, hipotezą głoszącą, że: „Wobec zła w świecie możemy tylko postawić pytanie «dlaczego»?" Ale nie jesteśmy i nie będziemy w stanie udzielić odpowiedzi w rodzaju - „Dlatego”. Inaczej mówiąc na pytanie o źródła oraz zakresy jego funkcjonowania nie możemy uzyskać jednoznacznej i ostatecznej odpowiedzi. Zło, pomimo faktu znajomości przez człowieka licznych jego przejawów (nieszczęście, cierpienie, gwałt, przemoc) pozostaje nadal w pełni niepojęte i nie dające się zrelatywizować ale zarazem również wyczekujące kolejnych efektów odczytań i interpretacji pytania Unde malum?
Autor artykułu jest doktorem nauk humanistycznych, etnografem, wykładowcą akademickim.
Res Humana nr 6/2006, s. 23-27