Stanisława Obirka myśli o drogach i rozdrożach polskiego Kościoła
 
Autor: Czesław Matusewicz
 
 
Książka Stanisława Obirka, naukowca i publicysty, pt. Polak katolik? (CIS, 2015) jest zbiorem rozważań publicystyczno-naukowych na szeroko rozumiany temat, określony w tytule pracy. Autor omawia go zarówno w aspekcie osobistych doznań i przeżyć jak i uwarunkowań społecznych, politycznych i religijnych, występujących w różnych okresach historycznych. Jest on człowiekiem wierzącym, byłym zakonnikiem Towarzystwa Jezusowego, jezuitów. Jest wysokiej klasy erudytą, świetnie znającym historię religii i współczesne trendy religijne. Jest krytycznie nastawionym wobec Kościoła katolickiego jako instytucji, a szczególnie ostro postrzega ułomności tegoż Kościoła w Polsce.

1.

W swojej najważniejszej książce Autor, po pierwsze, zachęca do wypracowania modelu religii refleksyjnej, pogłębionej intelektualnie i bliskiej człowiekowi. „W tej chwili bardziej niż Bóg interesuje mnie człowiek wierzący w Boga, a może, ujmując sprawę bardziej radykalnie, Bóg, którego człowiek spotyka – czy wręcz tworzy – w doświadczeniu wewnętrznym” (s. 109). Ilustracją takich spotkań są, zdaniem Obirka, „olśnienia” M. Lutra i I. Loyoli czyli głębokie przeżycia psychiczne, w efekcie których zrozumieli oni, każdy na swój sposób, istotę boskich oczekiwań skierowanych ku człowiekowi.

Po drugie, S. Obirek dyskredytuje prostactwo przeżyć religijnych i zachęca do ich wzbogacania o doświadczenia ludzi różnych kultur. Nie ma to być synkretyzm religijny, czyli mechaniczne uzupełnianie danego wierzenia o elementy innych wierzeń, lecz inkorporacja, włączanie nowych treści do już uznawanych. Autor ukazuje w tym kontekście dobre doświadczenia jezuitów, pracujących w Chinach. Czytając tę pracę trzeba mieć na uwadze skłonność S. Obirka do podzielania punktu widzenia jezuitów, który przyswoił sobie w czasie 30-letniego pobytu w zakonie.

Po trzecie, i to najważniejsze, praca jest próbą wnikliwego przedstawienia i krytycznej analizy fundamentalnych tez chrześcijaństwa, która zawiera też mnóstwo informacji z dziejów tej religii i historii Kościoła, a także procesów społeczno-politycznych ich tła historycznego .Autor wykracza poza suchy przekaz informacji o faktach, ukazuje ich wielorakie uwarunkowanie, znaczenie i konsekwencje praktyczne. Przekaz, podany w ten sposób, ułatwia zrozumienie istoty głoszonych „prawd” np. dogmatu o nieomylności papieża, czy sporu dotyczącego trojakiej natury Boga.

Po czwarte, S. Obirek zasadnie i stanowczo odrzuca wszelkie niekoherentne naleciałości w treści i formie wierzeń, jakie pojawiły się pod wpływem polityczno-taktycznych potrzeb instytucji religijnych. Obiektem szczególnego zainteresowania są tu poczynania Kościoła katolickiego, a przede wszystkim papieży.

2.

Kim był Jezus? Oto jedno z istotnych pytań, jakie pojawia się w książce. Na podstawie tekstów ewangelicznych autor stwierdza, że „Jezus wielokrotnie deklarował wierność zastanej religii i wyraźnie podkreślał własne przywiązanie do tradycji” (s. 117) a także „Jako uczestnik wewnętrznej debaty żydowskiej Jezus okazuje się jednym z najodważniejszych reformatorów religijnych” (s. 118). Uczestniczył On w ówczesnym życiu religijnym żydów, a nawet czytał święte księgi judaizmu zebranym w świątyni. Nawoływał do ścisłego stosowaniu nauk proroków, bowiem był zwolennikiem prorockiego nurtu w judaizmie i jednocześnie reformatorem ówcześnie praktykowanej religii.

Jezus wyraźnie wskazywał na pierwszoplanową rolę moralności normatywnej w zestawie nakazów religijnych. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” i „Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili” – tak to przedstawił w swej ewangelista Mateusz. Nakazana miłość bliźniego ma się objawiać nie w słowach, lecz w czynach.

Czy chrześcijaństwo jest religią Jezusa? S. Obirek prezentuje pewne wątpliwości. „Ciekawi mnie to ile ze wskazań Jezusa pozostało w postawach wspólnot chrześcijańskich. Myślę, że niewiele” (s. 124). Religia chrześcijan, niezależnie od jej odmiany, podobnie jak inne religie, podlegała typowym procesom przystosowania do aktualnych potrzeb określonej zbiorowości. Pogląd ten podziela Obirek z wybitnym znawcą doświadczenia religijnego, Wiliamem James`em. Z nauczania Jezusa wybierano i eksponowano te elementy, które służyły Jego zwolennikom jako znak wyróżniający w stosunku do nurtu rabinackiego, a pomijano inne. Utracono przez to ducha pierwotnych nauk Jezusa.

Szczególną, zdaniem Obirka negatywną, rolę odegrał w tym procesie Paweł z Tarsu (s. 101–102; 147–148) i niektórzy ojcowie Kościoła. Odrzucili oni reprezentowaną przez Jezusa postawę życzliwości wzajemnej i dialogu, pominęli dwukrotnie wyrażony w modlitwie Jezusa” Ojcze nasz” nakaz przebaczania winy, wyłączyli z tej modlitwy końcowe zdanie, mówiące: „Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień”, zapisane w ewangelii Mateusza (s. 123), a trójstronną relację Bóg-jednostka-inni ludzie zredukowali do prostego układu Bóg-człowiek. Co więcej, określili się jedynymi wyrazicielami woli Boga.

Powyższe ustalenia miały doniosłe znaczenie praktyczne. Tylko głęboka wiara miała prowadzić do zbawienia człowieka (s. 137-8)

Wymownym wyrazem tego nastawienia jest sformułowana przez Cypriana (200–258, biskupa Kartaginy, a wzmocniona przez Augustyna z Hippony, teza, że „Poza Kościołem nie ma zbawienia” legła ona u podstaw ekskluzywności Kościoła, traktowania przedstawicieli innych religii i niewierzących jako ludzi zagubionych, błądzących, pozbawionych łaski boskiej, a zatem skazanych na wieczne potępienie. W praktyce znaczyło to odrzucenie, a nawet prześladowanie nie uznających chrześcijaństwa.

Godna uwagi jest opinia S. Obirka o znaczeniu poglądów Ojców Kościoła „…długi i bolesny proces szukania rozwiązań był przez późniejszą tradycję chrześcijańską odczytywany jako obowiązujący paradygmat religijny, a bardzo szczególne obsesje Augustyna, i niechęci wobec cielesności, szczególnie związanej ze sferą seksualności, zostały potraktowane jako modelowe. Podobną, normatywną i w istocie destruktywną rolę odegrały formuły dogmatyczne. Wyjściowo były one kompromisowymi rozwiązaniami uwarunkowanych kulturowo i historycznie konfliktów, a później zostały potraktowane jako wyznaczniki ortodoksyjności i przynależności do wspólnoty kościelnej” (s. 138).

Pogląd Cypriana i jego zwolenników współgrał z dążeniem pierwszych chrześcijan do podkreślenia swojej odrębności, mimo wspólnoty pochodzenia, wobec judaizmu. Wielu znawców historii życia Jezusa, na których opinie powołuje się Obirek, zgodnie utrzymuje, że Jezus był pobożnym żydem, toczącym spór o określone rozumienie przesłania Starego Testamentu. Również Paweł z Tarsu uważał się za wyznawcę judaizmu (s. 148). Dlaczego więc wyznawcy ich nauk zaczęli początkowo separować od judaizmu, a później gwałtownie go zwalczać? Złożyło się na to kilka czynników, zarówno religijnych jak i społecznych. Jednym z nich było odwoływanie się do odmiennych wątków przekazu religii żydowskiej. Chrześcijanie uzasadniali swe wierzenia przesłaniami Nowego Testamentu, natomiast judaiści rabiniczni nakazami Miszny, ksiąg prawa (s. 133). A skoro zarysowano granice, zaczęto usilnie poszukiwać uzasadnienia ich występowania – jest to powszechnie występujący mechanizm socjologiczny.

Obie strony ostro broniły swoich racji, o czym świadczy pochodzący z II wieku Dialog z Żydem Tryfonem Justyna Męczennika, oskarżając przeciwników o herezję. Początkowo spór ten sprzyjał rozwojowi myśli (liczne herezje jako próby rozwiązań spornych kwestii), lecz z biegiem czasu zaniechano dialogu, a spór zakończył się – ze szkodą dla myśli religijnej – zwycięstwem ortodoksów-dogmatyków. Miało być „Królestwo boże, a powstał Kościół” (s. 112).

We wczesnym okresie chrześcijaństwa wielu Żydów uznawało religię jezusową, a jednocześnie hołdowało prawu żydowskiemu (judaizanci) i modliło się na modłę judajska, w rabinackich bożnicach. Zacierało to różnicę pomiędzy tymi orientacjami religijnymi i działało na niekorzyść młodszej. Z tego też względu chrześcijanie usilnie zabiegali o wyraźne zarysowanie swojej tożsamości, jako oczywiście odrębnej od wyznawców wersji rabinackiej. Znalazło to wyraz w licznych traktatach przeciwko Żydom, a także homiliom wygłaszanych przez popularne osobistości. Jedną z nich – jak to podaje Obirek – był Jan Chryzostom, który znacząco wpłynął na chrześcijańskie postrzeganie Żydów (s. 136–37).

Jego orientacja była antyjudaistyczną ale jeszcze nie antysemicką. Niemniej ugruntowała przesłanki dla przyszłego antysemityzmu. Transformację pierwszego w drugi dokonało się w średniowieczu i spowodowało pojawienie się wyobrażenia „Żyda demonicznego”, doprowadziło do oskarżania Żydów o morderstwo Jezusa. Kaznodzieje, a także autorzy popularnych scenek męczeństwie Jezusa niemal do naszych czasów upowszechniali takie właśnie ich wyobrażenie, w efekcie czego przyczynili się, zdaniem N. Cohna, brytyjskiego historyka, przywołanego przez Obirka, pośrednio do prześladowań Żydów i Holokaustu (s. 158). Antysemityzm obciąża wszystkie odłamy (denominacje) chrześcijaństwa, a szczególnie katolicyzm. Także obecnie niezbędnym staje się odrzucenie dziedzictwa mowy nienawiści i bezzasadnych oskarżeń Żydów, niezbędne chociażby z tego powodu, że istnieje „nieświadomy antysemityzm teologiczny” konkluduje Obirek (s. 156; 283).

3.

Wielkie zło religii chrześcijańskiej pojawiło się – zdaniem autora omawianej publikacji – w następstwie jej dogmatyzacji i polityzacji. Stało się to za sprawą cesarza Konstantyna, władcy Imperium Rzymskiego, który edyktem z 313 roku n.e. uznał swobodę wyznawania wiary, a tym samym zakończył prześladowanie chrześcijan. Wspomniany władca, chcąc utrzymać jedność Imperium i przeciwdziałając siłom odśrodkowym w nim występującym, poszukiwał czynnika spajającego podległe mu ludy. Dostrzegł go w chrześcijaństwie, nowej i dynamicznej religii, rozpowszechniającej się we wszystkich prowincjach cesarstwa. Do celów politycznych potrzebował on religii zwartej, wolnej od wewnętrznych napięć i sporów. Aby osiągnąć ten cel zwołał on sobór w Nicei i nakazał biskupom uzgodnić podstawowe doktryny wiary. Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że sam Konstantyn ochrzcił się tuż przed śmiercią, w roku 337, a więc dwa lata po zwołanym przez siebie soborze. W dodatku chrzest przyjął z rąk Euzebiusza z Nikodemii, heretyka arianina, nie uznającego dogmatu Trójcy Świętej.

Na Soborze Nicejskim uzgodniono rozumienie podstawowych prawd wiary (o boskiej naturze Jezusa, Trójcy Świętej) i przyjęto zasadę ich niepodważalności. Rozpoczęto tym samym proces dogmatyzacji wiary, uwieńczony dogmatem z 1870 roku o nieomylności papieża w sprawach „wiary i obyczaju” (s. 93-6), Negatywne następstwa tych poczynań dotyczą różnych sfer życia ludzkiego. M.in. uniemożliwiły one podejmowanie dyskusji na tematy wiary w obrębie grup wyznawców, a postawa Kościoła jako „jedynego źródła prawdy” wykluczyła wszelkie formy dialogu z wyznawcami innych religii. Przyczyniło się to do zerwanie więzi z pierwotnie otwartym, uwarunkowanym życiowym doświadczeniem, nauczeniem Jezusa. Doprowadziło do wybujałej nietolerancji, potępienia i prześladowania heretyków (pojęcie „herezja” nie było znane starożytnym), a w późniejszych wiekach – do wojen religijnych. Zrodziło religię skostniałą zarówno w treści jak i formie.

Zrozumiałe, że takie pojmowanie religii skłaniało ludzi wrażliwych do wystąpień krytycznych. Jednym z nich był Fryderyk Nietzsche, który tak ukształtowaną formę chrześcijaństwa poddał ostrej i wnikliwej krytyce.

Upolitycznienie religii chrześcijańskiej, które rozpoczął Konstantyn, a nasilił Teodozjusz Wielki ogłaszając ją religią państwową, delegalizując jednocześnie wszystkie inne, występujące na terenie cesarstwa. Miało to daleko idące konsekwencje. Niejako odwzajemniając państwu uznanie roli Kościoła zaczął on nauczać, że cesarz rządzi z łaski bożej, a więc nadał władzy świeckiej legitymizację boską. Sprzyjało to wzmocnieniu i upowszechnieniu absolutyzmu. Powiązanie religii z władzą świecką, jej polityką przybrało radykalną formę w XVII wieku, gdy w traktacie westfalskim przyjęto formułę cuius regio eius religio, a tym samym sprowadzono religię, pomijając jednostkowe wyznawanie wiary, do usługowej roli jako czynnika umacniającego władzę panującego (s. 96). „Zło wkradło się do religii, kiedy zajęli się nią władcy tego świata…” pisze S. Obirek (s. 93). Fakt ten skłonił go do wyrażenia następującej wątpliwości: „Czy katolicyzm jest religią chrześcijańską?”

Wyżej przedstawione pytanie, odniesione do polskiej rzeczywistości, brzmi: ”Czy polski katolicyzm jest religią?” Jeżeli przyjmiemy że „religia jest nieustanym poszukiwaniem i zbliżaniem do Boga”, to polski katolicyzm ją nie jest, pozostaje jedynie ideologią, czyli zbiorem poglądów wyrażających interesy Kościoła. Polski katolicyzm charakteryzuje i zarazem obciąża go bezrefleksyjność, infantylizm, niedojrzałość, dogmatyzm, fundamentalizm, fideizm (s. 256 i nast.). Autora zastanawia ten brak refleksyjności i zainteresowania kwestiami „stricte religijnymi kleru. Zgadza się on z opinią Witolda Gombrowicza, że człowiek myślący takiej religijności nie może traktować poważnie.

Oto gorzkie słowa Obirka charakteryzujące polski katolicyzm: „…w moim myśleniu jest tak wiele żalu, że mój Kościół na początku XXI wieku nawiązuje do swoich najgorszych tradycji (nacjonalizmu, szowinizmu, antysemityzmu i antyintelektualizmu), a pomija lub wręcz odrzuca to, co jest próbą ich przezwyciężenia” (s. 252). Źródeł tego stanu rzeczy upatruje autor w izolacji polskiego Kościoła od współczesnych nurtów chrześcijańskich Zachodu, podejrzliwości prymasa S. Wyszyńskiego wobec intelektualistów, jego koncepcji katolicyzmu ludowego, a także utożsamianiu narodu polskiego z katolicyzmem (s. 256; 263). Do umocnienia tej tendencji przyczynił się także polonocentryzm Jana Pawła II i samo nauczania tego papieża, nastawionego autorytarnie, którego charakteryzowała też „niechęć do dyskusji oraz wymaganie posłuszeństwa (biskupów – C.M.) i rezygnacji z własnego zdania” (s. 264). Odrzucał on wszelkie debaty na temat nowoczesnych wizji katolicyzmu, reprezentowanych m.in. przez jezuitów, a otaczał się konserwatystami z kręgu Opus Dei. Te fakty nie umniejszają zasług, a nawet budzą podziw, Jana Pawła II na polu ekumenizmu, zbliżenie między katolicyzmem i judaizmem.

Do utrzymania przestawionego stanu polskiego Kościoła w znacznym stopniu przyczyniają się media, zarówno konfesyjne jak i świeckie. Przedstawiają one obraz uproszczony, schematyczny, oddają głos „tak zwanym dyżurnym ekspertom”, wypowiadającym się na każdy temat, bez dokładnego jego rozeznania. W tym kontekście jasne się staje to, że ludzie ci stosują daleko idącą autocenzurę. Jako przykład ilustrujący tę ocenę przywołuje Obirek sposoby informowania o beatyfikacji i kanonizacji Jana Pawła II. Pojawiła się wtedy „lawina wspomnień”, tekstów niezwykle emocjonalnych, a zabrakło rzetelnego przedstawienia i oceny dorobku papieża oraz znaczenia tego dorobku dla polskiego katolicyzmu.

Media konfesyjne są w Polsce, w przeciwieństwie do zachodnich, nadmiernie upolitycznione. Widać to wyraźnie w przypadku Radia Maryja, organizacji powstałej we Włoszech, a działającej w kilku krajach, w których, inaczej niż w Polsce, nie jest ono zaangażowane w politykę. W Chorwacji, gdy Radio Maryja zaczęło uprawiać politykę, odebrano licencję redemptorystom i przekazano ją neutralnym politycznie jezuitom. Wykorzystywanie religii do celów politycznych jest skuteczną formą psucie religii, a „...zepsucie religii prowadzi do najgorszych wynaturzeń” (s. 258).

4.

Kończąc prezentację treści dzieła S. Obirka stwierdzam, że praca ta wyszła spod pióra człowieka kompetentnego, znającego przedstawiane zagadnienia w sensie teoretycznym i praktycznym. Nie została ona pomyślana jako obrona swojej orientacji poznawczej lub religijnej, lecz jako prezentacja stanowiska na rzecz głębszego rozumienia człowieka i jego stosunku do Nieznanego. Autor zachęca do dyskusji i wspólnej, pogłębionej refleksji ludzi różnych wyznań i ateistów. Poznawanie innych ludzi. ich przekonań i punków widzenia jest jednocześnie wzbogacaniem nas samych i prostowaniem naszych myśli. S. Obirek boi się „katolicyzmu ciasnego, agresywnego, nietolerancyjnego, zamkniętego w sobie” (s. 339). Jest przekonany, że religia jest stylem życia i jest ona ściśle powiązana z kulturą społeczeństwa, w którym rozwinęła się i w którym jest wyznawana. Inaczej prezentuje się we Włoszech, USA, Meksyku, w krajach Dalekiego Wschodu i afrykańskich, niż w Polsce. To połączenie różnorodnych elementów kulturowych, wyobrażeń Boga i szeroko rozumianych wierzeń religijnych składa się na to, co Obirek nazywa katolicyzmem kulturowym. I siebie zalicza do grona wyznawców tak rozumianego nurtu. Jego postawa wobec religii jest otwarta, a to pozwala mu opowiedzieć się za tezą T. Paine’a „mój umysł jest moim Kościołem” (s. 176) i rozumieć dążenie kontaktowania się z Bogiem bez jakiegokolwiek pośrednictwa.

Katolicyzm polski w konfrontacji ze światem nie wypada dobrze, jawi się jako przaśny, dogmatyczny, bezrefleksyjny, nacjonalistyczny, oderwany od nurtów światowych, uprawiający pomnikowy, obrzędowy kult postaci Jana Pawła II, ale bez głębszego wnikanie w jego zapatrywania, też nie zawsze odkrywcze. Polski katolicyzm zostaje „odreligijniony” (desakralizacji – w ujęciu J. Baniaka), tzn. staje się narzędziem walki politycznej o wpływy w przestrzeni publicznej, o jej zawłaszczenie. Prowadzi to do fundamentalizmu, fanatyzmu religijnego, a nawet urojeń jak np. ks. P. Natanka, skazującego na piekło wszystkich niepodzielających jego tez teologicznych (s. 259). Stan ten niepokoi S. Obirka, tak jak musi niepokoić każdego światłego człowieka współczesnego.
 
Autor jest profesorem psychologii, em. długoletnim wykładowcą UMCS w Lublinie. Stale współpracuje z „RES HUMANA”.
 
 
Res Humana nr 1/2016, s. 23-27