Juliusza Słowackiego drogi myślenia
 
Autor: Jerzy Ładyka
 

Juliusz Słowacki (ur. 1809 r.) w czasie trwającego w Polsce Powstania Listopadowego wyjechał do Anglii z depeszami rządu polskiego. Do kraju nie wraca, podróżuje – Szwajcaria, Włochy, Grecja, Bliski Wschód. Zatrzymuje się we Francji, na dziesięć lat w Paryżu. Oddaje się całkowicie systematycznej działalności literackiej. Prowadzi właściwie żywot samotnika, pochłoniętego twórczością i bieżącym życiem literackim. Zmarł 3 kwietnia 1849 r. Zygmunt Krasiński nazwał Juliusza Słowackiego „największym mistrzem rymów polskich”, dodając, że „jego imię przetrwa dopóki języka polskiego stanie”.

Popularność poezji Juliusza Słowackiego utrwaliły w dużej mierze utwory młodzieńczego uniesienia. Któż nie pamięta smutnego wspomnienia poety:

„Odkąd zniknęła jak sen jaki złoty,
Usycham z żalu, omdlewam z tęsknoty.
I nie wiem czemu ta dusza, z popiołów,
Nie wylatuje za nią do aniołów...”.

Rychło jednak ukazują się utwory o wymiarze społecznym i filozoficznym. Profesor Ryszard Przybylski, znakomity pisarz, literaturoznawca dostrzega w twórczości Słowackiego człowieka, skazującego siebie na refleksję, w obrębie której rywalizują ze sobą dwie tendencje. Z jednej strony myśl respektująca prawa racjonalności, logiki, zmierzająca do kumulowania wiedzy naukowej – z drugiej, myśl nie ignorująca bynajmniej racjonalności, nawet nauki, włączająca wszelako do myślenia badawczego element irracjonalnej wyobraźni, mitu, symbolu, szalonej fantazji – słowem, myśl szalona.

Słowacki często w swym życiu MYŚLAŁ o MYŚLENIU. Ocierał się o szaleństwo myśli ignorującej prawa realności, co stanowiło jakby próbę przekroczenia własnej skończoności – myśl nie zna granic, ponieważ jest ruchem, w którym stan końcowy jej realizacji jest zarazem stanem jej nowego początku, jej trwania. Myśl JEST dzięki temu, że nie chce BYĆ, że nie zna spoczynku porzucając siebie w procesie wątpienia. Trwałą stroną myśli, a może nawet jej istotą jest wątpienie.

Ten sposób ujęcia istoty myślenia stanowił ideowe podłoże formacji romantyzmu w kulturze europejskiej. Kościół katolicki jako instytucja społeczna odrzucał ten pogląd. Nauczycielski Urząd Kościoła reprezentowany przez panującego w Rzymie papieża przekreślał możliwość funkcjonowania w religii stanowiska dopuszczającego prawo jednostki do samodzielnego interpretowania zasad wiary. W samej rzeczy przekreślał istotną cechę myślenia, którą jest wątpienie. Naturalnemu stanowi wolności ludzkiego myślenia przeciwstawiał nakaz przyjmowania bez sprzeciwu prawdę ustaloną przez odgórną instytucje – prawdę zawartą w dogmatach dyktowaną przez Ducha Świętego.

Już w początku pobytu na emigracji Słowacki znalazł się w sytuacji sprzyjającej rozpoznaniu stanowiska papiestwa wobec myśli niezależnej. W lutym 1831 r. wybrano na papieża Grzegorza XVI. W Polsce trwała wojna. Rosja zwróciła się do papieża o potępienie polskiego powstania – określanego niedopuszczalnym aktem o charakterze przestępczym. Papież nie zwlekał. Natychmiast spełnił żądanie cara. Przywódców powstania nazwał kłamcami i siewcami zepsucia. W szerokiej opinii krytycznej odnoszącej się zarówno do imperialnej polityki cara jak też do tchórzliwego papieża głos Słowackiego zabrzmiał znacząco.

O Polsko! Jeśli ty masz zostać młodą
I taką jak ta być, co dzisiaj żyje,
I być ochrzczona tą przeklętą wodą
Której pies nie chce, wąż nawet nie pije;
Jeśli masz z twoją rycerską urodą
Iść między ludy jak wąż, co się wije;
jeśli masz zrównać się z podstępnym Włochem
Zostań czym jesteś – ludzi wielkich prochem!
Jesteś córką Boga
I siostrą jesteś Ukrzyżowanego,
Ciebie się żadna trucizna nie imię;
Krzyż twym papieżem jest – twa zguba w Rzymie!
Tam są legiony zjadliwe robactwa
Czy będziesz czekać, aż twój łańcuch zjedzą!...
 
Poeta nie hamuje ostrości swego gniewu. Swą wypowiedź przedstawia jednak z dużą dozą chłodu i rozwagi. Był już obojętny na ówczesny urzędowy katolicyzm. Siła tradycji narzucającej ślepe posłuszeństwo wobec głosu papieża już nie obezwładnia, nie dyktuje wiernopoddańczych skłonów. Słowackiego denerwowało bezmyślne posłuszeństwo wobec zakłamanych gestów fałszywego dostojeństwa. Przywiązanie Polaków do papieża włączał do przyczyn duchowego upadku rodaków niezdających sobie sprawy z fałszu papieskiego autorytetu. Krytycyzm wymierzony bezpośrednio w papieża Grzegorza XVI skierowany był też w stronę katolicyzmu urzędowego. I z tych pozycji demonstruje wolę, jako swoisty nauczyciel, udziału w walce z instytucją Kościoła.

Ja się zdolnością natchnień bardzo szczycę,
I tu pokażę, że nie jest zmyśloną,
Lecz z moich rymów czyni błyskawice,
A mym przekleństwom daje siłę gromów.
Czekajcie! – już pieśń zacznę – jużem gotów.
 
Słowacki nie miał na myśli dokonywania reformy Kościoła. Chodziło mu o przemianę duchowości człowieka. Człowieka jednostkowego w pojmowaniu romantycznym. Pomimo swoistej wojny z Kościołem urzędowym był głęboko przywiązany do religii w kształcie określonym przez Ewangelię. Podkreślał to wprost. W zapisie testamentowym z lutego 1849 r. „Nie mam w sprzętach, do czego bym przywykł, a samotność w ostatku chorowitego żywota wszystko mi niemiłym uczyniła. Dlatego nie widzę, co bym mógł posłać matce mojej, oprócz czarnej oprawnej Ewangelii, która przez kilka lat ostatnich ciągle przy łóżku leżała, a często przebudzonego w nocy uspokajała; tę Ewangelię, którą teraz całuję ukochanej matce mojej posyłam...”.
 
Wczytywanie się w Ewangelię pozwalało Słowackiemu sięgać w głąb siebie, dotrzeć myślą do prawdy o sobie, prawdy o swej duszy, której istnienie w nieskończoności zakłada wyzwalanie się z ograniczeń świata zmysłowego. Czy to prowadzi do wyzwolenia realnego czy jest tylko snem człowieka wprowadzonego w ułudną sferę rzeczy tajemnych. Można przypuszczać, że Słowacki nie miał pełnej jasności w tej kwestii. Miał świadomość smutnych przesłanek swej poezji ale też świadomość nadziei na szczęśliwą przyszłość. Pragnął być w niej swym duchem obecny. Pisał:

Miłość ojczyzny – o! To słońce świetne
Dla serc, co dumne, sieroce, szlachetne,
Całe się czystym miłościom oddadzą,
Jako żurawie, co łańcuch prowadzą,
Świetniejsze serca wylatują przodem;
Umrą – ich duchy lecą przed narodem.
 
Symboliczna opowieść Król-Duch jest poematem o duchowych przemianach w dziejach narodu polskiego. W opowieści tej autor przewidział swą osobistą rolę jako zwycięzcy. „Co do mnie?... Jam jest bicz okropny, boży, I będę cierpiał, co mi przeznaczono, Ogromne ze mnie na wiatr pójdą cienie, Wszechmiłość zmyta w krwi – i wszechcierpienie!” W centrum uwagi pozostaje wszakże Polska. „Ale przeze mnie ta ojczyzna wzrosła”.

I pchnięciem mego skrwawionego wiosła
Dotychczas idzie: Polska – na ból – skała...
 
Jesteśmy w jakimś sensie spadkobiercami myślenia poety, w którego twórczości pojęcie ojczyzny dominowało w szeregu słów wysokiego rzędu.

Literatura:
Juliusz Słowacki, Wiersze i poematy, Wrocław 1950.
Księga cytatów polskiej literatury pięknej, PWN 1975.
Ryszard Przybylski, Rozhukany koń – Esej o myśleniu Juliusza Słowackiego, Wyd. Sic, 1999
 
Res Humana nr 5/2015, s. 25-27