Andrzeja Niemojewskiego „Myśl Niepodległa”
 

W końcowych dniach 2007 roku polski zorganizowany ruch laicki, rozwijający współcześnie swoją działalność w różnych formach organizacyjnych i nurtach programowych, odchodzić będzie stulecie od dnia swoich narodzin na ziemiach polskich. I Krajowy Zjazd Wolnomyślicieli Polskich, który obradował 8 grudnia 1907 roku w Warszawie, zwieńczył inicjatywy podejmowane wcześniej przez różne polskie środowiska laickie w kraju i zagranicą.
 
Jedną z takich szczególnie zasłużonych inicjatyw była „MYŚL NIEPODLEGŁA”, czasopismo, którego pierwszy numer ukazał się - dzięki wysiłkom Andrzeja Niemojewskiego - we wrześniu 1906 roku. To czasopismo i jego redaktor stanowili przysłowiową iskrę, z której zapłonął ogień myśli i laickiego czynu w Polsce.
 
Kim był założyciel czasopisma, jego długoletni redaktor i zarazem ten, którego płomienne wystąpienie zainaugurowało obrady wspomnianego Zjazdu Założycielskiego Wolnomyślicieli Polskich? Był Andrzej Niemojewski (1864-1921) wybitnym publicystą, prozaikiem, tłumaczem, badaczem kultur i religioznawcą. W jego biografii mieści się bardzo znamienny fakt: jego dziadkiem był generałem wojsk Kościuszkowskich, który zapoczątkował powstanie w Wielkopolsce. Tradycje wyniesione z patriotycznego domu, a nadto niegasnąca pasja czynu sprawiły, że w latach rewolucji 1905 roku, a zwłaszcza w czasie głośnego strajku szkolnego, Andrzej Niemojewski należał do najwybitniejszych mówców na wiecach młodzieży uniwersyteckiej i gimnazjalnej. Napisał wiele książek, spośród których Legendy (książka kilkakrotnie konfiskowana przez cenzurę carską i kościelną), Bóg Jezus w świetle badań cudzych i własnych, Dzieje krzyża, a także tłumaczenie fundamentalnego dzieła Ernesta Renana. Żywot Jezusa należą do szczególnie cenionego dziedzictwa jego myśli i czynu.
 
Jest pośród różnych świadectw tego dziedzictwa dzieło szczególnie bliskie polskiemu ruchowi świeckiemu, wspomniana „MYŚL NIEPODLEGŁA”, czasopismo, które redagował nieprzerwanie do końca swojego życia.
 
Pragniemy naszym Czytelnikom przypomnieć to dzieło poprzez przedruk z pierwszego numeru czasopisma fragmentu artykułu zatytułowanego - Idee kierownicze, który wyraża swoiste credo Andrzeja Niemojewskiego, jego ideę myśli niepodległej, myśli - mówiąc najkrócej - humanistycznej i laickiej, myśli, której pozostał wierny do końca, tak jak wierny tej idei pozostaje polski ruch świecki.
 
Zdzisław SŁOWIK
 
 
 
Człowiek walczący o swe przekonania, których się wyrzec ani zaprzeć
nie chce, tak samo walczy o własne życie, jak i ten, który ma tylko zwykły
byt i fizyczne samozachowanie na celu.
Harald H?ffding
 
IDEE KIEROWNICZE
 
Co to jest myśl niepodległa? Jest ona metodą badania i metodą życia. Ludzie myśli niepodległej badają bez uprzedzeń, ogłaszają wyniki swych dociekań bez żadnych kreśleń i pierwsi wedle tych wyników zaczynają żyć.
 
Myśl niepodległa może istnieć i rozwijać się tylko poza granicami mocarstwa dogmatów religijnych czy etycznych, społecznych czy politycznych. Ona przez swoich bojowników burzy to mocarstwo, gdziekolwiek na duszach ludzkich oparło swoje węgły.
 
Ludzie myśli niepodległej stanowią pewien typ, który trzeba hodować i uczynić typem panującym. Są to bowiem siewcy wolności we wszystkich dziedzinach myśli i życia.
 
Powiedzieliśmy, że ludzie myśli niepodległej wyznają zasadę niepodległego badania. Zdawałoby się, że badanie naukowe nie może mieć innego charakteru. Tymczasem rzecz się ma wręcz przeciwnie. Badacze niezależni należeli i należą w dalszym ciągu do postaci wyjątkowych.
 
Powiedzieliśmy, że myśl niepodległa jest zarazem metodą życia. To znaczy, że z chwilą, gdy ludzie myśli niepodległej dojdą do pewnych wyników, ciąży na nich obowiązek zastosowania tych wyników przede wszystkiem do siebie, a następnie włączania ich do wielkiego nurtu życia. Ale nie tylko poczucie obowiązku zmusza ich do tego. Domaga się takiego kroku natura ich intelektu i ich charakteru. Te psychologiczną konieczność walki myślowej wyraził znakomicie Harald Hoeffding w zdaniu przez nas w nagłówku przytoczonym, że człowiek walczący o swe przekonania, których się wyrzec ani zaprzeć nie chce, tak samo walczy o własne życie, jak i ten. który ma tylko zwykły byt i fizyczne samozachowanie na celu.
 
Powiedzieliśmy wreszcie, że ludzie myśli niepodległej są siewcami wolności we wszystkich dziedzinach myśli i życia. Bo człowiek najczęściej i najchętniej odrzuca tylko niewole zewnętrzne, niewolom wewnętrznym mało albo wcale nie poświęcając uwagi. Przeciwnie, sam z podległej myśli swojej skręca bat, który potem chwyta reakcja, aby go nim zachłostać do kruchty, cyrkułu i szkoły wyznaniowej. Z pojęć swoich kuje łańcuchy, którymi następnie pętają go różni wyzyskiwacze. Z leków zaświatowych wyzyskiwacze ci ułożyli mu cały kodeks mądrości światowej pokory; z jego zabobonów wykrzesali posłuch dla pomazanych egzorcystów; z jego ciemnoty utworzyli teorię o błogosławionem prostactwie umysłowem. Budzono wśród ludu uświadomienie polityczne, społeczne i ekonomiczne, usuwając na plan dalszy, a nieraz bardzo daleki, uświadomienie filozoficzne. Jest to zdejmowanie kajdan z rąk i nóg, a pozostawianie ich na rozumie i na uczuciu. Takie czysto zewnętrzne wyzwolenie grozi każdej chwili ponowna utrata wolności zewnętrznej. Trzeba walczyć z tą niewolą wewnętrzną, z tą niewolą duszy, dzięki której reakcja, zwalczona politycznie, społecznie i ekonomicznie, w filozoficznym poglądzie na świat jak w ostatniej a mocnej reducie trzymać się będzie i każdej chwili może z niej uczynić atak na placówki przez siebie utracone, by zdobyć je na powrót. Reakcja zacznie od prześladowania mankietników, potem ruszy na żydów, protestantów, pozawyznaniowców i bezwyznaniowców, następnie na ludzi nauki a głosząc rzekome „ogłupienie dla Chrystusa”, domagać się będzie ogłupienia - dla księdza, plutokraty i stójkowego w narodowym stroju.
 
Ludzie myśli niepodległej dążą do wytworzenia nowego typu człowieka, obywatela, działacza; ludzie ci muszą w pierwszej linii wypowiedzieć walkę na śmierć i życie owej niewoli wewnętrznej i owym swojskim rządom poczwórnego K, mamiącym lud za pomocą latarni magicznej, w której przesuwają klisze swoich interesów, przemalowanych na interes narodowy. Ludzie myśli niepodległej wiedzą, że reakcja nazwie ich niedowiarkami; ale z całym spokojem, stosując do siebie słowa Skargi, powiedzą: „Nie mamy zelum Dei w sobie!” Reakcja nazwie ich także kosmopolitami; ale oni z równym spokojem odpowiedzą, że najlepsze tradycje polskie były zawsze kosmopolityczne. Reakcja załamie ręce i zawoła: „ostrożnie!” Ale oni jej odpowiedzą wraz z Słowackim: „Niech nie panują - myśli ostrożne!” Reakcja spróbuje nazwać ich zdrajcami. Ale nawet gęsi z polskiego Kapitolu znają się już na takich zarzutach szlachetnych lisów, machających kitą polskości.
 
Ludzie myśli niepodległej, ujawniając swoje idee kierownicze, mimo pozornego osamotnienia, czują twardy grunt dawności pod nogami. Opierają się przy tym o stary mur polskiej myśli niepodległej, sięgającej, jak to już zaznaczyliśmy, Koperników wyklinanych, Rejów-nowinkarzy, Kochanowskich-humanistów, Kołłątajów-reformatorów, legjonistów wolnomyślicieli, Dabrowskich-masonów, Śniadeckich-postępowców, Lelewelów-socjalistów i kto ich tam policzy! Przypominają ogółowi, zapędzonemu do parafii i archeologicznego patriotyzmu, że istnieją dwie polskie tradycje a niejedna, dwie przez cztery wieki z różnym powodzeniem zwalczające się nawzajem, jedna tradycja: Polski jezuitów, Polski modlącej się, Polski paczącej klerykalizmem wszelkie wysiłki oświaty, Polski stanowej, Polski uciemiężającej lud siermiężny, Polski Targowiczańskiej, która się sama wrogom zaprzedała, potem weszła z nimi w stosunek ugody i dziś wszelkiemi siłami gasi każdy płomyk szerzej pojętej wolności, a pastorałem utajonego w Piusie X króla polskiego zapędza nasze dzieci z powrotem do szkoły rosyjskiej i dyfamuje nas wobec Europy posądzeniem o rzezie żydowskie, która to tradycja o tyle była polską, że jak pijawka z niej krew ssała - druga tradycja: Polski niedowiarczej i dlatego właśnie światłej.
 
Polski wielkich uczonych, wielkich bohaterów, wielkich ofiarników, Polski protestującej przeciwko wszelkiemu uciskowi zewnętrznemu i wewnętrznemu. Opierając się o ten czterowiekowy mur polskiej myśli niepodległej, poszczerbiony walkami, zbryzgany krwią palonych heretyków z osiemdziesięcioletnią staruszką Melchiorową z Zalasowskich Wajgiel na czele, zawalony ciałami bojowników wolności, zarzucony stosami konfiskowanych książek, ludzie ci obracają oczy w przyszłość i tylko w przyszłość, apelując do niej po sąd ostateczny a nieubłagany. A jeżeli reakcja, dewocja i denuncjacja zwrócą się do bogów ziemskich i niebieskich z żądaniem na nich gromów, konfiskat i aresztów i z życzeniem śmierci nagłej a niespodziewanej, to niechaj owa piekielna trójca furii polskich wie, co tak głęboko pojął pewien zdegradowany przez korpus oficerów niemieckich pułkownik-wolnomyśliciel, iż nieraz - ciężej jest dla ojczyzny żyć, niż za nią umierać.
 
A pismo takie, jak nasze, nim pocznie się je redagować, trzeba pierwej przeżyć.
Do was wreszcie zwracamy się, ludzie piór niepodległych, którzy walczyliście przez całe pisarskie życie. Pismo nasze jest trybuną wolnego słowa. Wstępujcie na tę trybunę i siejcie z nami myśli niepodległe.
 
Wolne piśmiennictwo jest pierwszym warunkiem narodowego postępu. Lecz aby było wolne piśmiennictwo, musi być wolny pisarz. Niewole zaś są rozmaite. Zniesiono cenzurę; ale dla wielu cenzura ta nie istniała, gdyż nie posiadali ani jednej niecenzuralnej myśli. Pozostała zresztą cenzura redaktorów, wydawców, cenzura strachu i małoduszności, cenzura gniotu swojskiej reakcji. Nasza trybuna nie zna tych Cenzur. Tu będziecie rzeczywiście wolni, jeśli wolnymi być pragniecie.
 

Res Humana nr 5/2006, s. 39-41