Polski Październik

Autor: Władysław Loranc
 
 
Druga wojna światowa atakowała zwykłych ludzi nie jednym, apokaliptycznym wybuchem lecz serią katastrof niszcząc dorobek narodów wolnych od rasistowskiej megalomanii oraz urojeń, by ład świata oprzeć na przyznanym sobie prawie do zdobycia „przestrzeni życiowej” - Lebensraumu. Kraje wyniszczone, wojna opuszczała także nie jednorazowym aktem, lecz sekwencją rozwiązań cząstkowych. Nastrój zwyczajnych ludzi w pierwszej fazie wojny celnie wyraził Winston Churchill, gdy w przemówieniu 22 czerwca 1941 roku (dzień napadu hitlerowskich Niemiec na ZSRR) tak określił sens nowej fazy wojny: „Niebezpieczeństwo Rosji jest naszym niebezpieczeństwem i niebezpieczeństwem Stanów Zjednoczonych, podobnie jak sprawa każdego Rosjanina walczącego o swoją ziemię i o swój dom jest sprawą każdego wolnego człowieka i każdego wolnego narodu na całej kuli ziemskiej”. Z takich przekonań zrodziła się koalicja antyfaszystowska, której powstanie było najważniejszym wydarzeniem politycznym XX wieku.
 
Jej historia była zastanawiające krótka, a koniec nieoczekiwany. Trwała 54 miesiące. W mieście Fulton, w obecności prezydenta USA H. Trumana Churchill wygłosił 5 marca 1946 roku przemówienie, w którym dał wyraz gruntownej zmiany poglądów politycznych. Odkrył, że kontynent od Szczecina nad Bałtykiem do Triestu nad Adriatykiem podzieliła „żelazna kurtyna”. Konkluzja była szokująca: „To z pewnością nie jest ta wyzwolona Europa o której budowę walczyliśmy”. Od konferencji w Poczdamie minęło zaledwie siedem miesięcy. Tym razem polityk wciąż dużego znaczenia, wyrażał nie nastrój mas, ale swój gniew i rozczarowanie odsunięć go od władzy. Jego inicjatywa była wynikiem obaw wywołanych zwrotem opinii publicznej w stronę lewicy. Wrócił do swej wcześniejszej deklaracji: „Nie po to zostałem premierem Jego Królewskiej Mości, żeby przewodniczyć procesowi likwidacji imperium brytyjskiego”.
 
Od proklamowania końca koalicji wypadki potoczyły się z siłą i logiką lawiny. W sierpniu Churchill wezwał do tworzenia Stanów Zjednoczonych Europy. Sekretarz Stanu USA J. Byrnes zakwestionował zachodnie granice Polski, zapowiadając, że jego rząd nie poprzez aspiracji Polski w tej sprawie.
 
Na terytorium Niemiec zaczęła się gra o aktywną rolę tego kraju w polityce „powstrzymania komunizmu”. Doktryna Trumana staje się nową wersją międzywojennej polityki otoczenia ZSRR kordonem sanitarnym.
 
Druga strona zarysowującego się konfliktu reaguje symetrycznie. W 1947 roku powstaje Kominform, w Pradze ma miejsce przewrót eliminujący socjaldemokratów, w Niemczech następuje blokada Berlina, w Warszawie Polska Partia Robotnicza „odkrywa” w swych szeregach „odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne”. Aresztują Władysława Gomułkę i jego najbliższych współpracowników. Zimna wojna stała się faktem. Z dorobku Wielkiej Koalicji ocalała tylko Organizacja Narodów Zjednoczonych. Niby niewiele, lecz był to jednak fakt wielkiej wagi.
 
Tym, co przypominam, nie streszczam historii, lecz szkicuję tło do refleksji nad „polskim Październikiem”. Dodam więc tylko, że próba powstrzymania rozpadu systemu kolonialnego skończyła się niepowodzeniem w tzw. „kryzysie sueskim” (1956). Polityka wasalizacji Azji załamała się z chwilą powstania Chińskiej Republiki Ludowej. Śmierć Stalina (1953) wstrząsnęła instytucjami państwa opartego na z gruntu fałszywej teorii o zaostrzaniu się sprzeczności klasowych w miarę rozwoju socjalistycznego budownictwa. Obie części podzielonego świata stanęły w 1956 roku wobec pytania: co dalej? XX Zjazd KPZR był trafną reakcją na polityczne i moralne oczekiwania rosnącego na znaczeniu poruszenia mas nazwanego odwilżą. Ludzie zaczęli prostować plecy. Domagano się otwartej i uczciwej analizy przyczyn zła, powodów zwolnienia rozwoju gospodarki, pytano o nadużycia w polityce. Nie tylko lewica, lecz cała opinia publiczna czekała na słowa prawdy.
 
W Polsce te oczekiwania spotęgowały wydarzenia w Poznaniu. Czerwcowy strajk załogi Cegielskiego rozegrał się na ulicy. Demonstranci zdobyli broń. W chaosie wydarzeń zginęło ponad pięćdziesiąt osób. Kraj znalazł się w trudnym położeniu. Partię paraliżował strach i kunktatorstwo. Dopiero między VII a VIII plenum Komitetu Centralnego zdecydowano się na uczciwy dialog i reformy. VIII Plenum dało początek reformom: obradowało w dniach 19-21 października, dokonując najpierw zmiany kierownictwa partii, później podjęło rokowania z interweniującą delegacją KPZR, a po nich odbyła się otwarta dyskusja i przyjęto uchwałę decydującą, że nową linię polityczną określają analizy zawarte w programowym przemówieniu W. Gomułki.
 
Październikowe plenum odrzuciło grożącą rozłamem ocenę poznańskiego dramatu, referat Gomułki tak ocenił sytuację: „Wielką naiwnością polityczną była nieudolna próba przedstawienia bolesnej tragedii jako dzieła imperialistycznych agentów i prowokatorów. Agenci zawsze mogą być i działać (...) Był czas kiedy władza ludowa w Polsce była atakowana zbrojnie i kiedy broniła się zbrojnie (...) Był to surowy czas”. Autor zwrócił uwagę, że agenci utracili możliwość bycia natchnieniem dla robotników. Materiał palny do wydarzeń gromadził się w ostatnich latach po załamaniu się realizacji Planu 6-letniego i zepchnięciu dialogu z robotnikami w obszar statystycznych fikcji. Wezwał do mówienia prawdy, konkludując: „Przed prawdą uciec nie można. Jeśli się ją skrywa, wypływa ona w groźnej postaci widma, które straszy, niepokoi, buntuje się i wścieka”. Z dzisiejszej perspektywy widzimy wyraźnie, że obecność prawdy w polityce i w zachowaniach ludzi, którzy ją uprawiają jest warunkiem rozwoju kraju. Zapomniany to dziś fakt. Lekceważy się tę myśl i tchórzliwie ją ośmiesza, ale nikt nie zdoła jej pogrzebać. Głód prawdy znów niepokoi ludzi a ona sama buntuje się. Oby się nie wściekła!
 
Władysław Gomułka I sekretarz KC PZPR przemawia do zgromadzonych na placu Defilad
 
Znaczenie polskiego Października wyrosło nie tylko ze zdecydowanego zwrotu w metodach prowadzenia polityki, ale z programu przestawienia gospodarki na tory rozwoju, z jednoznacznego postawienia kwestii samorządu robotniczego, z przywrócenia polityce rolnej i polityce wobec rzemiosła głębokiego związku z potrzebami tych środowisk zawodowych, a nie z literą doktryn. Przerwano skłonność dogmatycznych polityków do awanturniczego eksperymentowania w gospodarce. Zmieniono punkt widzenia na rolę Sejmu i realne znaczenie aktu wyborczego. Nie odniesiono się niestety równie odważnie do kwestii roli rad narodowych, co utrzymało partię w roli substytutu społeczeństwa a nie jego narzędzia. W tym zakresie wyraźnie spoglądano w przeszłość a nie w przyszłość kraju.
 
Dokonany na październikowym plenum radykalny zwrot w polityce partii spotkał się z manifestacyjnym poparcie na tysiącach otwartych zebrań, na trzystutysięcznym wiecu ludności Warszawy i podczas powrotu naszej delegacji z listopadowych rozmów w Moskwie, zakończonych jak pamiętamy pełnym sukcesem politycznym. Tę manifestacyjną aprobatę traktuję jako szczególną replikę tradycyjnej instytucji politycznej, którą była wolna elekcja. Szczególny dlatego, że po raz pierwszy w historii uczestniczył w niej cały naród, a nie tylko stan szlachecki zawłaszczający państwo dla siebie.
 
Polski Październik uświadomił ludziom, że socjalizm wyrwał się z pęt, którymi dusił go gorset politycznych, intelektualnych i moralnych wypaczeń okresu „kultu jednostki”. Wraz z rosnącym na znaczeniu ruchem państw niezaangażowanych socjalizm stawał się siłą kreatywną w procesie budowy świata alternatywnego wobec kapitalizmu. Między wymuszonym końcem antyfaszystowskiej koalicji (1946), a XX zjazdem KPZR i październikowym plenum w Polsce (1956) przywrócono szansę pokojowego współżycia wszystkich narodów świata. Gdyby proces reform w Polsce podzielił był dramat Węgier, polityka odprężenia - (detente) nie byłaby możliwa jeszcze przez wiele, wiele lat. Zakończę zwróceniem uwagi na najważniejszy element w dorobku polskiego Października. Na dziesięciolecia, do niedawna sądziłem, iż na zawsze ten zdecydowany powrót do źródeł polskiej drogi do socjalizmu, obezwładnił wszelkich amatorów instrumentalnego traktowania Polski w międzynarodowej grze politycznej. Tej pewności dziś już nie mam. Nie wątpię jednak nawet przez chwilę, że zwrot październikowy, który dokonywał się pięćdziesiąt lat temu był dla Polski prawdziwym końcem wielkiej wojny, ratującym i utrwalającym to, co naród wyniósł z niej jako swój sukces.
 

Res Humana nr 5/2006, s. 4-6