Józef Tejchma: Refleksje dobrego człowieka

Autor: Władysław Markiewicz
 
 
Józef Tejchma, Stary świadek nowej historii Polski, Wydawca Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego oraz Oficyna Wydawnicza ASPRA-JR, Warszawa 2015, s. 306 + 2 nlb.
 
Najnowsza książka Józefa Tejchmy stanowi dalszy ciąg wcześniejszych prac, których wybór zamieszczono na końcu tego tomu. O jego odmienności decydują teksty nowe, tzw. dzienniki emerytalne, obejmujące zapiski z lat 1983?1995, czyli do czasu pożegnania z władzą.

Ta nowa perspektywa nie zmienia wszakże niczego co najważniejsze: Tejchma nadal pozostaje uważnym obserwatorem tego wszystkiego, co się dzieje w Polsce. Ale ta nowa perspektywa sprawia, że czytelnik odnosi wrażenie, że z Polską nie dzieje się dobrze i że słowem, które ją definiuje jest słowo: tymczasowość. ?Poczucie tymczasowości, które wszystko co jest każe traktować na tyle przejściowo, nieautentycznie, nieswojo, nie dla siebie, nie serio, że zabija wszelką wolę działania, wszelką myśl o pracy, wszelką ochotę współdziałania z władzami?. Na co by nie spojrzeć, czego by nie dotknąć, wszystko co się w Polsce działo wymagało naprawy: od polityki międzynarodowej poczynając na zdobywaniu papieru toaletowego kończąc. Podsumowując Tejchma konstatuje: ?Polska staje się skansenem Europy?.

To jednak, że Polska taką się nie stała zawdzięcza Okrągłemu Stołowi. Uratował on kraj od kompletnego upadku i chociaż jego postanowienia na dobrą sprawę nie doczekały się spełnienia, to przecież pozwolił odkryć w narodzie niemałe zasoby kapitału obywatelskiego w postaci poczucia odpowiedzialności za kraj, za jego, rzec można, po prostu egzystencję. Toteż Okrągły Stół odegrał, można bez żadnej przesady powiedzieć, rolę podobna do Konstytucji Trzeciego Maja z tym, że uwarunkowania wewnętrzne, które mu towarzyszyły, tym razem sprzyjały odrodzeniu Rzeczypospolitej, a nie jej upadkowi. Nawet najbardziej ostra ocena reform Balcerowicza nie posunęła się tak daleko, aby je porównywać z Targowicą.

Józef Tejchma pominął w swoich emeryckich rozważaniach nad niepewnymi losami Polski fenomen Okrągłego Stołu, a także rewolucyjnej zmiany ustroju społeczno-politycznego. Po prostu pogodził się, wraz z całym narodem, z powrotem kapitalizmu, i to w postaci raczej odrażającej; nie ubolewa nad upadkiem PRL, rozumiejąc nieuchronność doświadczenia tej fazy społecznego rozwoju, choć fazie tej nie szczędzi krytyki poczynań obecnego establishmentu, czasem bardzo stanowczej.

Najwięcej faktów, oprócz ?dzienników emerytalnych?, odnoszących się do osoby ich Autora, przynoszą ?opowieści radiowe?. Pomyślane były jako depozyt do ewentualnego wykorzystania przez archiwistów. Opowieść pierwsza obejmuje lata chłopięce spędzone w Markowej, a następnie w liceum w Łańcucie. W tym czasie Józef Tejchma podejmuje aktywną działalność w Związku Młodzieży Wiejskiej (ZMW), który po zakończeniu działalności Związku Młodzieży Polskiej, urósł do znaczącej siły politycznej w ówczesnej Polsce. Skierowany wcześniej na szefa organizacji młodzieżowych w Nowej Hucie, zyskał rangę i rozgłos o wymiarze ogólnopolskim, co utorowało mu drogę do objęcia funkcji przewodniczącego władz krajowych ZMW. Stał się przez to partnerem politycznym elity przywódczej PRL z Władysławem Gomułką na czele.

W drugiej ?opowieści radiowej? najwięcej uwagi poświęcono, wykreowanym przez ZMW, wiejskim klubom kultury, które z czasem przekształciły się w masowy ruch społeczno-kulturalny. Bardzo interesujące są opowieści Tejchmy o Władysławie Gomułce i kardynale Stefanie Wyszyńskim. Z pewnością ma rację zauważając, że brak ?historycznego kompromisu? między tymi dwoma wybitnymi osobowościami stanowił wielką stratę dla Polski. W sporze o list biskupów polskich do biskupów niemieckich, rację miał niewątpliwie Gomułka, chociaż zupełnie niepotrzebnie sprawę tę przeciągał z niekorzyścią dla czegoś ważniejszego dla narodu i państwa.

Z kolei w czwartej ?opowieści? autor ulega namowie rozmówcy i charakteryzuje kilka osób pełniących najważniejsze funkcje w państwie. Najwyższym szacunkiem darzył, jak już wspomniano, Władysława Gomułkę, którego uważał za wybitnego męża stanu; nie krył sympatii dla Artura Starewicza i Kazimierza Barcikowskiego, Edwarda Ochaba i Józefa Cyrakiewicza, także słowa szacunku okazywał Stefanowi Jędrychowskiemu, Zenonowi Kliszce i Wincentemu Kraśce; z pewnym dystansem odnosił się do Romana Zambrowskiego, a Edwarda Gierka lubił, lecz niezbyt wysoko cenił.

I mówiąc o tych wszystkich innych osobach, których nie wymienił, podkreśla, że niechętnie wypowiada się w ogóle na temat ludzi wtedy kiedy musiałby mówić o nich źle. W tej perspektywie Józef Tejchma, wyjątkowy świadek naszej nieodległej historii, okazuje się po prostu człowiekiem z gruntu porządnym i dobrym. Nie dziwi, że otaczał go zawsze szeroki krąg osób mu życzliwych, bliskich i oddanych, a w pamięci społecznej utrwaliła się opinia, że był ? i pozostał do dziś ? mądrym liberałem, a także przyjacielem artystów, ludzi nauki i sztuki.
 
 
Res Humana nr 1/2016, s. 35-36