Nowe struktury klasowe

Autor: Henryk Domański
 

Analizę każdego społeczeństwa powinno się zaczynać od przedstawienia kształtu struktury społecznej, ponieważ na niej opiera się funkcjonowanie instytucji, organizacji i zachowania jednostek. Struktura społeczna jest – najkrócej mówiąc – układem: obejmuje on wszystkie możliwe zależności i rodzaje stosunków, zaczynając od rodzin. Nakładają się one na siebie, tworząc złożoną całość, którą można empirycznie odtworzyć, chociaż jej gołym okiem nie widać. Najlepszy jest widok z góry. Patrząc z lotu ptaka dostrzega się najważniejsze podziały, hierarchie, bariery i dystanse między elementami struktury społecznej.
 
Pytanie, na które spróbuję tu odpowiedzieć dotyczy tego, jak jest w Polsce z punktu widzenia elementów, o których niewiele wiadomo. W cywilizacji zachodniej podstawowymi elementami struktury społecznej są kategorie określane mianem klas, warstw i grup zawodowych. Pytanie jest następujące: czy klasy społeczne mają odniesienie do rzeczywistości, w jakiej obecnie żyjemy? Społeczeństwo polskie się zmienia i być może nie ma już w nim klas – może ich nigdy nie było? Mimo wielu znaków zapytania jedno jest pewne – że jakaś struktura społeczna istnieje. Teza, którą spróbuję rozwinąć, jest następująca: w Polsce kształtują się klasy społeczne, jednak funkcjonują one w ramach bardziej szczegółowych podziałów, związanych z przynależnością zawodową jednostek.
 
Teza jest skrótowa i nie oddaje złożoności problemu. W szczególności, pojęcie klasy społecznej można różnie rozumieć. W przedstawionych poniżej analizach, koncentruję się na wskazaniu występujących w Polsce różnych „obserwowalnych” przejawów klas. Świadectwa ich obecności próbuję odnieść do innych, podstawowych podziałów społecznych.
 
* * *
 
Co to są klasy społeczne? W socjologii funkcjonuje kilka definicji. Dwie najbardziej wpływowe teorie struktury klasowej, które pozostają punktem odniesienia dla większości analiz, sformułowali Karol Marks i Max Weber. Trzeci nurt sytuuje się w orbicie badań nad stratyfikacją społeczną, odwołujących się do innej tradycji, w ramach której pojęcie klasy utożsamiane jest z szeroko rozumianym miejscem w hierarchii społecznej. „Miejscem” tym może być pozycja (status) jednostki, ale może nim być również przynależność do kategorii określanych mianem klasy średniej, wyższej i niższej, lub węższych kategorii (wyższa-średnia, średnia-średnia, itd.) wyróżnianych w ramach bardziej szczegółowych hierarchii. W taki sposób definiowali klasy twórcy funkcjonalnej teorii uwarstwienia, Kingsley Davis i Willbert Moore (1945), oraz badacze stratyfikacji (Warner i Lunt 1941).
 
Podejście funkcjonalne dostarcza użytecznych narzędzi opisu, jednak dla zrozumienia mechanizmów tkwiących u podłoża zmian ustrojowych konieczne jest odwołanie się teorii Marksa i Webera. O ile autor Kapitału dopatrywał się źródeł podziałów i nierówności w sferze stosunków ekonomicznych, podkreślając tym samym decydującą rolę tego jednego czynnika, Weber, jest prekursorem wieloaspektowego podejścia do struktury klasowej. Zajmując krytyczne stanowisko wobec sprowadzania stosunków klasowych do roli jednego czynnika Weber wskazuje na potrzebę rozpatrywania przynależności klasowej w szerokim kontekście stosunków rynkowych. Dla Marksa głównym wyznacznikiem podziałów klasowych jest zajmowanie odrębnych ról w systemie produkcji i stosunkach własności; na tym opiera on podział na robotników i właścicieli środków produkcji i wyprowadza tezę o nieuchronności konfliktu pobudzającego do rewolucyjnej zmiany systemu. Zdaniem Webera byłoby to równoznaczne z pominięciem roli innych, niemniej ważnych aspektów. Sformułowana przez niego definicja klasy społecznej jest następująca: „O klasie mówimy tam, gdzie: (i) wielu ludziom wspólny jest swoisty element determinujący ich szanse życiowe, o ile (ii) element ów określany jest wyłącznie przez ekonomiczne interesy wiążące się z posiadaniem dóbr oraz interesy zarobkowe, i to (iii) w warunkach rynku – dóbr lub pracy” (2002: 671).

W definicji tej na uwagę zasługuje podkreślenie roli interesów zarobkowych i posiadania dóbr. Koncepcja Webera zakłada występowanie uniwersalnych mechanizmów wymiany rynkowej, gdzie w określonej proporcji do oferowanych zasobów, jednostki otrzymują wynagrodzenia w postaci dochodów. Drugi ważny punkt dotyczy szerokiego rozumienia własności. Podczas gdy dla Marksa podstawowym zasobem jest własność środków produkcji, Weber posługiwał się znacznie szerszym pojęciem własności, uogólniając je na specjalistyczne kwalifikacje zawodowe, doświadczenie i wszelkie umiejętności znajdujące zastosowanie na rynku. Położenie klasowe jest – jak pisze (2001: 672) – „ostatecznie położeniem rynkowym”. A w poprzedzającym je zdaniu: „Zawsze jednak dla pojęcia klasy społecznej istotne jest to, że rodzaj szansy na rynku jest ostatnią instancją, która stanowi wspólną przesłankę losu jednostek”. Oprócz mechanizmów działających na mocy immanentnych praw i niejako zewnętrznych wobec poczynań jednostek, Weber zwracał uwagę na rolę monopolizacji szans rynkowych przez różne klasy społeczne. Przejawem tego zjawiska może być monopolizacja dostępu do lukratywnych zawodów (lekarzy, prawników) przez członków tych kategorii, m.in. przez kreowanie barier edukacyjnych, w zakresie uzyskiwania specjalistycznych kwalifikacji wymaganych do wykonywania zawodu.
 
* * *
 
Odzwierciedleniem, zapoczątkowanego przez upadek „realnego socjalizmu”, procesu przechodzenia do systemu kapitalistycznego, była zmiana stosunków między podstawowymi segmentami struktury społecznej. Porządkując mapę struktury społecznej można je – nawiązując do Marksa – usytuować w sferze panowania ekonomicznego, politycznego i ideologicznego. W sferze ekonomicznej dominującą rolę biurokracji państwowej w zakresie organizacji zarządzania, inwestowania i dystrybucji dóbr przejął rynek. Między przedsiębiorstwami istnieje konkurencja, na ogół w formule oligopolistycznej, ale działają również korporacje (takie jak Naczelna Rada Adwokacka), zajmujące się regulowaniem rynku pracy, m.in. w zakresie ograniczania napływu kandydatów do określonych zawodów i dziedzin. Drugim aspektem zmian było wyłonienie się nowych form własności dostępnych dla każdego, które objęły przedstawicieli różnych kategorii społecznych, m.in. w zakresie funduszy inwestycyjnych, własności hipotecznej, własności akcyjnej, a przede wszystkim dostępności kredytu. Konsekwencją nowych mechanizmów i rodzajów własności są nowe formy zróżnicowań społecznych, osadzonych w stosunkach rynkowych, upodabniające społeczeństwo polskie do krajów zachodnich.
 
W sferze politycznej – monopol partii komunistycznej w zakresie sprawowania władzy państwowej i rekrutacji do kadr kierowniczych przejęły mechanizmy demokratycznej selekcji. Pociągnęło to za sobą dwie zmiany. Po pierwsze, dokonała się wymiana personelu na najwyższym szczeblu stanowisk państwowych – parlamentu, ministerstw, władzy szczebla regionalnego – które odpowiadają swym zakresem kategorii określanej zbiorczym mianem klasy rządzącej. Nowy ustrój powołał nową elitę polityczną. Było to zjawisko jednorazowe, towarzyszące każdej transformacji ustroju.
 
Bardziej znamienne było drugie zjawisko, dotyczące zmiany reguł funkcjonowania społeczeństwa i klasy rządzącej. Jeżeli chodzi o członków klasy rządzącej, to system demokratyczny wymusza liczenie się z opinią obywateli i zabieganie o głosy wyborców. Oznacza to, że władza musi być znacznie bliżej ludzi, nawet w sensie fizycznej bliskości. Publiczne tłumaczenie się z popełnianych błędów, okazywanie skruchy i bezpośredniość kontaktów, powodują osłabienie dystansu dzielącego obywateli od władzy. Politycy wyłaniani są drogą wyborów, co oznacza, że zajmują najwyższe stanowiska tylko czasowo, a po zakończeniu kadencji stają się zwykłymi obywatelami i wracają na stare pozycje. Dalej, kariera polityczna jest otwarta praktycznie dla wszystkich, co oznacza, że pozycje te stały się łatwiej zastępowalne, a to co jest łatwiej zastąpić oceniane jest niżej. Wreszcie, ministrowie, posłowie, wojewodowie i prezydenci miast wystawieni zostali na krytykę medialną, uwydatniającą ich zwykłe słabości. Można powiedzieć, że demokratyzacja osłabiła mistycyzm władzy odbierając jej prestiż.
 
Sądzę, że jest to jeden z głównych czynników, które spowodowały radykalne obniżenie się prestiżu ministra i posła. Podczas gdy we wszystkich ogólnopolskich badaniach realizowanych do 1989 r. społeczeństwo obdarzało ministra bardzo wysokim prestiżem, lokując go wśród kilkudziesięciu zawodów na 4–5 pozycji, to od początku lat 90. sytuowano go coraz niżej. W badaniach z 2004 r., na szczegółowej liście 36 zawodów, poseł znalazł się na przedostatniej, a minister na ostatniej pozycji – przed „działaczem partii politycznej”. W dolnej połowie hierarchii prestiżu sytuowali się również przedstawiciele władzy lokalnej. Wojewoda znalazł się na 25 pozycji a prezydent miasta na 27. Można powiedzieć, że w świadomości społecznej dokonała się degradacja klasy rządzącej. Niska ocena utrzymywała się również w latach 2004–2008 pod rządami koalicji kierowanych przez PiS i PO, co jest precedensem we wszystkich krajach, w których takie badania robiono.
 
Dla społeczeństwa, demokratyczne reguły gry otwierają możliwości samoorganizacji w wielu dziedzinach. Z drugiej strony, nakładają obowiązek obywatelskiego uczestnictwa, ponieważ na tym właśnie polega demokracja. Otóż Polacy nie wywiązują się z tego obowiązku, a z możliwości korzystają w niewielkim zakresie. Według danych Europejskiego Sondażu Społecznego z 2002 r. odsetek Polaków należących do różnych organizacji wynosił 19,1%, co na 19 analizowanych krajów dawało nam ostatnią pozycję. Dla porównania, na trzech pierwszych miejscach lokowały się Holandia, Dania i Szwecja, w których odsetek ten kształtował się na poziomie 81-83%. Polska lokuje się również na jednym z ostatnich miejsc w Europie pod względem uczestniczenia w wyborach. W świetle danych komisji wyborczych, obejmujących ostatnie lata XX w. i początek obecnego stulecia, lokowaliśmy się z odsetkiem 46,3% (wynik wyborów z 2001 r.) na przedostatnim miejscu, wyprzedzając jedynie Szwajcarię (Przybysz 2004: 212).
 
Przejdźmy do sfery ideologicznej – na miejscu scentralizowanych i sterowanych przez aparat partyjno-państwowy środków masowego przekazu pojawiły się konkurujące ze sobą doktryny, formacje intelektualne, ideologie i style życia. Panowanie ideologiczne polega na tym, że wartości podzielane przez większość społeczeństwa, jego sposób myślenia i normy, w znacznym stopniu stają się myślami, wartościami i normami klasy panującej. W PRL podstawowym narzędziem panowania ideologicznego były szkoły, wspomniany świat mediów oraz masowe imprezy, takie jak pochody, manifestacje poparcia, uroczystości państwowe i festiwale piosenki, które do szarej i jednostajnej rzeczywistości codziennego dnia wnosiły powiew urozmaicenia, urastając do rangi wydarzeń. Państwu podporządkowane były w znacznym stopniu literatura i inne formy artystycznej ekspresji.
 
Podstawowa zmiana dotyczyła treści i formy tego przekazu – pluralizm, a nie sterowanie odgórne. Można wysunąć hipotezę, że pluralizm narzędzi (środków) „panowania” jest czynnikiem sprzyjającym rozmywaniu się ostrości przekazów ideologicznych. Stosunkowo najnowszym narzędziem staje się internet, którego w Polsce, do 1992 r., nie było, ale nową jakością jest również zmieniająca się kultura masowa. Rozwój różnych form panowania jest pierwszym powodem, w wyniku którego panowanie nad umysłami rządzonych nie jest już tak mocne, jak kiedyś. Drugim powodem jest pluralizacja po stronie podmiotów panowania. W PRL odpowiednikiem klasy panującej był wysoki aparat partyjno-państwowy. Wyżsi funkcjonariusze partyjno-rządowi mieli wszystkie atrybuty klasy panującej z wyjątkiem międzypokoleniowego dziedziczenia pozycji. Komunizm w Polsce nie trwał na tyle długo, żeby zaczęły w nim działać mechanizmy transmisji atrybutów rządzenia z rodziców na dzieci. Otóż obecnie, kandydatów do miana klasy panującej jest kilku. Przede wszystkim, istniejąca już niewątpliwie w Polsce elita biznesu, której liczebność – biorąc pod uwagę aktywa tej kategorii – oceniana jest na 15–17 tys. osób (Jasiecki 2009). Do rozważenia jest również kandydatura klasy rządzącej, czyli polityków, sprawującej kontrolę nad środkami produkcji w sektorze państwowym, natomiast brak możliwości dziedziczenia pozycji wyklucza z tego kręgu hierarchię kościelną.
 
Elita biznesu ma i kontroluje środki produkcji, wywiera również pewien wpływ na decyzje podejmowane rząd i administrację państwową, nie można też ignorować oznak nieformalnego oddziaływania znanych postaci ze świata biznesu na reprezentantów władzy. Jednak nie jest to wywieranie wpływu na tym poziomie, który można byłoby porównać z marksistowską XIX-wieczną, wizją sterowania przez wielki kapitał członkami parlamentu i rządem. Składają się na to zarówno słabość wielkiego kapitału w Polsce, jak i okoliczności towarzyszące transformacji, w której prominentna rola przypada politycznej elicie. Zręby kapitalizmu w Polsce tworzone są w znacznym stopniu odgórnie. Niejasne jest również to, jaką ideologię mieliby propagować politycy i biznes. Podsumowując ten wątek można powiedzieć, że w sferze panowania klasowego rysują się dwa podmioty – elita biznesu i politycy – jednak sytuacja jest płynna, a dokonujące się w cyklu wyborczym zmiany rządów, nie są czynnikiem sprzyjającym panowaniu nad umysłami rządzonych.
 
Brak klasy panującej (tym bardziej, że politycy nie mogą być „klasą”) pozwala podtrzymać tezę o pluralizmie w dziedzinie wpływu ideologii. Żaden z dotychczasowych rządów nie prezentował jednej, spójnej ideologii, może z wyjątkiem przekonywania społeczeństwa o potrzebie reform rynkowych. Na niejednoznaczne sygnały płynące z ośrodka politycznego nakłada się oddziaływanie Kościoła katolickiego, subkultur młodzieżowych, ruchów religijno-mistycznych, i kultury medialnej. Zaryzykuję hipotezę, że dla wielu ludzi wzorem do naśladowania, również w zakresie orientacji życiowych i norm, są bohaterowie filmowi.
 
* * *
 
Oczywiście, struktura klasowa nie wyczerpuje wszystkich aspektów struktury społecznej. Przykładem aspektów „nieklasowych” mogą być różne wymiary nierówności, kształtujące się na bazie dystrybucji zasobów i dóbr, w tym również świadomościowych, jak chociażby hierarchia prestiżu. Na pograniczu struktury klasowej i innych wymiarów stratyfikacji społecznej należałoby usytuować nierówności w dostępie do wykształcenia, bariery homogamii małżeńskiej, mechanizmy międzypokoleniowej ruchliwości społecznej, czy „zamykanie się” różnych kategorii przed napływem jednostek spoza ich środowiska, w celu zachowania uprzywilejowanej pozycji. Istotna jest następująca uwaga. W odniesieniu do wielu form nierówności nie da się jednoznacznie określić, na ile osadzone są one w strukturze klasowej, a ujmując rzecz bardziej dokładnie – rozstrzygnięcia te możliwe są jedynie na gruncie przyjmowanych teorii. Nie da się empirycznie ustalić, co jest, a co nie jest strukturą klasową.
 
Zmiany stosunków klasowych musiały pociągnąć za sobą zmiany struktury społecznej. Przede wszystkim zmienił się jej kształt, tzn. rozkład liczebności podstawowych segmentów. Rozwój stosunków rynkowych dał o sobie znać w postaci zwiększenia się względnego udziału właścicieli firm wśród ogółu ludności – w latach 1987–2008 odsetek właścicieli (włączając w to samozatrudniających się właścicieli, pracujących na własny rachunek) zwiększył się z 3 do 7,6%, co stanowi przekonujący dowód odpowiedzi struktury społecznej na zmianę systemu. Innym świadectwem, towarzyszącego transformacji, przejścia od gospodarki industrialnej do ekonomiki usług był wzrost liczebności szeregowych pracowników handlu i usług (głównie sprzedawców – z 7,7 do 12,7%). W tym samym czasie zwiększył się również względny udział pracowników umysłowych średniego szczebla, usytuowanych głównie w usługach – z 10,7 do 13,2%. Kategoria ta obejmuje m.in. księgowych, inspektorów, kierowników niższych szczebli i nauczycieli szkół podstawowych.

W wyniku tych zmian struktura społeczna w Polsce upodobniła się do struktury nowoczesnych społeczeństw rynkowych. Z drugiej strony, dokonywał się spadek względnego udziału kategorii zaliczanej do bastionów tradycyjnej struktury społecznej, co dotyczy przede wszystkim rolników. W latach 1987–2008 miał miejsce prawie dwukrotny spadek liczebności – z 19,8 do 9,4% – właścicieli gospodarstw rolnych, czyli klasy chłopskiej. Drugim symbolem przeszłości są robotnicy wykwalifikowani. Jedną z charakterystycznych cech poprzedniego systemu w zakresie polityki gospodarczej było forsowanie industrializacji, czego odzwierciedleniem w strukturze społecznej stał się liczebny wzrost robotników. Robotnicy wykwalifikowani byli w PRL najliczniejszym segmentem struktury społecznej, obejmującym ok. 25% ogółu ludności. Nadreprezentacja tej kategorii była uniwersalną prawidłowością we wszystkich społeczeństwach „realnego socjalizmu”. Natomiast w latach 1987–2008 względny udział robotników wykwalifikowanych w strukturze społecznej zmniejszył się z 26,3 do 18,8%. Pozostają oni najliczniejszym segmentem struktury społecznej, ale ich odsetek maleje.
 
Pewnym wyłomem w ramach dokonującego się procesu modernizacji struktury społecznej jest brak rozwojowych tendencji wśród specjalistów i kadry kierowniczej wyższego szczebla. W polskim kontekście kategorie te – obejmujące m.in. lekarzy, prawników, naukowców, inżynierów, nauczycieli szkół średnich, specjalistów od marketingu i bankowości – określane są mianem inteligencji. W społeczeństwach rynkowych liczebny wzrost tej kategorii jest funkcjonalną koniecznością, odpowiadającą zapotrzebowaniu ze strony gospodarki, kultury, życia publicznego i państwa. O ile w społeczeństwach zachodnich liczebność tej kategorii oscyluje w granicach 20–25%, to w Polsce stanowiła ona 11%, utrzymując się od końca lat 80. XX w. na tym poziomie bez większych zmian w czasie. Stagnacja ta znamionuje obecność jakiejś systemowej dysfunkcji ograniczającej możliwości rozwoju.
 
Zmiany rozkładów niewiele mówią o sile nierówności, ostrości barier społecznych i wyrazistości hierarchii. W Polsce, podobnie jak w innych krajach, w których takie analizy robiono, najczęściej badanymi aspektami tych zjawisk są nierówności edukacyjne, bariery ruchliwości międzypokoleniowej, wpływ wykształcenia na osiągnięcia zawodowe, wzory dystrybucji zarobków i hierarchie prestiżu zawodów. Z wymienionych, na pierwszy plan wysuwa się wzrost nierówności dochodów – ekonomiczny wymiar stratyfikacji, który jest najłatwiej uchwycić. W latach 1987–2005 stopień koncentracji dochodów rodzin (mierzony indeksem Giniego) zwiększył się z 0,28 do 0,40, a zakres rozpiętości między dochodami 10% osób najzamożniejszych i najuboższych zwiększył się z 3,50 do 6. Silny wzrost rozwarstwienia uwydatnił obecność elity biznesu i ludzi ubogich, których w poprzednim ustroju na taką skalę nie było.
 
Czynnikiem sprzyjającym zwiększeniu się nierówności dochodów jest wzrost roli merytokracji. Zasada merytokracji polega na wynagradzaniu odpowiednio do „zasług”, co w analizach ilościowych zwykło się operacjonalizować w postaci zależności między poziomem wykształcenia a dochodami jednostek. Występowanie silniejszej zależności znamionuje stan większej merytokracji i rzeczywiście, w Polsce siła tej zależności ulega systematycznemu zwiększeniu. Jeszcze w 1982 r. dochody tej kategorii były tylko 12% wyższe od średniej krajowej, w 1999 r. kwota ta zwiększyła się do 45%, a w 2005 r. do 61% – natomiast relatywnie coraz niższe zarobki zapewniało wykształcenie średnie ogólnokształcące, zasadnicze zawodowe, itd. Zwiększającej się sile związku między poziomem wykształcenia i wielkością zarobków towarzyszył wzrost dochodów wyższej kadry kierowniczej i specjalistów (Domański 2008).
 
Wzrost finansowej opłacalności dyplomu wyższej uczelni i zawodów inteligenckich oznacza, że ludzie z wyższymi kwalifikacjami powinni być coraz lepiej motywowani do pracy. Jest to podstawowy warunek ekonomicznej efektywności i modernizacji stosunków społecznych i charakterystyczna – jak widać – cecha systemu kształtującego się w Polsce. Wynikałoby stąd, że mechanizmy stratyfikacyjne, prawidłowo zareagowały na zapotrzebowanie ze strony gospodarki kapitalistycznej i stosunków rynkowych.
 
Wzrost merytokracji powinien poprawić samoocenę inteligencji i nastroje społeczne. Obiektywnie rzecz biorąc, reprezentantów tej kategorii powinno być bardziej stać na posiadanie własnych domów i mieszkań o wysokim standardzie, luksusowych samochodów i dóbr trwałego użytku, które są przecież poza zasięgiem większości robotników i chłopów. Jednak okazuje się, że tak nie jest. Przekonanie o niedopłacaniu kategorii osób z wyższym wykształceniem utrzymuje się nadal (co jest interesującą prawidłowością z zakresu potocznego myślenia), z tym, że krytyka formułowana w PRL pod adresem komunistycznego reżimu, kierowana jest do obecnej klasy rządzącej. Przekonanie o niedopłacaniu za wysokie kwalifikacje utrzymuje się przede wszystkim wśród inteligencji, najbardziej opiniotwórczego segmentu, mającej aspiracje do bycia wzorem do naśladowania dla klas niższych pod względem stylu życia i systemu wartości. Dużo się mówi o jej degradacji w hierarchii społecznej i braku środków, żeby żyć godnie, na poziomie odpowiadającym wysokiemu prestiżowi i roli elity. Nasuwa się refleksja, że inteligencja, która jest najlepszym rzecznikiem własnych interesów na forum publicznym, lubi być postrzegana jako ofiara każdej klasy rządzącej, poza tym, że do krytykowania (chyba każdego) rządu predestynuje ją wiedza eksperta i przekonanie, że jest mądrzejsza od władzy.
 
Wniosek o zwiększającej się roli merytokracji mógłby być optymistyczną prognozą, jednak (w świetle badań) okazuje się być zjawiskiem ograniczonym do sfery zarobków. Ludzie idą na studia w przekonaniu, że znajdą zatrudnienie w zawodach wymagających wyższego wykształcenia, zapewniających im odpowiednio wysoki status społeczny i możliwości zrobienia kariery – tymczasem z badań wynika, że zależność między poziomem wykształcenia i pozycją zawodową maleje. Jedną z oznak tego zjawiska jest zmniejszający się odsetek reprezentantów inteligencji wśród absolwentów wyższych uczelni. O ile w 1982 r. odsetek ten kształtował się na poziomie 62,8 to w 1992 r. wynosił on 52,7, w 1998 – 40, a w 2006 już tylko 37,7% (Domański i Mach 2008: 291). Wynikałoby stąd, że wyższe wykształcenie coraz słabiej przekładało się na przynależność do inteligencji, czyli, w miarę upływu lat, w jej szeregi przechodziło po ukończeniu studiów coraz mniej osób. Absolwenci wyższych uczelni coraz częściej zasilali kategorie sytuujące się na niższych piętrach drabiny społecznej – w największym stopniu pracowników umysłowych i właścicieli firm poza rolnictwem. Osłabienie siły tej zależności można interpretować jako świadectwo zmniejszenia się alokacyjnej roli wykształcenia w zakresie dostępu do wysokich pozycji, a co za tym idzie – obniżenie drożności głównego kanału usytuowania na rynku pracy i wyznacznika karier życiowych. Tak więc, byłby to rodzaj systemowej dysfunkcji – przy założeniu, że warunkiem efektywnego funkcjonowania współczesnych społeczeństw jest obsadzanie pozycji zawodowych odpowiednio do kwalifikacji jednostek. Z punktu widzenia dynamiki mechanizmów społecznych można założyć, że znosi to – w jakimś stopniu – pozytywny (dla efektywności systemu społecznego) wpływ merytokracji w dziedzinie wynagrodzeń i może być źródłem frustracji dla absolwentów szkół wyższych.
 
Mimo tych zmian, Polacy funkcjonują w ramach podobnego układu dystansów społecznych. Nie zmieniły się nierówności pod względem dostępu do wykształcenia, ani stopień otwartości struktury społecznej mierzony ruchliwością międzypokoleniową, barierami zawierania małżeństw i odrębności stosunków towarzyskich w ramach podstawowych segmentów struktury społecznej. Zmiany stosunków klasowych nie wykreowały jak na razie nowych klas społecznych. Nie wyłoniła się klasa panująca, klasa średnia, ale jest to temat na inny artykuł.
 
Literatura
Davis K. i W.E. Moore. 1945. Some principles of stratification. American Sociological Review 10: 242–249.
Domański H. 2008. Merytokracja w zasadach dystrybucji wynagrodzeń w latach 1982–2005, w: H. Domański (red.). Zmiany stratyfikacji społecznej w Polsce. Warszawa: IFiS PAN.
Domański H. i B.W. Mach. 2008. Inteligencja w strukturze społecznej: dziedziczenie pozycji, wyższe wykształcenie i kariera zawodowa (1982–2006). W: H. Domański (red.). Inteligencja w Polsce: specjaliści, klasa średnia, intelektualiści, klerkowie? Warszawa: IFiS PAN.
Jasiecki K. 2009. Elita bogactwa w Polsce. Szacunki liczebności według kryterium prywatnych aktywów finansowych. Niepublikowany maszynopis.
Przybysz D. 2004. Dlaczego Polacy nie głosują?, w: H. Domański i in. (red.), Niepokoje polskie. Warszawa: IFiS PAN.
Warner W.L. i P.S. Lunt. 1941. The Social Life of a Modern Community. New Haven: Yale University Press.
Weber M. 2002. Gospodarka i społeczeństwo. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
 

Autor tekstu jest znanym socjologiem, autorem wielu ważnych prac z dziedziny struktur społecznych i społecznej stratyfikacji; jest dyrektorem Instytutu Filozofii i Socjologii PAN.
 
 
Res Humana nr 4-5/2009, s. 6-12.