O katolickim modernizmie (Cz. 1)

Autor: Radosław S. Czarnecki
 

Tylko wrogowie pragną aby chrześcijaństwo zostało takie jakie jest
o. Henri de LUBAC
 
Chrześcijaństwo od początków swego zarania staje przed zasadniczym dla swego istnienia dylematem: jak pogodzić wymogi doktrynalne z doświadczeniem religijnym jednostki i odniesieniem dogmatu do historii. To jest uniwersalna zależność ludzkiego bytu między tym, co niezmienne, irracjonalne, nieziemskie, a racjami rozumu i empirii, przemijania i powszechnej na co dzień relatywizacji.
 
Stuletnie spojrzenie wstecz na perturbacje wewnątrzkościelne związane z kryzysem modernistycznym dają nam, współczesnym wiele do myślenia. Zwłaszcza w Polsce. Lekcja jaka przydarzyła się Kościołowi powszechnemu w początku XX wieku nie była tylko jak chce wielu egzegetów historii katolicyzmu kryzysem wzrostu. To wynik owego rozdźwięku, immanentnego istocie instytucji Kościoła rzymskiego, między tym co nieziemskie a doczesne, między stałością a ulotnością i przemijaniem, między dogmatem a płynnością życia, ma do dzisiejszego dnia wpływ na kondycję Kościoła rzymskokatolickiego na całym świecie. W Polsce również...
 
Pod względem merytorycznym teologia - bo o nią głównie w sporze modernistycznym chodzi - przybiera jak dziś wiemy różne formy historycznej zależności. Pod koniec średniowiecza zaczął pękać pozornie jednolity monolit chrześcijańskiej wizji i koncepcji świata. Stąd dualizm Odrodzenia i Oświecenia. Kontrreformacja i Sobór w Trydencie to próba powrotu Kościoła do dawnych schematów i przyzwyczajeń. W czasach nowożytnych i najnowszych, kiedy antynomia kościelnych wizji i realnej nowoczesności stała się dramatyczną, chrześcijaństwo zwróciło się ponownie do swoich korzeni, źródeł i archetypicznego pojmowania sacrum, aby ponownie (wobec wyzwań współczesnego świata) określić swoją tożsamość. Utrzymywanie powszechnej i totalnej misji zbawczej przez chrześcijańskie kościoły (zwłaszcza Kościół rzymskokatolicki) stało się wskutek postępującej demokratyzacji, pluralizmu, poszerzania zakresu wolności obywatelskich oraz subiektywizacji odbioru rzeczywistości, a nade wszystko poprzez rozwój nauki i myśli ludzkiej, nierealnym. Ale był to proces zwieńczony (w przypadku Rzymu) dopiero Soborem Watykańskim II.
 
Jak pisze W. Tatarkiewicz przełom XIX i XX wieku to epoka kiedy minął już okres czystego rozumu, nauki wolnej od wszelkich założeń i wszelkiego wartościowania. Nauka nabrała świadomości swych różnorakich postaw, sprzęgła się z rzeczywistością i poczęła uczestniczyć czynnie w wielkich projektach nowoczesnego życia. Był to w zasadzie koniec pewnego spojrzenia na naukę jako poznania naukowego powszechnego i wiecznie obowiązującego.
Modernizm to nurt w filozofii oraz teologii katolickiej z przełomu minionych stuleci. Kierunek ów zapłodniony przez pontyfikat Leona XIII (1878-1903) próbował zbliżenia wykładu Urzędu Nauczycielskiego do rzeczywistości otaczającej Kościół. Poprzez jednostkowe uczucia oraz indywidualną intuicję starał się przełamać wrogość i obcość współczesnego świata wobec nauczania Kościoła. Przekaz Leona XIII kładł głównie nacisk na spokój, pojednanie i dialog co było ewenementem w dotychczasowym wykładzie i stanowisku Watykanu (zwłaszcza po pontyfikacie Piusa IX 1846-1878). Główną przyczyną takiej postawy była fascynacja Leona filozofią i opisem świata uprawianymi przez św. Tomasza z Akwinu.
 
Wśród głównych przedstawicieli tego kierunku znajdujemy wybitnych katolickich naukowców, intelektualistów czy członków elit z różnych krajów Europy i reprezentujących różnorodne dziedziny wiedzy czy życia umysłowego; teologowie EX. Krauss i H. Schell, filozof religii F. von Huegel, profesor egzegezy biblijnej A. Loisy, profesor seminarium duchownego A. Huotin, bibliści J. Lagrange i G. Tyrell (angielski konwertyta, Towarzystwo Jezusowe), historycy A. Erhardt, E. Buonaiutti i F. Funk, pisarz A. Fogazzarro, profesor dogmatyki J. Turmell, egzegeta S. Minocimi, wybitny neoscholastyk kard. D. Mercier, wynalazca, lekarz i noblista R. Koch, profesor i działacz społeczno-polityczny ks. R. Murri, filozof-barnabita o. G. Semerri. Leon XIII nie potępił otwarcie tego ruchu, choć niektóre hasła i tezy stały w wyraźnej sprzeczności wobec wykładni nauki katolickiej. Problemy i szykany zaczęły się dopiero, kiedy w 1903 roku Stolicę Piotrową objął kard. G. Sarto jako Pius X (1903-1914); wymienieni wcześniej katoliccy luminarze życia umysłowego Europy zostali napiętnowani, prześladowani i zmuszeni często do milczenia (niektórzy opuścili szeregi Kościoła katolickiego).
 
Modernizm katolicki przyjął postawę z której wynikało, iż mimo nie zgadzania się z niektórymi dogmatami kościelnymi można było pozostawać we wspólnocie wiernych (indywidualizm deklaracji i subiektywizm sumienia). A ponieważ niektóre dogmaty ogłoszone w wiekach dawnych nie wytrzymywały presji osiągnięć współczesnej nauki rozdźwięk między tak kształtowaną świadomością - zwłaszcza w świecie nauki i elit opiniotwórczych - a rzeczywistością religijną stale się powiększał.
 
Poglądy, że dogmaty katolickie mają historyczny i ewolucyjny charakter utwierdzały dwoistość postaw wiernych, a także odchodzenie określonych środowisk od Kościoła. Moderniści w dalszej perspektywie dopuszczali zmianę dogmatów kościelnych w wyniku rozwoju myśli ludzkiej, gdyż doktryna winna odpowiadać duchowi epoki. Przekonanie o ewolucji dogmatów kontrastuje z przyjętą wówczas powszechnie opinią kard. J.H. Newmanna o rozwoju doktryny katolickiej, jej ciągłości i niezależności od epoki historycznej.
 
Moderniści wyróżniali się też nowatorskimi metodami analizy Biblii opartymi wyłącznie na treściach tam zawartych, bez zwracania uwagi na komentarze Ojców Kościoła. Krytyczna analiza tekstu była na wskroś racjonalistyczna. Np. poddawano pod wątpliwość realność cudów tam opisywanych czy rzetelność i autentyczność autorów biblijnych tekstów. Bez wątpienia widać tu wpływy protestanckiej szkoły z Tybingi, zwanej krytyczno-historyczną oraz sekularystycznych idei oświeceniowych.
 
Na pewno szczególne znaczenie dla modernistycznego sposobu myślenia miała filozofia H. Bergsona, ale nie bez znaczenia był tu też wpływ dorobku naukowego K. Marksa, F. Nitzchego, K. Darwina czy Z. Freuda (zwłaszcza jego pierwszy okres działalności naukowej 1895-1897, tzw. terapeutyczno-psychologiczny).
 
Jak zauważa K.H. Deschner próby „wstrzyknięcia katolicyzmowi rozmaitych modernizacji” przez ludzi zwanych ówcześnie modernistami nie powiodły się. Jego zdaniem oprócz wpływu filozofii i teologii F.E. Schleiermachera zauważalne jest tu wyraźne oddziaływanie agnostycyzmu i immanentyzmu I. Kanta. I to było m.in. przyczyną zakwestionowania podstawowych założeń ruchu przez Urząd Nauczycielski Kościoła, gdyż filozof z Królewca pozostawał wówczas na kościelnym indeksie (podobnie jak wymienieni wcześniej XIX-wieczni koryfeusze europejskiej myśli).
 
Filozoficznie modernizm charakteryzował się irracjonalistycznym poglądem na religię jako domenę emocji wiernych. Jego zdaniem istnienia Boga ani prawd wiary nie sposób udowodnić w sposób racjonalny. Nie było to równoznaczne z deprecjacją poznania religijnego jako takiego, gdyż intelekt nie był zdaniem modernistów jedyną czy najważniejszą drogą poznania. Prawdy wiary nie miały być odzwierciedleniem rzeczywistości (co najwyżej jej symbolami), ale normami postępowania.
Modernizm w zasadzie objawił się w większości dziedzin życia. Dotknął nie tylko filozofii czy teologii, ale znaczy swoją obecność w sztuce, architekturze, literaturze, naukach społecznych. Wywarł piętno na takie kierunki jak symbolizm, impresjonizm, neoromantyzm, secesję czy irracjonalizm. Był więc jak widać reakcją człowieka na racjonalizm, pragmatyzm, realizm, mieszczańską obyczajowość, użytkowość w sztuce.
 
Jak wspomina prof. L. Kołakowski modernizm „...spotkał się z bezwzględną wrogością. Cały Kościół przez lata zajmował się walką z tą zarazą, ale przez to doznawał osłabienia, bo ucząca się część inteligencji europejskiej porzuciła go widząc w tej kampanii nie bez racji triumf reakcji konstantyńskiej i odwet klerykalnego biurokratyzmu”. Przeczy ta teza propagowanej w Polsce koncepcji Kościoła jako jednolitego monolitu zawsze i wszędzie, ostoi wolności i demokracji, zwolennika osiągnięć naukowych nawet wbrew swoim interesom w imię naukowej prawdy.
 
Konflikt modernistyczny był więc starciem integrystycznie rozumianej niezmienności z nowoczesną kulturą, nauką, myślą i interpretacją świata. Nie po raz pierwszy w historii - choć czasy były już inne i Kościół nie był totalną strukturą mogąca a priori narzucić światu chrześcijańskiemu normy i zasady, które uważał za obowiązujące (jak np. w średniowieczu).
 
Pius X przystąpił z miejsca do ofensywy. Wydawał liczne dokumenty, zreformował kurię, powołał tajną policję wewnątrzkościelną do inwigilacji i prześladowania niepokornych duchownych i świeckich (w jakikolwiek sposób związanych z Kościołem). Już na pierwszym konsystorzu wydana została alokucja (9 XI 1903 r.) w której stwierdzono, że osoby przyznające się do związków z Kościołem ponoszą osobistą odpowiedzialność za depozyt wiary zagrożony „współcześnie przez prądy bezbożne lub indyferentne”. Jezus Chrystus jest „prawdą więc i papież może uczyć tylko prawdy...”. Kolejne obostrzenia to dekret z 27 III 1906 r. określający nader szczegółowo zakres i sposoby badań biblijnych, utrącający w zasadzie wszelką niezależność i wolność badań naukowych nad Starym i Nowym Testamentem, a także niezależną opis czy egzegezę tych tekstów.
 
Wszelkie przejawy samodzielności, wolności (nawet ledwo zauważalnych) czy prób podważenia centralizmu i montanizmu papieskiego Pius X tępił i karczował w zarodku. Przykładem tego są uroczystości Katholikentagu w Essen (1906) kiedy to legat papieski kard. V. Vannutelli wyraźnie wymuszał na wiernych bezwzględne posłuszeństwo wobec papieża (nawet w sprawach politycznych i społecznych). Wiązało się to z planem absolutnie bezwzględnego podporządkowania Rzymowi wszelkich partii i ruchów polityczno-społecznych mieniących się katolickimi.
 
Ten krótki przegląd pokazuje nastawienie Piusa X i jego otoczenia do podstawowych zagadnień społecznych początków XX wieku: wolności, samodzielności, swobody wyrażania myśli i rozwijającej się demokracji.
 
W wydanej encyklice Pascendi Dominici Gregis (8 IX 1907) papież napisze: „Zwolenników błędów należy dziś szukać już nie wśród ukrytych wrogów Kościoła ale w samym Kościele. Ukrywają się oni, że tak powiem w samym wnętrzu Kościoła; stąd też mogą być bardziej szkodliwi, bo są mniej dostrzegalni”. I odtąd jawnie zacznie tych przeciwników tępić i prześladować.
 
W tym celu powołano w 1909 roku w Rzymie półjawną organizację do inwigilacji duchowieństwa oraz świeckich związanych z Kościołem rzymskokatolickim - tzw. Sodalitium Pianum (Sodalicja Piusowa znanej potocznie. Sapinierą, skrót S.P.). Na jej czele stanął prałat (watykański podsekretarz stanu) U. Benigni. Organizacja skupiała ok. 1000 zakonspirowanych dla środowisk katolickich, posługujących się w wewnętrznej korespondencji i kontaktach szyframi oraz znakami umownymi, osób - działała zwłaszcza w Italii, Francji, Austrii i Belgii (mniejsza jej aktywność przejawiała się na terenie Niemiec, Hiszpanii i Europy Środkowej). Zajmowała się zbieraniem niejawnych informacji o osobach podejrzanych o sprzyjanie ideom modernistycznym, oskarżając je o nieprawomyślność, wolnomyślicielstwo i nie podporządkowywanie się obowiązującym w ówczesnym Kościele wytycznym papieża. Jej represjom padło wielu koryfeuszy - wymienionych wcześniej w niniejszym materiale - modernizmu; oskarżano i szykanowano także sporo osób niewinnych bądź jedynie pomówionych w donosach o sprzyjanie tym tendencjom.
 
Istnienie tajnych instrukcji i pozainstytucjonalnych działań Sodalicji, a także klimat pomówień, donosów i wszechogarniającej podejrzliwości, wpływały na ogólną atmosferę we wspólnocie wiernych (m.in. prym w tych działaniach wiódł periodyk „Correspondence de Rome” - od 1908 r.). Jak pisze ks. Z. Zieliński olbrzymi wpływ na nią miała inspiracja prasy „...w kierunku skrajnego integryzmu”. Przenosiło się to bowiem na ogólne odczucie konserwatyzmu, tradycjonalizmu i niechęci do jakiegokolwiek postępu i zmian. Z Sapinierą ściśle współpracowało Biuro Konsultacyjne kurii watykańskiej stanowiące w istocie zakamuflowaną sieć wywiadu zorganizowanego przez U. Benigniego. Posługiwało się ono metodami godnymi najlepszych służb wywiadowczych: prowokacją, inwigilacją korespondencji, szantażem czy wzajemnym szczuciem na siebie określonych środowisk. Np. w Niemczech śledzono i inwigilowano prawie wszystkich biskupów (oprócz dwóch). Przy okazji - jak zawsze zresztą w takich wypadkach - załatwiano osobiste, często bardzo przyziemne, porachunki, zawiści bądź pretensje.
 
Dzieje Sapiniery, jej wpływów i form działania historyk chrześcijaństwa, teolog i filozof, znawca literatury i socjolog K.H. Deschner kwituje określeniem „Gestapo w Kurii Rzymskiej”. Wielce symptomatyczne i charakterystyczne to określenie.
 
Na zakończenie trzeba zaznaczyć, iż papież darzył poczynania Sapiniery pełnym zaufaniem i uznaniem. Jednak w kręgach katolików świeckich i duchowieństwa (zwłaszcza w zakonach - przede wszystkim wśród jezuitów) panowały nastroje przygnębienia i rezygnacji. Stąd datuje się swoiście pojmowany kwietyzm i defensywność oraz słabość środowisk intelektualnych związanych z Kościołem w takich krajach jak Francja, Niemcy czy Austria (w mniejszym stopniu Włochy czy Hiszpania). Można sądzić, iż działalność U. Begniniego i kierowanej przez niego struktury, a pośrednio i Piusa X, przyczyniała się na równi (z postępem i rozwojem myśli ludzkiej obcej katolickiej doktrynie) do ostatecznego rozejścia się nauki kościoła i nowożytnego społeczeństwa.
 

Res Humana nr 6/2007, s. 31-34