Zasady i ewolucja francuskiej laickości
 
Autor: Michał Horoszewicz
 

Laickość - wedle oświadczenia francuskiego Komitetu na rzecz Republiki Laickiej ? jest podstawą harmonii społecznej; wyróżnikami tożsamości francuskiej mają być: język, system osłon społecznych, kultura i właśnie laickość. We Francji łączy się ona przede wszystkim ze szkolnictwem. Ustawa z 1833 r. rozróżniała szkoły publiczne oraz szkoły prywatne, prowadzone przez różne zgromadzenia zakonne. W rządzie prowizorycznym 1848 r. minister Carnot postulował nauczanie bezpłatne (tylko dla ubogich), obowiązkowe i wolne - choć jeszcze nie zapowiadał laickiego. Ale lęk przed rewolucją, występujący nawet wśród polityków antyklerykalnych, wziął górę nad strachem przed jezuitami: w 1850 r. ustawa Falloux zapewniała swobodę nauczania średniego zgromadzeniom zakonnym (przede wszystkim jezuitom); w radach szkolnictwa miejsce nadrzędne pozostawiała ?wpływom społecznym? (biskupom i pastorom); ?moralne kierownictwo? szkół podstawowych ? nawet publicznych - oddawała duchownym.
 
W republikańskim programie z Belleville w maju 1869 r. Gambetta przewidywał m.in. zaprowadzenie szkolnictwa bezpłatnego, obowiązkowego i laickiego. W Paryżu, oblężonym podczas wojny francusko-pruskiej, późną jesienią 1870 r. w XI dzielnicy przeprowadzono laicyzację wszystkich szkół.
 
Po klęsce wojennej problem szkolny stawał się graniczny miedzy Kościołem a Republiką: konserwatyści dostrzegali tam próby usunięcia Boga z życia codziennego i unicestwienia w ogóle religii; z kolei skrajna lewica doszukiwała się swoistej dywersji ideologicznej przez zaniedbanie reform społecznych. W 1879 r. tylko pięciu zgromadzeniom zakonnym męskim (bez jezuitów i dominikanów) pozwolono na uczestniczenie w szkolnictwie publicznym czy wolnym; w roku następnym doszło do usunięcia 5600 zakonników i zamknięcia 260 klasztorów. Dziennik ?Le National? uważał, że należało wypowiedzieć konkordat i przeprowadzić rozdział państwowo-kościelny; dziennik ?La France? widział konieczność zamknięcia wszystkich bez wyjątku szkół kościelnych jako placówek kontrrewolucji.
 
Kształtowanie szkoły republikańskiej
 
Jules Ferry, minister oświaty w czterech gabinetach z lat 1879-82, podjął trzy batalie o szkołę: bezpłatną, obowiązkową i laicką. Zdecydowanie opowiadał się za nauczaniem moralnym i obywatelskim, z pominięciem obowiązków wobec Boga. Jego zdaniem, prawa mniejszości protestanckiej czy niewierzącej są równie ważne jak prawa większości katolickiej. Prawa te miała gwarantować właśnie szkoła niekonfesyjna, neutralna. Uczelniom zgromadzeń zakonnych odebrano prawo nadawania licencjatu posługiwania się nazwą uniwersytetu.
 
Uznawano, że praw państwa należy bronić przed katolicyzmem upolitycznionym, podczas gdy katolicyzm religijny miał zasługiwać na ochronę w ramach stosunków między kultami a państwem. Kartę neutralności - formę laickości - szkolnictwa podstawowego przyjęto 28 marca 1882 r.; wprowadzała ona szkołę neutralną, a nie ?bez Boga?, lecz ?bez księży i katechizmu?. Spór szkolny to jeden z aspektów konfliktu między Kościołami (przede wszystkim katolickim) a laickością, która nie jest tożsama z antyklerykalizmem; wszakże zbawienia poza ich nakazami religijnymi. I to episkopat katolicki gwałtownie zaatakował laicyzację, negatywnie odnosząc się do szkoły akceptującej książki potępione przez władze kościelne; posług religijnych odmawiano nauczycielom szkół publicznych oraz rodzicom dzieci tam uczęszczających; doszukiwano się już nie szkoły ?bez Boga?, ale wręcz ?przeciw Bogu?. W nieodpłatności nauczania prasa konserwatywna upatrywała zaprowadzenie oświaty ateistycznej, niszczycielskiej dla autorytetu rodzicielskiego.
 
Przeprowadzana laickość dotyczyła treści nauczania, nie zaś samego personelu nauczającego: tę zaczęto inicjować od 1886 r. w szkołach dla chłopców, z opóźnieniem w szkołach dla dziewcząt. Jednakże już w 1880 r. w radach szkolnictwa biskupi i pastorzy ustępowali miejsca przedstawicielom wybieranym na wszystkich szczeblach nauczania. Założono więc podwaliny dla podziału społeczeństwa na prawicę, równoznaczną z konserwatyzmem społecznym, oparta na klerze i na tradycyjnych wartościach politycznych oraz moralnych - i na lewicę jako wyrazem postępu społecznego oraz politycznego, demokratycznych przekonań wyzbytych więzi religijnych. Nauczanie obywatelskie stawało się kuźnią patriotyzmu, akcentowało zaufanie do Republiki, pielęgnowało pamięć o utraconej Alzacji - Lotaryngii (antymilitaryzm wśród nauczycielstwa był zjawiskiem przejściowym i marginalnym).
 
Konkordat napoleoński nie podjął sprawy zgromadzeń zakonnych, tak wiać poprzez to przemilczenie pozostały one bezpośrednio podporządkowane papiestwu. Republika stopniowo dążyła do przeciwstawienia się rozległym ich wpływom. W ostatnich miesiącach XIX w. premier Waldeck-Rousseau uznał: ?Zakony, nie będące niezbędne dla dobra Kościoła, mogłyby okazać się zgubne dla dobra państwa... Dziś w naszym kraju prawdziwie jest zbyt wielu mnichów upolitycznionych i mnichów - przedsiębiorców: ograniczanie ich nie stanowi naruszania konkordatu ? to powracanie do niego?. Przeprowadzono zakaz wykładania kazań przez niemające uprawnień zgromadzenia zakonne, co godziło przede wszystkim w asumpcjonistów, zaciekle atakujących system państwowy; także zakaz prowadzenia szkół przez nieupoważnione zakony, co było wymierzone w jezuitów dysponujących poważną liczbą placówek szkolnych uchodzących za cytadelą oporu wobec Republiki.
 
Ostatecznie premier Combes zgłosił w Senacie upoważnienie pięciu zakonów męskich (w tym trapistów), a w bardziej antyklerykalnej Izbie Deputowanych wniosek o odrzucenie 54 zgromadzeń, które nie uzyskały upoważnienia; tym samym wyeliminowano 16 tys. nauczycieli spośród personelu kościelnego. W 1901 r. w szkołach prywatnych ?wolnych?) znajdowało się półtora miliona uczniów, w szkołach laickich cztery miliony.
 
Począwszy od 1907 r. prasa konserwatywna podejmowała rozległe aktywności przeciw szkole laickiej; jesienią 1908 r. oświadczenie kardynałów i arcybiskupów nakłaniało katolików do inwigilowania neutralności szkoły laickiej; w późniejszych dyskusjach potrafiono łączyć szkołę laicką ze zbrodnią, co miało wynikać z nieobecności tam Boga; niektórzy uznawali szkołę, republikańską za szkołą wojny domowej. Te ?inwektywizacje? dobiegły kresu z I wojną światową.
 
Droga do rozdziału
 
Po stronie katolickiej wcześnie poczynano dostrzegać możliwość uchylenia konkordatu - niekiedy odnoszono się do tego pozytywnie.
 
Wszelako rozdział Kościołów od państwa kształtował się w trudnym klimacie. Wielu republikanów umiarkowanych uważało, że konkordat wiąże Kościół i stanowi gwarancje dla państwa - stąd płynęło nieskwapliwe ich poparcie dla idei rozdziału. Izba Deputowanych odrzuciła - mogący, jak się z czasem okazało, zapobiec późniejszym komplikacjom ? wniosek wcześniejszego wypowiedzenia konkordatu i polubownego przeprowadzenia rozdziału. Dochodziło do przejawów nietolerancji: np. w Reims manifestanci potrafili przerwać uroczystości pierwszokomunijne; z kolei w księżach sprzyjających ustawodawstwu republikańskiemu prasa ultrakatolicka widziała ?Judaszów?.
 
Przyjęta po długich debatach ustawa z 9 grudnia 1905 r. o rozdziale Kościołów od państwa zapewniła pełną wolność sumienia i całkowitą swobodę sprawowania wyzwań pod ograniczeniami wynikającymi z przestrzegania porządku publicznego. Wykazano, że Republika nie uznaje i nie subwencjonuje jakiegokolwiek wyznania. Zniesiono wszelkie dotowania związane ze sprawami wyznaniowymi - jednakże w budżecie państwa, departamentu czy gminy można przewidywać wydatki związane z kapelaństwem i z zapewnieniem swobodnego sprawowania wyzwań w zakładach użyteczności publicznej jak szkoły, szpitale, schroniska i więzienia. Budynki kościelne - służące publicznemu sprawowaniu kultów, także przeznaczone na mieszkania duchownych (i na seminaria) - oraz majątek ruchomy miały być przekazane legalnie powołanym stowarzyszeniom kultowym; przewidziano ich inwentaryzację.
 
Ustawa przypieczętowywała obywatelską równość Francuzów wierzących i niewierzących; znikała więź organiczna między państwem a wyzwaniami religijnymi. Rząd rezygnował z interweniowania w organizację i funkcjonowanie wyznań, z wglądu w ogromną siłę polityczną i społeczną Kościoła. Ustawały wszystkie zastrzeżenia dotyczące synodów, promulgowania dokumentów Stolicy Apostolskiej, stosunków między hierarchią a Watykanem. Kler zależał bardziej niż kiedykolwiek od biskupów, a ci od papieża. Francja zerwała z europejską tradycją konkordatów, poprzez które państwa uznawały oficjalnie religię - opowiedziała się za systemem amerykańskim, który przekazuje inicjatywie prywatnej organizację kultu.
 
Pius X encykliką Vehementer nos z 11 lutego 1906 r. zabronił katolikom tworzenia stowarzyszeń kultowych - uznał, że w Kościele tylko duchowieństwo posiada władzę i autorytet, tak więc przypisanie administracji kultu publicznego stowarzyszeniom osób świeckich stanowi pogwałcenie konstytucji Kościoła. Skądinąd papież troszczył się bardziej o doktrynę niż o interesy katolicyzmu francuskiego.
 
Po I wojnie światowej, w której wyłoniła się ?święta jedność? zagrożonego narodu, uregulowano sprawę obsadzania parafii, a Pius XI zgodził się na zarządzanie majątkiem kościelnym przez diecezjalne stowarzyszenia kultowe pod przewodnictwem biskupa, co zachowywało autorytet hierarchii (lata 1922-24). Z czasem doszło do otwierania unieczynnionych klasztorów.
 
Strasburg wciąż konkordatowy
 
Ale cofnijmy się do lat wcześniejszych. Szczególnym zamysłem Leona XIII w ostatnim dziesięcioleciu XIX w. było usilne wpisywanie Kościoła francuskiego w system Trzeciej Republiki: papież wykorzystywał kard. Lavigerie'go z Algieru, wypowiadał się poprzez napisaną po francusku encyklikę; milieu des sollicitudes. Leon XIII bywa przyrównywany do Ferry'ego: i papież, i wolnomyślicielski mąż stanu inspirowali się zarówno bojowym wigorem w obronie lansowanej tezy, jak też należy - tym wyczuciem politycznym.
 
Ta polityka dobiegła kresu w 1903 r. wraz z nowym pontyfikatem. Można wyróżnić dwa stadia. W następstwie niedyplomatycznego postępowania Watykanu wobec oficjalnej wizyty prezydenta Francji u króla Włoch oraz naprężeń wokół dwóch biskupów strofowanych przez Kurię Rzymską doszło do zerwania stosunków dyplomatycznych: w maju 1905 r. odwołano ambasadora Francji przy Stolicy Apostolskiej, po dwóch miesiącach wyjechał sekretarz ambasady i tuż później nuncjusz paryski; w połowie grudnia 1906 r. władze francuskie przeprowadziły rewizję w byłej nuncjaturze i usunęły jeszcze pozostającego jej audytora-kłopotliwego, bo funkcjonującego jako delator na usługach Kurii Rzymskiej. Przyjmuje się, że stosunki zerwano definitywnie l sierpnia 1905 r.
 
Drugim etapem było uchylenie konkordatu. Jest ono wyrażone w art. 44 ustawy ?separacyjnej?. Władze Republiki uważały zresztą, że papież poprzez niektóre poczynania nie podporządkowywał się obligacjom konkordatu i w ten sposób spowodował jego unieważnienie. Skądinąd utrzymywano, że wypowiedzenie dwustronnej konwencji, jaką stanowił konkordat, winno odpowiadać zasadom prawa międzynarodowego, wszakże nie mogło to być dokonane w drodze dyplomatycznej, gdyż nie istniały już stosunki dyplomatyczne. W latach 1906-12 Francja miała nieoficjalnego ?agenta? przy Stolicy Apostolskiej: dyplomatę z ambasady przy Kwirynale. W 1914 r. rozważano przywrócenie stosunków dyplomatycznych, ale do tego doszło dopiero w 1921 r. poprzez równoczesne mianowanie ambasadora przy Stolicy Apostolskiej i nuncjusza w Paryżu.
 
Zaprowadzanie w odmiennym układzie administracyjnym uwarunkowań ustawy ?separacyjnej? na francuskich terytoriach zamorskich przewidziano w jej art. 43; dotąd istnieje to na resztkowych pozostałościach dawnego imperium kolonialnego.
 
W Alzacji i Lotaryngii - nie przynależących do Trzeciej Republiki w czasie przeprowadzania rozdziału - po 1918 r. utrzymano dyspozycje konkordatowe, nie sięgając po rozdział państwowo-kościelny. Podobnie po II wojnie światowej władze nie były skłonne inicjować tam reżim ?separacyjny?: w trzech departamentach między katolikami, protestantami, izraelitami i laickimi bezwyznaniowcami zachodzi pomyślne współistnienie, a w dniu święta narodowego konkordatowy biskup Strasburga ? ojczystego miasta ?Marsylianki? - odprawia msze za Republikę. To lokalny ?konkordat reliktowy?.
 
Spojrzenie historyka
 
Wszelka refleksja nad pojęciem laickości zależy - z uwagi na mnogość jego implikacji - od licznych podejść: prawnych, socjologicznych, politycznych, teologicznych i historycznych. Jedynie znajomość początków i antecedencji pozwala pojąć długotrwałość postaw duchowych oraz archaiczność pewnych układów. W Lourdes 5 listopada 2003 r. tak mówił profesor Rene Remond, znakomity historyk współczesnego Kościoła francuskiego i członek Akademii Francuskiej, w wykładzie na temat ewolucji zachodzącej od ustawy ?separacyjnej? w 1905 r. po czasy obecne, wygłoszonym na plenarnym zgromadzeniu Konferencji Biskupów Francuskich.
 
Podejście historyczne pozwala odsłonić doniosłość zmian zarówno w idei laickości, jak też w jej praktyce. Tylko poprzez rozważenie ?długiego trwania? można zrozumieć ? zdaniem Remonda - jak Kościół francuski może przystosować się do ustawy ?separacyjnej?, dziś uchodzącej za ?tekst pojednania?, który przyczynił się do zgody. Nie tak bowiem ją interpretowano w 1905 r.: katolicy widzieli w niej kulminację konfliktu między Republiką a Kościołem; parlamentarna większość opowiadająca się za nią dostrzegała ostatnie posunięcie z długiego łańcucha poczynań wyłączających państwo, oświatę, społeczeństwo obywatelskie i jego instytucje spod kurateli kościelnej.
 
Rzym obawiał się nowej schizmy: formuł stowarzyszeń kultowych przypominała konstytucję cywilną kleru z 1790 r.; inwentaryzację i przekazywanie majątku kościelnego przeprowadzano w sposób mało zaszczytny i bez konsultacji. Nic więc dziwnego, że zwierzchnicy Kościoła i wierni wytworzyli ?całkowicie negatywny? obraz idei laickości.
 
Trzeba było czasu do uświadomienia sobie, że tekst ustawy nie zasługiwał na tak surową lekturę. Dziś pojmuje się, że - gwarantując swobodne sprawowanie wyzwań - ustawa uznawała fakt religijny w wymiarze społecznym i w wyrazie zbiorowym, a poprzez formułę różnorodności stowarzyszeń kultowych Republika odżegnywała się od nakładania na religie ram ujednoliconych. Z kolei po wojnie 1914-18 Republika odstąpiła od rewolucyjnego zamiaru reorganizowania Kościoła wedle politycznego modelu demokratycznego: Kościół katolicki funkcjonuje bardziej w oparciu o zasady współżycia założone w stosunkowo mało znanej, choć przestrzeganej przede wszystkie rządu, ugodzie z 1923 r. niż o ustawę z 1905 r.
 
Dla zwolenników polityki laicyzacji społeczeństwa idea laickości zespalała się z systemem założeń uznawanych za specyfikę francuskości. Wyznawcy tradycji Rewolucji, która przezwyciężyła pokusy federalistyczne; republikanie, dla których Republika jest ?jedna i niepodzielna? - są rzecznikami ?religii jedności narodowej?: zazdrośnie strzegą jej przed wszystkim, co mogłoby jej zagrażać. Może to nostalgia za jednością wiary, tak często mylona z przynależnością do wspólnego narodu; może odziedziczona niezdolność do pojmowania jedności inaczej niż tylko poprzez jednomyślne przynależenie do zespołu wspólnych przekonań. Wszelkie zróżnicowanie pojmowano jako zagrożenie zwartości organizmu społecznego, jako naruszenie ideału zgodności myśli oraz współdzielonych wartości. Wszakże religia, przez długie wieki uchodząca za spoiwo jedności politycznej, jest odtąd rozłączona od tożsamości narodowej, stała się czynnikiem podziału - tak więc jedność wymaga wyłączenia religijności z domeny obywatelskiej i przesunięcia jej w sferę jednostkowej prywatności.
 
Laickość - stwierdza historyk ? stanowiła prawną i filozoficzną gwarancją jednolitości, która nie zezwalała na wyrażanie różnorodności. Pojęcie laickości oraz polityka włączająca ją w prawodawstwo wpisywały się ? już na początku XX w. - w system wsparty na trzech filarach: na jedności narodowej, na roli państwa ściśle ograniczonego w sferze obywatelskiej, na braku uznania społeczeństwa obywatelskiego. Ale owe filary uległy głębokim przeobrażeniom.
 
Jedność utraciła jednolitość i jedyność - zróżnicowanie uchodzi za wzbogacanie zbiorowości. Wykształciło się pojmowanie wielorakich ?rodzin duchowych? stanowiących o narodzie. Praktyka stosunków społecznych poczęła wspierać się o mnogość organizacji reprezentatywnych. Z kolei wizja państwa odsunęła się od dawniejszej doktryny liberalnej z jej maksymą ?fundusze publiczne dla szkoły publicznej, fundusze prywatne dla szkoły publicznej?. Fakt religijny przestał należeć wyłącznie do płaszczyzny prywatnej; państwo interweniuje w różne sektory, by naprawiać niedobory inicjatywy prywatnej - i przejmuje część kosztów nauczania katolickiego.
 
Uległ też zmianie filar trzeci: przeobraziła się negatywna ocena laickości przez katolików. Jeszcze w 1925 r. zgromadzenie kardynałów i arcybiskupów zachęcało wiernych do pracy na rzecz uchylenia ustaw laickich, ale po dwudziestu latach dokonało rozróżnienia między laicyzmem jako ideologią i porządkiem laickim. Wreszcie soborowa deklaracja o wolności religijnej otworzyła drogę do przystania na życie w społeczeństwie pluralistycznym w ramach laickości, która nie ignoruje religii i tym bardziej nie zwalcza jej.
 
Zaszły więc zasadnicze przeobrażenia intelektualne: pojęcie laickości wzbogaciło się, a jego zastosowanie złagodniało. Remond przestrzega: nie można dopuścić, by nowe fakty - wyłaniające się kulty, wkraczanie islamu - miały spowodować powrót pierwotnych koncepcji laickości i utratę korzyści pozytywnej ewolucji. Należy nowatorsko promować rozwiązania oryginalne, odważne i rozumne.
 
Fakt podjęcia wykładu Remonda na oficjalnym zgromadzeniu eipskopalnym decydująco mówi o światłości poszukiwań twórczych przez zwierzchnictwo Kościoła francuskiego, a zresztą przez cały ten Kościół.
 
Namiętności wyciszone
 
Wielkie burze laicyzacyjne we Francji z przełomu XIX-XX w. należą do przeszłości już zamkniętej. Od lat osiemdziesiątych XX w. znakomita większość opinii publicznej nie wierzy w zagrożenie klerykalne ze strony katolicyzmu. Jeśli sprawa wolności nauczania mobilizowała jeszcze niemało zwolenników, wówczas było to wywołane nie tyle refleksem wyznaniowym, co obawami przed zupełnie odmiennym ?klerykalizmem?, mianowicie ze strony szkoły laickiej.
 
Ewoluowały Kościoły, porzucając wszelkie predyspozycje dominacyjne i dochodząc do współistnienia z innymi formacjami myśli. Racjonalizm oraz laicki humanizm poczynały dostrzegać, że wiara religijna nie musi być wroga wolności, a Kościoły mogą znaleźć się wśród obrońców praw człowieka.
 
Wytwarza się wzajemna tolerancja. Można zastanawiać się nad podłożem wyciszenia sporów religijnych. Czy ci, którzy ongiś zdecydowanie dążyli do wykorzenienia z życia publicznego wszelkich śladów minionej religijności francuskiej, uznają dziś rzeczywistość faktu religijnego oraz jego prawomocność? Czy też jest to wynik albo zobojętnienia wobec dogmatów, albo też synkretyzmu powodującego ?metyzację? wierzeń i religijnych uwrażliwień?
 
Minął czas, gdy mogła wytwarzać się religia ubóstwiania Francji; gdy hymn narodowy wysławiał uświęconą miłość ojczyzny; gdy sojusz miedzy Kościołem a Francją ustanawiał podstawowy składnik religijnego uwrażliwienia społeczności wierzącej. Wolno sądzić, że we Francji współczesnej nastąpiło osłabienie także świeckich substytutów religii.
 
Bezsporne pozostają: ogólne założenia laickości, choćby modyfikowane z upływem lat; niepodważalność ustawy ?separacyjnej?; niekwestionowalność wynikającego z niej ?stanu konkordatowego?.
 

Res Humana nr 6/2004, s. 15-19