Wyzwania globalizacji i odpowiedź humanistyczna

Autor: Daniel Zbytek
 

Termin globalizacja wprowadzony został przez liberalnych ekonomistów na oznaczenie, w uproszczeniu, skutków ekspansji kapitału wielonarodowych koncernów na całym świecie. Wielkie korporacje, głównie amerykańskie, dysponujące ogromnymi środkami finansowymi, organizacyjnymi i technologicznymi, w poszukiwaniu wyższego poziomu zysków, zdynamizowały pod koniec XX wieku swoją ekspansję ekonomiczną na wszystkich kontynentach, lekceważąc granice państw narodowych. Sprzyjał temu zjawisku fakt upadku ZSRR, który usunął obawy konfrontacji ideologicznej i militarnej, i tym samym próg obaw przed niestabilnością społeczną.
 
Uzależnienie gospodarek narodowych od skutków oddziaływania wielkich koncernów zależy od wielkości państw i stopnia ich powiązania z rynkiem światowym. Najbardziej uzależnione są te kraje, które oparły swoją gospodarkę na eksploatacji i eksporcie surowców, jak kraje Bliskiego Wschodu, Rosja, Wenezuela, a najmniej te, w których handel zagraniczny odgrywa stosunkowo marginalną rolę, jak Indie i Chiny.
 
Globalizacja oznacza, że wielkie koncerny, kierując się zasadami fundamentalnymi dla gospodarki kapitalistycznej, czyli maksymalizacji zysku, poszukują tanich źródeł zaopatrzenia surowcowego, taniej pracy i rynków zbytu, a wykorzystując swój potencjał, ograniczają możliwości działania lokalnych przedsiębiorców i elit politycznych i ekonomicznych.
 
Widocznym efektem jest przemieszczanie się pracochłonnych przemysłów do krajów o taniej sile roboczej, jak kraje Azji, Ameryki Łacińskiej i Europy Środkowej i Wschodniej i koncentrację ośrodków naukowo-badawczych w krajach posiadających dobrze rozwiniętą bazę edukacyjną i badawczą - przede wszystkim Stany Zjednoczone, Kanada, Europa Zachodnia i Japonia. Te zjawiska powodują, że społeczeństwa w wielu krajach, zarówno tych rozwiniętych gospodarczo, jak i tych zacofanych, zmuszane są do zmiany systemu tradycyjnych wartości. W krajach rozwiniętych oznacza to brak pewności zatrudnienia, konieczność zmiany zawodu kilkakrotnie w trakcie życia zawodowego. Istniejący system zabezpieczeń społecznych, a także szansę zawodowego i awansu społecznego, jakie się otwierają dla wielu grup społecznych, powoduje, że globalizacja odbierana jest w Europie i Północnej Ameryce przez większość społeczeństwa jako zjawisko pozytywne, mimo że trudności dostosowawcze dotykają dużej rzeszy ludzi, stających się zapleczem głośnych i aktywnych ruchów antyglobalistycznych. Dla społeczeństw azjatyckich czy afrykańskich, w mniejszym stopniu wschodnio-europejskich, oznacza to dewaluację ich systemu wartości i poddanie jej wpływom kultury masowej, która jednoznacznie kojarzona jest ze Stanami Zjednoczonymi, i w mniejszym stopniu, z Europą Zachodnią.
 
U podstaw przyczyn zamachów terrorystycznych, leżących szczególnie w moralnym poparciu, jakie jest okazywane terrorystom, także tym, którzy dokonali zamachów na WTC, w wielu krajach Trzeciego Świata, jest poczucie drugorzędności i pogardy, jakie odczuwają tamte społeczeństwa poddane konfrontacji z agresywną/ekspansywną kulturą euro-amerykańską. Zapominamy zbyt często, że prawdziwą świętą księgą dla Europejczyków i Amerykanów jest Bogactwo narodów Adama Smitha, a nie zbiór przypowieści ludów Bliskiego Wschodu zamieszczonych w Biblii. Od czasów narodzin kapitalizmu, nie liczymy na dobrą wolę kogokolwiek, zakładamy, że ludzie działają z korzyścią dla innych kierując się własnym interesem ekonomicznym. Tego typu myślenie, zrozumiałe i logiczne na Zachodzie, jest obce ludziom Wschodu i Południa.
 
Tradycyjne społeczeństwa tych krajów niszczone są z zewnątrz przez obcych. Zmiany społeczne nie są wynikiem wewnętrznej dynamiki, tak jak to miało miejsce w Europie, ale skutkiem ekspansji ludzi Zachodu. Nie przypadkiem w organizacji terrorystycznej Al Kaida czołową rolę odgrywają Saudyjczycy, którzy pozornie najwięcej uzyskali dzięki kontaktom z Europą i USA. Luksusowe dobra konsumpcyjne, filmy, internet, satelitarna telewizja umożliwia im korzystanie z dobrodziejstw wytworów przemysłu Zachodu, ale niesie on obce im przesłanie kulturowe: emancypacja kobiet i młodzieży, brak poszanowania dla tradycyjnych autorytetów religijnych, propagowanie indywidualnej przedsiębiorczości i innowacyjności, a nie współuczestnictwa w zbiorowości rodziny, klanu czy plemienia.
 
Zachowanie bezpieczeństwa na świecie wymagać będzie od rozwiniętych krajów kapitalistycznych znacznie większego niż dotychczas zaangażowania w rozwój społeczny i ekonomiczny krajów Azji i Afryki, przy poszanowaniu ich odrębności kulturowych i unikania brutalnego narzucania wzorców przyjętych w Północnej Ameryce lub Europie. W Trzecim Świecie powszechne są oczekiwania, że rozwinięte kraje kapitalistyczne zrezygnują ze swoich doraźnych, realizowanych za wszelką, płaconą przez Azjatów lub Afrykańczyków, cenę, na rzecz działań na rzecz całej, ludzkiej społeczności. Sprzedaż broni, która tworzy kilka tysięcy miejsc pracy w Europie, nie może odbywać się kosztem setek tysięcy ludzi wymordowanych w etnicznych wojnach. Nie można liczyć na miejscowe, częstokroć wysoce wyedukowane elity, bo kierują się one tym samym systemem wartości, jak ich nauczyciele w Harvardzie lub Oxfordzie.
Potrzebny jest nam keynesizm, ale nie ekonomiczny, a społeczny. W naszym, Europejczyków i Amerykanów, dobrze pojętym interesie. Immanentnym składnikiem tego „społecznego keynesizmu”, jego centralnym zwornikiem, są wartości humanistyczne.
 
Ruch antyglobalistyczny, mimo kilku spektakularnych przedsięwzięć, jak np. spotkania w Porto Allegre czy w Genui, ma marginalne znaczenie - mimo wyliczonych powyżej ujemnych cech, jak już pisałem, dla większości ludzkości przeważają pozytywy globalizmu: wyższa dynamika rozwoju ekonomicznego i j ego rozszerzenie na cały świat, wyższy poziom wzrostu innowacji technologicznych, nowe perspektywy postępu naukowego. Ważne jest również i to, że w znacznie większym stopniu, niż w przeszłości, mamy poczucie, ze jesteśmy przede wszystkim ludźmi, a dopiero w drugiej kolejności członkami określonego narodu lub wyznawcami jakiejś religii.
 
Negatywne zjawiska, które stwarza globalizacja, stawiają przed ruchem humanistycznym ogromne zadania.
 
Tradycyjne wzorce zachowań, wykształcone w tradycyjnych społeczeństwach Azji, Ameryki Łacińskiej i Afryki, a także utrzymujące się jeszcze w wielu społecznościach rozwiniętych krajów Europy i Ameryki Północnej, nie są w stanie pomóc jednostce ludzkiej postawionej wobec wyzwań współczesnego świata i konieczności znalezienia w nim godnego miejsca.
 
Podkreślanie przez humanistów, że tylko człowiek, tu i teraz, określa przeznaczenie tego świata, świata, w którym żyjemy, przez dość krótki moment czasu, jest na pewno trudnym wyborem wobec ułudy oferowanej przez rozmaite systemy religijne, ale jest jedyną odpowiedzią godną jednostki ludzkiej. Współczesny świat nie daje ludziom szans na znalezienie sobie trwałego miejsca zawodowego i związanego z tym pewności zatrudnienia i trwałego miejsca w społeczeństwie. Trwałe miejsce człowieka wśród ludzi tylko i wyłącznie określa nasza postawa, zrozumienie naszych możliwości i potrzeb innych. Świat jest kształtowany przez ludzi, a nie przez byty transcendentne, wynalezione kiedyś przez samych ludzi dla ułatwienia zrozumienia tego świata. Systemy religijne dobrze wyjaśniały świat, który podlegał stopniowym, niewielkim zmianom.
 
Dziś stoimy u progu dramatycznych zmian. Poznajemy coraz bardziej nasz ziemski świat, jesteśmy jako ludzkość coraz bliżej momentu ludzkiej ekspansji poza nasza Ziemię. Dziś brzmi to jeszcze bardzo futurystycznie, ale konieczność, że podejmiemy takie wyzwanie staje się coraz bardziej oczywista. Współczesna fizyka, nanotechnologia, biologia molekularna i inne nauki, otwierają perspektywy, zmuszające każdego człowieka do podjęcia intelektualnego wyzwania. Nie może być podziału ludzkości na kategorię A, tych lepszych, żyjących na ogół na północy naszego globu, i kategorię B, tych gorszych, z południa. Także w ramach samych społeczeństw, wszędzie, niezbędne jest dążenie do tworzenia równych szans rozwoju i twórczej inicjatywy dla każdego człowieka.
 
Wymaga on współpracy umysłów wszystkich ludzi i pozbycie się jakichkolwiek uprzedzeń w stosunku do innych ludzi, a także w stosunku do przyrody. Schematyzm myślenia, opieranie go na systemach wymyślonych tysiące lat temu, w całkowicie innym świecie, jest tylko niepotrzebnym dziś balastem. Z tego balastu należy pozostawić tylko te wartości, które są wspólne wszystkim ludziom, a które mają charakter humanistyczny. Globalizacja, pozbawiając miliony ludzi bezpiecznego dotychczas fundamentu tradycji, stwarza konieczność działań humanistów w celu umożliwienia ludziom poszerzenie horyzontów poznania, zapewnienia minimum bezpieczeństwa socjalnego i ekonomicznego, dostępu do powszechnej edukacji i powszechnej ochrony zdrowia. Celem jest zagwarantowanie szansy każdemu człowiekowi, aby stał się jednostką twórczą.
 
Postuluję, aby humaniści kierowali się koncepcją spolegliwego opiekuna, czyli człowieka, który pomaga innym ludziom znaleźć godne miejsce w życiu. Polski filozof, twórca prakseologii, Tadeusz Kotarbiński, określił koncepcję spolegliwego opiekuna jako „coś, co przypomina do pewnego stopnia etos rycerski” (T. Kotarbiński, „Mistrzostwo i humanizm”, Studia Filozoficzne nr 3/1976, s. 10). Oznacza to obowiązek prezentowania myśli racjonalnej, wyrozumiałej i tolerancyjnej, otwartej na odmienności kulturowe, a nieakceptującej wszelkiej ksenofobii i prób narzucania jednego, arbitralnego systemu myślenia i działania.
 
Globalizację winniśmy traktować bez uprzedzeń, jako szansę dla wszystkich ludzi. Nie można się obrażać na to, że postęp ekonomiczny jest częstokroć niewygodny, że burzy istniejące systemy społeczne. Sam postęp nie zwalnia nas od aktywnego działania, które ma na celu likwidację nieprawidłowości i zagrożeń, jakie stwarza niekontrolowany rozwój gospodarczy dla samych ludzi.
 
Autor artykułu jest ekonomistą; kierował m.in. pionem ekonomicznym w Ambasadzie RP w New Delhi.
 

Res Humana nr 5/2006, s. 33-35