Oblicza islamizmu
 
Autor: Daniel Zbytek
 

Wydarzenia kilku ostatnich miesięcy: zamordowanie kilkunastu podopiecznych kalifornijskiego ośrodka pomocy społecznej przez młode arabskie małżeństwo (mężczyzna był pracownikiem tego ośrodka, oboje pochodzili z Arabii Saudyjskiej), zastrzelenie ponad setki ludzi w Paryżu przez islamskich terrorystów (tym razem w większości obywateli Belgii), zamordowanie dziennikarzy i karykaturzystów francuskiego satyrycznego czasopisma „Charlie Hebdo” oraz policjantów i klientów koszernego sklepu (terroryści to muzułmanie francuscy), wstrząsnęło europejską opinię publiczną i niewątpliwie spowodowało wzrost nastrojów antyislamskich na starym kontynencie. Zamachy w Paryżu przyczyniły się do sukcesu wyborczego prawicowej partii Front Narodowy we francuskich wyborach regionalnych w grudniu 2015 roku.

Niestety potwierdzają one, że w Europie Zachodniej konflikt między muzułmanami a resztą społeczeństwa jest faktem trudnym do ukrycia, mimo zaklęć elit politycznych i kulturalnych, głoszących, że to tylko odosobnione przypadki osamotnionych terrorystów, wyobcowanych ze swojego otoczenia, rodziny, przyjaciół, że to tylko wyjątkowo psychicznie niedostosowani do społeczeństwa młodzi ludzie.

1.

Jest w tej opinii sporo racji, ale prawda jest bardziej złożona. Te samotne wilki nie funkcjonują w odosobnieniu od społeczeństwa, są wytworem narastających konfliktów. Przede wszystkim ci terroryści powołują się na swoje islamskie wyznanie i cieszą się de facto poparciem znacznej części muzułmanów europejskich, milczącym, ale akceptującym ludzi częstokroć żyjących od kilku pokoleń we Francji, Wielkiej Brytanii czy Belgii. Działania integracyjne podejmowane przez władze nie przynoszą rezultatów.

Reakcje elit politycznych zaogniają ten konflikt. Decyzja Prezydenta F. Hollanda, jako reakcja na zamachy w Paryżu, o podjęciu przez francuskie lotnictwo nalotów na Syrię na tereny opanowane przez tzw. państwo islamskie nie jest działaniem skierowanym na likwidację przyczyn zamachów. Terroryści francuscy czy amerykańscy nie byli obywatelami Syrii. Syria objęta jest wojną domową o podłożu religijnym między sunnitami i szyitami, reprezentowanymi przez różne frakcje.

Prezydent Syrii, Asad jest Alawitą, to jeden z odłamu szyitów. Sprawował on dyktatorską władzę w opozycji do większości Syryjczyków sunnitów.

Bombardowania pogłębiają tylko mizerię położenia Syryjczyków – bomby rzadko trafiają w bojowników państwa; większość ofiar to ludność cywilna, zmuszana w efekcie do emigracji do Europy Zachodniej.

Na sytuację muzułmanów w Europie nakładają się dwa główne czynniki po pierwsze, niska pozycja społeczna wyznawców Mahometa w krajach Europy Zachodniej, a drugie, rezultat sytuacji społecznej i politycznej, jaka ma miejsce na Bliskim Wschodzie, przede wszystkim w Syrii, ale także w dużym stopniu w Arabii Saudyjskiej, kraju, gdzie powstał islam, gdzie znajduje się najświętsze miejsce tej religii, Mekka, cel obowiązkowej dla każdego muzułmanina pielgrzymki, ale także kraj o olbrzymich zasobach ropy naftowej, której wydobycie umożliwia uzyskanie ogromnych dochodów, pozwalających na realizację własnych zamierzeń politycznych i skuteczne finansowe wsparcie ruchów politycznych i religijnych uznanych za zgodne z ideologią tego państwa, opartą na fundamentalistycznej sunnickiej wersji islamu. Elita władzy Arabii Saudyjskiej, z jednej strony ufna w swą finansową potęgę, a z drugiej dążąca do skierowania ambicji młodego pokolenia poza własny kraj, w coraz większym stopniu działania poza Półwyspem Arabskim. Arabia to państwo feudalne, które oferuje swoim obywatelom wszelkie dostępne w świecie zdobycze cywilizacyjne pod jednym warunkiem, braku jakiegokolwiek zaangażowania politycznego i opozycji wobec władzy.

Świat uzmysłowił sobie skalę i zakres oddziaływania Arabii Saudyjskiej, nie zawsze zgodnej z bieżącymi interesami Rijadu, ale pokrywającej się z długofalowymi celami elity politycznej i religijnej tego państwa, przede wszystkim z propagowaną ideologią, po brutalnych zamachach na World Trade Center w Nowym Jorku i Pentagon w Waszyngtonie, dokonanych przez islamskich fundamentalistów 11 września 2001 roku. W atmosferze tabloidalnej walki cywilizacji uniknęła uwagi istotna informacja; wśród dziewiętnastu porywaczy cywilnych samolotów, które uderzyły w wieżowce Nowego Jorku i Pentagon, piętnastu było obywatelami Arabii Saudyjskiej. Zaangażowanie młodych Saudyjczyków we wszelkiego rodzaju ruchy fundamentalistyczne notowane jest na całym Bliskim Wschodzie; w aktualnej agresji Kalifatu Islamskiego; w Syrii i Iraku Saudyjczycy stanowią znaczący procent bojowników dżihadu.

Przyczyny tej sytuacji znajdziemy przede wszystkim w historii, choć oczywiście i współczesne trendy globalizacyjne przyczyniły się do sytuacji, że społeczeństwa muzułmańskie Bliskiego Wschodu nie potrafią się odnaleźć we współczesnym świecie, mimo że dysponują znacznymi środkami finansowymi dzięki ogromnym zasobom ropy naftowej.

Arabia Saudyjska to kraj, w którym znajduje się najświętsze miejsce islamu, Mekka, z meczetem gdzie przechowywany jest przesłany przez Boga kamień Kaba (to rzeczywiście dar niebios, meteoryt), któremu winien złożyć pokłon każdy prawowierny muzułmanin. Mekka i Medyna to miasta, które dały początek imperium arabskiemu najpierw pod wodzą samego proroka, a potem jego następców, kalifów. Szybko jednak, bo już w VII wieku, niespełna pięćdziesiąt lat po śmierci Mahometa, centrum nowego państwa przeniosło się najpierw do Damaszku, a potem do Kufy i Bagdadu, czyli do krajów zdobytych przez Arabów, ale prezentujących znacznie wyższy poziom cywilizacyjny, niż pustynny, zamieszkały przez koczowników Półwysep Arabski.

Arabia właściwa popadła w zapomnienie i poza tym, że była miejscem pielgrzymek, jej znaczenie polityczne i ekonomiczne było marginalne.

Do końca XIX wieku zamieszkiwały je liczne plemiona, które utworzyły szereg państewek toczących między sobą ustawiczne wojny o ograniczone zasoby kontrole nad pielgrzymami i związanymi z tym dochodami za prawo tranzytu, hodowlą wielbłądów oraz prawo dostępu do wodopojów i to właściwie wszystko, co było do zdobycia. Nominalną kontrolę nad Półwyspem sprawowała Turcja, a właściwie Egipt, cieszący się w ramach osmańskiego kalifatu pełną autonomią i realizujący własną politykę zagraniczną.

2.

Najważniejszym państewkiem był Hidżaz, na terenie, którego znajdowały się święte miasta Mekka i Medyna. Na jej czele stał Strażnik świątyni Kaaby przedstawiciel plemienia proroka, Kuryaszitów. Mahomet, wyrzucony z rodzinnego miasta Mekki, powrócił do niego po zawarciu porozumienia ze starszyzną swego rodu, które przewidywało, że w nowej religii, propagowanej przez proroka, arabska, pogańska świątynia Kaaby będzie świętym miejscem także dla nowej religii, czyli, że pielgrzymów przybędzie, choć pewnie nikt się nie spodziewał jak wielu ich będzie tysiąc lat później. Hidżaz był kontrolowany przez państwo osmańskie stanowiąc jedno z prowincji, natomiast pustynne wnętrze Półwyspu Arabskiego zdominowane było przez de facto niepodległe emiraty, którymi Stambuł się nie interesował, nie stwarzali zagrożenia, ani też nie byli źródłem potencjalnych dochodów. Północna, najuboższa część Półwyspu nosiła nawę Nadżd, gdzie w drugiej połowie XVIII wieku rósł w siłę niewielki, lokalny emirat rodu Saudów. Ich stolicą była mała miejscowość Diridża, licząca około tysiąca mieszkańców, żyjących z uprawy daktyli i hodowli wielbłądów. Pozycja Saudów zmieniła się zasadniczo z chwilą zawarcia porozumienia z Muhammadem Ibn al Wahhabem (1703–1792). Wahhab był alimem, samozwańczym uczonym religijnym, których tysiące wędrowało po bezdrożach Arabii, przekazując miejscowym swoją interpretacją nauk Proroka.

Wersja Wahhaba skoncentrowana była na wierze w jednego boga, odrzucenie jakichkolwiek pośredników, kultów miejsc czy świętych, łącznie z Prorokiem. Podkreślał również obowiązek płacenia zakatu, czyli jałmużny oraz nakładał na wiernych obowiązek udziału w świętej wojnie przeciwko tym, którzy nie przestrzegają tych zasad.

Te zasady były zbieżne z podstawowymi regułami islamu głoszonymi przez Mahometa. Dzięki nim prorok w VII wieku zjednoczył żądnych zdobyczy współplemieńców, a obowiązek przerzucał koszty wojny na podbite ludy. Wahhabi, wespół z Saudami, powtórzyli ten sam model działania i im także zapewnił sukces w podbojach ościennych plemion, choć już nie krajów poza Półwyspem wieki XVIII i XIX to czasy ekspansji kolonialnej Europejczyków, którzy dysponowali znacznie większymi możliwościami finansowymi i militarnymi, niż koczowniczy Arabowie.

Saudowie z Diridży zawarli z Wahhabim i grupą jego zwolenników porozumienie w 1744 roku. Muhammad Ibn Abd al-Wahab przyrzekł Saudowi: ty jesteś przywódcą tej osady i mądrym człowiekiem. Chcę, abyś złożył mi przysięgę, ze poprowadzisz dżihad przeciwko niewiernym, w zamian będziesz imamem, przywódcą muzułmańskiej społeczności, a ja zostanę przywódcą w sprawach religijnych (Abu Hakima, Biography of Muhammad Ibn Abd al.-Wahhab, Bejrut 1967, Biblioteka Kongresu, Washington DC, USA).

Uczestnictwo w działaniach militarnych saudyjsko whahabickich umożliwiało udział w łupach zdobywanych w czasie najazdów na sąsiednie plemiona i ich oazy. Co więcej, zgodnie z doktryną islamu wahhabickiego, ten udział był nie tylko opłacalny tu, na ziemi, ale także gwarantował wieczne zbawienie, jako nagrodę za walkę z niewiernymi, do których zaliczano wszystkich, którzy nie przyjęli nauk Wahhaba. Wystarczało zamordować obcych, uznanych za niewiernych, nieznanych sobie ludzi, innego plemienia, obojętnie czy to mężczyzn, kobiet, dzieci, starszych. Czyste sumienie gwarantował wypowiadający się w imieniu Boga alim, a majątek niewiernych, czy też nie dość wiernych, należał się prawowiernym zabójcom z tytułu nadanego sobie religijnego prawa. To bardzo atrakcyjne podejście zarówno w XVIII wieku, jak i dziś.

Zaletą wahhabizmu dla przeciętnego wyznawcy była jego koncentracja na uproszczonej jurysprudencji, czyli zespołu reguł postępowania, wyzwolonych od nadmiaru rytuałów i konieczności korzystania z pośrednictwa jakichkolwiek duchownych czy też wiedzy zawartej w Koranie.

Saudowie uzbrojeni w skuteczną ideologię, do końca XVIII wieku podbili centralnie położone państewka Półwyspu Arabskiego: Rijad, Chardż i Kasim.

Kolejne podboje to położony na wschodzie emirat Ranu Chalid, zamieszkały głównie przez szyitów, uznawanych przez sunnitów wahhabicckich za skrajnych heretyków.

Ten konflikt dwóch skrajnych odłamów islamu ma swój początek od konfliktu wokół następstwa po śmierci Mahometa: sunnici uważają, że kalifat, czyli następstwo proroka przynależy wybranym, godnym najwyższego zaufania starszym, szyici, że tylko członkowie rodziny założyciela, Mahometa, mają do tego prawo. Ten konflikt trwa do dziś, i jest znacznie bardziej nabrzmiały, niż ten z wyznawcami innych religii. Saudowie, zajmując tereny zamieszkałe przez szyitów stali się istotnym elementem polityki regionalnej, wyszli z zaścianka pustynnych emiratów bez istotnego znaczenia. Kolejnym krokiem, ugruntowującym znaczenie państwa Saudów, było opanowanie w 1802 r. Al Hidżazu, emiratu, gdzie znajdowała się Mekka i Medyna, a Strażnik świątyni Kaaba stal się ledwie przedstawicielem Saudów. Pozbawiono roli strażników przedstawicieli rodu Proroka, Haszymitów z plemienia Kuryaszitów, wyganiając ich poza Półwysep Arabski mimo, że zarządzali oni meczetem Kaaby od najdawniejszych czasów, jeszcze przed powstaniem nowej, muzułmańskiej religii. Wahhabiccy alimowie nakazali zniszczenie grobów Proroka i pierwszych kalifów, zgodnie ze swoją doktryną zabraniającą uświęcania miejsc niezwiązanych z kultem jedynego boga.

Kolejnym kierunkiem ekspansji była bogata, rolnicza Mezopotamia (dzisiejszy Irak). Zdobyli przejściowo święte miasto szyitów, Kerbalę, ale nie byli w stanie jej trwale utrzymać, mimo ponawianych najazdów.

Najazdy na Mezopotamię wywołały reakcję Imperium Osmańskiego. Wojska namiestnika Egiptu, Muhammada Alego, w trakcie kilku karnych ekspedycji rozbiły państwo Saudów, pozbawiając wszystkich ich zdobyczy. Pierwsze państwo Saudów przestało istnieć w 1871, a kontrole nad plemionami półwyspu z osmańskiego nadania przejął klan Raszidich z plemienia Banu Szamar.

3.

Sytuacja polityczna Arabii zwolna zaczęła wracać do stanu sprzed najazdów saudyjskich. Pewnie tak by się stało, gdyby nie Pierwsza Wojna Światowa. Turcja została koalicjantem Niemiec i Austro-Węgier. Alianci zachodni uważali, że armia turecka nie przedstawia istotnego zagrożenia, niemniej jej usytuowanie na południu Europy i kontrola cieśnin łączących Morze śródziemne i Morze Czarne z portami zaopatrzeniowymi Rosji, spowodowała, że Wielka Brytania wysłała w rejon cieśnin swój korpus ekspedycyjny. Bitwa o Galliopoli, jak w historiografii znane jest starcie wojsk Turcji z sprzymierzoną armią angielsko-francusko-indyjsko-australijsko-nowozelandzką przyniosła totalną klęskę najeźdźcom. Turcja okazała się groźnym przeciwnikiem, szczególnie dla Wielkiej Brytanii i jej interesów na Bliskim Wschodzie.

Londynowi potrzebny był lokalny sojusznik. Raszidzi i strażnicy Kaaby sprzyjali Turkom – to oni zapewnili im władzę. Saudowie nadawali się doskonale: skonfliktowani z Turkami mogli stworzyć militarną alternatywę sprzymierzoną z Anglikami. Wielka Brytania rozpoczęła dostawy nowoczesnej broni, ekspertów wojskowych (w tym sławnego Lawrence), a przede wszystkim pieniędzy, za które Saudowie kupowali sobie lojalność miejscowych plemion. Anglicy w zamian otrzymali koncesje na wydobycie ropy naftowej, drugorzędnego surowca w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku, gdy panem energii przemysłu był węgiel kamienny, ale to się miało wkrótce zmienić.

Saudowie ponownie zdobyli Arabię, deklamując w roku 1932 Królestwo Arabii Saudyjskiej a ich przywódca Abd al. Aziz Ibn Saud został jego władcą. Po jego śmierci w 1953 roku tron obejmowali po kolei, według starszeństwa jego synowie, aż do 25 stycznia 2015 r. został nim Salman, urodzony w 1936 roku, a jego przyszłym następcą ogłoszono Mikrina, urodzonego w 1943 roku. Niestety, będzie on zapewne ostatnim synem założyciela dynastii na tronie, Arabię czeka wybór nowego modelu sukcesji na rzecz wnuków Ibn Sauda a jest ich w sumie kilkuset.

4.

Model teokratyczno-monarchistyczny rządzenia państwem, porównując do niestabilnych reżimów w innych krajach Bliskiego Wschodu, okazał się nad wyraz trwały. Saudowie i ich bliżsi i dalsi krewni, a jest ich kilkanaście tysięcy, stworzyli elitę władzy. Religijni mężowie – alimowie to struktura ideologiczna, dbająca o prawomyślność poddanych i ściśle kontrolująca ich postępowanie. Obywatele Arabii Saudyjskiej mają wszelkie cywilizacyjne udogodnienia szkoły w kraju i zagranicą, rozbudowaną służbę zdrowia, pracę, jakiej sobie życzą (lub nie środki utrzymania i tak dostaną). Pracę za nich i tak wykonują miliony cudzoziemskich robotników z całego świata. Finansują to wszystko wielkie koncerny naftowe, wydobywające ropę naftową spod piasków pustyń Arabii.

Sytuacja idealna niemal dla wszystkich, ale młode pokolenie Saudyjczyków nie jest zachwyconych rolą rentierów we własnym kraju. Władzom, udaje się skierować ich uwagę na propagowanie idei wahhabizmu w innych krajach, ale jak długo będzie to możliwe?
 
 
Res Humana nr 1/2016, s. 15-19