Laicyzacja 
 
Autor: Zdzisław Cackowski
 
 
1.
 
Laicyzacja/sekularyzacja jest problemem teoretycznym, temu nie przeczę, ale jej fundamentem jest sprawa praktyczna w tym znaczeniu, że dokonuje się ona tam, gdzie ludzie są skuteczni (nie koniecznie absolutnie skuteczni) w przeciwdziałaniu cierpieniom swoim. Tam natomiast gdzie ludzie są wobec swoich cierpień bezsilni, tam liczą tylko na CUDA, na pomoc Z ZAŚWIATÓW. Większość dziejów ludzkich w epoce osiadłości (ostatnie 12-14 tysięcy lat) to były dzieje WERTYKALNOŚCI, to znaczy takie dzieje, kiedy prawa i prawdy, którym podlegają ludzie i ludzki świat, NIE SĄ Z TEGO ŚWIATA. Inaczej mówiąc cierpienia pochodzą z INNEGO ŚWIATA i RATUNEK TEŻ Z INNEGO ŚWIATA POCHODZI. Laicyzacja (laicus – świecki; laicós – ludowy) to proces przejmowania na siebie odpowiedzialności za swój los; proces rezygnacji z obciążania KOGOŚ (Nie wiadomo KOGO!) za swój los, za los ludzi. Inaczej: przejmowanie odpowiedzialności za los ludzi przez ludzi. Z tym, że ludzkie cierpienia (bo głównie o negatywne doświadczenia chodzi) są albo ZŁEM (skandalem), bo wynikają z czyichś (ludzkich) intencji albo problemem (bo są skutkiem niezależnych od ludzkich intencji PRZYCZYN). W kulturach religijnych natomiast wszystkie ludzkie nieszczęścia są (pochodzą) Z INTENCJI, Z INTENCJI BOSKICH. Stąd to niektórzy ludzie (teologowie, np. ks. Józef Sadzik) wszelkie ludzkie cierpienia nazywali lub nazywają SKANDALEM, co da się zrozumieć, bowiem w kulturach religijnych wszystko wywodzi się z „CZYJEJŚ” INTENCJI.
 
Ale to przejmowanie odpowiedzialności nie jest procesem dowolnym, nie wynika ze swobodnej decyzji ludzi, ale z ludzkich możliwości rozpoznawania źródeł cierpień oraz przeciwdziałania im. Dawniej ludzie cierpieli Z WINY, a cierpienie było KARĄ: Iliada Homera, dżuma za czasów papieża Grzegorza Wielkiego (Rzym rok 590), mchy biczownicze w wieku XIII i później, trzęsienie Ziemi w Lizbonie w 1755 roku (nawet Wolter wtedy oburzał się na Boga; dzisiaj z powodu trzęsień Ziemi ludzie się na Boga nie oburzają, a w każdym razie oburzają się, o wiele mniej).
 
Jeszcze inaczej: „kultury religijne są nasycone i przesycone ludzkim cierpieniem i BEZSILNOŚCIĄ WOBEC NIEGO. Tam, gdzie ta BEZSILNOŚĆ ulega istotnemu przezwyciężaniu tam istotnemu osłabieniu ulega też religijność, czyli następuję laicyzacja; tam na miejsce duchowości religijnej (liczącej na cuda!!!!) przychodzi duchowość rozumnościowa, licząca na przedmiotowe przeciwdziałanie zagrożeniom. Ale w dzisiejszym świecie te procesy są zróżnicowane. Ryszard Kapuściński pisał gdzieś (?), że u Arabów ciągle modlitwa jest ważniejsza od pracy!!!
 
Ale ludzka skuteczność w przeciwdziałaniu cierpieniom nie jest absolutna. Wszak każde ludzkie działanie ma swoje „uboczne skutki”, które bardzo często nie pasują do nadziei i oczekiwań ludzkich.
 
2.
 
Kościoły – a chyba wszyscy ludzie – mają powody do chwalenia procesów laicyzacyjnych, które się dokonały w ostatnich trzech wiekach (XVIII, XIX, XX) w historii europejskiej, w historii Zachodu. Powodem zadowolenia jest fakt, że w procesie laicyzacji kościoły zostały pozbawione prawa oraz środków prześladowania, torturowania, a także zabijania ludzi z powodów „złej wiary”. Ostatnia straszna epoka religijnego prześladowania ludzi, to była epoka baroku, głównie wiek siedemnasty – palenie „czarownic”. Co jest szczególnie przerażające, bowiem ten czas był jednocześnie wielkiego postępu ludzkiej myśli – nauki i filozofii.
 
Oczywiście, uniemożliwienie organizacjom religijnym prześladowania ludzi niestety nie znaczy, że inne instytucje, w tym państwa, nie prześladowały, nie torturowały i nie zabijały ludzi. Wiek XX był po tym względem bardzo straszny i okrutny.
Nie znaczy to także, że laicyzacja w powyższym znaczeniu objęła wszystkie okrutne religie świata. Niestety, nie objęła; ogromne obszary świata ludzkiego żyją w nędzy i bezsilności, a w takiej rzeczywistości tylko cuda (czyli religijność) może ludziom „pomagać”, a ludzie – w tych obszarach – jeszcze dzisiaj kamienują swoich „bliźnich” i czynią to z powodów obyczajowych i religijnych.
 
3.
 
Odstępstwo od PRAWDY ABSOLUTNEJ. Czy się to dokonuje? Myślę, że w jakiejś mierze się dokonuje. Kultury się do siebie w ostatnich wiekach zbliżają, a zbliżając się do siebie muszą (chyba muszą!) ze sobą się jakoś porozumiewać, a warunkiem porozumiewania się jest jednak odstępstwo od PRAWD ABSOLUTNYCH. Bowiem ludzie, którzy dysponują PRAWDAMI ABSOLUTNYMI nie mogą z innymi ludźmi rozmawiać, mogą im tylko nakazywać.
 
4.
 
Najważniejszym jednak elementem procesów laicyzacyjnych jest zmiana ludzkich bólów cierpień, zmiana ich źródeł. Dawniej wszystkie cierpienia ludzkie były związane z ludzką wobec nich praktyczną BEZSILNOŚCIĄ, BEZSILNOŚCIĄ, co powodowało, że cierpienia ludzkie były przez ludzi traktowane jako cierpienia z ludzkiej winy i były karą od bogów lub od Boga pochodzącą.
 
Może spektakularną ilustracją tej ludzkiej bezradności wobec swoich cierpień może być Święta Apolonia, która jeszcze 100 lat temu była wszystkim znana, a dzisiaj już jej nie ma, już nie istnieje. Co się z nią stało? „Zabili” ją dentyści, ludzie w większości chodzący do kościołów, ale dysponujący rzeczowymi środkami przeciwdziałania bólom zębów. Analogicznie wobec św. Apolonii i dentystów ma się rzecz z gromnicą i odgromnikiem; dawniej piorunami rzucał Zeus albo Bóg, więc tylko ONI mogli ludzi od piorunów chronić.
 
Czyli, dawniej w takich przypadkach można było liczyć tylko na CUD, a teraz możemy liczyć na rzeczowe przeciwdziałania. Przy okazji stwierdzę, że im więcej cudów ludzie potrzebują (a jest to jedyny obszar, w którym cuda występują), tym gorszy jest ludzki świat. Gdy więc porównujemy świat Europy sprzed tysiąca lat ze światem obecnym, to niewątpliwie w dzisiejszej Europie ludzie mniej cudów potrzebują!
 
Jeszcze tę sprawę nieco inaczej przedstawię. W kulturach religijnych wszystko, co człowieka spotyka, pochodzi Z INTENCJI, Z INTENCJI BOGÓW LUB BOGA. W świecie natomiast laicyzującym się ludzkie cierpienia mają dwojakie źródło: albo są z przyczyny (które można rozpoznawać przeciwdziałać im, choć nie ze skutecznością absolutną) albo są z intencji, ale nie z INTENCJI TRANSCENDENTNEJ, lecz z intencji ludzkich, także rozpoznawalnych, może nie rozpoznawalnych absolutnie, ale w każdym razie bardziej rozpoznawalnych niż INTENCJE BOSKIE.
 
5.
 
Z INTENCJAMI BOSKIMI wiąże się pewien ważny problem moralny. Człowiek wierzący ciągle KOGOŚ (KOGOŚ NIEWIADOMEGO) oskarża z powodu swoich cierpień. Pamiętajmy wszak, że cierpienia zawsze wywołują bunt! A kiedy ten bunt jest tłamszony? Wtedy, gdy się TEGO KOGOŚ BOIMY!? BOGOBOJNOŚĆ jest chyba najważniejszą cechą wiary, prawdziwej wiary!
 
6.
 
Teraz przywołam kilka wypowiedzi autorytetów wiary religijnej. „Nie czyń Ojcu Najlepszemu żadnych wymówek z mego powodu, bo Bóg ma prawo całkowite uczynić ze mną wszystko. A gdyby nie chciał z tego prawa korzystać, to trzeba się modlić za mnie, by starł mnie na miazgę – propter magnam gloriam suam” (Kard. Stefan Wyszyński, cyt. za: Jerzy Zawieyski: Kartki z dziennika 1955-1969, Warszawa, 1983 s. 58).
 
„Boże Wszechmogący, zawsze dobry, nawet wtedy, kiedy pozwalasz, by Twoje dzieci były złamane bólem” (Jan Paweł II, cyt. za: Zdzisław Ryn: Cierpienie ma tysiąc twarzy, Jan Paweł II i chorzy, Wyd. „Znak”, Kraków 1988., s. 99).
 
„Oddając hołd pamięci niewinnie pomordowanych, prosimy: Niech Bóg Przedwieczny przyjmie tę ofiarę za ocalenie świata „(Jan Paweł II, cyt. wg: Helena Eilstein: Biblia w ręku ateisty, IFiS PAN, Warszawa 2006, s. 100).
 
W każdej z tych wyżej zacytowanych wypowiedzi zawarty jest dramatyczny problem moralny. W wypowiedzi kardynała Wyszyńskiego Bóg „ma prawo całkowite uczynić ze mną wszystko” trzeba się modlić do Niego, aby „starł mnie na miazgę – propter magnan gloriam suatn”. Nie ma tu żadnego moralnego ograniczenia w postępowaniu Boga. Bóg osiąga chwałę także przez starcie człowieka „na miazgę”. W dwóch wypowiedziach papieża Jana Pawła II zawarty jest taki sam dramatyczny problem. W pierwszej z tych wypowiedzi „Bóg Wszechmogący” jest dobrym ojcem nawet wtedy, gdy pozwala, aby Jego dzieci były „łamane bólem”. Cóż to za dobre ojcostwo??!! W istocie rzeczy jest to wypowiedź, która świadczy o tym, że Boga i jego postępowania nie można oceniać przy pomocy kryteriów moralnych. Bóg jest poza moralnością. Chyba należy to podsumować stwierdzeniem, że wobec Boga obowiązuje człowieka wierzącego BOGOBOJNOŚĆ. Jak u Marcina Lutra, który w swoim „Małym katechizmie” wykładając przykazania z Dekalogu przy każdym z nich pyta, co to znaczy i odpowiada: „To znaczy, że trzeba Boga bać się i miłować Go”.
 
Druga wypowiedź papieża też jest dramatyczna, bo prosi on Boga o przyjęcie potwornej i krwawej ofiary za zbawienie świata. Strasznie ten Bóg wygląda w oczach i rozumieniu tak wielkich autorytetów religijnych!
 
7.
 
Nie wolno żyć człowiekowi według człowieka. „Gdy tedy człowiek żyje wedle człowieka, nie wedle Boga, podobien jest diabłu; bo nie powinien był nawet anioł żyć według anioła, lecz według Boga, iżby wytrwać w prawdzie i prawdę z Boga czerpaną głosić, nie zaś kłamstwa z siebie mówić”. „Bo grzech popełnia się tylko taką wolą, która albo pragnie czegoś dla nas dobrego, albo unika czegoś, co dla nas złe. A więc kłamstwem jest, bo gdy się czyni coś, żeby dla nas dobrze było, to właśnie złem dla nas jest, albo gdy się czyni coś, żeby nam lepiej było, to się gorsze dla nas staje. Dlaczegóż tak jest? Dlatego, że dobrze czyni człowiekowi tylko to, co z Boga jest, a gdy grzesznik grzesząc opuszcza Boga, nie opuszcza tego, co z niego samego jest, bo żyje wtedy według siebie.” (Państwo Boże, XIV, IV; podkreśl. moje – Z. C.).
 
Żyć „według człowieka” to znaczy pomniejszać ludzkie przykrości i pomnażać przyjemności. Tego nie wolno czynić. Jest to wypowiedź największego teologa chrześcijańskiego, a może dokładniej – największego teologa katolickiego, którego doktryna teologiczna była dominującą doktryną od V wieku aż do wieku XX. Posługując się ziemskim i ludzkim językiem powiedziałby, że myślenie świętego Augustyna pochodzi najwyraźniej ze świata WERTYKALNEGO, czyli z takiego świata, w którym o wszystkich ludzkich sprawach decyduje PAN – PAN, PAN, PAN!
 
8.
 
„Grzech pierworodny” i odpowiedzialność zbiorowa. Jean Delumeau, wielki uczony i aktywny katolik, woła o wycofanie się z tego „grzechu”, bo to już dzisiaj jest zaprzeczeniem elementarnej przyzwoitości moralnej. Odpowiedzialność zbiorowa to była zasada życia i współżycia w epoce plemiennej. Chyba właśnie z tej epoki wywodzi się ta idea „grzechu pierworodnego”. W XX wieku stosowano to barbarzyństwo wobec Żydów (Hitler), ale to już się dzisiaj nie da pogodzić z kulturą moralną. I stąd właśnie wołanie Jeana Delumeau o wycofanie się z tej moralnej nieprzyzwoitości. Jest to wołanie tak oczywiste, że powinno być usłyszane, ale chyba nie będzie.
 
9.
 
Czy Bóg z PIEKŁEM jest dobrym, „miłosiernym” Bogiem? Katolicki publicysta Jan Turnau zamieścił w „Gazecie Wyborczej” z 5-6 lipca 2008 roku wstrząsającą wypowiedź o „BOGU POTWORNYM”, który posługuje się czymś w rodzaju „straszliwego obozu koncentracyjnego” dla swoich nieprzyjaciół, nad którymi się wiecznie znęca. Chodzi o PIEKŁO, rzecz jasna. Dzieło ludzkie, które występowało w ludzkiej kulturze jeszcze przed chrześcijaństwem (Wergiliusz, Plutarch,...), ale dopiero za sprawą świętego Augustyna (zmarł w 430 roku) stało się ono – piekło – istotnym narzędziem Boga chrześcijańskiego, a zasadniczo nie tyle narzędziem Boga, co narzędziem Kościoła lub kościołów. Piekło jest, rzecz jasna, ludzkim dziełem: u św. Augustyna wszystkie dzieci zmarłe bez chrztu pakowane są do piekła, później (od XVI wieku(?)) zmieniono tę sytuację i dzieci zmarłe bez chrztu pakowano do przedpiekla (mniej tam było cierpień). Teraz próbuje się w katolicyzmie w ogóle uwolnić dzieci zmarłe bez chrztu od piekła czy jakiegokolwiek przedpiekla.
 
Zakończę tę refleksję dwiema uwagami. W jednej przywołam Nikołaja Bierdiajewa, prawosławnego myśliciela, który jednak sądził, że Bóg i Piekło są nie do pogodzenia ze sobą. Twierdził on mianowicie, że gdyby po boskiej stronie bytu istniało piekło, to byłby to miażdżący dowód na nieistnienie Boga. Wszak o istnienie Boga ludzie wołają z tej Ziemi dlatego, że tu jest tyle cierpień, tyle piekielności. A gdyby po boskiej stronie bytu istniało piekło, to stamtąd też wołanoby o Boga.
A uwaga druga dotyczy postawy ludzkiej, wszak ludzie w nieszczęściach wołają do NIEBA o dwie rzeczy. (1) O litość, o zmiłowanie oraz (2) O POMSTĘ DO NIEBA. Zapytałem niedawno wielu moich znajomych, czy chcieliby przez 50 lat znęcać się na takim potworem jak Hitler. Wszyscy mi odpowiadali, że nie. Ale na Boga ludzie piekielność zwalali i zwalają, choć obecnie chyba w mniejszym stopniu, bo nawet ludzie wierzący coraz rzadziej wierzą W PIEKŁO.
 
Na zakończenie powtórzę to, co uważam za rzecz najważniejszą w działaniach sekularyzacyjnych/ laicyzujących. Za najważniejszą rzecz uważam w tym działaniu przetwarzanie świata Z WERTYKALNEGO W HORYZONTALNY. Wertykalność ludzkiego świata ma dwa podstawowe wymiary: wymiar rzeczowy, który polega na tym, że rzeczowe czynniki świata (przyrody, a i techniki) nie są kontrolowane przez ludzi, że działają na ludzi, często miażdżąco, a człowiek jest wobec nich bezsilny; oraz wymiar społeczny, wymiar władzy, który polega na tym, że władza nie zależy od ludzi, od społeczeństw, które pod tym względem nie istnieją, władza przychodzi z INNEGO ŚWIATA, Z GÓRY. Tak przecież było w Europie i w tak zwanym świecie Zachodnim do XVIII wieku! W sumie, w świecie wertykalnym prawa i prawdy, którym podlega świat ludzki i ludzie nie są z tego świata, są one z innego świata, Z ZASADNICZO INNEGO ŚWIATA, ZE ŚWIATA TRANSCENDENTNEGO. HORYZONTALIZACJA natomiast świata ludzkiego polega na zmianie tych dwóch wymiarów wertykalności, to znaczy na zdobywaniu przez ludzi środków i wiedzy pozwalających na korzystanie z rzeczy i na kontrolowanie procesów rzeczowych oraz na tworzeniu warunków społecznych, w których władza zależy od ludzi, od społeczeństw. Ale, zauważmy, w sensie społecznie odczuwalnym procesy horyzontalizacji zaczęły się pojawiać dopiero od XVIII wieku, czyli nie tak dawno, bo jeszcze w wieku XVII czarownice z diabłami spektakularnie niszczyły świat.
 
Krótko: w cywilizacjach i kulturach wertykalnych czyli religijnych prawa i prawdy, którym podlega ludzki świat i ludzie NIE SĄ Z TEGO ŚWIATA, natomiast HORYZONTALIZACJA powstaje o tyle, o ile ludzie w tym podwójnym sensie – choćby w zasadniczym stopniu – panują nad światem rzeczy i nad władzą, czyli PRAWA I PRAWDY, KTÓRYM PODLEGA LUDZKI ŚWIAT I LUDZIE, SĄ Z TEGO ŚWIATA.
 
Autor jest filozofem, profesorem w UMCS w Lublinie.