Józef Bańka o ?naprawie? cywilizacji
 
Autor: Jan Szmyd
 

Cywilizacja wyciska swe piętno głównie w sposobach i standardach życia ludzkiego, w stylach i modelach, charakterze i poziomie materialnym codziennej egzystencji; w znacznej mierze też w postawach i zachowaniach człowieka, we wzorcach i normach postępowania, w jego mentalności i stereotypach myślowych, fizyczności i psychice (fizjologiczne i psychiczne choroby cywilizacyjne).
 
Ogólnie biorąc wpływ cywilizacji - pozytywny i negatywny - na żyjącego w niej człowieka, i tego z przeszłości i tego z ?tu i teraz?, zawsze był i pozostaje przemożny i różnoraki. Rzec zatem można, że cywilizacja w różnych swych historycznych i współczesnych odmianach, kształtowała i kształtuje ?człowieka cywilizowanego?, ściślej mówiąc - różne typy czy rodzaje cywilizacyjnie formułowanej istoty ludzkiej (cywilizacyjna typologia ludzkości) jest nie tylko bardziej niż z pozoru się to wydaje zróżnicowana, ale też i - co w czasach obecnych coraz wyraźniej i nierzadko coraz bardziej dramatycznie się ujawnia - skonfrontowana i skonfliktowana).
 
Ale to ?bycie? ludzkie w ramach określonych cywilizacji, kształtowanie się ludzkiego jestestwa i tożsamości ?poprzez? cywilizację, ?na skutek? jej i ?dzięki? niej nie jest u większości ludzi w pełni uświadomione, nie jest poddawane głębszej refleksji i wnikliwszemu rozważeniu; proces ten toczy się w ich kręgu bardziej lub mniej bezwiednie i bezrefleksyjnie. Większość ludzi zaprzątniętych codzienną ?gonitwą życiową?, konieczną zapobiegliwością o ?chleb powszedni? i walką o przetrwanie, wyścigiem z innymi o miejsca pracy i zatrudnienie, kwalifikacje i kompetencje, wiedzę i umiejętności, poddawana coraz większemu życiowemu ?zmechanizowaniu? i przyspieszeniu, skonfundowana natarczywą reklamą i tendencyjnym, spreparowanym przekazem (szumem informacyjnym mediów), cyniczną i niezrozumiałą polityką swych ?wybrańców? - nie ma ani czasu, ani możliwości na uzyskanie pełniejszego i bardziej zobiektywizowanego uświadomienia sobie całego złożonego, a zarazem wszechwładnego ?zdeterminowania cywilizacyjnego?, na osiągnięcie dostatecznej choćby samowiedzy swego miejsca i swej roli w nadanym nam bez wyboru - bo nie ma w tym ?nadaniu? ani wolności ?od?, ani też wolności ?do? - świecie cywilizacji. Innymi słowy, większość ludzi nie ma świadomości swego upodmiotowienia, ?uwewnętrznienia? i głębszego, intelektualnego oswojenia ?naszej? cywilizacji, większość ludzi jest wobec niej różnorako wyalienowana, porusza się w niej często ?po ciemku? i jakby po ?ziemi nieobiecanej?, a w każdym razie nie ziemi przez siebie wybranej i należycie rozpoznanej. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest łatwy konformizm cywilizacyjny, bezwiedne i bezwolne przystosowanie się do ?urządzeń? świata zastanego, jego instytucji, systemów gospodarczych, prawnych, politycznych, światopoglądowych, religijnych, itp., zobojętnienie czy przyzwolenie na poważne braki, wadliwości i niedomogi tego świata, stępienie uwrażliwienia na jego zło i deformacje, a zwłaszcza niedostatek samowiedzy i woli w sprawie niezbędnych remediów, sposobów i środków naprawy i ochrony tego świata przed realnymi jego dla nas zagrożeniami.
 
Na szczęście z tego ?zaciemnienia? cywilizacyjnego i z tej niechlubnej, choć nie zawinionej bezrefleksyjności w odniesieniu do świata, w którym żyjemy, wyprowadzają nas, nie zawsze jednak w pełni konsekwentnie i skutecznie, niektórzy współcześni teoretycy cywilizacji i globalizującego się świata. W ich gronie poczesne, choć jak dotąd nie dość znane i docenione miejsce zajmuje polski filozof i humanista - Józef Bańka.
 
Rozważania autora dotyczą głównie cywilizacji europejskiej. W dotychczasowym rozwoju przeszła ona jego zdaniem przez etap cywilizacji diatymicznej (antropologicznym jej wyznacznikiem był strach), diafonicznej (główną jej siłą napędową jest zysk) i cywilizacji eutyfronicznej (cywilizacji, której ludzkim wyznacznikiem jest lęk oraz antynomia rozumu i godności). We wcześniejszych swych pracach autor posługuje się, dla oznaczenia cywilizacji współczesnej po prostu terminem cywilizacja techniczna.
 
Cywilizację tę J. Bańka ?odczytuje? głównie poprzez pryzmat antropologiczny, ściślej humanistyczny i z tej perspektywy przeprowadza jej gruntowną krytykę oraz wypracowuje filozoficzne i etyczne narzędzia ?terapii? w postaci nauki pod nazwą eutyfronika, ?nauki o ochronie wartości ludzkich przed toksycznym działaniem cywilizacji technicznej? oraz etyki prostomyślności, której ?ambicją jest stworzenie modelu Homo euthyphronicus, człowieka prostomyślnego, (...) odpornego na alienacyjny, frustracyjny wpływ dynamicznie rozwijającej się techniki?, ?systemu normatywnego składającego się ze wskazań ?ciepłych?, apelujących do poręczenia moralnego człowieka prostomyślnego, poszukującego zaspokojenia swych pragnień w możliwie prosty i bezpośredni sposób?, opierającej się ?na wartościach odczuwanych jako oczywiste ze względu na towarzyszące im poręczenie moralne osób, które opierają swoje postępowanie na tych wartościach?; etyki, której dyrektywa naczelna brzmi: ?Szanuj w drugim te wartości, którymi jest on ożywiony i które przeżywa jako swoje wartości osobiste, mające dla niego największe, subiektywne znaczenie?.
 
Te dwa ?narzędzia? teoretyczno-normatywne, wypracowane przez J. Bańkę z myślą o naprawie czy uzdrowieniu zastanej cywilizacji są konsekwencją dostrzeżenia przez śląskiego filozofa wielu poważnych jej defektów, braków i schorzeń, a zwłaszcza różnorakich, nie dających się zaakceptować, szkodliwych jej oddziaływań na człowieka. A w rejestrze negatywnych przejawów i funkcji współczesnej cywilizacji znajdują się według J. Bańki zarówno te jej mechanizmy i właściwości, które spostrzegli wcześniej tacy m.in. myśliciele społeczni i teoretycy kultury jak: E. Fromm, E. Bloch, H. Marcuse, H. Arendt, D. Riesman, A. Schaff, L. Kołakowski i inni, jak i te jej strony i aspekty, które przez innych badaczy współczesności nie zostały dostrzeżone albo nie w pełni zauważone. Tak więc J. Bańka odnotowuje krytycznie groźne i wszechwładne procesy alienacyjne i reifikacyjne, nagminne sytuacje zagubienia, osamotnienia oraz bezradności człowieka czasów współczesnych, stałe manipulowania nim, często ujawniającą się utratą umiejętności rozumienia siebie, innych i całego otaczającego świata, ograniczenie możliwości skutecznego sterowania techniką i opanowywania narastających lawinowo informacji, ?pozostawienie człowieka w egzystencjalnej pustce z poczuciem niedopełnienia?, postępującą polaryzację społeczeństw na sferę biedy i bogactwa, oziębłość w relacjach międzyludzkich i obyczajach, dominantę wartości utylitarnych nad autotelicznymi, materialnych nad duchowymi, komercjalizmu i konsumeryzmu nad bezinteresownością i zainteresowaniami dla wartości wyższych, stopniową degradację moralną i duchową człowieka, itp.
 
Szczególnie ostrą reakcję krytyczną J. Bańki wywołuje to łożysko przemian i oddziaływań cywilizacyjnych, które odziera człowieka, ?człowieka prostomyślnego?, z jego naturalnej i spontanicznej moralności, ?moralności prostomyślnej?, z jego tożsamości i godności, subiektywności i podmiotowości, osobistych wartości i szczęścia indywidualnego, nade wszystko zaś - z sensu i smaku życia; życia przepełnionego emocjami i nie odartego ze swego naturalnego wyposażenia. Pisze na ten temat językiem pięknej przenośni: ?(...) pamiętać należy, by nie zagubić tego, co w naszych charakterach i obyczajach tchnie liryzmem Czarnolasu i urokiem gościnności Soplicowa. Inaczej zmuszeni będziemy żyć pośród rupieci i śpiewać songi o zagładzie uczuć. Maszyny - dodaje - nawet najdoskonalsze, nie zastąpią radości wiejskiego poranka, a ćwiczenia na sali gimnastycznej nie zastąpią przyjemnego zmęczenia po pracy w sadzie, ogrodzie lub na polu. Kiedy na dobre zostaniemy zamknięci lasem betonowych alei, z nostalgią wspomnimy o tej wiośnie, z której zapamiętaliśmy zapach rozwijających się pączków na brzozach i o owej jesieni, która urzekła nas zapachem zwiędłych liści?.
 
Zmiany, czy według słów autora - ?komplikacje cywilizacyjne? nierzadko mają więc bardzo subiektywne konsekwencje - pozbawiają nas często radości i godności życia, ,,(...)nie dziedziczymy radości i godności życia, a przejmujemy w spadku po naszych przodkach dziedzictwo strachu i zwątpienia?.
 
A tak oddziałująca na człowieka cywilizacja musi postawić sobie pytanie ?o sens na nowo?. Co prawda, kroczy ona nadał drogą cywilizacyjnego postępu, ale w postępie tym zagrożone zostały ?(...) wszystkie pytania ludzkie, a najbardziej pytanie: po co?? Postęp cywilizacyjny nie wiąże się z postępem moralnym. ?Postęp cywilizacji diafonicznej nie jest - konstatuje J. Bańka - postępem z punktu widzenia poręczenia moralnego?, tzn. gotowości każdorazowego uwierzytelnienia tych wartości, według których się działa i do uszanowania wartości, które drugi człowiek przeżywa jako swoje osobiste.
 
Ogólnie biorąc, w dalszym rozwoju cywilizacji współczesnej zagraża człowiekowi realnie - według J. Bańki - ?wyschnięcie? moralne i upadek kultury moralnej. Jest to realne niebezpieczeństwo, bo cywilizacja ta w obecnym swym kształcie staje się coraz bardziej amoralna, a nawet w odniesieniu do moralności konkurencyjna, rządząca się wartościami i zasadami pozamoralnymi, z powodzeniem wypierająca z życia zbiorowego i jednostkowego tradycyjne porządki i reguły moralne, zwłaszcza w ich kodeksowych i sformalizowanych ujęciach. Jednak równocześnie cywilizacja ta coraz wyraźniej potwierdza znane przypuszczenie, dziś uchodzące już niemal za pewnik, że bez gruntownego wsparcia moralnego i humanistycznego, nie jest ona w stanie się utrzymać. Stąd trzeba poszukiwać i ożywiać takiego typu moralności, ?moralności bez etyki?, które jednak nie tylko mogą się ostać w nowoczesnej cywilizacji, ale się dobrze w niej zakorzenić i rozwinąć, a konsekwencji stać się jej wsparciem i zabezpieczeniem. A mogą się ostać i rozwinąć tylko te, które nie opieraj ą się na ?usztucznionych?, racjonalno-pojęciowych i sformalizowanych konstrukcjach normatywnych, ale na prostych, przyrodzonych naturze ludzkiej ogólnoludzkich odczuciach i intuicjach moralnych, na indywidualnej wrażliwości i sumieniu poszczególnego, zdrowego psychicznie i mentalnie człowieka. W naturalnej, ?prostej? i elementarnej moralności, zwanej przez J. Bańkę ?etyką człowieka prostomyślnego? albo ?etyką prostomyślności?, tkwi nadzieja na ocalenie cywilizacji i człowieczeństwa. Można i trzeba zaufać, perswaduje filozof, niezmiennie obecnemu w ludzkiej naturze ?pierwiastkowi? moralnemu i humanistycznemu. Nawet tam - przekonuje on - ?gdzie nie można już być zwycięzcą, można jeszcze być człowiekiem moralnym?.
 
Można, bo mimo wszystko ?tak naprawdę pozostał w człowieku wspólny ślad sumienia indywidualnego?. Ludzkość, przynajmniej oficjalnie i trochę na przekór wiodących trendów współczesnej cywilizacji, ciągle potwierdza podstawowe wartości moralne i humanistyczne oraz próbuje ?(...) jeszcze za wszelką cenę podkreślić swój humanitarny charakter i wskazać, że moralność, szczytne ideały, czy dobro wspólne są dla niej najważniejsze i że nadal na nich opiera swój dalszy rozwój?.
 
Daje się więc zauważyć, że odniesienie teoretyczno - poznawcze, krytyczne i wartościujące J. Bańki do cywilizacji współczesnej prowadzi go na pozycję swoistego moralizmu i przekornej, żywionej według zasady ?mimo wszystko?, wiary w idee humanizmu.
 
I prawdopodobnie dlatego stawia on tak duże zadania praktyczno - kreatywne przed swą etyką prostomyślności. ?Jako dział wewnętrzny autyfroniki - wyjaśnia -jest etyka prostomyślności z jednej strony działem terapii skutków cywilizacji rozeznawanych przez analizę autyfromiczną środowiska człowieka, z drugiej - wezwaniem do poręczenia moralnego wartości oferowanych człowiekowi przez współczesny świat?. W jego intencji ma ona uszczuplać rozległą i poszerzającą się w tym świecie sferę ?łżeczłowieka? (człowieka nieautentycznego, zakłamanego, wyalienowanego i niemoralnego), a torować drogę dla człowieka i społeczeństwa ?prostomyślnego? (autentycznego, zdrowomyślnego, niewyeliminowanego i moralnego).
 
Właściwie cała refleksja filozoficzna J. Bańki nad współczesną cywilizacją ma przyczyniać się do jej ?uzdrowienia?, ?prostowania? z niebezpiecznych ?przekrętów?, do ujawniania najbardziej rażących i szkodliwych dla człowieka jej nieprawidłowości i defektów. W szczególności zaś ma ona pomagać w nadawaniu jej ?etycznego sensu?.
 
Uprawiający w tak szlachetnych i doniosłych, ale zarazem trudnych w praktyce życia intencjach refleksję o człowieku, filozof, czuje się trochę - i chyba słusznie - w roli prostomyślnego szlachcica Don Kichota z Manczy w wieku XXI: z całą jego szlachetną naiwnością i utopijną, ale przecież głęboko umotywowaną porywczością. Czuje się jednak w tej roli nieźle i nam - czytelnikom jego prac - też radzi - jeśli idzie o nasz stosunek do cywilizacji, w której żyjemy - nie odwracać się od postawy Don Kichota z Manczy, bo ostrzega śląski filozof, jeśli czasami nie poczujemy się nim choć trochę, będziemy być może niezadługo żyć w świecie, w którym żyć w prawdzie łatwo, ale w którym żyć nie warto?.
 
Tę piękną maksymę - przestrogę J. Banki tylko częściowo moglibyśmy podzielić ?może drugi jej człon: oczywiście trzeba walczyć o świat, w którym warto żyć, ale przede wszystkim trzeba walczyć o przetrwanie zagrożonych wartości w obecnym świecie (cywilizacji). I to nie głównie argumentami filozoficznymi i naukowymi, nie postulatami etycznymi i apelami humanistycznymi. Tych argumentów, postulatów i apeli mamy już raczej dostatek, ale nie docierają one, mimo usilnych i dramatycznych wysiłków współczesnych Don Kichotów (czytaj - niektórych intelektualistów, moralistów, indywidualności religijnych, itp.), tam gdzie trzeba, nie uzyskują należnego posłuchu, są więc nieskutecznymi. Nie przekładają się one w pożądane czyny u swoich adresatów (elit władzy i kapitału). Rozwarcie między wiedzą o tym, co powinno się robić a tym, co jest, nie tylko się utrzymuje, ale niebezpiecznie się powiększa.
 
Ale na szczęście sprawa przełożenia wiedzy o tym, co dobre i złe i co warto i winno się robić w niezbędne działanie, nie jest jednak tak całkowicie beznadziejna. Nie jest beznadziejna, bo człowiek według autora jest ?istotą moralną?, jest człowiekiem ?prostomyślnym?, któremu z natury przysługuje ?prostomyślność moralna?, tzn. przyrodzona zdolność oceny i rozróżniania dobra i zła, umiejętność ?poręczania moralnego" takich czy innych postaw, zachowań, działań i czynów. Jest istotą wyposażoną w sumienie. A to uzdatnia go - nawet z pominięciem wiedzy - do działania godziwego, czyli do spełniania tego ?co moralnie dobre, a unikania tego, co moralnie złe?. Dzięki istnieniu tego ?mechanizmu? w naturze ludzkiej budowanie ?mostów? między świadomością wartości (społecznych, moralnych, humanistycznych, itp.), a działaniem na ich rzecz jest jakoś jednak możliwe. I choć precyzyjnej wiedzy i niezawodnych umiejętności w tym zakresie nie posiadamy, to są pewne podstawy, by ufać, że w razie pilnej i palącej potrzeby człowiek z tymi ?mostami? sobie jednak jakoś poradzi. W każdym razie jest taka szansa.
 
Wszelkie więc działania na rzecz ?naprawiania? cywilizacji zależne są ostatecznie od wyniku działań zmierzających do pożądanych zmian jednak w sferze ?ducha? - w dziedzinie duchowych i moralnych sił człowieka. Jednakże działania te trzeba w pełni podejmować w ?tu i teraz?, nie odkładając je na dalszą przyszłość i nie przenosząc je w odległe i nie własne przestrzenie. Przyszłość według recentywizmu jest niebytem. Zwracając się ku niej doświadczać możemy co prawda nadziei, ale intelekt nieuchronnie zanurzać się będzie w irracjonalności. Rzutowanie się z takimi lub innymi planami i działaniami w przyszłość nie jest racjonalne, tyczy wszak niebytu i odwodzi człowieka od bytowania w ?tu i teraz?. Jedynie w ?tu i teraz? zawiera się nasz ?kapitał egzystencjalny? - i nasza szansa?
 
Autor artykułu jest profesorem filozofii; nauczycielem akademickim; autorem kilkudziesięciu książek.
 

Res Humana nr 3/2004, s. 13-16