Niezgoda na żaden bezsens
 
Autor: Wacław Sadkowski
 
 
Paweł Kozłowski, Dziennik profesora nadzwyczajnego, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2015, str. 145, nlb. 3.
 
Po to, by należycie zrozumieć książkę profesora Pawła Kozłowskiego ? znanego socjologa i ekonomisty, a także historyka i krytyka sztuki ? sięgnąć należy po wiedzę zebraną przez historyków europejskiej architektury oraz myśli urbanistycznej. Otóż Dziennik profesora nadzwyczajnego zilustrowany jest serią reprodukcji szkiców architektonicznych Claude?a-Nicolasa Ledoux, zaczerpniętych z witryny zawierającej prace graficzne tego wybitnego architekta i urbanisty doby Oświecenia (żył i działał w latach 1736?1806). Nawet na niewielkich reprodukcjach daje się dostrzec ujmującą równowagę pomiędzy onieśmielającym wręcz monumentalnym dostojeństwem projektowanych przez Ledoux budowli a ich urzekającym wdziękiem opartym na niezawodnym wyczuciu/wyliczeniu proporcji poszczególnych członów składających się na nierozerwalną, nieomylną kompozycję architektoniczną. Kompozycja ta zaś ułożona jest z foremnych i regularnych brył geometrycznych.

Twórca tych projektów urodził się w miejscowości Dormans-sur-Marne w roku 1736, architekturę studiował u takich ówczesnych znakomitości jak Blondel i Trouard, a w siódmej dekadzie wieku XVIII osiągnął już sławę jako projektant wielu neoklasycystycznych rezydencji arystokratycznych, rozsianych po całej Francji (zaczął od zaprojektowania wnętrza modnej kawiarni). Do najcenniejszych z punktu widzenia sztuki architektonicznej osiągnięć Ledoux z tego okresu zaliczać się zwykło Pavillon Hocquart, Chateau de Benouville, a przede wszystkim Pavillon de Louveciennes, zaprojektowany i wzniesiony dla Madame du Barry ? wybranki serca architekta.

W tym też okresie wykrystalizował się w pełni profil artystyczny Ledoux, a co najważniejsze ? program działania, decydującego dla określenia jego pozycji w historii architektury i projektowania przestrzeni w skali urbanistycznej. W płaszczyźnie pierwszej dokonała się rzecz zdumiewająca: Ledoux nigdy nie był we Włoszech (co samo w sobie było czymś niezwykłym, bo Italia od dawna już była krainą szczególnie atrakcyjną dla architekta), a stał się jednym z najgorętszych i w skali światowej najwybitniejszych rzeczników architektury włoskiej jako najdoskonalszego rozdziału w historii sztuki budowlanej, jej heroldem dowodzącym na wszelkie sposoby wyższości architektury rzymskiej nad grecką. Teoretyczne uzasadnienie tych przekonań wyłożył w napisanym pod koniec życia dziele zatytułowanym L?architecture conciderée sous le rapport de l?art, des moeurs et de la législation. W płaszczyźnie drugiej zaś Ledoux podjął się zadań, jakich współczesna mu strategia działania architektonicznego jeszcze w ogóle nie obejmowała. Oto przecież rozpoczynała się właśnie gwałtowna urbanizacja industrialna i ludnościowa, kładąc podstawy pod urbanizację nowoczesną, uwzględniającą potrzeby życiowe ?wżywającej się? właśnie w nową rzeczywistość populacji ludzkiej.

Nie udało się wprawdzie Ledoux doprowadzić do końca zamierzenia arcynowatorskiego na owe czasy (przypominam: przełom trzeciej i czwartej dekady wieku XVIII!) ? zaplanowania i wzniesienia konglomeracji urbanistycznej w uruchamianych właśnie nowych salonach monarszych w Arc-et-Senance oraz przyległym do nich miasteczku Chaux (konglomeracja ta miała obejmować zarówno stechnicyzowane solanki, jak i budynki administracji uzdrowiskowej oraz domy mieszkalne dla pracowników uzdrowiska). Zdołał jednak zaprojektować i wznieść sieć rogatek miejskich w Paryżu ? do dziś dotrwała arcyforemna budowla Barriére de la Vilette położona przy Place de ? horribile dictu! ? Stalingrad, ale ? niestety ? arcymistrzowsko zakomponowany gmach teatru w Besançon spłonął w roku 1957 (przebywałem w owym czasie w Paryżu i pamiętam nastrój żałoby narodowej, jaka zapanowała w tamtejszych kręgach artystycznych i intelektualnych).

Proszę mi wybaczyć tę dygresję, pozornie tylko niezwiązaną z książką, która dała impuls tym w istocie dość rozległym skojarzeniom. Sztukę architektoniczną (i urbanistyczną) Ledoux kojarzono jednak zawsze ze sztuką słowa (nazywano ją art parlant); by zaś rzecz ująć szerzej, trzeba by określić ją jako sztukę myślenia logicznego, wiernego regułom przestrzennej proporcjonalności, tak jak w dojrzałych, sensownych wypowiedziach zwykło się dochowywać wierności regułom semantycznej ścisłości.

Profesor Kozłowski zaś w swym niesztampowym dzienniku odnotowuje skrupulatnie wszelkie, niezgodne z tymi regułami zachowania, zarówno ?czynnościowe? jak i słowne ? wszelkie odruchy i nawyki, banalne ?bonmoty?, slogany i pustaki słowne, to wszystko, co tworzy ów wszechobecny i wszechogarniający hiatus między naszym powszednim (a zwłaszcza odświętnym!) myśleniem i mówieniem a rzeczywistością materialną i modułami logicznego myślenia. I właśnie tropienie wszelkich przejawów tego rozdźwięku między rudymentarną wręcz prawdą ?życiową? a naszymi o niej wyobrażeniami zawartymi w artykulacjach słownych (obtaczanych w myślach bądź wypowiadanych na głos, a często wykładanych na piśmie ? w druku, w afiszach i wszelkiego rodzaju tabliczkach informacyjnych, komunikatach nadawanych na najrozmaitsze sposoby) i poświadczonych naszymi zachowaniami i postępowaniem, stanowi treść zapisków i spostrzeżeń autora. Spisywanych od pierwszych stron jego książki po jej karty ostatnie z surową wiernością nieoszlifowanej kanciastości mowy potocznej i z dokładnością lingwisty.

Oto przykłady: ?...w drodze na dworzec kolejowy przechodzę przez galerię, czyli miejsce, gdzie jedni sprzedają, a inni nie kupują. (...) bilet kupiłem, w trakcie skomplikowanej transakcji kasjerka chciała ode mnie kartę seniora. Oświadczyłem przez mikrofon połączony z głośnikiem, za pomocą którego ja ją słyszałem słabo i z przerwami, a ona mnie w ogóle, że mam legitymację szkolną oraz miejską. Patrzyła mi w usta i zapewne dzięki ich ruchom zapłaciłem pięćdziesiąt procent mniej? (str. 7). ?Wyszedłem na ulicę. Prawie pustą. Czasami kilka osób wolno się przesuwało. Dziwnie splecionych. Coś krzyczeli. Po chwili domyśliłem się, że wykonują pieśń radości. Gdzie indziej mężczyźni starsi i młodsi odpalali fajerwerki. Umieścili je na płocie otaczającym instalacje gazową. Strasznie się denerwowali, widocznie w ten sposób się cieszą. Ludzie wolą ogień własny niż cudzy. Widać wtedy czują się bardziej bosko. Wzbogacony intelektualnie i sakralnie szukałem apteki. (...) Zmierzałem w stronę domu. Znalazłem się w nim. Na niebie ciągle coś wybuchało. Zasłoniłem okna, zamknąłem, umyłem zęby. Nie tylko. Czułem się dobrze. Po trzech dniach wypadł kamień. Szlachetny, najpewniej brylant. Przepadł w czeluściach.? (str. 242).

Ledoux ? architekt znalazł w Polsce jednego tylko wyznawcę i kontynuatora: był nim młodo zmarły architekt wileński Wawrzyniec Gucewicz (1753?1798). Sporządzane przezeń projekty i wysnuwane śmiałe koncepcje nie znajdowały na ogół szans na realizację, nie dochowały się też dostępne nam materialne ich wcielenia.. Ledoux ? myśliciel doczekał się jednak w naszym kraju spadkobiercy swej pasji nadawania sensu ludzkim zachowaniom w tym wypadku językowym.
 

Res Humana nr 5/2015, s. 42-44