W poszukiwaniu mocodawców Aliego Agcy

Autor: Eugeniusz Guz
 

Ćwierć wieku szuka się śladu mocodawców Aliego Agcy, który 13 maja 1981 r. oddał niemal śmiertelne strzały do Jana Pawia II. Czy szukanie śladów okazało się dotychczas bezużyteczne? Nie sądzę. Po pierwsze w międzyczasie utwierdzono się w przekonaniu, że Agca nie działał na własna rękę. Po drugie, niewypałem okazał się ślad bułgarski i KGB jako mocodawcy zawodowego killera. Z tą drugą konkluzją szczególnie w Polsce są jeszcze dzisiaj problemy, ponieważ nasze media mniej lub bardziej otwarcie trwają przy śladzie bułgarskim jako najbardziej a właściwie jedynie prawdopodobnym. Emocje, ślepe zapatrzenie w ślad bułgarski rażąco kontrastują jednak z ubóstwem argumentów. Jedyną ostatnio nitką na jakiej podejrzenia się jeszcze podtrzymuje to wypowiedzi emerytowanego już sędziego Ferdinando Imposimato, odsuniętego wkrótce od prowadzenia śledztwa w procesie Agcy. Co kilka lat daje on znać o swoim istnieniu, prowadząc indywidualne, prywatne śledztwo. Wieloletnie tego owoce sprowadzają się wszakże do powtarzania starych zarzutów, nie wspieranych żadnymi poszlakami. Ostatnio sędzia utrzymuje nawet, że w 1981 r. Agca planował najpierw zamach na Wałęsę, a dopiero potem na papieża. Już sama logika każe taki pomysł odrzucić, bo przecież gdyby Agcy powinęła się noga z Wałęsą i został schwytany, przekreśliłoby to główny cel - zamach na papieża.
 
Najważniejszy jednak fakt, całkowicie dezawuujący ślad bułgarski to przyznanie się CIA, że zmyśliła ślad bułgarski zadowalając się prostym rozumowaniem: zamach mógł leżeć tylko w interesie ZSRR. Naginano i fałszowano więc konstruowane w siedzibie CIA poszlakowe dowody aby móc sprostać zapotrzebowaniu politycznemu rządu USA (szerzej w mojej książce - Zamach na papieża - zagadka rozwiązana? Wyd. URAEUS 2001 r.).
 
Osobiście skłaniałem się od początku (Zamach na papieża, Warszawa 1983 r.) do szukania mocodawców Agcy w Turcji, który to wątek z przygotowanego nowego wydania prezentuję poniżej.
 
„Chociaż doradcy mówią o tym niechętnie, kto wie,
czy Jan Paweł II nie żywi głębokich podejrzeń, że za zamachem na niego
stoją muzułmańscy ekstremiści, a przynajmniej, że Agca działał w imię Islamu”
(C. Bernstein, M. Politi, Jego Świątobliwość Jan Paweł II i nieznana historia naszych czasów)
 
Trop turecki od początku nie cieszył się takim zainteresowaniem, na jakie zasłużył. Znalazł się na bocznym torze dochodzeniowym. W liczącym 1243 strony raporcie sędziego śledczego Martelli, zamykającym dwuletni rozdział poszukiwania wspólników zamachu, a przekazanym sądowi 26 października 1984 r., Martella całkowicie zapomniał o analizie śladu tureckiego. Także prasa nie zdradzała ochoty drążenia tego śladu, chociażby pytaniami pod adresem Martelli. Aczkolwiek ślad turecki nie został dokładnie zbadany, już pobieżna ocena zeznań nasuwa wniosek, że zamach był dziełem zbiorowym tureckiej prawicy.
 
Minione 25 lat pozwala mi na wzbogacenie tej wówczas hipotezy. Jej stopień prawdopodobieństwa jest dziś świetle zgromadzonego tu materiału - jak sądzę - niepodważalny. Mamy nie tylko hipotezę, lecz poszlakowy pewnik, że wszystkie drogi mocodawców prowadzą do Turcji.
 
Ślad turecki interesował włoskich śledczych tylko jako ewentualne wsparcie oskarżenia przeciwko Bułgarom. Każde inne spojrzenie nań było im nie na rękę. Po to, by wsparcie takie uzyskać, prokurator Marini zjeździł latem 1985 r. w przerwie drugiego procesu niemal pół Europy, przesłuchując Turków odsiadujących w różnych krajach kary więzienia za przestępstwa kryminalne. Jego nadzieje wszakże nie spełniły się, bo żaden z przesłuchiwanych, podobnie jak żaden z oskarżonych, nie obciążał ani Moskwy ani Sofii, chociaż nic ich to przecież nie kosztowało. Jedynym, który coś o tym napomknął podczas pierwszego przesłuchania, i to tylko na zasadzie relata refera był Yalcin Ózbey. „Ktoś” w rozmowie telefonicznej powiedział mu, że za zamachem stoją „bułgarskie służby specjalne”. Później jednak wycofał to zeznanie.
 
W programie telewizji zachodnioniemieckiej „Monitor” oraz w wywiadzie dla tureckiej gazety „Hurriyet” oświadczył min: „Bułgarzy nie mają nic wspólnego z zamachem. Scenariusz Mehmeta Alego Agcy i sędziego Martelli wprowadza w błąd światową opinię publiczną”. Tego samego zdania był też inny turecki świadek - Abdullah Catli. „Podobnie jak ściągnięty przed nim z RFN do Włoch Turek Yalcin Ózbey, również Catli nie potwierdził teorii, że wywiad bułgarski zlecił Szarym Wilkom zamordowanie papieża Jana Pawła II” - donosiła zachodnioniemiecka agencja DPA.
 
Włoscy sędziowie śledczy zjeździli całą Europę w poszukiwaniu kulis zamachu, lecz do Ankary jakoś trafić nie mogli. Jakby uciekali przed śladem tureckim. Wolno było również oczekiwać, że po ułaskawieniu Agcy i deportowaniu go do Turcji, zagadkowy wątek: Agca i zakulisowi sprawcy zostanie podjęty chociażby w mediach, lecz i tu odpowiedzią była cisza.
 
To, że ślad turecki był zaniedbany, traktowany marginalnie, nie dziwi. Dezawuował on bowiem ślad bułgarski i nie dawał żadnej korzyści politycznej. A przecież w przeciwieństwie do chwiejnej hipotezy o winie Bułgarów, wspartej jedynie na zeznaniach krętacza Agcy, turecki ślad opiera się na licznych poszlakach.
 
W drugim procesie rzymskim na ławę oskarżonych trafiło pięciu Turków, mających powiązania z Agcą. W lutym 1987 r. prokurator Antonio Marini wydał nakaz aresztowania kolejnych dwunastu obywateli tureckich, których nazwiska przewijały się podczas procesu. Wszyscy oni -jak się okazało - byli członkami organizacji „Szare Wilki”. Śledztwo przeciwko nim zostało jednak z braku dowodów winy w kwietniu 1998 r. umorzone. Ogłaszając decyzję sądu, sędzia Rosario Priore nie omieszkał zauważyć, iż papież jest nadal zagrożony „przez skrajny, wywrotowy odłam muzułmański”. Podobnie brzmi opinia znanych watykanistów.
 
Kolejnym dowodem bliskiej obecności tureckiej mafii wokół Agcy, były okoliczności przedterminowego wyjścia killera z więzienia. Zamieniając więzienie włoskie na tureckie, Agca miał jednocześnie do odsiedzenia 17,5 lat. Wypuszczono go jednak już po zaledwie 5 latach. Sądy kilkakrotnie odrzucały adwokackie wnioski o skrócenie mu kary więzienia, opierając się skutecznie anonimowym naciskom. Ostatni raz latem 2005 r. sąd odrzucił kolejny wniosek. I oto zaledwie po upływie pół roku tenże sąd zmienia zdanie i zwalnia zbrodniarza. Najpierw wymyślono dla opinii publicznej, szczególnie zagranicznej, że zaraz po opuszczeniu murów więziennych Agca trafi do wojska, by spełnić zaległy obowiązek służby wojskowej. A przecież obowiązek ten kończy się na 45 roku życia. Agca ma 48 lat. Adwokaci i sąd nie mogli nie znać tak elementarnego szczegółu. „Tureckie media spekulowały, ze wpływowe i ultranacjonalistyczne siły nadal wspierają Agcę” („Der Spiegel” 23.01.2006).
 
Oburzenie w Turcji decyzją sądu było wszakże tak duże i głośne (nie tyle z powodu papieża, ale zbrodni popełnionych w Turcji), że minister sprawiedliwości zakwestionował zwolnienie, a sąd apelacyjny spowodował powrót Agcy do więzienia. Ręce mafii okazały się tym razem za krótkie. Czy jednak na długo?
 
Turków i fanatyków islamskich napotykamy kilkakrotnie w kolejnych próbach zamachu na papieża. Również terroryści, którzy porwali Emauellę Orlandi, powoływali się na swe tureckie korzenie, żądając uwolnienia Agcy. Z kolei w czerwcu 1996 r. dwóch młodych Turków dokonało porwania samolotu lecącego do Istambułu. Wymusili oni lot do Kolonii, gdzie bez oporu oddali się w ręce policji, nie zgłaszając żadnych żądań. Stwierdzili tylko, iż chcieli w ten sposób przekazać Agcy sygnał, że o nim nie zapomniano.
 
Pytając o zakulisowych sprawców pamiętajmy, że pierwszej, na szczęście niespełnionej próby zamachu na papieża Agca dokonał w Turcji. A przecież to nie KGB zlecił mu ten zamach tylko siły związane z wywiadem tureckim, finansujące Agcę, co bynajmniej nie oznacza, że cały wywiad turecki najwyższego szczebla musiał być w to zamieszany. Te same siły ułatwiły potem Agcy ucieczkę z tureckiego więzienia i pilotowały finansowo jego drogę aż na Plac św. Piotra. Z plejadą tureckich nazwisk ludzi z półświatka spotykamy się również podczas wojażowania Agcy po Europie. Wyłącznie Turcy krzątają się wokół Agcy. Pośrednim dowodem trafności tureckiego tropu może być to, że mimo upływu ćwierćwiecza od zamachu, zainteresowane służby nie wykryły innych śladów niż prowadzące do Turcji. Również opisując ślad niemiecki, francuski czy jakikolwiek inny, dosłownie wszędzie napotykamy tam Turków i to przeważnie powiązanych aktywnością z Agcą. Turecki dziennikarz Ugur Mumcu, autor książki o zamachu, przesłuchiwany także w Rzymie podczas procesu Agcy, został zamordowany przez fundamentalistów tureckich. Książka obwiniała ich odpowiedzialnością. Autor dwóch książek o zamachu na papieża, w których tropi w środowisku tureckim zakulisowych mocodawców, stał się kilka lat później, 24 stycznia 1993 r., śmiertelną ofiarą bomby podłożonej pod jego auto. Sprawców nie schwytano do dziś. Mumcu spotkał się z Agcą we włoskim więzieniu Rebbibia. Włosi sądzili zapewne, że owoce podsłuchanej rozmowy przydadzą się prowadzącym śledztwo. Według Mumcu, Agca miał uznać jego konkluzje książkowe za trafne. Silne powiązania Aliego Agcy z tureckim światem prawicowym, nacjonalistycznym, przestępczym, a także z wywiadem dokumentuje turecki publicysta Erbie Tusalp w książce - Szare Wilki.
 
Terrorystów, współsprawców zamachu tropiono przecież wszędzie, lecz zawsze znajdywano tylko podejrzanych Turków. Nikogo innej narodowości czy innego wyznania. Również Turcy podejrzani o współdziałanie z Agcą obwiniają się tylko wzajemnie nie wskazując na nikogo spoza tego kręgu. Są to oczywiście poszlaki, lecz takich poszlak mamy przecież multum. Znajdujemy kilkakrotnie wzmianki o powiązaniach Agcy z wywiadem tureckim. Wywiad nie zaprzeczał, niczego nie dementował. Liczne wpłaty na konto Agcy nie pochodziły przecież od Bułgarów czy z innego źródła, lecz docierały doń kanałami tureckimi. Terroryzm opanowany został przez świat islamski. Dla świata islamskiego chrześcijaństwo to obraz wroga.
 
Całe to środowisko ujawniło swój wrogi stosunek do papieża już w 1979 r., czego dowodzi seria artykułów drukowanych tuż przed wizytą Ojca Świętego w Turcji na łamach gazety wydawanej przez nacjonalistyczną Partię Ruchu Narodowego. Były to artykuły obraźliwe, w których wyraźnie grożono gościowi możliwością zorganizowania zamachu.
 
Bardzo znaczące są w tym kontekście także publiczne oświadczenia Adnana Agcy, brata zamachowca. Jedno z nich - złożone tygodnikowi „Newsweek” 25 maja 1985 r. - cytuje hinduski pisarz Sadhan Mukherje w swojej książce Terrorism and Antonow Case, wydanej w New Delhi w 1985 r. „Brat mój - powiedział Andan - chciał zabić papieża, ponieważ jest przekonany, że chrześcijanie mają imperialistyczne zamiary wobec muzułmanów i dopuszczają się czynów niesprawiedliwych wobec krajów islamskich”. Podobną jego wypowiedź zarejestrowała włoska telewizja: „Zamach był czymś naturalnym. Papież to przecież największy wróg muzułmanów”. Również na łamach jednego z pism tureckich powiedział on: „Brat miał nadzieję, że zyska sławę i stanie się przywódcą muzułmanów. Wszyscy nazywają go mordercą. Być może mają rację, lecz z pewnością nie jest on zwykłym kryminalistą”. Za dużo tych wypowiedzi, by miały być wszystkie zmyślone.
 
Eskortowany z placu Św. Piotra do aresztu Agca wykrzykiwał obelgi pod adresem papieża, nazywając go „przywódcą krucjaty skierowanej przeciwko jego religii”. Tak zachowuje się fanatyk religijny, bądź ktoś wykreowany na takiego fanatyka.
 
Daleki jestem od brania tych wszystkich relacji i reakcji na wagę złota. Z pewnością niektóre z nich są tylko w części prawdziwe bądź przybliżone do prawdy. To bardziej ilustracyjne niż kompletne zestawienie ukazuje jednak, że poza sztucznie doczepionymi trzema Bułgarami, wszędzie mamy do czynienia z obywatelami tureckimi. Ponadto wszędzie spotykamy się ze skrajną turecką prawicą. W otoczeniu Agcy przeważają kryminaliści, szczególnie podatni na przynęty mafii lub służb specjalnych.
 
 
Autor artykułu jest znanym publicystą specjalizującym się w problematyce międzynarodowej.
 

Res Humana nr 1-2/2006, s. 29-32
 

Szare Wilki (Bozkurtlar) lub Idealiści (Ülkücülük) - jest to młodzieżowe skrzydło nacjonalistycznej tureckiej Partii Akcji Narodowej ("Milliyetçi Hareket Partisi", MHP).
 
...Wiele, wskazuje na to że Szare Wilki w osobach niektórych działaczy stanowiły część tzw. Operacji Gladio mającej zapobiegać rozprzestrzenianiu się komunistycznych wpływów. Główną postacią zamieszaną w związki z tym tajnym planem CIA i NATO jest Abdullah Çatl? będący równocześnie na usługach tureckich służb specjalnych. Çatl? z Mehmetem Ali A?ca przygotował zabójstwo Abdiego Ipekciego w 1979. Potem pomógł Ali A?cy uciec z więzienia wojskowego w Stambule. W 1996 roku Çatl? zginął w wypadku samochodowym (razem z nim jechał turecki oficer policji i parlamentarzysta). Przy zabitym znaleziono paszport na nazwisko, którym posługiwał się Mehmet Ali A?ca.
zródło: Wikipedia